Joanna od dwudziestu lat zajmuje się chorą siostrą. "Marzę tylko o tym, żeby w piecu móc napalić"

kobietaxl.pl 1 godzina temu

W domu ich było siedmioro rodzeństwa. Mama urodziła Justynę późno – miała 47 lat. Ale dziecko było zdrowe, niestety, zawinięte pępowiną. Doszło do niedotlenienia podczas porodu, było za późno na cesarskie cięcie. Justyna urodziła się z dziecięcym porażeniem mózgowym.

- Jestem od niej starsza od 12 lat, zajmowałam się siostrą od urodzenia, pomagałam mamie, kiedy mama umarła wzięłam na siebie całą opiekę – mówi Joanna. - Justynka wymaga ciągłej obecności i pomocy z mojej strony. Dźwigam Justynkę kilkanaście razy dziennie i jest mi bardzo ciężko, gdyż siostra ma ruchy mimowolne i jest spastyczną osobą i waży ok 65 kg. Ja zaś jestem po pięćdziesiątce i mam problemy zdrowotne, głównie schorzenia kręgosłupa związane z dźwiganiem. Często brakuje mi sił i nachodzą mnie myśli, iż nie dam rady opiekować się Justynką. A kto by się wtedy nią zajął? Muszę dla niej być sprawna.

Tymczasem oprócz zdrowia, potrzebne są pieniądze, bo wydatki są ogromne. Trzeba było zakupić nowy wózek elektryczny, gdyż poprzedni się zepsuł. Wózek kosztował ponad 31 tys. zł. Joanna zrezygnowała wówczas z zakupu podnośnika, który znacznie ułatwiłby opiekę nad siostrą. Udało się jednak na niego nazbierać pieniądze przez fundację Siepomaga.

- To już coś, chociaż wiem, iż podnośnik nie zda rezultatu przy posadzeniu Justynki na toaletę, gdyż mam małą łazienkę. Ale zawsze to przy łóżku jakaś ulga będzie – mówi Joanna. - Mieszkamy na wsi i nie mamy żadnej pomocy znikąd. Mamy stary dom po rodzicach, ale wymaga remontu po względem przystosowania mieszkania do potrzeb Justynki na wózku. Ciągle są wydatki, a pieniędzy starcza raptem na życie.

Kiedy żyła siostra mieszkająca w sąsiedztwie, Joanna jeszcze pracowała.

- Moje życie nie było i nie jest usłane różami. Miałam 17 lat, kiedy zmarł mój i Justysi ojciec. Kiedy urodziłam swojego synka, zmarła mama. Po dwóch latach od śmierci mamy zmarła siostra, która zostawiła trójkę małych dzieci. Wtedy musiałam zrezygnować z pracy zawodowej i zająć się całkowicie opieką nad Justynką i małymi chłopcami siostry – mówi Joanna. - W listopadzie 2025r. zmarł nagle w wieku 26 lat Łukasz, najstarszy syn siostry, którego wychowywałam i traktowałam jak swojego syna. Śmierć Łukasza ogromnie mną i Justynką wstrząsnęła, gdyż u Łukasza w nocy nagle zatrzymało się serce. Dziewczyna Łukasza myślała, iż on się wygłupia i dopiero po godzinie zadzwoniła po pogotowie. To spowodowało niedotlenienie mózgu i po tygodniu śmierć mózgową. Śmieć Łukasza bardzo nami wstrząsnęła. Szczególnie, iż dużo nam pomagał.

A w domu pozostało brat Joanny chory na nowotwór. Też się nim zajmuje, bo jest samotny. Jeździ z nim na wizyty lekarskie, pilnuje wszystkiego. Szykuje jedzenie, pierze, przygotowuje ubrania.

- Mam dużo pracy, czasami nie wiem, w co ręce włożyć – mówi Joanna. - Wstaję codziennie o 6 rano. Toaleta Justynki, przekładam ją na wózek. Szykuję dla niej i dla brata śniadanie. Potem gotowanie obiadu, pranie, sprzątanie. W lecie jeszcze dochodzi ogródek. Wizyty u lekarzy, zajmowanie się Justynką. Nie ma czasu w myślenie, choć trudno zapomnieć o tym, co najbardziej boli.

A boli brak pieniędzy i wcale nie na luksusy. Żyją z renty Justyny, zasiłku wspierającego. To wystarcza na codzienne potrzeby. Ale już nie na remonty. A komin wymaga szybkiej naprawy, bo nie będzie w zimie jak w piecu palić. No i Joanna bardzo by chciała wyjechać z Justyną na turnus rehabilitacyjny. I móc zabrać do pomocy trzecią osobę.

- Żebym i ja mogła chwilę odetchnąć, trochę swoje zdrowie podreperować – wzdycha. - Ale to są bardzo drogie wyjazdy.

Wie, iż jej życie łatwe nie jest, ale nie żałuje tego, iż zajęła się siostrą.

- Ja ją bardzo kocham – mówi. - Drugi raz też bym podjęła taką samą decyzję, choć swojego życia nie mam. Ale się nie skarżę, są inni, co mają gorzej. Byle komin przestał dymić, byle móc jakikolwiek remont zrobić, to już będę mogła mówić o szczęściu.


Możeci pomóc siostrom wpłacając na zrzutkę:

Idź do oryginalnego materiału