Jesteśmy regularnie truci. Wieczne chemikalia w produktach, o których nie masz pojęcia

instytutsprawobywatelskich.pl 1 godzina temu

Z dr Aleksandrą Rutkowską rozmawiamy o tym, jak rozpoznać, czy produkt jest bezpieczny dla nas i środowiska, gdzie szukać wiarygodnych informacji konsumenckich oraz o tym, iż mamy wystarczająco dużo siły, żeby wywierać presję na producentów, aby przestali nas truć.

Aleksandra Rutkowska

Dr n. med., wynalazca, adiunkt Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Współzałożycielka DetoxED oraz współtwórczyni kampanii społecznej „Bądź DetoxED. Bądź zdrowy”. Współautorka książki „Żyj bez toksyn. Jak pozbyć się szkodliwych substancji ze swojej codzienności”.

(Wywiad jest zredagowaną i uzupełnioną wersją podcastu Czy masz świadomość? pt. „Żyj bez toksyn. Ubrania, chemia i twoja szafa” z 30 kwietnia 2024 roku).

Rafał Górski: Pani doktor, w jakich produktach codziennego użytku stosowane są PFAS-y, znane jako wieczne chemikalia?

Dr Aleksandra Rutkowska: W bardzo wielu. W niektórych spodziewaliśmy się ich obecności, mam na myśli słynne patelnie teflonowe i patelnie, które posiadają nieprzywierające powłoki, czy też w odzieży tzw. outdoorowej chroniącej nas przed wilgocią i wodą. Również wiedzieliśmy o tym, iż znajdują się w produktach do gaszenia pożarów, np. w piankach gaśniczych.

Natomiast w tej chwili wiemy, iż zawierają je też produkty, w których nigdy nie podejrzewalibyśmy obecności tych substancji, jak na przykład: nici dentystyczne czy też słomki papierowe wykorzystywane do picia jako zamiennik plastiku.

I, uwaga, bardzo często dodatki PFAS-ów znajdują się w kartonach do pizzy czy burgerów, w których przenosimy nasze produkty spożywcze i wierzymy, iż w papierze są bezpieczne.

Niestety, wnętrze tych opakowań może być wyściełane substancjami zawierającymi PFAS. Mają one zabezpieczyć karton przed rozmięknięciem, ale pod wpływem temperatury i tłuszczu mogą przenikać do żywności i wtedy je spożywamy.

Z tych produktów, które pani wymieniła, u mnie mocniej zarezonowała nić dentystyczna i odzież outdoorowa, ponieważ korzystam z nich na co dzień. Jak mam rozpoznać, czy dana nić dentystyczna lub kurtka zawiera te wieczne chemikalia?

Niestety, nie da się tego do końca rozpoznać.

Nie ma obowiązku zamieszczania na produkcie informacji o obecności tych substancji. Jednym z elementów ochrony konsumenta byłoby wprowadzenie regulacji, które nakazywałyby producentom taki obowiązek informacyjny.

Już teraz możemy znaleźć patelnie, na których jest zaznaczone, iż na przykład nie ma w nich PFOA, nie ma PFOS-ów, czyli nie ma głównych PFAS-ów. Wówczas jest duże prawdopodobieństwo, iż tych substancji nie będzie [PFAS to grupa chemikaliów, związków fluoropochodnych, które są znane ze swoich adekwatności odpychających wodę i oleje. Są wyjątkowo odporne na rozkład i gromadzą się w środowisku, wodzie pitnej oraz żywności. PFOA i PFOS to dwa związki z licznej grupy PFAS-ów – przyp. red.]. Mogą być jednak inne substancje z tej rodziny, które wcale nie są bezpieczniejsze. Natomiast o ile nie ma takich oznaczeń, to nie jesteśmy w stanie rozpoznać, czy dane tworzywo nieprzywierające jest bezpieczne, czy nie. Dużo lepszym rozwiązaniem są patelnie ze stali nierdzewnej albo żeliwa.

Odzież outdoorowa, o ile służy nam przez wiele lat i używamy jej sporadycznie, nie jest aż tak dużym problemem, natomiast dużo większym problemem są właśnie nici dentystyczne czy opakowania do żywności, których używamy regularnie.

Obecnie jest moda na meble tapicerowane, które są pokryte warstwą PFAS-ów, aby nie wchłaniały wilgoci. Jak wylejemy na nie czerwone wino, to ono pięknie spłynie, nie wsiąka w materiał. Możemy gwałtownie wytrzeć i nie ma śladów zniszczeń na meblu. No ale coś za coś, bo mogą się uwalniać szkodliwe substancje, a my je wchłaniamy, najczęściej wdychamy wraz z kurzem domowym.

W innych przypadkach PFAS-y mogą się dostać do organizmu przez skórę, możemy je wchłaniać z pożywieniem albo wodą czy innymi napojami. Jesteśmy na nie regularnie narażeni.

Piszemy o Ludziach, a nie o władzy

Pokazujemy prawdę o przyczynach, nie o skutkach. Jesteśmy Twoim głosem. Wspieraj niezależność!

Przekaż 1,5% i zostań naszym współwydawcą

„Jesteśmy regularnie truci”, jak mówi Rob Bilott do swojej żony. Film „Mroczne wody”, opowiadający jego historię, zrobił na mnie niesamowite wrażenie i to adekwatnie mniej ze względu na to, iż korporacje nas trują, a bardziej pod kątem wysiłku, jaki Rob i jego rodzina musieli podjąć, żeby zwyciężyć z korporacją DuPont.

Wracając do nici dentystycznej: jako konsument chciałbym teraz podjąć intensywne działania, żeby zorientować się, która nić dentystyczna na polskim rynku jest wolna od wiecznych chemikaliów. Gdzie mam szukać takich informacji? Jakim tropem pójść?

Nie jest to takie proste. Na razie trzeba liczyć na to, iż są producenci, którzy deklarują to na swoich opakowaniach. Nie ma baz danych z takimi informacjami. Bardzo pomaga aplikacja Scan4Chem stworzona w programie unijnym LIFE AskREACH, która skanuje produkty i mówi nam, czy są tam obecne szkodliwe substancje. Ona jednak też bazuje na tym, co podają producenci.

Trzeba pamiętać o tym, iż pojedyncze produkty nie zrobią nam krzywdy, bo dodatek tych szkodliwych substancji nie jest bardzo wysoki. Problem pojawia się, kiedy tych produktów w naszym otoczeniu jest bardzo dużo.

Tworzywa sztuczne, które uwalniają związki endokrynnie czynne, czyli takie, które są hormonalnymi oszustami, zwiększają ryzyko chorób cywilizacyjnych takich jak: rak piersi, rak prostaty, otyłość, cukrzyca, zaburzenia płodności.

Część takich tworzyw sztucznych zawiera substancje toksyczne, część substancje, które wpływają na układ immunologiczny, a część zawiera substancje, które bezpośrednio zaburzają płodność. Są tworzywa sztuczne, które zawierają substancje genotoksyczne albo karcerogenne, czyli wywołujące raka. Mamy miksturę różnych chemikaliów w życiu codziennym i o ile do tego dodamy jeszcze PFAS-y, to ten konglomerat substancji zwiększa nasze ryzyko zachorowania. Musimy o tym pamiętać.

Przy PFAS-ach mamy jeszcze problem, który jest absolutnie najbardziej niepokojący. To są wieczne chemikalia.

PFAS-y, czyli cała ta grupa substancji perfluoroalkilowych (do których należą PFOA i PFOS-y), nie rozkładają się przez dziesiątki lat. W związku z tym

kumulują się w naszym organizmie i nie jesteśmy w stanie ich w żaden sposób rozłożyć.

Poza tym trafiają do środowiska pod postacią zanieczyszczeń, bo kupujemy na przykład odzież outdoorową, później ją wyrzucamy i ona ląduje na wysypisku, a te szkodliwe substancje migrują do środowiska i nie znikną – wrócą do nas z powrotem chociażby z wodą pitną lub odłożone w tkankach ryb, które zjemy… Więc ta ilość szkodliwych substancji, którą będziemy mieli w organizmie, będzie cały czas narastać.

Bardzo wiele badań na świecie pokazuje, iż PFAS-y wykrywane są w wodzie pitnej i w różnych zbiornikach wodnych, a z wodą kumulują się w organizmie człowieka. Są wykrywane w moczu i we krwi, i to powinno budzić niepokój. Zwłaszcza iż – pamiętajmy o tym – dla tych substancji nie ma bezpiecznych dawek. O substancjach toksycznych możemy powiedzieć, iż jest jakaś określona dawka, po której przekroczeniu nastąpi uszkodzenie komórki, tkanki, organu i zaczynie się choroba.

Natomiast PFAS-y działają jak hormony i szkodzą choćby przy bardzo niskim ich stężeniu.

Jest jeszcze jeden problem, o którym już wspomniałam na początku: o ile mówimy o pojedynczej substancji, to możemy przewidywać jej niekorzystne działanie, bo powstały prace, które pokazują wpływ konkretnej substancji na układ hormonalny, immunologiczny czy ryzyko powstania chorób cywilizacyjnych.

W momencie kiedy mamy do czynienia z mieszaniną dziesiątek czy setek substancji, nie jesteśmy w stanie w prosty sposób przewidzieć efektów końcowych.

Właśnie dlatego konsekwencje zdrowotne mogą być dużo silniejsze.

Absolutnie, w interesie nas wszystkich jest, żeby świadomie wybierać bezpieczne produkty. Cały czas pojawiają się nowe regulacje, niektóre produkty są wycofywane. Natomiast regulacje sobie, a producenci sobie. A my, konsumenci, mamy tę supermoc, iż jesteśmy w stanie znaleźć takie produkty, które pozwolą nam minimalizować ryzyko.

Fundacja Kupuj Odpowiedzialnie razem z innymi organizacjami społecznymi w Europie i na świecie przygotowała raport: „Toksyny w naszej odzieży. Wieczne chemikalia w kurtkach i odzieży z 13 krajów”. Jakie wnioski płyną z tego raportu dla nas obywateli?

Powinniśmy bardzo uważać na to, co kupujemy. Lepiej zainwestować w dobrej jakości produkty i kupić ich mniej. Oczywiście przy odzieży outdoorowej nie mamy zbyt dużego wyboru, ponieważ większość tego typu produktów zawiera szkodliwe substancje, bo nie wymyślono zdrowszej alternatywy, która by skutecznie chroniła ubrania przed wodą. Pamiętajmy jednak o tym, żeby pozostałe elementy odzieży, które dotykają bezpośrednio naszego ciała, były rzeczywiście bezpieczne dla naszego zdrowia, czyli wykonane z bawełny, lnu, barwione jasnymi barwnikami albo wcale, najlepiej kupowane i szyte lokalnie, żeby nie były transportowane z daleka.

Zawsze należy prać odzież, zanim założymy ją po raz pierwszy. Do transportów ubrań, zwłaszcza z państw azjatyckich, pakowana jest ogromna ilość chemii, która też będzie nam szkodzić.

A po co dodawana jest ta ogromna ilość chemii na czas transportu?

Czas transportu jest długi, rzeczy przewożone są w kontenerach, gdzie panuje wysoka temperatura i wilgotność, więc odzież zostaje zabezpieczona wszelkimi rodzajami produktów biobójczych przed każdym żywym organizmem, począwszy od pleśni, grzybów, po gryzonie. Dzięki temu produkty dojeżdżają w całości do wybranego miejsca na świecie.

Do odzieży, tekstyliów dodawane są też substancje obniżające palność, między innymi tak zwane polibromowane opóźniacze spalania. Ich obecność w tworzywach spowalnia spalanie lub choćby je zatrzymuje. Producenci dodają je ze względów bezpieczeństwa przeciwpożarowego. Niestety, te substancje mają potencjał hormonalnie czynny, co oznacza, iż nasz organizm nie jest w stanie rozróżnić, czy to jest obca substancja chemiczna, czy naturalny hormon, i wtedy zaczyna się zabawa.

Ta cała chemia: PFAS-y, jak również bisfenol A i ftalany [substancje chemiczne zawarte w produktach z tworzyw sztucznych – przyp. red.] działają bezpośrednio na receptory w naszych komórkach, przekazują im różne informacje i doprowadzają do zaburzenia równowagi w całym organizmie.

Osoba ze sprawną równowagą hormonalną i zdrową wątrobą jest w stanie usuwać te toksyczne substancje z organizmu. Szczególnie narażone są jednak osoby z grup wrażliwych: kobiety w ciąży, małe dzieci, osoby z zaburzeniami hormonalnymi albo w trakcie leczenia onkologicznego.

Stały kontakt z PFAS-ami może powodować szereg różnych powikłań. Młody organizm nie jest w stanie usuwać szkodliwych substancji, bo nie ma jeszcze takich mechanizmów, więc każda dawka wiecznych chemikaliów może spowodować ogromne szkody. U kobiet ciężarnych te substancje przenikają przez łożysko, działają bezpośrednio na płód, co może prowadzić do zaburzeń rozwoju płodu albo przedwczesnego porodu, który wiąże się z dużym ryzykiem – może dojść nie tylko do powikłań zdrowotnych, ale choćby do śmierci dziecka.

Naukowców ogromnie niepokoi możliwość zmian epigenetycznych u płodu [zmiany epigenetyczne wynikają z oddziaływania na organizm czynników zewnętrznych takich jak: dieta, aktywność fizyczna, poziom stresu – przyp. red.]. W badaniach na zwierzętach udowodniono, iż ciężarna samica narażona na oddziaływanie PFAS-ów rodziła potomstwo ze zmianami epigenetycznymi. Zmiany przekazywane były osobnikom w kolejnych pokoleniach i wiązały się z większym ryzykiem chorób cywilizacyjnych. A ich liczba cały czas rośnie. Jest więcej nowotworów, zaburzeń płodności, a problem nadmiernej masy ciała dotyczy ponad pięćdziesięciu procent populacji w Polsce [nadwagę lub otyłość w 2019 roku miało 57% dorosłych mieszkańców Polski, podczas gdy w 2014 roku nieco ponad 53%, dane GUS – przyp. red.]. Jest o co walczyć.

Nasze konsumenckie wybory to jeden z tych czynników środowiskowych, na który mamy wpływ.

Badania, które są publikowane w prestiżowych czasopismach naukowych, pokazują jednoznacznie, iż o ile kobiecie ciężarnej zmniejszy się o połowę narażenie na plastik w domu, to ryzyko przedwczesnego porodu też spada o prawie połowę. W Europie rocznie rodzi się przedwcześnie mniej więcej piętnaście milionów dzieci, więc choćby taka drobna zmiana, daje nam szansę na dłuższe i zdrowsze życie. A tego przecież wszyscy chcemy dla siebie i dla najbliższych.

Czyli organizm zdrowego człowieka ma większą zdolność neutralizowania toksyn. o ile system odpornościowy jest w dobrej kondycji, to radzi sobie z usuwaniem chemii z organizmu. Nie byłbym sobą, gdybym nie dodał, iż powinniśmy również bardzo ostrożnie używać aplikacji telefonów, bo tak zwane promieniowanie elektromagnetyczne też ma destrukcyjny wpływ na nasz system odpornościowy.

Pani doktor, czyli te wieczne chemikalia mogą być uwalniane do powietrza w naszym domu, mieszkaniu? I również do wody podczas prania?

Tak, zdecydowanie. Dlatego nową odzież najlepiej jest wyprać przynajmniej ze dwa, trzy razy zanim ją założymy. Z drugiej strony, to jest tylko pozorne dbanie o bezpieczeństwo, dlatego iż te substancje wypłukują się i trafiają razem ze ściekami do wód i środowiska. A my jesteśmy z nim przecież połączeni.

Koncepcja „Jednego Zdrowia” (One Health) mówi nam o tym, iż my jako ludzie i zwierzęta tworzymy wspólne środowisko i jesteśmy połączeni w jedną całość.

Nasze działania, codzienne wybory mogą wpłynąć na to, iż środowisko przetrwa i będzie nas wspierać. I na odwrót: o ile zatrujemy je, to środowisko odwdzięczy się nam tym samym i nas zabije.

W latach 70. XX wieku minister zdrowia Kanady Marc Lalonde opublikował raport [„A New Perspective on the Health of Canadians” – przyp. red.], w którym przedstawił koncepcję „pól zdrowia”. Wymienione są tam czynniki zwiększające ryzyko chorób cywilizacyjnych i ponad siedemdziesiąt procent tych czynników mieści się w obszarach: styl życia i środowisko, w którym żyjemy. Wbrew pozorom środowisko domowe i nasz styl życia mają ogromne znaczenie.

Proszę opowiedzieć o projektach, w których pani bierze udział.

Projekty NonHazCity i NonHazCity 2 są realizowane w ramach programu Interreg i współfinansowane przez Unię Europejską. Polegają na tym, iż partnerzy z wielu państw Europy podejmują działania, które mają zwiększyć świadomość konsumentów na temat szkodliwych substancji w produktach codziennego użytku oraz podają oparte na nauce rekomendacje, które pozwolą realnie zmniejszyć narażenie na te substancje.

W projekcie NonHazCity brało udział osiemnastu partnerów z państw europejskich. Udowodniliśmy, iż o ile zadbamy o nasze środowisko i zmniejszymy obecność szkodliwych substancji w otoczeniu domowym, to automatycznie zmniejszamy ryzyko chorób cywilizacyjnych.

Wszystko wskazuje na to, iż powinniśmy zdecydować się na częściowy powrót do tego, co było w latach 70., czyli do bezpiecznych materiałów jak szkło, papier, stal szlachetna.

W ramach projektu NonHazCity 2 powstała aplikacja Check(ED) Yourself, a w tej chwili w ramach współfinansowania LIFE ChemBee, Interreg NonHazCity3 i Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) aplikacja CheckEd. To nie jest aplikacja na telefona, tylko aplikacja webowa, więc można ją zainstalować na komputerze.

To dobra wiadomość dla mnie, bo nie mam telefona (śmiech).

Właśnie dlatego zdecydowaliśmy się na aplikację dostępną dla wszystkich korzystających z internetu. Aplikacja CheckEd działa też w języku polskim. Jest anonimowa i nie zbiera danych, choć pyta o kilka osobistych rzeczy: wiek, masę ciała, płeć, miejsce zamieszkania. To ważne, ponieważ każdy z tych aspektów wpływa na to, jak metabolizujemy szkodliwe substancje i jak duży mają wpływ na ryzyko zachorowania.

Aplikacja zadaje też pytania dotyczące naszego mieszkania. Rodzaj podłogi, materiały wykończeniowe na ścianie czy temperatura w pomieszczeniu mają ogromny wpływ na to, ile i jaki rodzaj substancji szkodliwych znajdzie się w powietrzu, którym oddychamy. Są także pytania o poszczególne elementy wyposażenia, o których wiemy, iż mogą wydzielać substancje szkodliwe oraz o styl życia, ponieważ bardzo wiele tych substancji trafia do nas, kiedy zachowujemy się w określony sposób, np. używamy produktów w puszce, pijemy wodę w plastikowych butelkach czy używamy patelni z nieprzywierającą powłoką.

Na końcu dostajemy spersonalizowane wyniki opisujące nasz poziom narażenia na kontakt ze szkodliwymi substancjami oraz rekomendacje: co możemy zrobić, żeby zmniejszyć ekspozycję na nie. Algorytmy i wszystkie zalecenia są oparte na naukowych danych.

Nie jesteśmy w stanie wyeliminować trujących substancji z otoczenia, ale możemy zmniejszyć ich ilość, wykorzystując wiedzę naukową. I przynosi to ogromne korzyści dla zdrowia.

Czego o toksynach możemy dowiedzieć się od Europejskiej Agencji Chemikaliów (ECHA)?

Europejska Agencja Chemikaliów jest największą bazą zebranych danych dotyczących różnych substancji, które są toksynami albo substancjami hormonalnie czynnymi, które przez długi czas były pomijane – bo nie są substancjami toksycznymi de facto.

Na stronie ECHA znajdziemy najwięcej wiedzy zebranej w jednym miejscu. Warto też korzystać z publikacji naukowych online, które są dostępne w PubMed czy w Google Scholar. To są tysiące prac naukowych, nie do wszystkich jest wolny dostęp, ponieważ część jest dostępna tylko dla naukowców. Zawsze jednak znajdziemy streszczenie pracy, w którym zawarta jest informacja o wynikach, i do tego wszyscy mogą mieć dostęp.

Bardzo często dane naukowe dotyczące chemikaliów publikowane są przez organizacje, które próbują zwiększyć świadomość konsumentów. Fundacja Kupuj Odpowiedzialnie prowadzi co jakiś czas nabór na darmowy kurs „Dom na detoksie”, podczas którego uczy, w jaki sposób skutecznie zmniejszać narażenie na chemikalia. Warto się zapisać na ten kurs, pojawia się w formie stacjonarnej lub online, jest fenomenalny.

Kurs jest elementem projektu LIFE ChemBee, czyli europejskiego projektu zrzeszającego wolontariuszy, którzy mają za zadanie docierać do gospodarstw domowych i edukować w kwestiach obecności substancji niebezpiecznych w produktach codziennego użytku. Idea projektu ma na celu wywołanie efektu śnieżnej kuli: czyli my się uczymy, później uczymy innych, a inni uczą kolejnych. Zwiększamy w ten sposób świadomość nas wszystkich i wspólnymi siłami globalnie zmniejszamy skażenie środowiska, a w konsekwencji chronimy nas samych.

My, jako DetoksED, prowadzimy warsztaty, szkolenia, dzielimy się wiedzą w mediach społecznościowych. Chcemy wierzyć, iż mądrość naszych przodków: babć, dziadków, którzy używali naprawdę bezpiecznych materiałów, może wrócić.

Udowodniliśmy, iż choćby w zabieganym świecie możemy wprowadzić drobne zmiany na lepsze: wszyscy, którzy brali udział w naszych projektach pracują zawodowo, mają dzieci, mnóstwo wyzwań na głowie, ale byli w stanie w tych rekomendacjach znaleźć coś dla siebie. A każda taka cegiełka to ukłon w stronę środowiska i większa szansa na zdrowie.

Zapraszamy na staże, praktyki i wolontariat!

Dołącz do nas!

Czego, my obywatele, powinniśmy domagać się od polityków, od biznesu i czego wymagać od siebie w temacie wiecznych chemikaliów?

Zdecydowanie warto skupić się na tym, żeby wprowadzać regulacje zakazujące stosowania wiecznych chemikaliów. Niestety, jest to furtka do tego, żeby powstawały analogowe substancje, które nie zawsze są bezpieczne.

Kiedy wycofywano bisfenol A (BPA), w jego miejsce pojawiło się kilkanaście odpowiedników – substancji o takim samym potencjale endokrynnie czynnym. Więc wcale nie rozwiązano problemu, a te nowe substancje nie zostały jeszcze zakazane, w związku z czym występują w produktach.

Niezwykle ważna jest świadomość konsumencka – umiejętność wybierania lepszych produktów sprawi, iż rynek wygeneruje producentów, którzy będą chcieli takie produkty tworzyć.

To już się dzieje: w ostatnich dziesięciu latach mamy ogromny wzrost dostępności produktów, które są bezpieczną alternatywą dla pozostałych. Oczywiście, nie wszystkie są dostępne w jednym miejscu i czasami wymaga to poszukiwań i wysiłku.

A kilka porad jak żyć zdrowiej, takich do zastosowania tu i teraz?

Mając świadomość, iż – na przykład – nie możemy kupić żywności lokalnej i organicznej, biocertyfikowanej, która jest najzdrowsza i najbezpieczniejsza, zawsze obierajmy ze skórki owoce i warzywa nieznanego pochodzenia. Nie ma lepszej metody, żeby szkodliwe substancje w nich zawarte nie trafiły do naszego organizmu.

Pijmy wodę z kranu, ale lepiej tę wodę przefiltrować, zanim ją wypijemy, bo o ile pochodzi ze źródła powierzchniowego, to mogą tam być obecne PFAS-y.

Starajmy się nie wybierać opakowań plastikowych tylko szklane albo kupujmy produkty luzem. o ile kupujemy coś w plastiku, to z oznaczeniem piątki czyli polipropylenu albo dwójki i czwórki, które są wykonane z polietylenu i nie powinny zawierać dodatku substancji szkodliwych [cyfry oznaczają rodzaj zastosowanego w opakowaniu plastiku – przyp. red.].

Niemniej choćby one mogą uwalniać cząsteczki mikroplastiku, który dostaje się do organizmu i też jest szkodliwy.

Dlatego preferujmy szkło, stal szlachetną, niepowlekany papier i kupowanie produktów luzem, lokalnie, sezonowo. To jest najbezpieczniejsze rozwiązanie.

Nie otaczajmy się tworzywami sztucznymi. o ile mamy w domu podłogi, które wykonane są z tworzyw sztucznych, zwłaszcza z paneli winylowych, to warto je regularnie odkurzać i wycierać na mokro, bez dodatku chemicznych detergentów. Wtedy usuwamy to, co wydziela się z podłogi. Regularnie wietrzmy pomieszczenia i trzymajmy temperaturę poniżej 21 stopni Celsjusza, wtedy też emisja toksyn z mebli i podłóg będzie dużo niższa.

Zamiast chemicznych detergentów używajmy produktów oznaczonych certyfikatem Ecolabel – bo one wtedy nie zawierają substancji szkodliwych albo samodzielnie przygotujmy środki czyszczące na bazie octu, sody oczyszczonej, cytryny czy olejków zapachowych. W sieci jest mnóstwo przepisów.

I ponownie zachęcam do skorzystania z aplikacji CheckEd, aby sprawdzić swoje indywidualne narażenie na szkodliwe substancje, bo każdy z nas ma trochę inny tryb życia. Warto znaleźć elementy, które możemy w prosty sposób zmienić, i od nich zacząć.

Krok po kroku możemy zwiększać wiedzę i świadomość tego, które produkty są bezpieczniejsze, co wybrać, z czego zrezygnować, czym coś zastąpić. Przede wszystkim nie należy wpadać w panikę, tylko spokojnie i racjonalnie działać.

Jakiego ważnego pytania nikt jeszcze pani nie zadał w temacie, o którym rozmawiamy?

Myślę, iż takich pytań jest całe mnóstwo. Marzę, abyśmy wszyscy zrozumieli, iż istnieje współzależność między naszymi działaniami i stanem środowiska zewnętrznego.

My, jako konsumenci, mamy absolutnie fenomenalną supermoc wpływu na świat – dużo większą, niż nam się wydaje.

Jeżeli brakuje nam wiedzy, to – niestety – nasz wpływ na środowisko jest negatywny. Każdy nasz zły wybór przyniesie konsekwencje, za które będziemy wcześniej czy później płacić. o ile przemnożymy sobie jedną plastikową butelkę przez liczbę osób, które mieszkają w naszym kraju, to liczba szkodliwych substancji w nich zawartych robi się ogromna. Natomiast każda rzecz, której nie kupimy albo zamienimy ją na zdrowszą alternatywę, to jest ulga dla środowiska, ratowanie naszej planety.

Badania pokazują, jak wiele tysięcy gatunków zwierząt i roślin jest w tej chwili zagrożonych – populacja pingwinów, niedźwiedzi polarnych czy naszej bałtyckiej foki szarej. Tak jest nie tylko ze względu na ocieplenie klimatu, ale także ze względu na to, iż w tkance tłuszczowej tych zwierząt wykrywa się substancje, które wpływają negatywnie na płodność.

Więc mam nadzieję, iż zaczną wreszcie padać pytania od firm w stylu: co możemy zrobić, żeby produkt, który tworzymy, był lepszy?

My, jako konsumenci, chcielibyśmy mieć możliwość, żeby w prosty sposób robić zakupy i nie zastanawiać się nad tym, czy coś nam zaszkodzi, czy też nie. A póki co, myślę, iż każdy z nas powinien po prostu zadbać o siebie.

Dziękuję za rozmowę.

Idź do oryginalnego materiału