Kochana moja, ale co to za głupoty mi podsuwasz? narzeczony zaledwie zerknął na zdjęcia i już wzruszył ramionami. Przecież ja kocham tylko ciebie, nikogo więcej nie potrzebuję. To na bank jakaś przeróbka.
Tak? A niby komu by się chciało to robić? zabolało Maję (bohaterka ta już tylko z polskim imieniem), iż Artur z takim lekceważeniem podszedł do wszystkiego. choćby się nie potrudził, żeby dobrze się wytłumaczyć.
Salon kosmetyczny, który odziedziczyła po babci, nie do końca był jej pasją.
O wiele bardziej lubiła uczyć dzieciaki malowania w lokalnym ognisku plastycznym. Ale z dziedziczenia rezygnować nie zamierzała.
Salon przynosił sensowny dochód, bo zarządzała nim pewna odpowiedzialna pani.
Dzięki temu Maja mogła robić to, co uwielbiała i nie martwić się o pieniądze no chyba, iż liczyć brak rodziny.
Po śmierci babci dwudziestosiedmioletnia Maja czuła się bardzo samotna, dopóki rok później na wystawie nie poznała Artura.
Przystojny facet z lekko nieśmiałym uśmiechem, oczarował ją swoją kulturą, dobrocią i troską.
Po dwóch miesiącach Artur zaprosił ją do domu, żeby poznała jego ojczyma, pana Jerzego.
Mój tata zmarł, gdy miałem cztery lata, wyznał Artur. Mama wyszła powtórnie za mąż po dziesięciu latach.
Nie zwracam się do Jerzego per tato, ale dobrze się dogadujemy.
Kiedy dwa lata temu mama odeszła, zostałem z nim w mieszkaniu.
Jerzy bardzo spodobał się Mai. Wysportowany, z błyskiem w oku, mówił piękną polszczyzną nie wyglądał na swoje 56 lat.
Najwyraźniej on również polubił Maję.
Ładną mam przyszłą synową powiedział z uśmiechem Jerzy i pocałował jej dłoń.
Czemu przyszłą? udawał urażonego Artur.
No bo prawdziwy facet nie jest menedżerem od akcesoriów do modelarstwa, zaśmiał się Jerzy. Ale nieważne! Najważniejsze, iż tobie trafiła się fajna narzeczona!
Na początku Maja była spięta, ale potem całą kolację śmiała się z żartów Jerzego, aż Artur lekko się dąsał z zazdrości.
Po pół roku Artur się oświadczył. Maja była zakochana po uszy, głowa pełna planów i nagle dostaje przez WhatsAppa jakieś zdjęcia.
Patrzy i aż jej dech zapiera: Artur tuli i całuje jakąś dziewczynę, znowu z tym swoimi nieśmiałym uśmiechem.
Na fotkach jest wyraźna data sprzed dwóch tygodni.
Kochanie, daj spokój, kto w to wierzy? mówi Artur, patrząc ledwo na zdjęcia. Przecież tylko ciebie kocham, inne się nie liczą. To na pewno photoshop.
A komu by się chciało… Maja wkurzyła się, iż tak machnął ręką, choćby się dobrze nie bronił.
Nie mam pojęcia, odpowiedział bez stresu. Dużo jest wariatów na świecie.
No i Maja się zagotowała. Inny facet by się tłumaczył, przysięgał miłość, szukał winnych… A ten oprócz zdrady choćby nie ma zamiaru przeprosić.
Jesteś zdrajcą! Ślubu nie będzie! wybiegła w łzach z mieszkania, zostawiając zaskoczonego Artura.
Przez trzy dni płakała w domu, potem przez tydzień choćby na spacer nie wyszła; wzięła L4. Myślała o wszystkim Artur przez ten czas w ogóle się nie odezwał ale w końcu się ogarnęła.
A jeżeli to naprawdę podrobione? Przecież teraz przy AI wszystko da się wygenerować… A ona, taka naiwna, od razu się poddała.
Ale gwałtownie się okazało, iż dziewczyna ze zdjęć istnieje naprawdę. Znalazła ją przez internet: nazywała się Weronika, miała profile na trzech portalach. Weronika od razu zgodziła się spotkać.
Stare foty to są, prychnęła Weronika, gdy Maja opowiedziała sytuację i pokazała zdjęcia. Już ponad rok minął.
Przecież tu jest inna data… zdezorientowała się Maja.
Litości, datę najłatwiej podrobić, Weronika popatrzyła na nią prawie z politowaniem. Jak ktoś chce, wszystko zrobi.
Ty to zrobiłaś?
Daj spokój, po co mi to? Z Arturem rozstałam się dawno, a choćby jak byliśmy, to tylko parę miesięcy nie pasowaliśmy do siebie. A poza tym zaraz biorę ślub.
Tak? Bo na twoim profilu zero zdjęć z narzeczonym… rzuciła podejrzliwie Maja.
Szczęście lubi ciszę, uśmiechnęła się Weronika. Jeszcze zapeszę Ale po ślubie na pewno wrzucę.
No to faktycznie ktoś chciał rozbić im związek, a ona mu uwierzyła i zraniła Artura. Trzeba było to naprawić.
Na smsy i połączenia Artur nie odpowiadał. Dwa dni później Maja postanowiła pojechać do niego.
Zajechała pod wieczór żeby nie było: nie było mnie w domu. Patrzy, a Artur wysiada z auta jej odwiecznej rywalki Kingi.
Maja i Kinga kiedyś były choćby blisko, wychowały się na tym samym osiedlu, ale z czasem ciężko było Majce wytrzymać tę energiczną, przebojową i bardzo efektowną dziewczynę.
Z czasem zostało głównie cześć, do kontaktu zmusiła je dopiero śmierć babci Mai.
Kinga od razu zaczęła ją namawiać, by sprzedała salon. Do swoich masaży miała już dwa punkty, a salon Mai był w świetnym punkcie.
Ale Maja wiedziała, co się dzieje w lokalach Kingi, no i nie zamierzała się pozbywać salonu!
Już kilka razy odmawiała korzystnej oferty Kingi, więc pewnie ta teraz chciała się odegrać uwieść jej narzeczonego?
Gdy Maja tak o tym myślała, Kinga pożegnała się z Arturem i odjechała.
No i widzisz. Mówiłem ci, iż Artur to nie jest facet na poważnie, niespodziewanie usłyszała nad uchem głos Jerzego.
Dzień dobry, panie Jerzy… zmieszała się Maja.
Cześć! Nie nudzisz się przypadkiem? Może zamiast z Arturem… wyjdziesz za mnie? niby dowcipnie, ale poważne miał oczy.
Przepraszam, nie mam teraz czasu, wybąkała i uciekła prawie biegiem.
Kingi nie było trudno namierzyć. Maja dotarła na swoje osiedle akurat, gdy tamta parkowała auto.
Czyli jednak próbowałaś odbić mi narzeczonego? wbiła wzrok w Kingę. Ale ze zdjęciami ci nie wyszło. Wszystko już wiem.
O czym ty w ogóle mówisz? szczerze się zdziwiła Kinga.
Nie mów, iż to nie ty wysłałaś mi foty Artura z inną! Nie wyszło ci ustawienie kompromitującej sytuacji?
Majka, ty się dobrze czujesz? Nic ci nie wysyłałam. Artur zaczął się do mnie odzywać tydzień temu. Myślałam, iż się rozstaliście…
Spojrzała jej w twarz i faktycznie, chyba mówi prawdę. Musiała się nad tym wszystkim zastanowić w spokoju.
Już myślałam, iż jednak salon sprzedajesz! krzyknęła Kinga na odchodne, ale Maja choćby się nie obejrzała.
W domu, jak tylko doszła do siebie, jeszcze raz wystukała numer Artura. Tym razem ku jej zaskoczeniu odebrał.
No, możesz wpaść, odezwał się bez emocji. Chyba się rozchorowałem, kiepsko się czuję.
Nie trzeba było Mai powtarzać.
Artur, pomyliłam się! Przepraszam cię, proszę. Po prostu cię bardzo kocham i strasznie się zdenerwowałam Wszystko wyglądało tak wiarygodnie Przepraszam.
Dobra, wzruszył ramionami. Bywa.
Jesteś cudowny! rzuciła mu się na szyję. Jak ja cię kocham!
Ale Artur odsunął ją delikatnie.
Zostańmy przyjaciółmi.
Co proszę? Przecież mieliśmy się pobrać…
Majka, Artur skrzywił się, biorę ślub z Kingą.
Słucham? Przecież mówiłeś, iż kochasz tylko mnie…
Proszę cię, bez dram. Właśnie przez twoją impulsywność mi się odechciało. Nie chcę żadnych wybuchów i histerii.
A poza tym Kinga lepszy biznes ogarnia, więcej zarabia. Muszę zadbać o swoją przyszłość.
Aż ją zatkało, nie mogła wykrztusić słowa. Okazało się, iż Artur zwyczajnie ją wykorzystywał i zamienił bez skrupułów na inną.
Wybiegła z jego mieszkania, zeszła po schodach i, jak tylko wyszła na zewnątrz, usiadła na ławce, bo nogi się pod nią ugięły.
Po kilku minutach do ławki przysiadł się Jerzy.
Biedna ty moja… pogładził ją ostrożnie po głowie. Nie martw się, lepiej teraz niż później
Tylko nie rozumiem, po co to wszystko było? rozpłakała się nagle Maja.
Ja powiedział cicho Jerzy.
Pan??? Po co???
Zakochałem się w tobie od pierwszego wieczoru, jak przyszłaś do nas. Od razu sobie postanowiłem, iż cię zdobędę, ale ty widziałaś tylko Artura.
Ale przecież jest pan dużo starszy… Poza tym kocham Artura. A przynajmniej kochałam…
No tak Chciałem na niego coś znaleźć, żebyś przejrzała na oczy, ale usłyszałem przypadkiem, jak chwalił się kumplowi, iż znalazł sobie bogatą narzeczoną. Wtedy pomyślałem, iż on cię i tak nie zostawi. Więc zrobiłem inaczej, bo miałem możliwość… Zresztą, to już nieistotne.
Wy zniszczyłiście mi życie!
Nie. Ja je ocaliłem. Byłabyś z nim nieszczęśliwa. Wyjdź za mnie, Majeczko.
Pan jest nienormalny! Maja zerwała się i ruszyła biegiem do domu.
Ostatecznie wyjechała z miasta, ale Jerzy ją odnalazł i coraz częściej się kontaktował. Z czasem zaczęli się spotykać po przyjacielsku.
Rok później Jerzy zmarł, wszystko zostawił Mai, ale ona pewnie by wolała, by go nie zabrakło, bo zdążyła się już przyzwyczaić do ojczyma byłego narzeczonego.
Artur był wściekły, iż stracił mieszkanie, ale Mai już to zupełnie nie interesowało.









