JESTEM TWOIM SZCZĘSCIEM?
Właściwie nigdy nie miałam zamiaru wychodzić za mąż. Gdyby nie nieustająca determinacja mojego przyszłego męża, dzisiaj pewnie wciąż cieszyłabym się wolnością jak ptak. Michał kręcił się wokół mnie jak oszalały motyl rozpieszczał mnie, spełniał każdą zachciankę, dmuchał na mnie W końcu poddałam się. Pobraliśmy się.
Michał od razu stał się domowym, bliskim człowiekiem, z którym było mi wygodnie i spokojnie, jak w ulubionych kapciach.
Po roku pojawił się nasz syn, Świętosz. Michał pracował w innym mieście, do domu wracał raz w tygodniu. Zawsze przywoził nam ze Świętoszem pyszne łakocie. Pewnego razu, jak zwykle szykując się do prania jego rzeczy, przeglądałam wszystkie kieszenie. Stało się to moją rutyną. Raz choćby wyprałam jego prawo jazdy…
Od tamtej pory przed każdą pralką dokładnie obmacuję wszystkie zakamarki. Tym razem z kieszeni spodni wypadła złożona kartka. Rozwinęłam ją i przeczytałam. Była to długa lista szkolnych przyborów (był sierpień). Na końcu, dziecięcym pismem: Tato, przyjedź szybko.
No pięknie, mojemu mężowi nie brak rozrywek na boku! Dwóch żon naraz!
Nie robiłam jednak scen. Spakowałam walizkę, wzięłam Świętosza (miał niecałe trzy lata) za rękę i poszłam do mamy w odwiedziny na długo. Mama przydzieliła nam osobny pokój:
Mieszkajcie tutaj, dopóki się nie pogodzicie.
Zrodziła się we mnie myśl o zemście na niewdzięcznym mężu. Przypomniałam sobie kolegę z klasy Romka. Z nim to rozkomplikuję sprawy! W szkole i później nie dawał mi żyć. Dzwonię.
Cześć, Romek! Jeszcze się nie ożeniłeś? zaczęłam ostrożnie.
Nadzieja? Cześć! Co za różnica, żonaty czy rozwiedziony… Spotkamy się? rozpromienił się Romek.
Mój nieplanowany romans trwał pół roku. Michał co miesiąc przynosił Świętoszowi alimenty wręczał je mamie i wychodził bez słowa.
Wiedziałam, iż zamieszkał z Kamilą Ewsejewską. Miała córkę z pierwszego małżeństwa. Kamilka nalegała, żeby córka mówiła do Michała tato. Zamieszkali w mieszkaniu Michała. Jak tylko dowiedziała się o moim odejściu, przeprowadziła się z córką z innego miasta do Michała. Kamilka go uwielbiała, robiła na drutach skarpety i swetry, gotowała syte potrawy wszystko to poznałam już później. Do końca życia będę mu wypominać Ewsejewską. Wtedy jednak myślałam, iż nasz związek się wypalił, przeżył własny krach.
Gdy spotkaliśmy się na kawie (rozmawialiśmy o rozwodzie), nagle oboje wspomnieliśmy wspólne dobre chwile. Michał wyznał mi szaleńczą miłość, żałował wszystkiego i przyznał, iż nie wie, jak pozbyć się natrętnej Kamili.
Zrobiło mi się go żal. Wróciliśmy do siebie. Michał nie dowiedział się nigdy o Romku. Kamila z córką wyjechały z miasta i nie wróciły.
Minęło siedem szczęśliwych lat. Później Michał miał wypadek samochodowy operacje nogi, rehabilitacja, chodzenie o lasce. Powrót do zdrowia trwał dwa lata, a wszystko to wyczerpało męża fizycznie i psychicznie. Michał zaczął coraz więcej pić. Stracił resztki człowieczeństwa wycofał się z życia. Trudno było na to patrzeć. Prośby nie pomagały, tylko męczył siebie i nas z synem. Odrzucał jakąkolwiek pomoc.
Za to w pracy pojawił się ktoś do którego mogłam się wyżalić Paweł. Słuchał mnie podczas przerw na papierosa, chodził ze mną na spacery po pracy, pocieszał, dodawał otuchy. Paweł był żonaty; żona oczekiwała drugiego dziecka. Do dziś nie wiem, jak znaleźliśmy się razem w łóżku. Absurd! Był ode mnie niższy o głowę, drobny, w ogóle nie w moim typie!
I się zaczęło! Paweł zabierał mnie na wystawy, koncerty, spektakle baletowe. A gdy żona urodziła córeczkę, Paweł nieco zwolnił. Zwolnił się z pracy i zatrudnił się gdzie indziej. Może wtedy pomyślał: Zniknąć z oczu, zniknąć z serca? Nie miałam wobec niego roszczeń, więc łatwo go puściłam z powrotem do rodziny. Po prostu przez chwilę koił moje zbolałe serce; nie zamierzałam wchodzić w cudzą miłość.
Michał pił coraz mocniej.
Po pięciu latach przypadkiem spotkaliśmy się znów z Pawłem. Na poważnie zaproponował, żebym wyszła za niego. Rozbawiło mnie to.
Mój Michał jednak spróbuje wziąć się w garść. Wyjedzie na zarobki do Czech. W tym czasie ja będę przykładną żoną i troskliwą matką, myślałam tylko o rodzinie.
Po pół roku Michał wróci z zagranicy. Zrobimy generalny remont w mieszkaniu, kupimy nowy sprzęt RTV. Michał w końcu naprawi swoją zagraniczną brykę. Żyć, nie umierać! Ale nie! Michał znów sięgnie po butelkę. Zaczynają się prawdziwe męki. Koledzy przywożą go do domu sam wracać nie potrafił, najwyżej przyczołgać się… Często biegałam po naszym osiedlu szukając czasowo zagubionego męża. Często znajdowałam go śpiącego na ławce, z wywróconymi, pustymi kieszeniami. Wleczenie go do domu to była moja codzienność.
Pewnej wiosny, stoję smutna na przystanku. Wokół śpiew ptaków, słońce uśmiecha się szeroko, muska promieniami, a mnie zupełnie nie cieszy ta kwietniowa radość. Słyszę, jak ktoś szepcze mi do ucha:
Może mogę pomóc w pani kłopotach?
Odwracam się. Boże! Jaki przystojniak, pachnący wodą kolońską! A przecież mam już 45 lat! Może znowu będę jagodą? Speszona, jak dziewczyna na szczęście nadjeżdża autobus, wskakuję do niego od razu. Od pokusy daleko! Mężczyzna pomachał mi na pożegnanie. Cały dzień w pracy bujałam w obłokach, myśląc tylko o nim. Przez dwa tygodnie stwarzałam trudności. Dla zasady
Ale Igor (tak miał na imię nieznajomy), jak czołg, niezmordowanie przełamywał mój opór. Codziennie czekał na mnie na tym samym przystanku. Już się pilnowałam, żeby nie spóźnić się wypatrywałam go z daleka. Igor, kiedy widział mnie w oddali, wysyłał uśmiechy i całusy.
Pewnego dnia wręczył mi naręcze czerwonych tulipanów. Mówię mu:
I co ja zrobię z kwiatami rano w pracy? Dziewczyny od razu wszystko wywąszą i będzie na mnie!
Igor uśmiechnął się:
Och, nie pomyślałem o takich strasznych konsekwencjach.
Wręczył więc bukiet przypadkowej starszej pani, która z uwagą przyglądała się naszej scenie. Starsza pani aż rozpromieniała! Dziękuję, synku! Życzę ci namiętnej kochanki! Spłonęłam rumieńcem Dobrze, iż nie życzyła młodej dziewczyny, spaliłabym się ze wstydu!
Igor kontynuował, zwracając się do mnie:
A może, Nadziu, razem popełnimy przewinienie? Nie pożałujesz.
Przyznam, propozycja była kusząca. Tym bardziej, iż z Michałem wówczas nie miałam żadnych relacji mąż leżał w łóżku niczym nieżywy, pogrążony w alkoholu.
Igor okazał się niepalący i stroniący od alkoholu, byłym sportowcem (57 lat) i świetnym rozmówcą. Rozwiedziony. Miał w sobie coś hipnotyzującego!
Zatraciłam się w tym romansie! To była dla mnie bezdenna otchłań namiętności. Przez trzy lata miotałam się między domem i Igorem, burząc sobie duszę.
Nie miałam siły, by się zatrzymać. Jednak, gdy pojawiła się myśl o zakończeniu, brakowało mi odwagi. Jak to mówią dziewczyna goni chłopca, a ten nie odchodzi. Igor całkiem zawładnął moim ciałem i duszą! Jak wiadomo, gdy serce wybierze towar, rozum ustępuje. Gdy stał obok, traciłam oddech, rozumiałam, iż tracę rozum! Ale wiedziałam, iż ta namiętność nie jest prawdziwą miłością.
Wracając zmęczona do domu (po gorącym kochanku), pragnęłam przytulić się do Michała. Choć pijany, śmierdzący, był taki swój, czysty! Swój chleb jest lepszy niż cudze ciasta! To jest prawda życia! Namiętność od słowa cierpieć. Chciałam już wycierpieć, wydzwonić Igorem i wrócić do rodziny. Tak myślał mój rozum. Ale ciało wciąż pędziło ku otchłani… Nie potrafiłam się pohamować.
Mój syn wiedział o Igorze. Spotkał nas raz w restauracji ze swoją dziewczyną. Musiałam przedstawić Igora. Uścisnęli sobie dłonie. Wieczorem, przy kolacji, Świętosz patrzył mi w oczy, czekając na wyjaśnienia. Zbyłam go żartem kolega zaprosił pogadać o projekcie. No tak… w restauracji, kiwnął z uśmiechem Świętosz. Nie oceniał mnie. Prosił tylko, żebym się z tatą nie rozwodziła. Może jeszcze wróci do siebie.
Czułam się jak zagubiona owieczka. Rozwiedziona przyjaciółka radziła mi zdecydowanie porzucić tych niepotrzebnych kochanków i żyć spokojnie. Słuchałam jej rad miała przecież doświadczenie z trzecim mężem. Logiczne wnioski… Ale zatrzymałam się dopiero wtedy, kiedy Igor podniósł na mnie rękę.
To był koniec. Nie bez powodu przyjaciółka ostrzegała:
Spokojne morze, póki stoisz na brzegu…
Opadła z oczu mgła. Powiedziałabym, iż spadła. Znowu zobaczyłam świat w kolorach. Trzy lata umęczenia! Uff! Wolna! Nastał spokój.
Igor długo próbował mnie odzyskać. Czekał na mnie wszędzie, prosił publicznie o przebaczenie Byłam nieugięta! Przyjaciółka mnie uściskała i podarowała filiżankę z napisem: Postąpiłaś słusznie!
A Michał wiedział już o moich grzesznych perypetiach. Igor do niego dzwonił, opowiadał. Był pewny, iż odejdę. Michał powiedział:
Kiedy słuchałem treli twojego adoratora, chciałem cicho umrzeć. To ja sam jestem winien! Sam! Przegrałem żonę na alkohol. Idiota. Co miałem ci powiedzieć?
Minęło dziesięć lat. Mamy z Michałem dwie wnuczki. Pewnego dnia siedzimy za stołem, pijemy wspólnie kawę. Patrzę przez okno, Michał bierze mnie czule za rękę:
Nadziu, nie patrz na innych. To ja jestem twoim szczęściem! Wierzysz?
Oczywiście wierzę, mój jedynyUśmiechnęłam się. Wydawało mi się, iż w tym prostym geście Michała kryje się wszystko, co przeszliśmy nasze wzloty, upadki, chwile zachwytu i rozpacz. Przez okno wpadał promień słońca, a w pokoju pachniało świeżą kawą i codziennością, której już się nie bałam.
Wierzę, Michał. Czasem tylko trzeba przejść przez całą drogę, żeby docenić to, co czekało tuż przy naszym stole odpowiedziałam, ściskając jego dłoń mocniej, niż kiedykolwiek.
Za oknem, na podwórku, wnuczki śmiały się, biegając wśród prymulek. Ich radosny gwar mieszał się z ciszą domu, tworząc melodię, której od dawna pragnęłam posłuchać.
Michał spojrzał mi w oczy już bez żalu, bez smutku, tylko z wdzięcznością i miłością, której nie dało się przekreślić żadnym błędem.
W tamtej chwili poczułam, iż jestem dokładnie tam, gdzie powinnam być.
Przy naszym stole, we własnych kapciach. Z moim szczęściem.




![Puchar Świata w Willingen. O której i gdzie obejrzeć skoki? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/-/000M9FSU756EH7LF-C461.jpg)




