
POSŁUCHAJ
Żeby dojść do straganu pana Eustachego Mordziaka, kupca bieliźnianego na PL. Szembeka, stały klient tego bazaru Kazimierz Główka musiał się przecisnąć między rozłożonymi wprost na ziemi cudownie kolorowymi astrami, wrzosami, chryzantemami, zimowitami, daliami…
– Jak na prostego emeryta to i tak sporo z tych kwiatów potrafię rozróżnić i nazwać, pochwalił się na dzień dobry.
– Szczerze podziwiam, panie Kazimierzu. Ja tak nie potrafię. Owszem, rozróżniam chryzantemy, ale „złociste, w kryształowym wazonie”, co to stoją na fortepianie … Pamięta pan.
– A jakże?! Pamiętam. Powiem panu w tajemnicy więcej: im jestem starszy, tym częściej wspominam. Zwłaszcza na jesieni.
– Patrz pan – dopiero co było skwarne lato, a tu już jesień…
– Bo wszystko przemija, panie Eustachy, tylko, iż zrazu jakby mimochodem. Kalendarz jednak jest nieubłagany, każdemu dzień po dniu odlicza jego czas.
– Wtedy zaczynają się wspomnienia?
– Owszem. Każdy ma swoje, ale tylko poeci potrafią tak je opisać, iż wszyscy odnajdą w tym cząstkę własnych emocji. Albo uporczywie chcą je odnaleźć w miejscach, w których bywali z kimś, z czyjego kalendarza opadła ostatnia kartka.
– A wie pan, iż często widuję na bazarze starszych ludzi, którzy niczego nie kupują, tylko błąkają się jakby czegoś szukali.
– Sam spotykam tu kolegę z dzieciństwa, od kilku miesięcy wdowca. Mówi, iż chodzi po bazarze jak ten kot po pustym mieszkaniu w wierszu Szymborskiej:
„Coś się tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma”.
Szaser
Co tam panie na Pradze
Mieszkaniec – gazeta mieszkańców Warszawy
















