Jej teściowa cierpi na syndrom zachodzącego słońca. "Nie mieliśmy pojęcia, jaki to koszmar"

kobietaxl.pl 5 godzin temu

Samotna, zaradna matka

- Jeszcze kilka lat temu nigdy bym nie pomyślała, iż coś takiego jest w ogóle możliwe – mówi Maria. – Chodzi o moją teściową Jadwigę, dzisiaj 85 letnią kobietę.

Jadwiga była księgową w dużym przedsiębiorstwie, pracowała do 65 roku życia. Potem jeszcze dorabiała na emeryturze, prowadząc biuro rachunkowe. Ma jednego syna Antka, męża Mari.

- Antka poznałam, gdy szukaliśmy pracy – opowiada Maria. – Skończył architekturę, ja urbanistykę, przez kilka miesięcy byliśmy zatrudnieni w jednym projekcie. Potem od zaczął się specjalizować, by zostać inspektorem nadzoru inwestycyjnego. Minie udało się znaleźć pracę w wydziale architektury w urzędzie. Już wtedy byliśmy parą.

Maria bardzo polubiła mamę Antka. Kobieta wcześnie straciła męża w tragicznym wypadku. Ojciec Antka zginął, gdy chłopak był w szkole podstawowej. Matka stanęła wtedy na głowie, aby się nie załamać i stworzyć synowi jak najlepsze warunki do dalszego życia.

- Antek był podrostkiem, przeżył śmierć taty, gdyby nie upór i konsekwencja teściowej mógł wtedy wpaść w złe towarzystwo – przyznaje Maria. – Kobieta, choć była w depresji, bo bardzo kochała męża i została z kredytem na mieszkanie, nie podała się.

Jadwiga zaczęła dorabiać po pracy, by móc zapisać Antka na treningi sportowe. Pilnowała go przy odrabianiu lekcji, choć sama padała na twarz ze zmęczenia. Gdy dostał się do dobrego liceum, zapewniła mu korepetycje, aby zdał na politechnikę i zdobył dobry zawód. Wdowa była atrakcyjną kobietą. Miała adoratorów, ale nie zamierzała wychodzić ponownie za mąż. Owszem, czasami umawiała się na randki, ale urywała znajomość, gdy mężczyzna chciał się wprowadzić, lub chciał by została macochą dla jego dzieci i zaczęła prowadzić mu dom. W tym czasie Jadwiga była koło czterdziestki, nie chciała dodatkowych obciążeń. Wychowanie syna, praca zawodowa i prowadzenie swojego domu były wystarczająco ciężkimi zadaniami.

Silna i dobra

- Gdy pierwszy raz spotkałam mamę Antka, to się jej bałam – opowiada Maria. – Bacznie mnie obserwowała, pytała o plany i rodzinę. Myślałam, iż to taka przysłowiowa „mamusia synusia”, która traktuje sympatię syna jak wroga i konkurencję. Pomyliłam się, ona popierała moje starania zawodowe, by zdobyć dodatkowe kwalifikacje. Mówiła, iż kobieta musi być niezależna finansowo, bo nie wiadomo co może się zdarzyć. Byłam zaskoczona, iż nie sprawdza mnie pod kątem „dobrej gospodyni” dla syna. Jeszcze bardziej mnie zaskoczyła, gdy zapewniła, iż nauczyła syna wszystkiego w domu, bo każdy mężczyzna powinien umieć prać, gotować i sprzątać. I iż jej przyszła synowa będzie jej za to wdzięczna. Miała rację.

Antek oświadczył się Mari po pół roku „chodzenia”, wzięli ślub. Młodzi dostali pewne wsparcie finansowe od mamy pana młodego i od rodziców Mari. Mieli wkład na mieszkanie, dostali kredyt i kupili trzypokojowe lokum. Potem oboje przez kilka lat ciężko pracowali, aby zdobyć stałe umowy o pracę i jakąś pozycję zawodową. Antek zdał egzaminy i został inspektorem nadzoru inwestorskiego. Zaczął dobrze zarabiać. Maria też miała już pozycję w biurze, skończyła studia podyplomowe i zdecydowała się na dziecko.

- Od początku naszego małżeństwa teściowa nie wtrącała się w nasze sprawy – przyznaje Maria. – Bywaliśmy u siebie na obiadach, czasami pojechaliśmy gdzieś na wycieczkę, na piknik albo zwiedzić jakieś piękny miejsce w okolicy. Jadwiga nie była wylewna, ale można było na nią zawsze liczyć.

Gdy pojawiło się dziecko, babcia chętnie się nim zajmowała, ale miała swoje życie. Po ślubie syna zrezygnowała z biura rachunkowego. Jeszcze kilka lat pracowała zanim poszła na emeryturę. Spotykała się ze znajomymi, dbała o samotną i chorą ciocię, kupiła sobie ogródek działkowy, tam spędzała czas latem na uprawie ekologicznych warzyw i kwiatów. Udzielała się w działaniach charytatywnych w parafii. Jeździła na wycieczki po kraju i za granicę. Co roku bywała w sanatorium.

Koniec spokojnego życia

Maria i Antek postarali się o drugie dziecko, tak planowali. Kupili także większe, czteropokojowe mieszkanie. Całej rodzinie żyło się dobrze i spokojnie. Wnuki odwiedzały babcię, wspólnie spędzali wszystkie święta. Starszy wnuk wyjechał na wymarzone studia nad morze. Maria i Antek zostali z córką, która studiowała w rodzinnym mieście. Dziewczyna potem wyszła za mąż, urodziła dziecko. Młoda para tymczasowo mieszkała u Mari i Antka, budowali swój dom. Antek im pomagał. Rodzina przez cały czas nie miała żadnych większych problemów.

- Słyszałam żarty panów, beznadziejne kawały w reklamach i narzekania koleżanek, iż teściowe się we wszystko wtrącają – twierdzi Maria. – A moja była z innej bajki. Żadnych pretensji, żadnych żądań ani złośliwości. Oczywiście bardzo kochała syna i nieraz podkreślała, iż wszystko robiła było dla niego. No taka była prawda, syn też jej się odwdzięczał. Nigdy nie powiedział na nią złego słowa, pomagał, gdy tylko czegoś potrzebowała. Na mnie też mogła polegać. Myślałam, iż tak będzie nadal. Niestety.

Teściowa zaczęła się skarżyć na szumy uszne, potem zaczęła dostawać coraz silniejszych bóli głowy. Skarżyła się na skoki ciśnienia.

- Nagle z tej zdrowej, aktywnej kobiety stała się osobą wpadająca z byle powodu w panikę – wspomina Maria. – Najgorzej działo się późnym wieczorem i nocą. Mama potrafiła wydzwaniać po kilkanaście, choćby kilkadziesiąt razy i błagać syna, by przyszedł, bo umiera. Na początku biegał. Przyjeżdżało pogotowie, a jej nic nie było. Ciśnienie wracało do normy. Także podczas badań na wizytach w przychodni, a potem w szpitalu wyniki Jadwigi były bardzo dobre. Zaczęły się pielgrzymki po prywatnych gabinetach. Stos recept rósł, a dolegliwości nie ustępowały.

Nikt nie wiedział, co się dzieje

- Lekarze rozkładali ręce i mówili starość – opowiada Maria. – Ataki się nasilały, mama wywróciła się w nocy, jak spanikowana szła do łazienki, bardzo się potłukła. Nie mogła wprowadzić się do nas, bo nie było gdzie. Zresztą nie chciała, odmówiła opiekunki do pomocy na 24 godziny na dobę. Gdy zaproponowaliśmy prywatny dom dla seniora z własnym pokojem i opieką lekarską wpadła w rozpacz. Uznała, iż syn chce ją porzucić. Mąż od razu zrezygnował. W końcu dała się uprosić, aby zamieszkała z nią jej samotna siostra cioteczna. Ale ona też jest chora, ma cukrzycę. Teraz mieliśmy już do opieki dwie chore, starsze osoby. Ale przynajmniej teściowa miała non stop towarzystwo.

To trwało kilka lat. Maria z Antkiem byli bezradni, stan Jadwigi pogarszał się coraz bardziej. Dzwoniła do syna choćby w dzień, podczas jego ważnych narad. Żądała by przyjeżdżał, przy nim odzyskiwała spokój. Potem nic nie pamiętała, zaprzeczała, iż miała taki atak, płakała. Znajomi małżeństwa wysnuwali różne teorie na temat choroby matki Antka.

- Wielu ludzi twierdziło, iż teściowa jest zazdrosna o syna i robi to specjalnie – wspomina Maria. – Ale znałam ją tyle lat, to dobra osoba, to zupełnie do niej nie pasowało. Nie rozumiałam jej stanu, ale to nie było udawanie. Ona naprawdę cierpiała.

Doszło do tego, iż gdy starsza kobieta dostawała ataku, pogotowie nie chciało przyjeżdżać, wszyscy znali jej przypadek i uważali, iż to fanaberia staruszki. Zwykle wieczorny atak lęku i dezorientacji kończył się późną nocą, kiedy wyczerpana chora w końcu zasypiała. Czasami panika trwała do rana, mijała wraz ze wschodem słońca. Światło pozwalało wyciszyć i uspokoić mózg.

- Mąż był rozdarty wewnętrznie, musiał pracować, a nie potrafił zostawić matki bez pomocy – mówi Maria. – Żył przez lata w stanie przewlekłego stresu, dostał w końcu zawału. Na szczęście miał błyskawiczną pomoc, wyzdrowiał, ale to już był krytyczny moment. Musieliśmy coś zrobić.

W szpitalu gdzie leczono Antka, rodzina otrzymała kontakt na specjalistę psychiatrii od chorób u osób starszych. Natychmiast umówili się na wizytę. Lekarz wykluczył wszystkie poprzednie diagnozy, okazało się, ze teściowa Mari cierpi na zespół zachodzącego słońca.

- Pierwszy raz spotkałam się z czymś takim – przyznaje Maria. – Przynajmniej wiem, iż to objaw demencji i co trzeba robić, aby jakoś zmniejszyć jej cierpienia a naszą bezradność. Teściowa otrzymała mocne leki, które zmniejszają lęk i wyciszają ją na noc. Psychiatra postawił diagnozę, dał specjalne pismo na wypadek wizyty pogotowia lub naszej wizyty na SOR. Lekarze teraz już wiedzą, co się dzieje, teściowa otrzymuje odpowiednie wsparcie. Jest trochę lżej, ale to nigdy nie ustąpi. Wiemy, iż napady lęku znikną samoczynnie, gdy demencja wkroczy w ostatnie, terminalne stadium.

Jak radzić sobie z osobą cierpiąca na zespół zachodzącego słońca

Autorka artykułu „Syndrom zachodzącego słońca”, opublikowanego na stronie poznajdemencje.pl, Karolina Jurga radzi: Ustalić stały harmonogram dnia, wychodzić na spacery, ograniczyć drzemki w ciągu dnia i zbędny hałas, zadbać o dobre oświetlenie gdy zapada zmrok, relaks przy spokojnej muzyce, rozmawiać spokojnym tonem, nie tłumaczyć tylko uspokajać. Chory powinien unikać ciężkich posiłków, cukrów i kofeiny.

W artykule Keitha Vossela, profesora neurologii i dyrektora Centrum Badań i Opieki nad Chorymi na Alzheimera im. Mary S. Easton na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles w Kalifornii, pt. „Czym jest zespół Zachodzącego słońca, objawy, przyczyny, leczenie”, opublikowanego na stronie uclahealth.org, czytamy: „Zespół zachodzącego słońca odnosi się do uczucia zwiększonego zagubienia i zmian w zachowaniu, które mogą wystąpić pod koniec dnia u osób chorych na chorobę Alzheimera i inne rodzaje demencji. 9…) Syndrom zachodzącego słońca może wpływać na pamięć, myślenie, osobowość, rozumowanie i nastrój, powodując takie objawy jak smutek, lęk, strach, pobudzenie, niepokój i drażliwość. Może również prowadzić do innych stanów psychicznych, takich jak paranoja, urojenia i halucynacje”

Przypadłość pierwszy opisał w 1941 rok szkocko-amerykański psychiatra dr Donald Ewen Cameron. Określił stan pacjentów jako „starcze majaczenie nocne”(senile nocturnal delirium). Dostrzegł, iż u osób z demencją po przejściu do ciemnego pokoju lub wraz z nastaniem nocy drastycznie narasta niepokój, dezorientacja i pobudzenie ruchowe.

W roku 1987 angielski termin sundown syndrome, czyli zespół lub syndrom zachodzącego słońca użyła dr Lois K. Evans, Lekarka udokumentowała powtarzalne przypadki tych objawów wśród pensjonariuszy domów opieki i powiązała zachowania z porą doby oraz momentem, w którym słońce chowa się za horyzontem. Zespół zachodzącego słońca najczęściej dotyka osoby w środkowym i późnym stadium choroby Alzheimera, schorzenie utrudnia zasypianie.

https://poznajdemencje.pl/blog/2019/06/11/syndrom-zachodzacego-slonca/
https://cedarcreekassoc.com/blog/what-stage-of-dementia-is-sundowning/

https://int.livhospital.com/what-are-the-end-of-life-signs-of-sundowners-syndrome-in-dementia/

https://gemini.pl/poradnik/artykul/zespol-zachodzacego-slonca-czym-jest-to-schorzenie/?srsltid=AfmBOop6ZEIjccGaByDVQXd8BwKhjAaczcYyEcCw7aasNJmSbfRtGjdC

https://www.uclahealth.org/departments/neurology/keith-vossel-md-what-sundown-syndrome-symptoms-causes-and


Idź do oryginalnego materiału