JEDNOJEDYNY
W dniu pogrzebu żony Władysław nie uronił choćby jednej łzy.
Ty patrz, przecież mówiłam, nie kochał on tej Zosi szeptała do ucha swojej sąsiadki Tosia.
Ciszej, teraz to już nie ma znaczenia. Dzieci zostały same z takim ojcem odparła Leli.
Zobaczysz, na pewno ożeni się teraz z Kaśką zapewniała Tosia.
A skąd znowu z Kaśką? Przecież co ona mu? Halina była jego wielką miłością. Chyba nie zapomniałaś, jak za młodu chodzili razem po stodołach? Kaśka już rodzinę ma i nie myśli o Władku, dawno sobie życia ułożyła.
Skąd wiesz?
Pewnie! Kaśka, to jej mąż Marian to porządny gospodarz, po co jej Władek ze swoimi dziećmi? Praktyczna kobieta z niej. A Halina, ona się z tym swoim Mietkiem męczy. Zobaczysz, coś się tam jeszcze zacznie podsumowała Leli.
Zofię pochowali. Dzieci mocno trzymały się za ręce. Mirek i Pola właśnie skończyli po osiem lat. Zofia wyszła za Władysława z wielkiej miłości. Tylko czy kochał ją Władek, tego Zosia nie była pewna, tak samo jak i ludzie ze wsi.
Mówili, iż zaszła w ciążę i dlatego Władysław musiał się z nią żenić. Klaudynka rzeczywiście urodziła się wcześniakiem, długo nie pożyła, a potem długo nie mieli dzieci. Władysław zawsze był milczący, zamknięty. Swoim zachowaniem przypominał wilka samotnika, dlatego we wsi mówiono na niego Wilk. Był oszczędny w słowach, a o czułości to już nie mówiąc. Komu jak komu, ale Zosia wiedziała to najlepiej.
Ale jednak Pan Bóg się nad nią zlitował. Ile ona się namodliła, wiedział tylko On jeden. I tak Zofii zesłano naraz dwójkę Polę i Mirka.
Mirek temperament miał po mamie: czuły, serdeczny. Pola za to była cała w ojca zamknięta w sobie, słów nie wyciągniesz, wszystko zachowywała dla siebie. I właśnie do ojca była najbardziej przywiązana, bo dusze mieli podobne.
Bywało tak, iż kiedy Władek coś piłował albo heblował w szopie, to Pola cały czas kręciła się koło niego, a on coś tłumaczył, życiowe rady dawał. Mirek natomiast był blisko mamy pomagał ile potrafił: podłogę zamiótł, wody przyniósł małym wiaderkiem, może niewiele, ale zawsze coś. Zofia bardzo kochała oboje dzieci, chociaż nie do końca rozumiała Polę. Z Mirkiem czuła się jednak najbliżej sercem.
I kiedy Zosia umierała, powiedziała do Mirka:
Synku, czuję, iż niedługo odejdę. Ty tutaj zostajesz za głównego. Pilnuj siostry, nie pozwól jej skrzywdzić. Ty jesteś chłopak, twoim obowiązkiem jest ją chronić, ona słabsza i potrzebuje twojej opieki.
A tata? spytał Mirek.
Co? Zofia nie zrozumiała.
Tata będzie nas bronił?
Nie wiem, synku… Życie pokaże.
To nie umieraj, co my zrobimy bez ciebie? Mirek zapłakał.
Oj, dziecko, gdyby to ode mnie zależało… odpowiedziała zamyślona Zofia.
Nad ranem już jej nie było.
Władysław siedział przy zmarłej żonie, trzymając ją za rękę. Ani słowa, ani łzy. Jakby w sobie całkiem się zapadł, przygarbił, postarzał.
Życie powoli wróciło do codzienności. Pola wzięła na siebie obowiązek gospodarowania w domu. Próbowała sama gotować, sprzątać w izbie, ale za mała jeszcze była. Pomagała jej siostra Władka, Natalia, uczyła ją wszystkiego, co trzeba.
Ciociu Natalio zapytała pewnego razu Pola teraz tata się ożeni?
Nie wiem, Polusiu, kto by tam wiedział, co on myśli. Przecież ze mną też się nie dzieli.
Natalia miała swoje dzieci i męża, Stanisława. U Natalii zawsze panowała zgoda i ciepło rodzinne.
A gdyby co, zabrałabyś nas do siebie? dopytywała Pola.
Co ty, nie wymyślaj. Ojciec was kocha i zawsze stanie za wami murem uspokajała ją Natalia.
Plotki na wsi tymczasem rozkręcały się na dobre iż niby stara miłość Władka i Haliny znowu się odrodziła
Ta Halina chyba rozum postradała plotkowała Tosia znowu z Władkiem się zadaje, a o rodzinie własnej zapomina.
Głupia baba, ta twoja Halina cmokały gospodynie pod sklepem.
No już już, koniec zebrania rozgonił je przewodniczący koła rolniczego, pan Jan Borowicz.
Same plotkujecie, a tak naprawdę mieszkańców swoich nie znacie powiedział surowo w obronie Władka.
Fakt, kiedyś Halina i Władek bardzo się kochali, romans jak z książki Ale przyszedł czas, iż wysłano Władka pomagać w innej wiosce przy żniwach. Był tam dwa miesiące, a Halina wtedy zaplątała się z Mietkiem Mazurem. Władek wrócił, dowiedział się zrobił, co trzeba chłopu zrobić, a z Haliną przestał się spotykać. Halina ostatecznie wyszła za Mietka człowiek wiecznie zawiany, do kobiet ciągnęło, przez życie leciał jak wiatr…
Wtedy dopiero ludzie zaczęli zauważać, iż Władek zaczął interesować się Zofią. A Zofia rozkwitła, oczy jej błyszczały jak niezapominajki. Widzisz, co miłość z ludźmi robi mówiły baby.
Zofia od lat podkochiwała się w Władysławie, ale milczała, Halina zawsze była górą. Ale jak to w życiu wszystko potrafi się odwrócić. Spotykali się, potem poszli do gminy się pobrać. Skromny był ten ślub. Z rodziny Władysława tylko Natalia, Zofia miała wiekową matkę. Wieś plotkowała, domyślali się, iż Zofia była dzieckiem wójta. Oksana, matka Zofii, była urodziwa, starała się o mężczyzn, ale nigdy nie wyszła za mąż. Dziewczyna nie była winna grzechom matki.
Szkoda było Zofii, szczególnie kiedy wyszła za Władka. „Ech, co ona przeżyje wzdychała Jadwiga Sokołowska on nigdy jej nie pokocha. Całe życie się namęczy
Jednak dziwnym trafem Władek okazał się wierny żonie. A w małej wsi trudno coś ukryć. Piętnaście lat żyli razem bez kłótni. Wieś powoli się uspokoiła, aż zimą Zofia poważnie zachorowała choroba, z której już nie wychodzą.
Pewnego dnia, wracając z pracy, Władka zaczepiła Halina.
Władziu, może na chwilę wstąpię do ciebie, pogadamy Upiekłam twoim dzieciom drożdżówki zagadała.
Dziękuję, Halina, ale Natalka już wczoraj piekła
Ja przecież z serca
Moja siostra też z serca.
Władek, spotkajmy się dziś wieczorem przy młynie.
Po co?
Ty chyba nie zapomniałeś, co było między nami?
To było dawno. Kocham swoje dzieci. Zosię kochałem.
I co z tego, przecież nie wrócisz jej do życia.
Ale miłość nie umiera odpowiedział Władysław.
Władziu, nie kochałeś jej, dla złości na mnie się z nią ożeniłeś.
Halina, idź już do domu powiedział cicho.
Przyspieszył kroku, nie oglądając się. Dzieci na niego czekały.
Halina została sama na środku wiejskiej drogi.
Lata mijały. Dzieci podrosły. Ciocia Natalia przez cały czas odwiedzała bratanków, utwierdzając się tylko w przekonaniu, iż jej brat to człowiek jednej miłości.
Pola, doszły mnie słuchy, iż z Krzyśkiem Nowakiem się spotykasz powiedziała ciotka prosto z progu.
Tak, a co? odpowiedziała dorosła już Pola. Ależ ona piękna pomyślała Natalia.
Tak tylko pytam. Uważaj z nim.
Dlaczego?
Sama wiesz, nie jesteś już mała mruknęła ciotka.
Ciociu Natalio, ja go kocham nad życie.
Teraz ci się tak wydaje.
Nie wydaje mi się. Jestem pewna.
Może i ty jesteś pewna, ale Krzysiek?
jeżeli mnie zawiedzie, nigdy więcej nikogo nie pokocham.
W to akurat wierzę rzekła Natalia.
Wieczorem Mirek i Pola czekali na ojca.
Coś się tato spóźnia zauważył Mirek.
Dziś piątek.
I co?
W środy, piątki i niedziele chodzi na cmentarz do mamy.
Skąd wiesz? zdziwił się Mirek. Jego brwi poleciały w górę.
Marny z ciebie syn, skoro duszy ojca nie czujesz rzuciła Pola.
Po cichu przeszli przez ogród na cmentarz. Pola prowadziła brata bocznymi ścieżkami.
Patrz pokazała mu skuloną sylwetkę ojca.
Mirek się wsłuchał. Usłyszał, jak ojciec rozmawia z kimś cicho:
Zosiu, takie to sprawy… Niedługo Pola wyjdzie za mąż. Już jej wyprawkę przygotowałem, Natalka pomagała. Żyjemy sobie powoli, jakoś to idzie. Przepraszam cię, iż za życia mało mówiłem ciepłych słów, ale serce tobie tyle ich powiedziało. Ja więcej sercem niż słowami wyszeptał chrapliwie Władysław i powoli ruszył ku bramie cmentarnej.
Pola spojrzała na Mirka. W jego oczach stały łzy.
Dziś wiem, iż każdy na swój sposób okazuje miłość czasem nie słowem, ani prezencikiem, ale cichą obecnością i wiernością do końca, na dobre i na złe.







