Je, pije i nie płaci. Postrach śląskich restauratorów

polsatnews.pl 1 dzień temu

Przychodzi do restauracji, zamawia najdroższe dnia, gustuje zwłaszcza w kuchni włoskiej, a po wielogodzinnej uczcie nie płaci ani grosza. 46-latek ze Śląska zmienia lokale, miasta i na razie czuje się bezkarny. Naciągnął już właścicieli ponad 30 restauracji. Materiał "Interwencji".

Polsat News
Jan W. oszukał ponad 30 restauratorów na Śląsku

Mężczyzna, którego widać na nagraniach z monitoringu to 46-letni mieszkaniec Rudy Śląskiej Jan W. - postrach śląskich restauratorów.

- Siedział i zamawiał. Na początku pizzę, później frytki, dzbanek piwa, potem kolejny dzbanek piwa i na dokładkę jeszcze dwa, trzy kieliszki wódki. I w momencie, kiedy pan zamawiał kolejną pizzę, nasza kelnerka zorientowała się, iż to nie do końca wygląda tak, jak powinno - opowiada Monika Sulewska-Bajkiewicz, właścicielka restauracji Da Grasso w Bytomiu.

- 7 lipca bieżącego roku policjanci otrzymali zgłoszenie i udali się pod wskazany adres, była to restauracja. Jak wynika z ustaleń, mężczyzna zamówił sobie posiłek, po czym nie miał zamiaru za niego zapłacić. Policjanci dokonali zatrzymania w związku z tym, iż był on także poszukiwany nakazem doprowadzenia do aresztu śledczego i tam w efekcie trafił - mówi podkom. Paulina Gnietko z Komendy Miejskiej Policji w Bytomiu.

Postrach włoskich restauracji na Śląsku. Dziesiątki poszkodowanych właścicieli

Miłośnik włoskiej kuchni nie pierwszy raz próbował zjeść za darmo. Był poszukiwany ponieważ nie zapłacił grzywny nałożonej na niego przez sąd za to samo wykroczenie w innym lokalu. gwałtownie okazało się, iż oszukanych restauratorów jest dużo więcej.

- Na grupie Gastronomia Śląska następnego dnia umieściłam taki apel, w którym zaczęłam poszukiwać osoby pokrzywdzone działaniem tego pana. I wówczas udało mi się ustalić, iż pokrzywdzonych jest 31 osób - twierdzi Monika Sulewska-Bajkiewicz, właścicielka restauracji Da Grasso w Bytomiu.

ZOBACZ: Dostarczyli towar za 5 mln zł. Nie otrzymali zapłaty

- Pan u mnie pojawił się jakiś rok temu. Zamówił sobie pizzę, jakiś dodatek i dzbanek piwa - opisuje Krzysztof Krzyżak, właścicielka restauracji Da Grasso w Rudzie Śląskiej. - Rozłożył jakieś dokumenty na stole, sprawiał wrażenie biznesmena, który prowadzi jakieś rozliczenia - dodaje mężczyzna.

- Skończyło się tak, iż gdy przyszło do płacenia, pan włożył kartę, ale transakcja została odrzucona. Mówił, iż nie ma gotówki i nie ma jak zapłacić. Rachunek był na około 300 zł, machnęliśmy ręką, uznaliśmy, iż to poszło na straty i iż to jeden przypadek - mówi Krzysztof Krzyżak.

- U nas sytuacja miała miejsce na początku grudnia, jeszcze przed świętami. Ten pan sobie przyszedł i zamawiał praktycznie przez cały dzień. Zamawiał normalne dania, w międzyczasie sobie coś popijał, jakieś piwko - relacjonuje pan Krzysztof, właściciel restauracji Va Bene w Tarnowskich Górach.

- Wyglądało to tak, jakby był na jakiś targach, miał taką plakietkę zawieszoną, mówił, iż będzie brał fakturę, iż będzie płacił kartą - dodaje mężczyzna.

Nie odbierał korespondencji i nie opłacał kar

- Jak ustalili policjanci mężczyzna dopuścił się wykroczenia z artykułu 121 - wykroczenia dotyczącego szalbierstwa. Działo się to zarówno na terenie Bytomia, jak i innych miast: Rudy Śląskiej czy Siemianowic Śląskich - wyjaśnia podkom. Paulina Gnietko z Komendy Miejskiej Policji w Bytomiu.

- Dostaliśmy z sądu w Tarnowskich Górach pismo, iż ten pan został ukarany grzywną, (…) i iż ma nam ten rachunek zapłacić. No, ale jak z niego te pieniądze ściągnąć? Podejrzewam, iż raczej nie da rady - tłumaczy pan Krzysztof, właściciel restauracji Va Bene w Tarnowskich Górach.

- Pan przychodził i zamawiał. Była pojedyncza interwencja i pojedynczy wniosek o ukaranie. Najczęściej był wydawany wyrok nakazowy, gdzie pan nie odbierał tej korespondencji, w związku z powyższym on się uprawomocniał. Pan nie realizował kary i na tym się sprawa skończyła. Ale ten pan dalej uprawiał swój proceder. I robił tak na pewno przez kilka miesięcy, a być może choćby przez kilka lat - twierdzi Monika Sulewska-Bajkiewicz, właścicielka restauracji Da Grasso w Bytomiu.

ZOBACZ: Nigdy nie znaleziono ciała. Zostali skazani na 25 lat więzienia

- o ile karą ma być grzywna w wysokości 100 zł, to na podstawie wiedzy, którą posiadam, wiem, iż rachunki, które były do pokrycia, były zdecydowanie wyższe - dodaje kobieta.

Jak ustaliła ekipa "Interwencji", Jan W. opuścił areszt po jednym dniu odsiadki i być może planuje już kolejne kulinarne wycieczki. Szyki może mu pokrzyżować rozgłos po poście zamieszczonym w internecie przez restauratorkę z Bytomia.

O zachowaniu mężczyzny wiedzą już jego sąsiedzi. - Znajoma mi pokazała, iż ktoś to puścił na Facebooku. Już wszyscy tutaj wiedzą o tym. Jest jego zdjęcie, jak siedzi w restauracji, cwaniak i tyle - mówi jeden z nich.

Jan W. zaprzecza zarzutom restauratorów. "Śmieje się nam w twarz"

Reporterom "Interwencji" udało się porozmawiać z Janem W. Mężczyzna twierdzi, iż zarzuty restauratorów o niepłacenie za jedzenie są wymyślone. Zarzeka się również, iż postać widoczna na nagraniach z monitoringu z restauracji Da Grasso w Bytomiu, to nie jest on.

- Śmieje się nam restauratorom w twarz. On czuje się po prostu bezkarny - podkreśla Monika Sulewska-Bajkiewicz, właścicielka restauracji Da Grasso w Bytomiu.

- Korzysta z tego braku prawa na niego. Za każdym razem, jak go policja gdzieś zawinie, to dostanie jakiś mandat, a później i tak robi to samo i korzysta sobie z darmowego jedzenia. Niektórzy restauratorzy pewnie choćby nie wzywają policji, tylko po prostu go wypraszają, bo to jest też dodatkowy kłopot dla nas właścicieli. Ale widzę, iż miarka się już przebrała i każdy w naszej okolicy ma dość - mówi Krzysztof Krzyżak, właściciel restauracji Da Grasso w Rudzie Śląskiej.

Nadzieją dla pokrzywdzonych restauratorów jest skala działania Jana W.

ZOBACZ: Horror w Rudzie Śląskiej. Pomylone groby i nielegalne ekshumacje

- Jednostkowy przypadek to jest znikoma szkodliwość społeczna czynu i nie jest to w kręgu zainteresowania policji. Natomiast w sytuacji, gdy teraz znamy skalę tego procederu i pokazujemy, jak to faktycznie wygląda, to jeżeli udałoby się to zakwalifikować jako oszustwo, to już mamy wtedy odpowiedzialność karną i do ośmiu lat pozbawienia wolności - tłumaczy Monika Sulewska-Bajkiewicz, właścicielka restauracji Da Grasso w Bytomiu.

- Myślę, iż ta surowość kary wpłynęłaby na to, iż ten pan zaprzestałby takich działań w przyszłości - dodaje kobieta.

- Trzeba to nagłaśniać i piętnować, może dzięki temu niejeden restaurator się ustrzeżenie. Pogonimy go wspólnie - podsumowuje pan Krzysztof, właściciel restauracji Va Bene w Tarnowskich Górach.

Cały reportaż można zobaczyć na stronie programu "Interwencja".

WIDEO: "Narodowość nie miała znaczenia". Policjantka o tragedii w Bytowie
Idź do oryginalnego materiału