Janek i Marysia Janek nigdy nie marzył o wyjeździe ze swojego rodzinnego miasteczka do wielkiego miasta. Uwielbiał rozległe pola, rzekę, łąki i lasy, a także towarzystwo sąsiadów. Postanowił zostać rolnikiem, hodować świnie, sprzedawać mięso, a gdy się powiedzie – rozwinąć własny biznes. Marzył, iż wybuduje duży dom; miał wprawdzie samochód, ale stary i skromny, a pieniądze po sprzedaży domku babci zainwestował w gospodarstwo. Miał jednak jeszcze jedno wielkie marzenie – ożenić się z Marysią i uczynić ją gospodynią swojego domu. Już się spotykali, ale Marysia widziała, iż Janek dopiero raczkuje w interesach, nie ma dużych pieniędzy, a dom dopiero powstaje. A ona była pięknością. Nie planowała sama do niczego w życiu dochodzić. – Po co mi to, skoro dostałam urodę? Mąż niech mnie utrzymuje – wystarczy znaleźć takiego, który przejmie nade mną opiekę. Moja uroda jest wiele warta – mówiła koleżankom. – Janek stawia dom i ma samochód – przypominała jej przyjaciółka, Basia. – Musisz tylko trochę poczekać, nim mu się powiedzie. – A ja chcę wszystko od razu – mówiła obrażona Marysia – Jak długo mam jeszcze czekać? Janek nie ma pieniędzy. Janek kochał Marysię, ale czuł też, iż jej uczucia nie są takie, o jakich marzył, choć liczył, iż z czasem ona go pokocha. Wszystko mogłoby się ułożyć, gdyby nie pojawił się w ich miasteczku Tomek – przystojny chłopak z Warszawy, który przyjechał z kolegą do babci na wakacje. Na miejscowe dziewczyny spoglądał z pobłażaniem, w miejscowym klubie się nudził… aż zobaczył piękną Marysię. Marysia początkowo nie zwracała na przyjezdnego uwagi, ale gdy dowiedziała się, iż pochodzi z bogatej rodziny, ojciec jest znanym urzędnikiem – gwałtownie zmieniła front. Tomek był od niej starszy, znał się na kobietach, mówił pięknie, był szarmancki. Zawsze przynosił jej kwiaty – bukiety, których nie dało się kupić w miasteczku, więc wiedziała, iż są specjalnie zamawiane – i doceniała to. Janek widział, iż Marysia przyjmuje kwiaty od Tomka i się złościł. – Nie przyjmuj tych bukietów, czemu mnie denerwujesz? – prosił, ale ona się tylko śmiała. – Przestań, to tylko kwiaty. Przesadzasz. Janek postanowił porozmawiać z Tomkiem: – Tomku, nie dawaj prezentów Marysi, to moja dziewczyna i mam wobec niej poważne plany. Tomek wzruszył ramionami, wybuchła kłótnia i tylko koledzy Janka rozdzielili ich w porę. Od tej pory Janek i Marysia mijali się chłodno. Ona wiedziała, iż Tomek odwiedza miasteczko tylko na miesiąc i niedługo odjedzie. – Muszę coś wymyślić, zbliżyć się do Tomka i wyjechać z nim do miasta. Tutaj nie mam już czego szukać – myślała. Zwabić Tomka do domu nie było trudno. Rodzice Marysi pojechali na targ do miasta, ona zaplanowała wszystko tak, by zostali przyłapani sam na sam, dobrze wiedziała, iż jej ojciec bywał surowy i stanowczy. Leżeli razem w łóżku rozgrzani, gdy wrócili rodzice. Oboje zaskoczeni, wychodzili z pokoju w pośpiechu; Marysia narzuciła szlafrok, a Tomek ledwo zdążył się ubrać. – Co tu się dzieje? – zapytał szorstko ojciec, mierząc ich wzrokiem. Córka spuściła głowę, Tomek nie wiedział, gdzie się podziać. – W porządku. Słuchaj, Tomku, teraz musisz się ożenić z naszą córką, inaczej nie ręczę za siebie. Chodź do drugiego pokoju. Co tam uzgodnili, nie wiadomo, ale następnego dnia młodzi pojechali do urzędu stanu cywilnego złożyć podanie o ślub – rodzice ich zawieźli, a mama Marysi zaczęła ich szykować do wyjazdu do stolicy. Wieść po miasteczku rozeszła się błyskawicznie. Janek był załamany, choć przed ludźmi starał się tego nie okazywać. Tomek w duchu przeklinał siebie: – Po co było tu przyjeżdżać, po co zwracać uwagę na wiejską piękność? Wcale nie była taka naiwna – sprytna i wyrachowana. A Marysia marzyła o mieście, szczęściu i pięknym życiu. – Dam mu tyle szczęścia, dzieci urodzę, jeszcze mi podziękuje… – rozmyślała – Tylko jak przyjmą mnie jego rodzice? Wbrew jej obawom, rodzice Tomka ucieszyli się, iż przywozi z miasteczka skromną, ładną pannę, bo już mieli dość krzykliwych, interesownych warszawianek, które tylko na pieniądze patrzyły. Marysia syna i nakarmi, i upierze, dobra gospodyni. – Witaj, Marysiu, czuj się jak u siebie w domu – przywitała ją ciepło teściowa. Ojciec również nie krył zadowolenia. Marysia rzeczywiście starała się być idealną żoną i gospodynią. Ich mieszkanie czteropokojowe, wygodne, z rodzicami Tomka żyło jej się dobrze i bezpiecznie. Tomek stopniowo docenił Marysię, doszedł do wniosku, iż nie jest taka wyrachowana jak przypuszczał. – Przy ślubie sprytnie mnie złapała, ale chyba wierzy, iż będziemy szczęśliwi – myślał, chociaż sam w to nie wierzył, bo był z zupełnie innego świata. – Niech tak będzie, nie zadaje zbędnych pytań, może czuje się winna, do miasteczka wracać nie zamierza. Tomek snuł plany – po weselu będzie żył po swojemu; miał tu wiele koleżanek. Ale Marysia podczas wspólnej kolacji z rodzicami oznajmiła: – Jestem w ciąży, będziemy mieć dziecko… – Marysiu, gratulujemy! Od dawna marzyliśmy o wnuku – cieszyła się teściowa, a Tomek zrozumiał, iż nie ma sensu narzekać, iż to “nieodpowiedni moment”. niedługo odbyło się wesele. Od rodziców dostali mieszkanie z pełnym wyposażeniem. Po powrocie z podróży poślubnej Marysia widziała, iż Tomek nie cieszy się z ojcostwa. – Spokojnie, jak tylko pojawi się dziecko, Tomek się zmieni, zrozumie, jakie to szczęście – myślała. Nie zdawała sobie sprawy, iż jej mąż ma w sobie coś niepokojącego. Po ślubie Tomek zniknął w nocnych rozrywkach. Żonie wmawiał: – Mam taką pracę – ciągłe delegacje… – a Marysia wierzyła, nie mając pojęcia, czym się naprawdę zajmuje. Rodzicom nie skarżyła się, iż męża rzadko ma w domu. Po prostu czekała, gotowała dla niego, starała się, tęskniła za domem, za koleżankami, rodzicami… i coraz częściej wspominała Janka. Zaczęła się zastanawiać, czy dobrze wybrała. Na pytanie, czy mąż ją kocha, Tomek odpowiadał wymijająco. Teściowa widziała smutek Marysi, rozumiała, iż ich syn nie jest idealnym mężem. Narodziny synka były euforią dla wszystkich. choćby Tomek na początku się wzruszył – ale nie na długo. Płacz dziecka, pieluchy i brak snu gwałtownie zaczął go irytować. Żona przemęczona, już nie zdążała gotować, nie miała czasu w dom, Tomkowi coraz bardziej doskwierały nowe obowiązki. Odkrył przy okazji, iż po ślubie jego liczne znajome przestały się z nim spotykać. – Po co im żonaty facet? O żonie nikomu nie mówił. Wiedział, iż nie ma wykształcenia, jest “ze wsi”. – Gdzie ją zatrudnię bez szkoły, jak syn podrośnie? Przecież nie poślę, żeby była sprzątaczką albo na bazarze. Popsułoby to reputację rodziny. Wszystko będę musiał utrzymywać sam, lepiej już płacić alimenty. Tomek miał na boku stałą kobietę, Kasię – własne mieszkanie, niezależna finansowo, dzieci jej do niczego nie były potrzebne. Było mu z nią wygodnie – razem imprezowali, jeździli za miasto. – Kasia, gdybyś wiedziała, jak mam dość domowego bałaganu! Żony nie kocham, dziecko mnie drażni. Marysia piękna, ale wieś to wieś, serio, wszystko mnie wkurza. Jak z nią gdzieś wyjść? Przecież ona ze swojego miasteczka i gospodarstwa nie widziała nic więcej. Marysia czuła, iż nie uda jej się zbudować szczęśliwej rodziny z Tomkiem. Domyślała się, iż ktoś inny wypełnia jego serce. Wracał czasem „pachnąc” obcymi perfumami, z pomadką na mankiecie. Bywał drażliwy, na syna nie zwracał uwagi, krzyczał, czasem groził. Marysia zadzwoniła z żalem do matki. – My cię do Tomka nie wyganialiśmy, sama wybrałaś. Myśleliśmy, iż wyjdziesz za Janka. Sama chciałaś, teraz masz, co chciałaś. Gdybyś chciała wrócić – to już na stałe, do końca… Marysia była przytłoczona, a przypadkiem znalazła w telefonie męża rozmowy z Kasią – aż ją zamurowało… Zwierzyła się teściowej, ale ta powiedziała: – jeżeli chcesz się rozwieść, my zabierzemy ci dziecko. Wiesz, jakie mój mąż ma znajomości. Jakkolwiek by nie było, Tomek to ojciec, ma pieniądze, mieszkanie, może zapewnić wszystko. A co ty mu dasz bez pracy i wykształcenia? Synek dostał gorączki, ząbkował, Tomek miał dość zamieszania, dostawał wiadomości od Kasi. Napisał: przyjadę, jak dziecko się uspokoi i żona zaśnie. Kasia odpisała: „Daj im tabletki nasenne, te które ci dałam – to zaśniecie”. Tomek poszedł do łazienki, zostawił telefon. Marysia zobaczyła tę wiadomość. Przeraziła się. – A jeżeli on naprawdę im coś poda? jeżeli nas otruje… Gdy Tomek był w łazience, zadzwoniła do Janka i opowiedziała wszystko. – Przyjadę po was, zabiorę was do siebie. – Jego rodzice grożą, iż zabiorą mi synka! – Nie bój się, tylko cię straszą. Uspokój się, postaraj się uspokoić też synka, jak mąż wyjdzie – oddzwoń, będę czekał niedaleko. Marysia usypiała synka, w końcu udało się jej go ułożyć. Udawała, iż śpi. Słyszała, jak mąż sprawdzał w nocy pokój, a potem wyszedł z domu. gwałtownie spakowała niezbędne rzeczy, zadzwoniła do Janka, który przyjechał i zabrał ją do siebie. Tomek wrócił dopiero następnego dnia wieczorem i zorientował się, iż żona i syn zniknęli. Zadzwonił do mamy. – Nie, nie byli tutaj. Uciekła? Zadzwonię na policję, – przestraszyła się teściowa. – Mamo, nie dzwoń, nie trzeba. choćby się cieszę, iż uciekła. Mam jej i syna dość. Niech żyje, jak chce. Proszę cię. Minęło trochę czasu. Janek i Marysia pobrali się po tym, jak rozwiodła się z Tomkiem. Zamieszkali w dużym domu i czekali na powiększenie rodziny. Wreszcie Marysia zrozumiała, iż to Janek jest jej prawdziwym szczęściem.

twojacena.pl 15 godzin temu

Jan nigdy nie chciał opuszczać swojego rodzinnego Podlaskiego gospodarstwa i przenosić się do miasta. Kochał rozległe łąki, szemrzącą rzekę, pola i lasy, a także sąsiadów, z którymi dzielił życie od dzieciństwa. Postanowił zostać rolnikiem hodować świnie, sprzedawać mięso, a może, jeżeli szczęście dopisze, rozwinąć kiedyś większą działalność. Marzył o własnym dużym domu samochód już miał, choć skromny i stary. Całe pieniądze, które odziedziczył po sprzedaży domu babci, włożył w gospodarstwo.

Miał też ukryte marzenie ożenić się z piękną Mariolką i uczynić ją panią swojego domu. Już się z nią spotykał, choć widziała, iż biznes Jana dopiero raczkuje, pieniędzy nie miał żadnych na koncie, a dom dopiero powstawał z fundamentów.

A Mariolka była pięknością. Nigdy nie zamierzała sama czegoś osiągać.

Po co mi pracować, skoro mam urodę? Mąż powinien zadbać o wszystko. Moja uroda musi się opłacać powtarzała koleżankom.

Janek dom buduje i samochód już ma mówiła jej przyjaciółka, Łucja trzeba tylko cierpliwości, on się kiedyś rozkręci.

A ja chcę wszystko i to teraz obrażonym tonem wzdychała Mariolka. Ile można czekać, aż Janek w końcu się dorobi? Nie ma pieniędzy

Jan kochał Mariolkę, ale przeczuwał, iż jej uczucia do niego są powierzchowne, jednak miał nadzieję, iż z czasem się to zmieni. Wszystko szłoby w dobrą stronę, gdyby nie pojawił się w ich wsi Tomek. Przyjechał na wakacje do babci z kolegą, z dużego miasta. Spoglądał na lokalne dziewczyny z góry, a na wiejskiej zabawie wyraźnie się nudził dopóki nie zobaczył Mariolki.

Na początku Mariolka nie zwróciła na niego uwagi, ale kiedy dowiedziała się, iż pochodzi z bogatego domu, a jego ojciec to znany w Białymstoku urzędnik, nagle jej uwaga skupiła się wyłącznie na nim. Tomek był od niej starszy, miał doświadczenie i potrafił oczarować dziewczynę, mówił ładnie, często przynosił jej kwiaty. Wszyscy wiedzieli, iż takich bukietów nie kupi się w okolicy zamawiał je z dostawą i to imponowało Mariolce.

Jan widział, jak ona przyjmuje te kwiaty i zaczynał się złościć.

Nie bierz od niego bukietów, po co mnie drażnisz? mówił, ale Mariolka tylko śmiała się z niego.

O co ci chodzi? To tylko kwiaty, nie przesadzaj odpowiadała lekceważąco.

Jan w końcu konfrontował się z Tomkiem:

Nie dawaj Mariolce kwiatów, bo to moja dziewczyna! Mam wobec niej poważne plany.

Tomek go zignorował. Poszło o słowa, rozpętała się bójka, którą szczęśliwie przerwali koledzy Jana. Od tego dnia między Janem a Mariolką zapadła cisza. Ona unikała go, on nie zamierzał jej się narzucać. Ale Mariolka wiedziała, iż Tomek za miesiąc wyjedzie i wszystko się rozpadnie.

Muszę się do niego wkraść, może uda się wyjechać z nim do Białegostoku, tu nie mam czego szukać. Trzeba działać gwałtownie układała plany w głowie.

Sprowadzenie Tomka do domu nie było trudne. Rodzice Mariolki pojechali na giełdę do miasta, a ona tak wszystko przygotowała, by przyłapali ich razem. Znała ojca surowy, wymagający. Rodzice weszli, gdy razem leżeli rozgrzani w łóżku. Ona w podomce, on w pośpiechu zapiął spodnie tak ich zastała matka z ojcem.

Co tu się wyprawia?! ojciec syknął, patrząc wymownie.

Mariolka spuściła wzrok, Tomek przestraszony nie wiedział, co zrobić.

Wiadomo, jak jest. Tomek, teraz musisz poślubić naszą córkę, inaczej będziesz miał poważne kłopoty. Chodź do pokoju, musimy porozmawiać!

Nikt nie wie, co mówili za zamkniętymi drzwiami. Kolejnego dnia rodzice zabrali młodych do Urzędu Stanu Cywilnego, matka pakowała rzeczy Mariolki do wyjazdu. Wieś aż huczała od plotek Jan był załamany, ale starał się nie pokazywać po sobie bólu.

Tomek nienawidził tej chwili:

Po co ja tu przyjeżdżałem, po co liczyłem na romans z wiejską dziewczyną? To żadna naiwna, umiała mnie podejść

A Mariolka pragnęła miasta i szczęścia, a nade wszystko spokoju i wygodnego życia.

Będę go kochać, dzieci mu urodzę, jeszcze się ucieszy, iż tak się stało śniła. Tylko jak przyjmą mnie jego rodzice?

Ku jej zaskoczeniu, rodzice Tomka bardzo się ucieszyli, iż przywiózł z Podlasia ładną, prostą dziewczynę. Byli już zmęczeni miejskimi damami, które kochały tylko pieniądze. A Mariolka? Umiała ugotować, uprać i dom ogarnąć, od razu była u nich mile widziana.

Śmiało, Mariolko, czuj się jak u siebie witająca ją serdecznie Halina, mama Tomka. Ojciec, Piotr, uśmiechał się życzliwie.

Mariolka próbowała być jak najlepszą żoną. Mieli czteropokojowe mieszkanie, żyli spokojnie u boku rodziców, którzy okazali się ciepli i pomocni. choćby Tomek z czasem docenił Mariolkę: przestała mu się wydawać wyrachowana.

Złapała mnie ślubem, ale wierzy w nasze szczęście. Może i lepiej? Pytań nie zadaje, pewnie czuje się winna. Do wsi jednak wracać nie chce analizował Tomek.

Tomek planował juwenalia po ślubie. Kumpli w Białymstoku miał pod dostatkiem. Jednak Mariolka zaskoczyła wszystkich przy kolacji ogłosiła:

Jestem w ciąży. Będziemy mieli dziecko

Gratulacje, Mariolciu! uradowała się Halina. Tomek zrozumiał, iż nie czas wykręcać się od ojcostwa.

Wkrótce odbyło się huczne wesele. Rodzice podarowali im mieszkanie z pełnym wyposażeniem. Po wszystkim, Mariolka zauważyła, iż Tomek nie czuje żadnej euforii z zostania ojcem.

Pewnie się zmieni, jak pojawi się dziecko. Jeszcze zrozumie, czym jest szczęście powtarzała sobie, nie wiedząc, iż w sercu męża kiełkuje obcość.

Po ślubie Tomek rzucił się w wir życia nocnego. Żonie opowiadał:

Praca, delegacje wierzyła mu na słowo, nie miała pojęcia, czym się naprawdę zajmuje.

Nigdy nie skarżyła się jego rodzicom, choć Tomek coraz rzadziej pojawiał się w domu; tłumaczył nieobecności pracą. Mariolka czekała na niego z kolacją, dbała o mieszkanie, tęskniła. Najbardziej brakowało jej rodzinnej wsi, koleżanek, rodziców coraz częściej myślała o Janku.

Teraz zaczęła wątpić, czy wybrała dobrze pytała męża, czy ją kocha, a on wymigiwał się od odpowiedzi. Halina widziała, iż synowa gaśnie, wiedziała, iż Tomek nie jest wzorowym mężem.

Narodziny syna na chwilę zbliżyły rodzinę. Tomek był wzruszony, ale gwałtownie minęło. Krzyk dziecka, pieluchy, zarwane noce drażniły go, żona była przemęczona, nie gotowała już wymyślnie Tomek chciał uciekać jak najdalej.

Nagle odkrył, iż część jego dawnych kochanek straciła nim zainteresowanie.

Z kim się zadawać z żonatym? pytali ze śmiechem.

Nie opowiadał innym o żonie. Wiedział, iż nie ma wykształcenia, jest ze wsi.

Do jakiej pracy ją przyjmą bez zawodu, jak się dzieci podchowają? Nie chcę, żeby pracowała jako sprzątaczka czy na bazarze psułoby to reputację rodziny. Utrzymać rodzinę przyjdzie mi samemu Może alimenty wyszłyby taniej rozmyślał.

Tomek miał stałą kochankę Katarzynę. Samodzielna, z mieszkaniem, nie chciała dzieci tam odpoczywał, imprezował, wyjeżdżał poza miasto.

Kasiu, nie masz pojęcia, jak mnie męczy domowa nuda. Żony nie kocham, dziecko przeszkadza, Mariolka piękna, ale wieś zawsze zostanie w niej w środku. Jak z nią iść do ludzi, skoro tylko krowy i pole widziała?!

Mariolka z biegiem czasu domyśliła się, iż ta rodzina, o której marzyła, nie powstanie. Czuła, iż mąż ma kogoś innego czuła perfumy, zdrady nie dało się ukryć, a Tomek wciąż się irytował, ignorował syna, burczał na nią, czasami nie wytrzymał i podnosił rękę.

Zadzwoniła do matki z żalu, słyszała w słuchawce:

Nikt cię nie zmuszał do ślubu z Tomkiem, sama tak chciałaś. Myśleliśmy, iż zostaniesz z Jankiem. Zjadłaś, co ugotowałaś, więc jeżeli się najedziesz, wracaj do nas na dobre ale to już będzie ostateczne.

Mariolka czuła się bardzo przytłoczona. Zajrzała do telefonu męża, kiedy spał. To, co zobaczyła, odebrało jej mowę świadectwa jego związku z Katarzyną. Poskarżyła się teściowej, ale usłyszała:

Pamiętaj, jeżeli pomyślisz o rozwodzie, odbierzemy ci syna. Wiesz, jaką mąż ma pozycję. Jakkolwiek by nie było, Tomek to ojciec, ma mieszkanie, stać go na wiele. A ty bez pracy, bez wykształcenia co możesz mu dać?

Pewnego wieczoru, syn dostał temperatury od ząbkowania, płakał. Tomka to jednak nie wzruszało, a Katarzyna pisała do niego kolejne wiadomości, wyczekiwała spotkania. Odpisał, iż przyjedzie, jak syn się uspokoi, a żona zaśnie. Kasia napisała: Daj im te tabletki na sen, przynajmniej gwałtownie się położą te, które ci dałam.

Tomek poszedł pod prysznic, zostawiając telefon. Gdy Mariolka przeczytała wiadomość, ogarnął ją przerażający lęk.

jeżeli naprawdę da nam te tabletki a jeżeli nas otruje?

Gdy mąż jeszcze mył się, zadzwoniła do Jana i opowiedziała wszystko.

Przyjadę po ciebie zaraz, zabiorę cię do domu powiedział stanowczo Jan.

Jego rodzice straszą, iż odbiorą mi dziecko

To puste pogróżki uspokajał Jan. Zrób tak, żebyście zechcieli spać, nie wracaj do rozmów z mężem. Zadzwoń po mnie, jak on wyjdzie. Jestem w mieście, czekam niedaleko.

Mariolka wzięła synka do łóżka, zasnęli razem. Słyszała, jak mąż sprawdza pokój i wychodzi z domu. Natychmiast zgarnęła kilka rzeczy, zadzwoniła do Jana, który zjawił się w kilka minut. Zabrał ją wraz z synkiem do siebie, na wieś.

Tomek wrócił na drugi dzień wieczorem, odkrył, iż ich nie ma. Zadzwonił do mamy.

Nie, synu, nie było u nas Mariolki i dziecka Naprawdę uciekła? Może zadzwonię na policję? przejęta Halina.

Daj spokój, mamo. choćby się cieszę, miałem dość Proszę, odpuść przekonywał ją długo i w końcu matka się zgodziła.

Minął czas. Jan i Maria pobrali się po rozwodzie. Zamieszkali w dużym, wspaniale urządzonym domu, już oczekiwali kolejnego dziecka. Wreszcie Maria zrozumiała, gdzie naprawdę jest jej szczęście.

Idź do oryginalnego materiału