Jak ujarzmić męża? Opowieść o Natalii, pięciu transfuzjach krwi, nowych siłach życiowych i przemiani…

twojacena.pl 1 tydzień temu

Okiełznać męża

Dziękuję za wsparcie, polubienia, szczere komentarze pod moimi opowiadaniami, subskrypcje i WIELKIE dzięki za wpłaty ode mnie i mojej piątki futrzanych kotów.

Podzielcie się, proszę, tym opowiadaniem w mediach społecznościowych to także ogromna euforia dla autora!

Po wyjściu ze szpitala Grażyna poczuła się lepiej i już z samego rana planowała wrócić do codziennych obowiązków.

Jednak po przebudzeniu poczuła w sobie nieoczekiwany bunt.

Jej mąż, Zbigniew, był już rozruszany. Sportowiec z zamiłowania, choćby na emeryturze nie rezygnował ze swoich przyzwyczajeń każdego ranka wykonywał zestaw ćwiczeń na bolące stawy.

Grażyna natomiast miała swój poranny rytuał. Najpierw gnała do kotki Kunegundy, żeby oczyścić jej kuwetę.

Potem karmiła ukochaną Kunegundę i wiernego pieska Fafika, sprzątała w przedpokoju i kuchni ślady nocnych harców czworonogów. gwałtownie zapinała kurtkę i wybiegała z Fafikiem na krótki spacer.

Popołudniowe i wieczorne spacery odbywali już wspólnie z Zbigniewem, rozkoszując się ciszą miejskiego parku. Jednak o poranku, gdy Zbyszek dbał o zdrowie, Grażyna musiała ogarnąć dom.

Gdy wracała z porannego spaceru, zabierała się od razu za tradycyjne śniadanie. Biały ser z miodem i suszonymi owocami, raz na zmianę z plackami twarogowymi, jajecznicą lub jajkami na miękko.

Ta codzienna krzątanina była dla Grażyny swoistą gimnastyką, ale lekarze w szpitalu, gdy usłyszeli o jej harmonogramie, od razu kazali zamienić domowe prace na prawdziwe ćwiczenia.

Tymczasem Zbigniew, kończąc swój zestaw gimnastyczny, ścielił łóżko, narzekając, iż to nie jest zajęcie dla faceta, i iż cały dom na jego głowie. Dwa razy w tygodniu nastawiał pranie, odkurzał, a czasem wyrzucał z siebie, iż Grażyna znowu nie zdążyła zrobić wszystkiego jak trzeba.

Na koniec, z łaską, zmywał naczynia po śniadaniu, przekonany o tym, jak bardzo pomaga żonie.

Po śniadaniu Grażyna brała się za obiad, a potem siadała do komputera.

Na emeryturze dorabiała sobie trochę, żeby nie liczyć każdego grosza.

Zbigniew jednak wyśmiewał jej dodatkową pracę, uznając każdą większą chęć na nowe rzeczy za fanaberię. Przecież szafy pełne ubrań!

Grażyna zwykle ustępowała, bo nie przywiązywała wielkiej wagi do ciuchów, zwłaszcza iż Zbyszek zawsze powtarzał, jak cudownie wygląda na tle rówieśniczek. Z drugiej strony, nie protestowała, gdy mąż kupował już trzecią wkrętarkę lub inne narzędzia, wydając jej śmieszne zarobki po swojemu.

Ale jej niespodziewana choroba zmieniła wszystko.

Zasłabła i trafiła do szpitala prosto z ulicy, kiedy szła po zakupy.

Lekarze nie mogli uwierzyć, iż w ogóle była w stanie sama chodzić jej wyniki badań były szokująco złe.

Nawet mąż się przeraził, widząc ją bladą, pod kroplówką, kiedy go wpuścili na oddział. W domu z trudem dawał sobie radę z codziennością, zdumiony, jak wiele obowiązków spadało dotychczas na Grażynę.

Z utęsknieniem czekał na powrót ukochanej, bo faktycznie bardzo ją kochał.

Pierwsze dni po powrocie leżała, jak zalecali lekarze. Zbigniew doglądał ją i dopytywał:

No i jak, Grażyna, lepiej? Jeszcze nie za bardzo? Ale wyglądasz lepiej, nie taka blada jak ostatnio.

Śmiał się półżartem:

Nie wyleguj się za bardzo, bo jeszcze zapomnisz, jak się chodzi. Czas wracać do normalności

Grażyna adekwatnie się z nim zgadzała, ale dzisiaj, gdy się obudziła, nie poczuła ani krzty ochoty rzucać się od razu w domowe obowiązki.

Spojrzała na Zbigniewa, który z zaciętą miną ćwiczył, licząc, iż ona już zaraz zacznie swoje sprawy.

I po raz pierwszy od lat nie ujrzała w nim opiekuńczego męża. Zobaczyła człowieka, który czasem nieświadomie znowu chce nałożyć na nią zbyt duży ciężar.

Wtedy przed oczami stanęły jej słowa lekarki wypowiedziane tamtym przejętym tonem, który teraz dźwięczał w głowie jak alarm.

Nie myśli pani o sobie i męża też do tego przyzwyczaiła.
Jemu się wydaje, iż paniom wszystko łatwo przychodzi i wcale się nie męczycie.
A przecież tyle pani robi, z uśmiechem, bez narzekania…
A potem karetka i anemia tak ciężka, iż wyniki trzy razy poniżej normy. Pani chce żyć?

Wtedy w szpitalu natychmiast podłączyli jej kroplówkę, potem aż pięć razy przetaczali krew, zanim wyniki się unormowały.

To było pierwsze w jej życiu przetoczenie. Patrząc na przezroczystą rurkę, przez którą płynęła do niej krew, myślała:

Zadziwiające we mnie płynie krew od pięciu zupełnie obcych osób. Oni uratowali mi życie. A może mam teraz w sobie cząstkę każdego z nich? Może mnie zmienią?

Efekt przyszedł szybciej niż się spodziewała.

Od powrotu Grażyna z rosnącym zdumieniem odkrywała w sobie brak ochoty do wiecznego dogadzania mężowi.

Tak, kocha Zbyszka, a on ją dopiero gdy została sama z obowiązkami, zrozumiał ich ciężar. Ale on zawsze wyolbrzymiał swoje trudy, bagatelizując jej wysiłki.

Dawniej Grażyna znosiła to po prostu z łagodnością, bo z natury jest dobra. Teraz jednak coś się zmieniło.

Chciała więcej czasu dla siebie, dla dawnych pasji. Choćby znów siąść do pianina stojącego od lat w kącie, albo robić coś, czego jeszcze nie odkryła.

Wstała i zaczęła rozciągać się obok Zbyszka. Nie wytrzymał i parsknął:

Ciebie tam nie przeleczyli, na stare lata nagle będziesz ćwiczyć? Przecież wyglądasz świetnie! Weź, lepiej daj kotu i psu, potem śniadanie, bo głodny jestem!

Lekarka kazała, powiedziała Grażyna, a w jej tonie pojawiła się nowa zdecydowana nuta Powiedziała, iż inaczej długo nie pożyję. Chcesz być wdowcem?

Ujrzała szczere zaskoczenie w oczach męża, a potem jego niechęć do sprzeciwu, jakby liczył, iż jej fanaberia minie. Tym razem jednak, gdy po ćwiczeniach stanowczo oznajmiła:

Teraz ja karmę Kunegundę i Fafika, a ty wyjdź z psem na spacer. W tym czasie przygotuję śniadanie. Tak będzie szybciej.

Sama była zdziwiona, jak Zbyszek bez dyskusji się zgodził. Czuła w sobie niezwykły rozgardiasz jakby w niej obudziła się nowa siła, dokładnie pięć nowych dróg, które nagle zaczęły ją prowadzić i szeptać, iż ma prawo wyrzucić starą garderobę i kupić sobie nową, którą od dawna sobie wymarzyła.

Szeptały, iż powinna ćwiczyć codziennie, stać się aktywna, a choćby zacząć grać na pianinie.

Policzyła pięć nowych pomysłów, pięć śmiałych decyzji… i uświadomiła sobie nagle:

To przecież pięć przetoczeń, pięć osób oddało mi krew. Może ich siła zaszczepiła się we mnie? Tak jak zdarza się, iż po przeszczepie serca ktoś nagle zaczyna śpiewać, malować albo czuć zupełnie inne emocje?

Teraz, kiedy patrzyła na Zbyszka, jej wzrok nie był już uległy. Biła z niego pewność nie tylko z powodu słów lekarki, ale dzięki tej nowej, dziwnej energii.

Patrzyła, jak mąż próbuje zrozumieć, dlaczego świat, w którym Grażyna była zawsze łagodna i uniżona, zaczyna się walić.

Wiesz co, Zbyszek… powiedziała, już bez dawnych obaw Chyba wiem, dlaczego zawsze wydawało ci się, iż nic nie robię. Po prostu tego nie widziałeś. Nie widziałeś, jak się staram, jak się męczę, byś miał dobrze.

Ale teraz zaczniesz to widzieć. Więc nie dziw się, gdy wyrzucę stare sukienki i jesionkę i kupię nowe rzeczy. A do tego wrócę do pianina! Śmiałeś się, iż po szkole muzycznej potrafię tylko Marsz Turecki i Krakowiaka? To słuchaj

Otworzyła wieko pianina, położyła palce na klawiszach i, ku własnemu zdziwieniu, zaczęła grać coś pięknego i dobrze sobie znanego.

Zbyszek patrzył na żonę jak urzeczony, a potem wyszeptał:

Grażynka, jak ty to robisz? Przecież wcześniej nie potrafiłaś… Ty się zmieniłaś.

Na jego twarzy malowało się zaskoczenie, a być może choćby lęk.

Przywykł do jednej Grażyny, a ta stojąca przed nim była inna. Silniejsza, zdecydowana. Ta zmiana była dla niego zagadką.

Grażyna uśmiechnęła się.

To nie był już dawny, przepraszający uśmiech, ale szczery, pełen nadziei. Czuła w sobie ogień rozpalany przez pięć nowych iskierek. Ten ogień obiecywał jej nie tylko przetrwanie, ale prawdziwe, pełne życie.

Życie, w którym jest miejsce i dla niej, i dla jej pragnień. Może choćby dla nowej, dojrzalszej miłości do męża miłości budowanej na wzajemnym szacunku, a nie wyrzeczeniu.

Grażyna nie wiedziała, kim byli ci dawcy, ale musieli być wyjątkowi.

Nie tylko uratowali jej życie pozwolili jej teraz żyć naprawdę szczęśliwie.

Zbigniew patrzy teraz na swoją Grażynę z podziwem.

Mówią, iż nie pytaj dlaczego dlaczego przyszła choroba, albo inne trudne chwile.

Trzeba raczej zastanowić się po co może po to, by docenić, jak wspaniałe jest życie.

Jak piękna jest polska wiosna, szara zima, chlapa i mróz. Każdy dzień jest cudem i niebo, i pierwszy, i ostatni promień słońca.

I bliskie uśmiechy, i ich wsparcie, i ich słabości bo wszyscy jesteśmy tylko ludźmi…

A jeżeli kochający mąż zaczyna narzekać i marudzić, trzeba go czasem okiełznać wtedy może przypomni sobie, iż jest mężczyzną

Dopóki możemy żyjmy naprawdę, doceniajmy to, co mamy, nie ma na co czekać.

Idź do oryginalnego materiału