Jak to nie zamierzasz zajmować się dzieckiem mojego syna? nie wytrzymała teściowa.
Po pierwsze, nie odwracam się od Igorka. Przypomnę tylko, iż to ja w tym domu po pracy, jak porządna żona i matka, odrabiam drugi etat gotuję, piorę, sprzątam. Chętnie pomogę, doradzę, ale nie zamierzam brać na siebie wszystkich obowiązków rodzica.
Ale jak to nie zamierzasz? To znaczy, iż jesteś taka fałszywa?
Ty to jesteś, Werka, naiwna. Kto będzie pracował za darmo? jak można się było spodziewać, na spotkaniu klasowym Sylwia nie potrafiła się powstrzymać od komentowania wszystkiego i wszystkich.
Ale dawno już minęły czasy, gdy Weronika nie potrafiła się odezwać. Teraz potrafiła postawić Sylwię na miejsce.
jeżeli musisz główkować, skąd wziąć pieniądze, to nie znaczy, iż wszyscy mają tak samo wzruszyła lekko ramionami. Po tacie odziedziczyłam dwa mieszkania w Warszawie.
Jedno jego, gdzie mieszkaliśmy przed rozwodem rodziców, a drugie spadek po dziadkach, najpierw dla niego, potem dla mnie.
A ceny najmu, wiadomo nie nasze. Starcza mi na życie i przyjemności, nie muszę się martwić o byle jaką pracę.
Właśnie dlatego przebranżowiłaś się z lekarki w ekspedientkę?
To miała być tajemnica. Werka obiecała nikomu nie mówić.
Ale jeżeli Sylwia chciała to naprawdę utrzymać w sekrecie, nie powinna publicznie nazywać Werki głupią.
Naprawdę sądziła, iż nikt jej nie odpowie? Naiwna była, nie Weronika.
Sprzedawczyni, serio?
Mówiłaś, iż nie powiesz! pisnęła obrażona Sylwia.
Szybko złapała torebkę i wybiegła z restauracji, z trudem powstrzymując łzy.
Dobrze jej tak skomentował Andrzej po chwili ciszy.
Właśnie. Przesadzała dorzuciła Paulina.
To ja wszystkich zaprosiłam usprawiedliwiała się była przewodnicząca klasy, teraz organizatorka spotkania, Ania. Pamiętałam, iż w szkole Sylwia nie była lubiana, ale ludzie się przecież zmieniają. Przynajmniej niektórzy.
Ale nie zawsze wzruszyła ramionami Weronika.
Wszyscy się zaśmiali, a niedługo potem zaczęto Wery wypytywać o jej pracę.
To ciekawość, czysta ciekawość (bez złośliwości) całkiem zrozumiała.
Mało kto zna tę branżę, a krąży o niej wiele mitów.
Weronika stopniowo wszystko tłumaczyła kolegom.
Po co to wszystko, skoro nie ma sensu? dopytywał ktoś z klasy.
A kto powiedział, iż nie ma? Mam pod opieką chłopca, pięć lat, przy porodzie niedotlenienie, więc opóźniony rozwój psychiczny.
Ale prognozy są bardzo dobre zaczął mówić późno, ale teraz, dzięki wizytom u logopedy i neurologa, ma szansę pójść do zwykłej szkoły i dobrze sobie radzić w życiu.
Gdyby nikt się nim nie zajmował, sytuacja wyglądałaby inaczej.
Czyli skoro nie musisz ganiać za złotówką, masz czas na sensowną pracę podsumował Waldek.
Rozmowa gwałtownie zeszła na życie innych kolegów z klasy.
Weronika poczuła nagle, iż ktoś ją obserwuje zza pleców. Odrzuciła to przeczucie jako przesadne, ale uczucie wracało.
Dyskretnie się rozejrzała nikogo podejrzanego nie dostrzegła. Po chwili wróciła do zabawy z dawnymi znajomymi i zapomniała o wszystkim.
Tydzień po spotkaniu.
Werka szykując się do pracy, zauważa, iż jej samochód jest zastawiony.
Dzwoni na numer z karteczki za szybą, słyszy grad przeprosin i zapewnienie, iż właściciel auta zaraz zejdzie.
Naprawdę przepraszam uśmiechnięty chłopak zarzuca ją przeprosinami. Przyjechałem załatwić sprawy, nie było gdzie stanąć. Jestem Maks.
Weronika przedstawia się. W Maksie było coś ujmującego.
Sposób bycia, styl, choćby perfumy wszystko sprawia, iż gwałtownie zgadza się pójść z nim na randkę.
Potem jeszcze raz. I po trzech miesiącach nie wyobraża sobie bez niego życia.
Mama Maksa i jego syn z pierwszego małżeństwa przyjmują ją jak swoją.
Chłopiec miał swoje trudności, ale Werka dzięki doświadczeniu gwałtownie łapie wspólny język z Igorem.
Podpowiada Maksowi nowe metody pracy z synem.
Po roku wspólnego życia Werka przeprowadza się do Maksa i Igora.
Swoje mieszkanie na Mokotowie, jak zawsze, wynajmuje przez sprawdzonego pośrednika, sama z bagażami ląduje u ukochanego i jego syna.
Dopiero wtedy zaczynają się drobne sygnały.
Zaczyna się od „pomóż Igorowi się ubrać”, „posiedź chwilę z Igorem, pójdę do sklepu”.
To dało się znieść miała dobry kontakt z chłopcem i czas wolny.
Ale potem prośby stają się coraz bardziej kłopotliwe.
Musiała pogadać z Maksem, iż choć chętnie pomaga, nie zamierza na siebie brać większości opieki nad synem, bo to JEGO dziecko, a z dziećmi z problemami pracuje zawodowo.
Maks zrozumiał, przynajmniej tak się wydawało, aż do morzenia przed ślubem, gdy z matką Maksa zaczęli wyraźnie sugerować, iż to Werka powinna zająć się kompleksowo rehabilitacją Igora po pracy.
Hola hola, spokojnie przerywa im Weronika. Mamy umowę, Maks swoim synem zajmujesz się sam.
Nie proszę Cię o sprzątanie u mojej mamy, czy robienie dla niej remontów sama się tym zajmuję w miarę możliwości.
Ale porównałaś burknęła przyszła teściowa. Matka matka, dorosła, mieszka sama. Dziecko to dziecko.
Uważasz, iż po ślubie też będziesz odwracać się od Igora i uznamy to za normalne?
Po pierwsze, nie odwracam się od niego. W tym domu, po pracy, gotuję, sprzątam, piorę.
Ale cała rehabilitacja to odpowiedzialność Maksa, bo Igor jest jego synem.
Chętnie pomogę, doradzę, ale pełnych obowiązków na siebie nie biorę.
Jak to nie będziesz? To właśnie taka jesteś? Koleżankom możesz godzinami opowiadać o pracy, a jak trzeba się naprawdę dzieckiem zająć choćby nie ma z kim pogadać?
O co w ogóle chodzi? dziwi się Werka.
Nagle przypomina sobie, iż matka Maksa dorabia jako zmywająca naczynia w tej samej restauracji, gdzie było spotkanie klasowe.
Wszystko jasne.
Czyli specjalnie się podpięliście, żeby zrzucić na mnie odpowiedzialność za chore dziecko?
Serio myślałaś, iż chciałbym być z taką jak ty z własnej woli? wybucha Maks. Gdyby nie Igor i twoja praca, choćby bym na ciebie nie spojrzał!
To już nie patrz zrywa z palca pierścionek i rzuca nim w byłego narzeczonego.
Jeszcze pożałujesz grożą jej Maks i jego matka. Porządny facet nie chce szarej myszki bez przyszłości i forsy.
Mam dwa mieszkania w Warszawie, jest kasa odbija piłkę Werka.
Widząc ich miny, idzie pakować rzeczy.
Potem próbowali się pogodzić Maks ślubował złote góry: będzie się sam zajmował synem, już więcej tak nie powie, kocha, nie umie bez niej żyć.
Werka (nie będąc idiotką) nie wierzyła w te słowa. Zaśmiała się, iż Maks stracił myszkę i nie wygląda, jakby to ona miała żałować.
Ze znajomymi jeszcze długo wspominali tę historię.
Werka nie przestaje wierzyć, iż znajdzie kiedyś kogoś, kto ją pokocha za to, jaka jest, a nie tylko za pieniądze czy zawód.
Na razie ma ukochaną pracę, znajomych i… może weźmie kota jego pewnie da się wychować, w przeciwieństwie do niektórych facetów.








