„Również moje drugie życzenie jest altruistyczne:
Otowymarzone lądowanie innych istot z
kosmosu staje się rzeczywistością. Przybysze badają po wylądowaniu panujące u
nas stosunki, by orzec, iż wszystko robiliśmy całkiem niewłaściwie. Zarazem
stwierdzają KTO jest najmędrszy ze wszystkich ludzi. Za pozwoleniem – to ja nim
jestem. Chcą mianować mnie najwyższym władcą planety, ale odmawiam zgody.
Wystarczy mi pozycja doradcy przy Wielkiej
Radzie Przybyszów.
Otóż
chcieli oni narzucić światu całkowite rozbrojenie. ale po ich odlocie wyścig
zbrojeń zacząłby się od nowa. Proponuję zatem Wielkiej Radzie taki podział pracy: - ja dysponuję znajomością
miejscowych stosunków, tudzież znakomitymi pomysłami, a oni umiejętnością
realizowania najtrudniejszych projektów. Na tym będziemy wspólnie budować.
Mam
taką myśl: - środowisko ziemskie trzeba zmienić tak, żeby nikt nie mógł
wyrządzić nic złego swemu bliźniemu. Za wzór techniczny biorę sobie bakterie.
Jeśli istnieją wyspecjalizowane zarazki rożnych chorób, to w zasadzie można
stworzyć podobne do wirusów maleńkie cząsteczki, zdolne do rozpoznawania wszelkich
rodzajów broni. Będzie się je hodować masowo i rozsiewać, a one potem będą się
dalej same rozmnażały.
Moja
zasada opiewa: - należy powstrzymywać
ślepy miecz, a nie rękę. Goła ręka i
tak sama kilka zdziała.
Jak to zrobić? A po czym poznaje się broń, w
przeciwieństwie do obiektów nieszkodliwych? Ano po tym, iż bronie poruszają się
z wielką chyżością, jak rakiety, bomby i pociski. Więc te cząsteczki
spowalniające będą odbierały energię ruchu wszystkiemu, co się bardzo szybko
porusza. Stroną techniczną zagadnienia będą się martwić Przybysze. W ciągu doby wszystkie systemy broni ulegają
unieszkodliwieniu.
Każda
wystrzelona rakieta, każdy pocisk, natychmiast opada wolniusieńko, tak wolno,
że nie może wybuchnąć. Czołgi mogą wprawdzie jechać, ale nie mogą strzelać.
Bomby zrzucone z samolotów spadają wolno jak puch. A bomby zmajstrowane
prywatnie – wybuchają co prawda, ale rozlatują się odłamkami, które można z
powietrza wyzbierać ręką, bo tak pomału lecą. Przy okazji zlikwidujemy w ten
sposób wszystkie katastrofy (na przykład aut), bo pokojowo nastrojonym cząstkom
będzie wszystko jedno i nie dopuszczą, by jakaś rzecz wyrżnęła w coś ze swego
otoczenia.
Oczywiści to nie rozwiązuje jeszcze wszystkich trudności. Pokojowe
molekuły jednego rodzaju nie mogą rozpoznawać wszystkich rodzajów broni. Lecz
jak natura stworzyła zarazki cholery, wścieklizny, dżumy i tysiące innych, tak Wielka Rada sporządzi mrowie
wyspecjalizowanych różnych cząstek miłujących pokój. Będą i specjalne,
zapobiegające bijatykom.
Gdy ktoś
spróbuje spuścić lanie bliźniemu, wirusy dobroci, niewidzialnie szybujące w
powietrzu, przemienią jego wdzianko, spodnie, bieliznę, w elastycznie krzepnącą
powłokę, w której ów poczuje się jak niemowlę w powijakach. A jeżeli nie
poniecha złych zamiarów i będzie zdwajał wysiłki, jego odzież tak stwardnieje,
aż się awanturnik zamieni w posąg z zaciśniętymi pięściami. Złe języki głosiły,
jakobym udaremnił ludziom w ten sposób życie erotyczne, bo tkwi w nim szczypta
agresywności, więc kto by się zbyt gwałtownie zachowywał w łóżku, zostanie
związany przez własną piżamę. ale łatwo temu zapobiec, rozbierając się
uprzednio. Tak więc zarzut powyższy jest zwykłym oszczerstwem.
Także
użycie gazów trujących i prawdziwych zarazków jako broni, przestanie być
możliwe, gdy specjalne cząsteczki katalistyczne zmienią takie gazy w perfumy, a
zarazki w nitro bakterie użyźniające glebę. Kto jednak zdecyduje się pomimo
wszystko zbić bliźniego na kwaśne jabłko, nie tylko sam musi się rozebrać, ale
do tej czynności namówić także tego, który ma być obity – w przeciwnym razie
akcję obronną podejmie odzież napastowanego.
Odkrycie
to ożywiło nadzieją zrozpaczone serca sztabowców, jednak praktyka pokaże, że
zarówno wojna, jak i manewry przerodzą się w zwykłe bijatyki, w których nie da
się rozeznać, kto wróg, a kto swój. Także nie będzie można odróżnić zwykłych żołnierzy
od szarż.
Problemem pozostaną różni terroryści, np. IRA, oraz wszyscy ci, którzy
mordem i bombami chcą polepszyć świat. Nic lepszego nie przyszło mi do głowy,
jak ich wysiedlenie na inne planety. Na przykład na Marsa, gdzie należy postawić banki i wieżowce, żeby mieli co
plądrować i wysadzać w powietrze. Kiedy to wszystko się stanie, Ziemia będzie całkowicie spacyfikowana,
a ja złożę dymisję - moje stanowisko okaże się zbędne”.