Jak ona mogła?! choćby nie zapytała! Nie poradziła się! Trzeba być bezczelną: wejść do cudzej kawalerki i rządzić się jak u siebie! Zero szacunku! Boże, za co mi to? Całe życie się nią zajmowałam, a tak wygląda jej wdzięczność! Ona mnie za człowieka nie uważa! – Nina otarła łzy. – Jej się widzi, iż moje życie jej nie pasuje! Na swoje niech spojrzy! Siedzi w tej swojej kawalerce, myśli, iż złapała szczęście za nogi. Ani porządnego męża, ani normalnej pracy: jakaś zdalna robota. Z czego ona żyje? A jeszcze mnie uczyć rozumu! Ja już dawno zapomniałam o tym, nad czym ona dopiero zaczyna się zastanawiać!

polregion.pl 5 godzin temu

Jak ona mogła?! choćby nie zapytała! Nie poradziła się! Czy to w ogóle możliwe wejść do czyjegoś mieszkania i zachowywać się tam jak u siebie?! Zero szacunku! Boże, za co mi to wszystko? Tyle lat się nią opiekowałam, a to ma być wdzięczność?! Przecież ona mnie za człowieka nie uważa! Nina otarła łzy spływające po policzkach Jej się nie podoba moje życie! Niech najpierw swoje przeanalizuje! Siedzi w tej swojej kawalerce i myśli, iż złapała szczęście za nogi. Ani porządnego męża, ani normalnej pracy: jakaś tam praca zdalna… Z czego ona w ogóle żyje? A jeszcze śmie mnie pouczać! Ja już dawno zapomniałam o tym, nad czym ona dopiero zaczyna się zastanawiać!

Ta ostatnia myśl poderwała mnie z fotela. Poszłam do kuchni, nastawiłam czajnik, podeszłam do okna.

Patrząc na panoramę Krakowa rozświetloną świątecznymi lampkami, znów się rozkleiłam. Wszyscy ludzie przygotowują się do sylwestra, mają rodzinę, spotkania przy stole A ja? Dla mnie nie ma żadnego święta. Tak samotnie jak palec

Czajnik zagwizdał, a ja, pogrążona we wspomnieniach, choćby tego nie zauważyłam

Miałam dwadzieścia lat, gdy mama, w wieku czterdziestu pięciu lat, urodziła moją siostrę.

Byłam wtedy zaskoczona: po co jej kolejny kłopot?

Nie chcę, żebyś została zupełnie sama tłumaczyła mama to naprawdę wielkie szczęście mieć siostrę. Zrozumiesz to. Później.

Już teraz rozumiem odpowiedziałam wtedy bez entuzjazmu ale pamiętaj: ja się nią zajmować nie będę. Mam własne życie.

Już nie masz własnego życia uśmiechnęła się mama.

Okazało się, iż miała rację. Siostrzyczka miała zaledwie trzy lata, gdy mama zmarła Tata odszedł jeszcze wcześniej.

Cała odpowiedzialność spadła na mnie de facto stałam się dla Hani matką. Przez pierwsze dziesięć lat nazywała mnie mamusiu.

Nie wyszłam za mąż. Hania nie była tu przeszkodą po prostu nie poznałam nikogo, kto by naprawdę zdobył moje serce. Zresztą nie bardzo miałam na to okazję: dom, praca, siostra, dom Nie wychodziłam, nie szukałam rozrywek

Musiałam wydorośleć z dnia na dzień, kiedy zabrakło rodziców. Całe swoje życie poświęciłam Hani: wychowałam ją, pomogłam jej się wykształcić.

Teraz Hania jest dorosła, mieszka sama, szykuje się do zamążpójścia.

Często wpada do mnie jesteśmy ze sobą bardzo blisko, chociaż różnimy się wiekiem, charakterem i podejściem do życia.

Jestem, nie ukrywam, bardzo oszczędna. Moje mieszkanie przypomina składzik starych, niepotrzebnych rzeczy. Jak dobrze poszukać, znajdzie się szlafrok, który nosiłam dziesięć lat temu, kiedy byłam dużo szczuplejsza, albo rachunki za czynsz sprzed dwudziestu lat.

W kuchni zalegają pęknięte filiżanki, obite garnki emaliowane, patelnie bez rączki. Już ich dawno nie używam, ale wyrzucić żal bo może się jednak przydadzą?

Remontu nie robiłam od lat. choćby lekkiego odświeżenia. Nie z braku pieniędzy, tylko dlatego, iż przecież tapety są jeszcze całe.

Tak już mam zawsze na sobie oszczędzałam, żeby więcej zostało dla Hani.

A Hania? To zupełnie inna bajka: wesoła, energiczna, w jej mieszkaniu tylko potrzebne rzeczy i żadnych gratów! Sama sobie powtarza: jeżeli czegoś nie użyłam przez rok trzeba się tego pozbyć!.

Dlatego u Hani w mieszkaniu jasno, przestronnie, aż chce się oddychać.

Ileż to razy proponowała mi:

Zróbmy u ciebie remont. Przy okazji przejrzymy rzeczy, bo zaraz sama się w tym wszystkim pogubisz.

Nic nie będę wyrzucać, nic nie chcę zmieniać! odpowiadałam uparcie i żadnego remontu nie potrzebuję.

Jak to nie potrzebujesz? Spójrz na ten przedpokój! Te tapety mają sto lat! Wchodzisz tu jak do piwnicy. I te wszystkie graty tylko ciągną energię, choćby nie wiesz, jak bardzo. Od tego można po prostu zachorować! przekonywała Hania.

Ale ja za każdym razem tylko wzruszałam ramionami.

Więc Hania sama postanowiła zrobić niespodziankę! Przekonać mnie, żebym zobaczyła różnicę między tym, co było, a tym, co jest.

Wybrała przedpokój było tam mało mebli, niedużo rzeczy.

Na tydzień przed sylwestrem, kiedy miałam dyżur w pracy, Hania i jej narzeczony przyjechali do mojego mieszkania (miałyśmy do siebie klucze) i w kilka godzin zmienili tapety: ciemne, tłoczone zamieniły się w jasnozielone z złocistym wzorem.

Poustawiali wszystko na miejscu, bo Hania nie odważyła się ruszyć moich rzeczy i wyszli.

Nic nie podejrzewając, wróciłam do domu i wyskoczyłam z powrotem na klatkę. Myślałam, iż się pomyliłam, iż to nie mój numer! Spojrzałam na drzwi wszystko się zgadza.

Weszłam jeszcze raz.

Oczywiście już zrozumiałam.

Hania!

Jak ona mogła?!

Wykręciłam do niej numer, nagadałam jej, co tylko miałam na sercu i rozłączyłam się.

Po pół godzinie Hania przyszła sama.

Kto ci kazał?! syknęłam od progu.

Ninko, chciałam ci tylko zrobić niespodziankę. Zobacz, jak jasło, świeżo, jakby więcej miejsca tłumaczyła się Hania.

Nie rządź się w moim domu! cała złość się ze mnie wylała.

Posypały się na Hanię gorzkie słowa.

W końcu nie wytrzymała:

Dość! Żyj sobie w tym swoim bałaganie, jak chcesz. Ja już tu nie przyjdę!

Co, prawda w oczy kole?! Uciekasz?!

Szkoda mi ciebie powiedziała cicho i wyszła

Minął tydzień. Hania nie dzwoni, nie pisze. Nigdy nie kłóciłyśmy się tak długo. A tu jeszcze Nowy Rok za pasem Czy naprawdę każda z nas spędzi go samotnie?

Przeszłam się do przedpokoju, usiadłam na krzesełku.

Faktycznie, zrobiło się przestronniej pomyślałam i wyobraziłam sobie, jak Hania z Szymonem naklejali tapety, starając się zostawić je bez jednej fałdy, pewnie śmiejąc się po cichu, wyobrażając sobie moją minę Czemu tak się uniosłam? Przecież naprawdę jest ładniej. Jaśniej. I na sercu jakoś lżej. Może Hania ma rację?

Nagle zadzwonił telefon

Ninko usłyszałam głos Hani, płakała wybacz mi. Nie chciałam cię zranić. Chciałam tylko sprawić ci radość

Kochanie moje, ja już nie jestem zła i mnie głos się łamał od wzruszenia nie mam ci czego wybaczać: miałaś całkowitą rację, tapety są cudowne. A po świętach zabieramy się za porządki w moich składzikach. jeżeli tylko zechcesz mi pomóc.

Jasne, iż pomogę! już z euforią odpowiedziała Hania A dziś? Przecież dzisiaj taki wieczór Nie wyobrażam sobie sylwestra bez ciebie

Ja też nie

To pakuj się! Wszystko już gotowe: żywa choinka, światełka, świece wszystko, jak lubisz! I nie przejmuj się zakupami: prawie wszystko już mam, wiedziałam, iż się pogodzimy. Pakuj się spokojnie, Szymon po ciebie przyjedzie.

Odstawiłam telefon i podeszłam do okna. Teraz na świąteczny Kraków patrzyłam zupełnie inaczej.

Patrzyłam i myślałam: Dziękuję ci, mamo Za siostręPo cichu zaśmiałam się do siebie. Wzięłam z wieszaka mój najlepszy szal prezent od Hani sprzed lat, jeszcze z czasów, gdy była małym dzieckiem i własnoręcznie wyszywała drobne kwiatki. choćby wtedy tak się starała, by sprawić mi przyjemność. Moje serce wypełniało się ciepłem, którego dawno nie czułam.

Po chwili usłyszałam dźwięk domofonu. To musiał być Szymon. Po raz pierwszy od bardzo dawna gwałtownie chwyciłam torebkę i wybiegłam z mieszkania, byle tylko nie kazać im czekać. Zamykając drzwi, spojrzałam raz jeszcze na jasnozielone tapety. Były jak obietnica iż to, co nowe i nieznane, może stać się równie bliskie jak to, co trwa od lat. Wystarczy tylko otworzyć na nie serce.

W samochodzie było ciepło, grała cicha muzyka, Szymon uśmiechnął się do mnie przez lusterko.

Gdy dotarliśmy, Hania czekała już w drzwiach, rozpromieniona, z rozrzuconymi wokół płomieniami choinkowych lampek. Przytuliłyśmy się bez słowa, a wszystkie urazy stopniały jak śnieg w słońcu.

Tego wieczoru zrozumiałam, iż czasem trzeba pozwolić sobie na zmianę przyjąć wyciągniętą dłoń, choćby gdy budzi obawy. I iż szczęście bywa niepozorne: pachnie dla mnie igliwiem choinki, smakuje herbatą z malinami, brzmi śmiechem najbliższych. choćby jeżeli życie czasem się komplikuje, jedno jest pewne z Hanią zawsze łatwiej odnaleźć drogę do domu.

Nowy Rok przywitałam nie w swoim składziku, ale tam, gdzie naprawdę byłam potrzebna wśród ludzi, których kocham. I pierwszy raz od dawna przyszłość nie wydawała się pusta, ale pełna światełek, gotowa do zamieszkania, jak mój przedpokój.

Idź do oryginalnego materiału