Jak okiełznać męża? Opowieść o Natalii, pięciu transfuzjach, pięciu kotach i nowej sile kobiety po c…

twojacena.pl 4 dni temu

Kochana, muszę ci opowiedzieć coś ważnego, zwłaszcza teraz, jak znowu leżę i myślę o życiu. Słuchaj, bardzo dziękuję wszystkim za wsparcie, serduszka pod postami, szczere komentarze i niewiarygodną życzliwość. I dziękuję z całego serca i swoim pięciu futrzastym kotom za każdą złotówkę przelaną na kawę dla autora! Podrzucajcie, proszę, opowieści innym, może ktoś odnajdzie w nich kawałek siebie?

Po powrocie ze szpitala poczułam się już lepiej, więc planowałam wrócić do starych obowiązków od samego rana. Ale, wyobraź sobie, zamiast typowego zapału obudził się we mnie nieznany jakiś bunt.

Mój mąż, Wiesław, już od świtu rozgrzewał mięśnie, wyginał stawy i ćwiczył w salonie jak za dawnych lat. Typ sportowca, przepraszam bardzo, choćby na emeryturze nie odpuszczał rutyny porannej gimnastyki.

A ja zwykle najpierw szłam do kota Bazylki porządek w kuwecie to była moja tradycja. Potem karmienie Bazylki i ukochanego pieska Kapsela, ogarnianie śladów ich nocnych szaleństw w przedpokoju i kuchni, błyskawiczny spacer z Kapselem po osiedlu, zanim Wiesiek skończył zabiegi na kręgosłup.

Po południu i wieczorami spacerowaliśmy już razem we dwoje do parku Chopina, ciesząc się ciszą i zielenią. Ale rano to był wyścig z czasem, bo przecież wszystko na mojej głowie.

Wracając z psem gwałtownie szykowałam nasz zwykły śniadaniowy zestaw: twarożek z miodem i suszonymi śliwkami albo raz serniczki, innym razem omlet lub jajka na miękko.

Myślałam zawsze, iż ta poranna gonitwa to moja osobista gimnastyka, ale lekarz, jak usłyszał o mojej rutynie w szpitalu, wyśmiał tę teorię i zalecił prawdziwe ćwiczenia, a nie bieganie ze szmatą.

Zaś Wiesiek, jak tylko kończył swoje wygibasy, gwałtownie ścielił łóżko oczywiście, narzekając jak to nie męska robota i jacy to mężczyźni mają ciężko z domowymi obowiązkami. Dwa razy w tygodniu wrzucał pranie i czasem odkurzał, wyrzekając, iż ja znowu nic sensownie nie zrobiłam.

No i mył naczynia po śniadaniu, dumny, iż zrobił dla mnie wszystko, co mógł. Po śniadaniu gotowałam obiad, zasiadałam do komputera pracując zdalnie, dorabiając troszkę do emerytury, żeby nie musieć liczyć każdej złotówki.

Dla Wiśka te moje prace były śmieszne, a pomysł na kupno czegokolwiek nowego stratą pieniędzy. Przecież pełno ubrań w szafie!

I choć z reguły ustępowałam mu i nie wdawałam się w dyskusje, bo i tak mi nie zależało na ciuchach ani nowościach, to nigdy nie protestowałam, gdy Wiesław wydawał na trzecią wiertarkę czy następny gadżet zawsze na te moje śmieszne dodatkowe zarobki.

No, ale nagła choroba wszystko zmieniła. I to, wiesz, tak nagle, iż aż sama się przestraszyłam…

Trafiłam do szpitala karetką, gdy zemdlałam pod Biedronką. Lekarze dziwili się, jak mogłam w ogóle chodzić widząc wyniki moich badań tragedia!

Wiesiek się przeraził widząc mnie bladą, pod kroplówką, gdy go wpuścili na oddział. I sam ledwo sobie dawał radę w domu; nie spodziewał się, ile tego wszystkiego jest.

Naprawdę mnie kocha, czekał, aż zupełnie dojdę do siebie. Był przy mnie kilka dni po powrocie ze szpitala, troszczył się, dopytywał:

No i co, Elżbieta, lepiej ci już? A wyglądasz o niebo lepiej niż wtedy

I żartował:

Nie leż tak ciągle, bo się zapomnisz jak się chodzi! Czas wracać do dawnego życia

Zgadzałam się, ale tylko częściowo. Tego ranka nie poczułam żadnej ochoty rzucać się na robotę od pierwszych chwil.

Spojrzałam na Wieśka, który znowu ćwiczył zawzięcie i wyczekiwał, iż zaraz zabiorę się za swoje.

Po raz pierwszy od lat przestałam widzieć w nim tego troskliwego męża, a ujrzałam człowieka, który nieświadomie znowu chce przerzucić wszystko na moje barki.

I wtedy poczułam wewnętrzną złość!

Przypomniały mi się słowa lekarki, wypowiedziane z troską i stanowczo:

Nie myśli Pani o sobie i tak Pani przyzwyczaiła męża. Jemu się wydaje, iż dla Pani to wszystko to pikuś! Uśmiechnięta, cicha, nigdy nie narzeka?

Sama do szpitala przyjechałam z ciężką anemią, potem miałam kilka transfuzji zanim wyniki wróciły do normy.

Krew dostałam od pięciu nieznajomych Trochę mnie śmieszyło, trochę przerażało czy przez to będę jakby inna?

I chyba coś w tym było, bo wracając do domu poczułam, iż nie mam już ochoty być posłuszna.

Jasne, kocham Wieśka, a on mnie naprawdę, i robi więcej niż nie jeden facet, ale zawsze jednak patrzy na siebie jak na bohatera, a to ja zawsze cicho robiłam swoje.

Aż nagle coś mi się przestawiło w głowie

Zatęskniłam do dawnych pasji choćby do pianina, które tylko zbierało kurz. Może powinnam się w końcu nauczyć grać jak dawniej?

Wstałam i, zamiast zająć się rutyną, zaczęłam rozgrzewkę obok Wieśka. On aż się zdziwił:

Coś ci tam przesadzili w tym szpitalu, Elka? Będziesz teraz sport uprawiać?! Idź lepiej nakarm kota i psa, śniadanie trzeba zrobić!

Lekarka kazała odpowiedziałam spokojnie, ale stanowczo. Powiedziała, iż jak nie zadbam o siebie, to długo nie pożyję. Chyba nie chcesz mojej śmierci?

Zbaraniał totalnie. Ale o dziwo się nie kłócił. Gdy rozkazującym tonem rzuciłam:

Ja teraz nakarmię Bazylkę i Kapsla, a ty idziesz z psem na spacer. Lepiej, szybciej pójdzie

Nawet się nie sprzeciwił! A mnie aż zaskoczyło, ile mam odwagi.

Jakby właśnie przez te transfuzje dostałam nowe siły od pięciu osób, które mi tę krew oddały. I każda z nich zostawiła coś w postaci wewnętrznego kopniaka.

Nagle nabrałam ochoty kupić sobie nowe ubranie bo w końcu pracuję na nie sama. Chciałam ćwiczyć, nie być znowu rozwalone na kanapie, i jeszcze grać na pianinie.

Dosłownie pięć nowych życiowych postanowień! Z przerażeniem dotarło do mnie miałam pięć transfuzji od pięciu ludzi, przypadek?

Przecież mówi się, iż po przeszczepach ludzie zyskują czyjeś talenty i nowe przyzwyczajenia.

Teraz patrząc na Wieśka nie miałam już tej uległej miny. Czułam moc wywołaną nie tylko słowami lekarki, ale i tym dziwnym, obcym zastrzykiem energii.

Widziałam, jak się gubi świat, w którym Elżbieta była zawsze po cichu, gotowa do pomocy, nagle się rozsypuje.

Wiesz, Wiesiek, powiedziałam mu bez cienia strachu przed jego reakcją Chyba już wiem, czemu zawsze ci się wydawało, iż nic nie robię. Po prostu nie widziałeś, ile rzeczy robię, jak się staram, jak bardzo mi zależy, żeby było ci dobrze.

Ale teraz już będziesz widział. I nie zdziw się jak wyrzucę swoje stare płaszcze i sukienki, bo kupię sobie nowe. I zacznę grać na pianinie, choć zawsze się śmiałeś, iż tylko Dla Elizy pamiętam. To słuchaj teraz…

Otworzyłam pianino, położyłam palce na klawiszach, i choćby nie wiem jak zaczęłam grać coś pięknego, zapomnianego, bardzo mojego.

Wiesiek aż wstrzymał oddech:

Ela, jak ty to robisz, ty tego nigdy nie umiałaś! Jesteś jakaś inna…

Na twarzy miał pomieszanie zdziwienia i, kto wie, może choćby lekki strach.

Przyzwyczaił się do jednej Elżbiety a tu stoi przed nim nowa. Silniejsza. Decyzyjna. I ta zmiana trochę go onieśmielała.

Uśmiechnęłam się już zupełnie innym uśmiechem. Autentycznym, iskrzącym się radością. Czułam, jak we mnie rozświetla się ogień pięć nowych, cudzych płomyków życia. Ogień, który nie tylko pozwala przeżyć, ale też prawdziwie żyć. Tak, żeby mieć miejsce także dla siebie, własnych pragnień i nowych pomysłów.

I, kto wie, może choćby na bardziej partnerską miłość do męża opartą na szacunku, nie na zapomnieniu o sobie.

Nie wiem kim byli ci ludzie, którzy oddali mi krew, ale to musieli być mocni i utalentowani. Uratowali mi życie i sprawili, iż nareszcie poczułam się spełniona i szczęśliwa.

Wieśkowi szczęka opadła, patrzył na mnie jak na kogoś zupełnie nowego

Mówią, iż nie trzeba się pytać, dlaczego akurat mnie spotkała choroba czy inna przykrość. Trzeba zrozumieć, po co nas to spotkało. Może po to, żeby przypomnieć sobie, iż życie jest piękne.

Że i wiosna, i zima mają swój urok; choćby ten polski listopad się docenia. Każdy dzień jest darem światło, śmiech bliskich, ich wsparcie i nasze słabości, bo wszyscy jesteśmy tylko ludźmi…

A jak mąż zacznie za bardzo marudzić, trzeba go troszkę przystopować może wtedy przypomni sobie, iż naprawdę jest człowiekiem z krwi i kości, nie tylko głową rodziny…

Dopóki możemy, bierzmy z życia garściami i nie bójmy się sięgać po to, co nasze. Inaczej nie warto.

Idź do oryginalnego materiału