Jak okiełznać męża – opowieść o Natalii, jej pięciu kotach, wiernym piesku, małżeńskiej codzienności…

polregion.pl 1 tydzień temu

Okiełznać męża

Dziękuję wszystkim za wsparcie, za lajki, za zainteresowanie i komentarze pod opowiadaniami, za subskrypcje i OGROMNE dzięki za wszelkie wpłaty ode mnie i mojej piątki sierściuchów.

Podzielcie się proszę opowiadaniami, które Wam się spodobały, na swoich profilach to także ogromna euforia dla autora!

Po wyjściu ze szpitala Anna poczuła się lepiej i już od rana zamierzała wrócić do swoich codziennych obowiązków.

Jednak gdy się obudziła, zaskoczył ją dziwny, wewnętrzny sprzeciw.

Jej mąż już od świtu rozgrzewał stawy. Z natury aktywny, choćby po przejściu na emeryturę nie zerwał z nawykiem porannej gimnastyki na bóle stawów.

Anka zwykle od razu leciała do kotki Łapki, żeby wyczyścić jej kuwetę.

Potem podawała śniadanie ukochanej kotce Łapce i wiernemu kundelkowi Fafikowi, sprzątała po nocnych akcjach czworonogów w przedpokoju i kuchni, byle szybciej wyprowadzić Fafika na krótki spacer.

Popołudniami i wieczorami razem z Adamem chodzili dłużej po parku, delektując się ciszą. Ale rano, gdy mąż dbał o swoje zdrowie, Anka miała ręce pełne roboty.

Z biegu wracała ze spaceru i pędziła przygotować ich zwykłe, choć nie najwymyślniejsze śniadanie: twarożek z miodem i bakaliami, wymiennie z serem smażonym, jajecznicą lub jajkiem na miękko.

Anna swoją poranną krzątaninę traktowała jak alternatywę dla gimnastyki, ale lekarka w szpitalu, gdy się dowiedziała o jej nawykach, stanowczo poleciła prawdziwe ćwiczenia, których domowa gonitwa nie zastąpi.

Adam, kończąc swoje wygibasy, ścielił łóżko, nieraz burcząc: To przecież nie robota dla faceta, znowu wszystkie domowe ciężary na moich barkach! Dwa razy w tygodniu wrzucał pranie do pralki, odkurzał, a czasem przytykał z wyrzutem, iż Anna znów nic nie zrobiła porządnie. Na koniec zmywał naczynia po śniadaniu, przekonany, iż tak właśnie maksymalnie pomaga żonie.

Po śniadaniu Anna szykowała obiad, a potem siadała do komputera, pracując na emeryturze, by nie liczyć co do grosza. Adam uważał te jej doróbki za śmieszne, a pragnienie kupna nowej rzeczy za zbędny wydatek. Przecież szafy pełne ubrań!

Anna zwykle mężowi ustępowała, nie wdawała się w kłótnie.

Nie przywiązywała wagi do ubrań, tym bardziej iż Adam zawsze ją komplementował, iż na tle rówieśniczek wygląda rewelacyjnie. Nie protestowała, gdy mąż kupował już trzecią wiertarkę czy coś na własne widzimisię, także za pieniądze z jej śmiesznych dochodów.

Ale choroba zmieniła wszystko tak nagle, iż aż się sama przestraszyła…

Trafiła do szpitala karetką, bo zemdlała na ulicy w drodze do sklepu.

Lekarze z trudem uwierzyli, iż w ogóle była w stanie poruszać się samodzielnie wyniki ekspresowe były fatalne.

Nawet mąż się przeraził, widząc ją bladą jak ściana, pod kroplówką, gdy w końcu wpuścili go na salę. W domu ledwo ogarniał podstawowe rzeczy i ze zdziwieniem odkrywał, ile tego wszystkiego jest.

Niczego bardziej nie pragnął, jak tego, by jego ukochana wróciła do domu. Bo naprawdę Annę bardzo kocha i przeżywa…

Pierwsze dni po powrocie przepędziła w łóżku, zgodnie z poleceniem lekarza. Adam opiekował się nią, nieustannie dopytując:

No i jak, Aniu, już ci lepiej? Jeszcze nie do końca? Ale już nie taka blada jak wtedy, wyglądasz naprawdę dobrze.

I żartował:

Nie zalegaj tak, bo odwykniesz od chodzenia, a leżenie to też nie zdrowie. Wróć już do zwykłego rytmu dnia…

Anna zgadzała się z niektórymi jego słowami, ale nie ze wszystkimi. Obudziwszy się dziś, nie miała jednak najmniejszej ochoty rzucać się od razu w wir domowych obowiązków.

Spojrzała na Adama, który z zacięciem znów rozciągał kolana i czekał, aż Anna wróci do swoich spraw.

I po raz pierwszy od dawna nie widziała w nim troskliwego męża. Zobaczyła człowieka, który, choćby nieświadomie, chce jej znowu nałożyć na barki zbyt wielki ciężar.

Poczuła gniew!

Przypomniała sobie słowa lekarki, to zaniepokojenie w jej głosie, które teraz brzmiało w głowie jak dzwon.

Pani siebie nie szanuje, i męża pani też tego nauczyła.
Jemu się wydaje, iż Pani wszystko przychodzi lekko, iż Pani nigdy się nie męczy.
Tyle Pani robi, z uśmiechem, bez skargi.
A przecież przywieziono Panią z ostrą anemią, wyniki trzy razy gorsze niż norma. Chce Pani żyć?

Już w szpitalu zaaplikowano jej kroplówki, a potem pięć razy przeprowadzano transfuzję, aż wyniki wróciły do normy.

Po raz pierwszy w życiu Anna leżała podpięta pod rurkę i rozmyślała:

Ależ to dziwne, wlali mi krew od pięciu zupełnie obcych osób. Uratowali mi życie. Teraz jest we mnie coś obcego, może to mnie zmieni?

Wyglądało na to, iż te myśli nie były przypadkowe.

Po powrocie do domu Anna ze zdziwieniem poczuła, iż nie zamierza już tak ochoczo zaspokajać każdej zachcianki męża.

Tak, kocha Adama, on ją też, mimo iż czasem marudzi, robi więcej niż niejeden facet. Ale zawsze swoje wysiłki wyolbrzymia, a jej bagatelizuje.

Dawniej Anna przechodziła nad tym do porządku, bo z natury była dobra. Teraz coś się w niej zmieniło.

Nagle zapragnęła zadbać o siebie, powrócić do dawnych pasji. Może zagrać na pianinie stało, zbierało kurz, nie bardzo wiedzieli, co z nim zrobić; a może robić coś, czego jeszcze nie rozpoznała.

Wstała i przy Adamie zaczęła ćwiczyć. Mąż nie wytrzymał i zaskoczony zapytał:

Czy to cię tam nie wyleczyli, Anka? Teraz chcesz sobą się zajmować, na stare lata? Przecież świetnie wyglądasz, lepiej zrób śniadanie i nakarm zwierzaki, bo głodny jestem.

Lekarka kazała powiedziała Anna nadspodziewanie twardo Stwierdziła, iż inaczej długo nie pociągnę. Chcesz mojej śmierci?

Zauważyła, jak Adam aż zgłupiał. Ale pewnie pomyślał sobie, iż to przejściowy kaprys po szpitalu. Nie protestował, gdy Anna po ćwiczeniach zarządziła:

Dobra, ja karmię Łapkę i Fafika, a ty wychodzisz z psem. Ja w tym czasie szykuję śniadanie, będzie szybciej…

Aż ją samą zdziwiło, z jaką łatwością się zgodził. W środku czuła jednak dziwne rozdarcie.

Jakby miała w sobie nową siłę, a adekwatnie aż pięć nowych energii, które jej mówiły, iż ma pełne prawo wyrzucić swoją starą garderobę i kupić świeżą bo sama od dawna na nią zarobiła.

Że powinna ćwiczyć i być wysportowana, a nie babcią, i iż powinna grać na instrumencie.

Wyliczyła pięć bardzo wyraźnych nowych decyzji i nagle z lękiem pomyślała:

Przecież właśnie miałam pięć transfuzji, pięć osób oddało mi coś od siebie. Ich energia, siła i odwaga we mnie się odezwały!
Mówi się, iż przy przeszczepie serca ludzie dostają upodobania, talenty, wspomnienia dawcy.
Wielu, po ciężkich operacjach, odkrywało w sobie coś nowego, na co nigdy wcześniej nie wpadli.

Teraz, patrząc na Adama, nie miała już w sobie dawnych pokornych odruchów. Pojawiła się pewność, płynąca nie tylko ze słów lekarki, ale też z tej nowej, tajemniczej fali energii.

Widział, iż Adam próbuje zrozumieć, co się zmieniło, jak jego dotychczasowy świat, gdzie Anna zawsze była cicha, pomocna i wygodna, nagle się rozpada.

Wiesz, Adam powiedziała bez lęku przed jego reakcją Zrozumiałam, czemu uważałeś, iż nic nie robię. Ty po prostu nie widziałeś, jak się staram, jak się męczę, żeby ci było dobrze.

Ale teraz, myślę iż już wszystko zobaczysz. Więc się nie zdziw, kiedy wyrzucę stare płaszcze i sukienki i kupię sobie nowe. Zamierzam grać też na pianinie, nie śmiej się już, iż skończyłam szkołę muzyczną, a gram tylko Marsz kotów albo Cygańskie nutki! Słuchaj…

Otworzyła pianino, położyła dłonie na klawiszach i niespodziewanie choćby dla siebie zaczęła grać coś pięknego, zapomnianego, do bólu znajomego.

Adam patrzył na nią szeroko otwartymi oczami i w końcu szepnął:

Anka, jak to robisz? Przecież nie umiałaś tego… Jakaś inna się zrobiłaś.

Na jego twarzy mieszało się zdziwienie i chyba choćby lekki strach.

Przywykł do jednej Anny, a przed nim stała ktoś nowy. Silniejsza, zdecydowana. A ta zmiana wydawała mu się wręcz nie do pojęcia.

Anna się uśmiechnęła.

To już nie był ten uległy, przepraszający uśmiech. Tym razem była to szczera, pełna oczekiwania radość. Czuła w środku ogień, podsycany pięcioma nowymi iskrami życia. I ten ogień obiecywał nie tylko przeżyć, ale zacząć naprawdę żyć.

Żyć pełnią, znaleźć miejsce i dla siebie, i swoich marzeń. A może choćby na nową, o wiele zdrowszą miłość do męża opartą na wzajemnym szacunku, a nie tylko samozaparciu.

Anna nie wie, kim byli ci dawcy, ci pięcioro, ale wygląda na to, iż byli silni i bardzo utalentowani.

Wyciągnęli ją nie tylko ze śmierci, ale sprawili, iż jej codzienność stała się prawdziwie szczęśliwa…

Adam patrzy na swoją Anię z podziwem…

Mówi się, żeby nie pytać, czemu przytrafiają się choroby czy inne trudne chwile.

Ważniejsze jest zrozumienie, po co się to dzieje bo może te doświadczenia są po to, by od nowa zobaczyć, jak piękne jest życie.

Jak cudowna bywa wiosna i zima, szaruga i mróz. Każdy dzień jest cudem, każde niebo, każdy promyk słońca pierwszy i ostatni.

I uśmiech bliskich, i wsparcie, i ich słabości, bo wszyscy jesteśmy po prostu ludźmi…

A jeżeli kochający mąż zacznie za bardzo narzekać i marudzić, trzeba go trochę okiełznać może wtedy przypomni sobie, iż jest facetem…

Dopóki możemy, żyjmy na sto procent i doceniajmy wszystko, co nam dane, bo inaczej się nie da…

Idź do oryginalnego materiału