Na Instagramie wszystko wyglądało jak z pocztówki. Turkusowa woda, biały piasek i palmy nad morzem. Właśnie taki obraz kolumbijskiej wyspy San Andrés najczęściej pojawia się w internecie, w mediach społecznościowych i w folderach biur podróży. Kiedy planowaliśmy podróż na Karaiby, wydawało się, iż to miejsce idealne.
Rzeczywistość okazała się jednak nieco… inna.
Mała karaibska wyspa daleko od Kolumbii
San Andrés jest niewielką wyspą na Morzu Karaibskim. Ma około 26 kilometrów kwadratowych powierzchni i zamieszkuje ją niespełna 70 tysięcy mieszkańców.
Co ciekawe, choć administracyjnie należy do Kolumbii, leży ponad 700 kilometrów od jej wybrzeża i znacznie bliżej Nikaragui. Wraz z pobliską wyspą Providencia tworzy departament San Andrés, Providencia i Santa Catalina.
Wyspa jest niewielka, można ją objechać skuterem w około godzinę. Wzdłuż wybrzeża biegnie droga, która pozwala zobaczyć niemal wszystkie najważniejsze miejsca, w tym piękne plaże, palmy i momentami skaliste wybrzeże.

Karaibski raj… z sezonem na sargassum
Największym zaskoczeniem, niestety negatywnym naszej wizyty były glony sargassum. Na wielu odcinkach wybrzeża tworzyły one brunatne pasy na wodzie, a miejscami zbierały się w większe skupiska na plaży.
To zjawisko dotyczy dziś wielu karaibskich wysp i destynacji: od Meksyku po Dominikanę. W określonych miesiącach prądy oceaniczne przynoszą ogromne ilości glonów z Atlantyku. W upale zaczynają się one rozkładać i wydzielać charakterystyczny i nieprzyjemny zapach.
W takich momentach woda przy brzegu nie wygląda już jak turkus z katalogu podróżniczego, chociaż niektórym nie to nie przeszkadza. przez cały czas korzystają z „wakacyjnych” uroków. My sobie odpuściliśmy.
Sterta glonów na głównej plaży na wyspie – Spratt Bight.Najsłynniejsze plaże wyspy
Najbardziej znaną plażą na wyspie jest wyżej pokazana Spratt Bight, położona tuż przy centrum miasta. To właśnie tutaj najczęściej trafiają turyści. Plaża jest szeroka, łatwo dostępna i otoczona hotelami w różnych standardach i restauracjami, najczęściej lojalnymi.
Dużo spokojniejsza okazała się San Luis Beach, położona w południowej części wyspy. Znajduje się tam więcej palm, mniej hoteli i bardziej lokalna atmosfera. Zdecydowanie jest to mniej popularny wśród turystów fragment wyspy.
Bardzo popularnym miejscem jest też Rocky Cay czyli niewielka wysepka, do której można dojść pieszo przez płytką wodę. Wiele osób przypływa także na Johnny Cay, małą tropikalną wyspę oddaloną o kilkanaście minut łodzią od San Andrés.
Zachód słońca widziany z zachodniej części wyspy.Wyspa imprez i wakacyjnej atmosfery
Jednym z największych zaskoczeń był dla nas klimat samej wyspy.
San Andrés to bardzo popularny kierunek dla turystów z takich miast jak Bogotá, Cali czy Medellín. Wielu Kolumbijczyków przylatuje tu na kilka dni odpoczynku nad morzem. Wieczorami bary gwałtownie się zapełniają, z restauracji słychać muzykę, a atmosfera przypomina bardziej wakacyjny kurort imprezowy niż spokojną karaibską wyspę.
Widać też niestety typowy problem popularnych miejsc turystycznych. W niektórych miejscach trafialiśmy na plastikowe kubki, butelki czy opakowania pozostawione po plażowaniu.
Największy skarb San Andrés?
Jednocześnie San Andrés ma coś, co naprawdę robi ogromne wrażenie czyli rafę koralową, która chroniona jest w ramach Rezerwatu Biosfery UNESCO.
Wyspa leży na jednym z największych systemów rafowych w regionie Karaibów. W wielu miejscach rafa zaczyna się bardzo blisko brzegu, dlatego wystarczy maska i rurka, żeby zobaczyć kolorowe ryby i korale. Niektórym udaje się choćby zobaczyć żółwie czy rekiny.
To właśnie rafa sprawia też, iż morze ma charakterystyczny turkusowy kolor i jest stosunkowo spokojne. Mieszkańcy nazywają je „Sea of Seven Colors” – morzem siedmiu kolorów, bo w słoneczny dzień woda potrafi przybierać kilka odcieni błękitu.
To co widzisz to prawdopodobnie płaszczka. Spotkana kilka metrów od brzegu.Karaiby naprawdę rajskie?
Po kilku dniach mieliśmy wrażenie, iż San Andrés to miejsce pełne kontrastów. Z jednej strony są tu widoki, które naprawdę przypominają karaibski raj. Z drugiej sezonowe glony, imprezowa atmosfera i problemy typowe dla popularnych kurortów.
Jedno jest pewne. To miejsce nie zawsze wygląda tak jak na zdjęciach w internecie.
Chcesz zobaczyć, jak wygląda to w rzeczywistości? Obejrzyj naszego vloga z San Andrés i przekonaj się, jak naprawdę wyglądają rajskie Karaiby.
Kim jesteśmy?
Cześć!
Tu Patryk i Milena, w sieci znani jako Wiecznie Wolni. Od lat podróżujemy po świecie, a w tej chwili jesteśmy w trakcie półrocznej wyprawy po Ameryce Łacińskiej. Interesują nas miejsca mniej oczywiste, z dala od masowej turystyki. Takie, które pozwalają naprawdę poczuć klimat danego kraju.
Za nami już Dominikana, Kolumbia i Ekwador, a przed nami kolejne kierunki, które dopiero zaczynają pojawiać się na podróżniczych mapach. Na naszym kanale na YouTube oraz
pokazujemy nie tylko piękne widoki, ale też codzienność w drodze, realia podróżowania i praktyczne informacje, które pomagają zaplanować własną wyprawę.
Jeśli lubisz podróże z dystansem, ciekawością świata i odrobiną humoru, zajrzyj do nas na YouTube.



