No jak ja mogę was obarczyć takim ciężarem? choćby mój tata z Hanią nie zgodzili się go wziąć.
Zosiu, córko, opamiętaj się! Za kogo ty chcesz wyjść za mąż! lamentowała mama, poprawiając mi welon.
Ale powiedz mi, dlaczego Piotr ci nie pasuje? byłam zupełnie zdezorientowana przez jej łzy.
No wiesz jego mama pracuje w sklepie, szczeka na wszystkich. Ojciec zniknął nie wiadomo gdzie, kiedyś tylko imprezował i pił.
Nasz dziadek też czasem przesadzał z alkoholem i babcia przez wieś za nim biegała. I co z tego?
Twój dziadek był poważaną osobą we wsi, choćby radnym był.
Ale babci od tego łatwiej nie było. Byłam mała, a pamiętam, jak się go bała. Mamo, z Piotrem będzie dobrze. Nie można ludzi oceniać przez ich rodziców.
Poczekaj, jak dzieci pojawią się, wtedy zobaczysz! rzuciła mama i westchnęłam tylko.
Trudno będzie żyć, jeżeli mama nie zmieni zdania o Piotrze.
A jednak z Piotrem urządziliśmy wesołe wesele i zaczęliśmy własne, rodzinne życie. Dobrze, iż Piotr miał dom po dziadkach w podwarszawskiej wsi, po tych rodzicach, co nie wiadomo gdzie wywiało ojca hulakę.
Piotr powoli remontował dom i niedługo zrobił się z tego prawdziwy nowoczesny domek, jak lubię go nazywać. Wszystkie wygody, żyj i ciesz się. No i po co mama wtedy tak narzekała na Piotra?
Po roku urodził się nam syn Kacper, a cztery lata później córka Malwina. Ale wystarczyło, iż któreś zachorowało albo coś nabroiło, zaraz pojawiała się mama ze swoim a nie mówiłam! I zawsze dodawała: Małe dzieci małe kłopoty! Zobaczysz, jak dorosną, to dopiero będzie, z taką rodziną!.
Starałam się nie zwracać uwagi na jej gadki. Już bardziej z przyzwyczajenia marudziła. W końcu postawiłam na swoim, wyszłam za mąż bez błogosławieństwa i się uparłam.
Mama po prostu taka jest lubi, jak wszystko idzie po jej myśli. Ale już dawno pogodziła się z moim wyborem i głęboko w sercu była choćby zadowolona, iż Piotr to prawdziwe złoto.
Ale do siebie, iż się myliła nigdy by nie przyznała! No skąd! To niemożliwe! O wnukach też tak sobie narzeka, raczej martwi się o nich w rzeczywistości kocha ich nad życie. A gdyby coś im się stało, pierwsza by do Wisły z mostu wskoczyła, a wcześniej rwała włosy z głowy za własne słowa.
Ale czasem i mnie łapał strach przed tymi dużymi kłopotami wiadomo, dzieci dorastają.
No i dzieci rzeczywiście dorastały. Już Kacper skończył liceum i wyruszał w dorosłość. Miał studiować na jednym z lepszych uniwersytetów w Poznaniu, sto czterdzieści trzy kilometry od nas.
Dla matki to jak dystans z Ziemi na Marsa! Strasznie daleko!
Cztery pierwsze noce nie spałam wcale myślałam, czy mój syn sobie radzi. Może ktoś go skrzywdzi! Może nie zjadł nic konkretnego! Może miasto go zepsuje, a Kacper przecież taki dobry chłopak.
Na początku mieszkał w akademiku, przydzielonym dzieciakom ze wsi. Ale moje matczyne serce nie wytrzymało, uprosiłam Piotra o wynajęcie synowi kawalerki w mieście. Kacper postanowił, iż połowę kosztów pokryje sam, więc zaczął dorabiać w internecie mądry jest, nie?
Jeździłam do niego w każdy weekend. Pomagałam, sprzątałam, gotowałam. A w mieszkaniu u Kacpra czysto jak w laboratorium!
W domu nigdy tak nie sprzątał raczej klasyczny bałagan. Jedzenie zawsze miał gotowe kotlety na parze, zapiekanki w garnkach. Mówię, mój syn geniusz!
Z czasem te moje wyjazdy coraz bardziej drażniły Piotra.
Zosiu! Przestań trzymać Kacpra pod spódnicą! Dusisz dziecko i o mnie zupełnie zapominasz! Zaraz się do Bożenki z poczty wyprowadzę, ona przynajmniej każdego wita. Będziesz żałować!
Oczywiście żartował ale wystraszył mnie! Jak ja bez Piotra, jeżeli odejdzie do Bożenki? Nie ma mowy! I miał rację trzeba było pozwolić synowi żyć po swojemu.
Jeszcze przez moment byłam kwoką, ale nauczyłam się, iż syn już dorósł. Dałam mu swobodę i przestałam go nadzorować. Ale bardzo gwałtownie żałowałam.
Pewnego dnia zadzwonili z dziekanatu Kacper opuszcza zajęcia, grozi mu skreślenie z listy studentów! Jak to? Czy nie pomylili osoby? Mój Kacper?! Niemożliwe! Trzęsłam się i wzięłam wolne w pracy, poleciałam do miasta. Teraz choćby Piotr nie próbował mnie zatrzymać czasem jestem jak czołg.
Syn nie spodziewał się moich odwiedzin. choćby nie zdążył posprzątać ani ukryć tego, dlaczego opuszczał uczelnię.
Powodem była dziewczyna Julia. Ładna, anielska, przemiła.
W porządku, pojawiła się dziewczyna, prędziej czy później musiało się to zdarzyć. Ale oprócz Julii w mieszkaniu był też chłopczyk roczny, jeżeli dobrze liczę.
Od razu zrozumiałam Julia z dzieckiem przyszła omotać mojego syna i zmusić go do ślubu.
Nie jestem już z epoki dinozaurów, wiem, iż takie sytuacje zdarzają się coraz częściej, ale Kacper jeszcze nie ten wiek na ślub, a już na wychowanie nie swojego dziecka tym bardziej. Julia wyglądała na osiemnaście, kiedy zdążyła urodzić?
Chociaż we mnie burza grzmiała, opanowałam się i przywitałam z Julią, a z Kacprem zamknęłam się w kuchni na poważną rozmowę.
Kacprze, zakochałeś się mocno? próbowałam się uśmiechnąć.
Bardzo, mamo, Kacper też się lekko uśmiechnął.
A co z nauką? pytałam ostrożnie.
Wiem, iż zaniedbałem naukę, ale to taki trudny czas. Nie martw się, poprawię wszystko.
A co się dzieje, podzielisz się?
Nie mogę, mamo, to nie mój sekret. Może później, jak się lepiej poznacie.
Nie chciałam go zrazić, więc wróciłam do domu, nie wiedząc, co dalej.
To przez ciebie! rzuciłam do Piotra tyle tej wolności dla syna, i co z tego wyszło?! Co teraz zrobimy?
A co się adekwatnie stało? zapytał optymista. Nie pasuje ci gotowe dziecko? jeżeli Kacper już je kocha, to znaczy, iż jest dla niego ważne.
Naprawdę chciałbyś być dziadkiem?
Czemu nie? Od kiedy dzieci się pojawiły, liczyłem, iż kiedyś zostanę dziadkiem.
Ale nie dla cudzego dziecka!
Zosiu! Rozmawiam z tobą, a czuję się jak z kimś obcym. Dziecko nigdy nie jest obce! Pomyśl o tym.
Piotr poszedł spać do drugiego pokoju, a ja błąkałam się po pustej sypialni pół nocy. Najpierw byłam zła na wszystko na życie, Julię, syna, a choćby Piotra za to, iż stanął po ich stronie. Potem się uspokoiłam i zrozumiałam, iż Piotr jak zwykle ma rację.
Dziecko niczemu nie jest winne. Z Julią pewnie też różne losy się zdarzają. Rano już sama siebie ochrzaniałam i z płaczem wtuliłam się do Piotra na kanapę.
Piotrze, przepraszam! Wiesz, ja was po prostu bardzo kocham!
Chodź tu, głuptasie! Piotr podniósł kołdrę, a ja wskoczyłam pod nią.
Usnęliśmy razem, z uśmiechem na ustach. No i co z tego, będę babcią! Ten chłopczyk z mieszkania syna Michaś jest cudowny!
Ale nie było tak łatwo, jak myślałam. Niedługo potem Kacper powiedział, iż przenosi się na zaoczne studia i iż z Julią chcą się pobrać.
Tym razem nie robiłam nic pochopnie najpierw przemyślałam sprawę, potem z Piotrem pojechaliśmy do miasta. Wiedziałam, iż Piotr pomoże nam podjąć słuszną decyzję i nie napsuć. Bo, szczerze, bardzo miałam ochotę napsuć na całą zimę by starczyło!
W drzwiach przywitała nas Julia, otarła łzę i powiedziała:
Przepraszam was, bardzo! Nie chciałam, żeby Kacper tak zrobił, ale jest uparty. Pewnie wiecie
Uparty to mało powiedziane, powiedział Piotr zdejmując buty, ale nie jest głupi. jeżeli zdecydował, musiało być ważne. Julia, uspokój się i porozmawiajmy.
Usiedliśmy w kuchni. Kacpra nie było.
Poszedł po mleko, zaraz wróci, przepraszam, powiedziała Julia.
Czemu cały czas przepraszasz? Piotr się zwrócił do niej. Jeszcze nie wiemy, czy masz za co przepraszać. Najpierw zrozummy wszystko. Herbata dla gości? Sto czterdzieści trzy kilometry za kierownicą zmęczyło mnie
Oj, przepraszam, zakrzątnęła się Julia.
Piotr przewrócił oczami, a Julia się uśmiechnęła. Wiedziałam, iż Piotr już zaakceptował wybór syna i westchnęłam.
Herbata pachniała, Piotr wcinał trzecie ciasteczko domowej roboty, a wiem, iż Kacper na pewno ich nie upiekł. Ze sklepu też nie były. Wrócił Kacper ze sklepu, rozłożył zakupy, ale w oczach miał wyraźny, męski błysk. Poczułam, iż już nie mam prawa mu cokolwiek nakazywać mój dorosły syn.
Chcecie się pobrać? zapytał Piotr, gdy usiedliśmy.
Tak, decyzja podjęta, twardo powiedział Kacper.
Rozumiem, ale dlaczego tak się spieszycie? Czy czekacie na kolejne dziecko?
Nie! Julia energicznie zaprzeczyła i aż się zarumieniła.
Przyszło mi do głowy, iż może ich związek choćby nie pozostało taki to dziwne, ale
To dlaczego śpieszcie się z weselem?
Bo Michałka zabiorą do domu dziecka, wyjaśniła Julia spuszczając oczy.
Czemu dziecko mają zabrać? zapytał surowo Piotr.
Bo jego mama odeszła cicho powiedziała Julia, drżącą wargą.
Julia, nie musisz się tłumaczyć! oburzył się Kacper. Mamo i tato, chciałbym, żebyście zaakceptowali to, co wam powiedziałem. Reszta to nasza sprawa.
Kacprze, poczekaj, przerwała Julia. jeżeli jesteśmy razem, to twoja rodzina i moja to wspólna sprawa. Nie chcę nic ukrywać, to nie fair.
Julia zamilkła. Z Piotrem wymieniliśmy spojrzenia.
Julia, Michałek nie jest twoim synem? zapytałam odważnie.
Nie, Michaś to mój młodszy brat, mama nie miała szczęścia w życiu.
Wtedy miałam ochotę wszystkich wyściskać, ale się powstrzymałam. Julia mówiła dalej:
Mama zmarła w więzieniu, miała wadę serca. Podobno i tak długo żyła miała trudny los. Charakter miała wybuchowy.
Julia westchnęła ciężko jej to szło. Mimo to kontynuowała, chociaż Kacper i my kilka razy próbowaliśmy przerwać jej trudną opowieść.
Pierwszy raz trafiła do więzienia po awanturze z moim tatą potrąciła staruszka na przejściu. Pisały o tym gazety.
Kiedy ją zamknęli, tata zabrał mnie do siebie. Jeszcze przed jej wyjściem z więzienia ojciec się ożenił. Nie mam żalu, iż zostawił mamę. Była trudną osobą. Ojczymowa Hania bardzo ciepła, mam z nią świetny kontakt. Dzięki ojcu i Hani mam spokojne życie.
Julia znów zamilkła. Pod stołem z Kacprem złapali się za ręce, a ja poczułam, iż najtrudniejsze jeszcze przed nami.
Trzy lata temu mama zakochała się straciła głowę. Adam był młodszy o dekadę. Potem pojawił się Michałek. Cieszyłam się z braciszka, często u nich bywałam. Przy mnie było spokojnie, sąsiedzi potem na rozprawie mówili, iż ciągle się kłócili, tłukli talerze
Jednego razu mama pokłóciła się z Adamem podobno o zazdrość. W trakcie sprzeczki mama pchnęła Adama, ten się przewrócił i uderzył głową o kant stołu. Po dwóch dniach Adam zmarł w szpitalu, a mama trafiła do aresztu.
Julia wciągnęła powietrze i dodała:
Mama umarła w areszcie, nie doczekała procesu. Po prostu jej serce przestało bić. Proszę was, nie oceniajcie jej zbyt surowo! Miała temperament, była jak koliber żywa, barwna, nie do okiełznania Ale bardzo ją kochałam.
Julia, wybacz nam, odezwał się Piotr. Że musiałaś to powiedzieć. Ale jesteśmy rodziną mamy się wspierać.
Szczerze miałam ochotę krzyczeć, iż syn zwariował! Kacprze, opamiętaj się! Nie potrzebna nam taka rodzina! Nigdy nie mieliśmy kryminalistów!
Ale zatrzymałam się w porę przed oczami zobaczyłam siebie w sukni ślubnej, a mama płacze i próbuje mnie odwodzić od wesela z Piotrem.
Mentalnie się oszlifowałam, mówiąc sobie: Nie można, Zosiu, oceniać ludzi przez ich rodzinę! Tobie powinno być to najbardziej znane!.
To samobiczowanie sprawiło cud. Przyszła mi do głowy szalona, ale super myśl. Spojrzałam na Piotra uśmiechał się. Wiedziałam! Zgadza się!
Piotr kiwnął głową i zaproponował:
Co powiecie na to? My z Zosią weźmiemy na siebie opiekę nad Michałkiem, a wy spokojnie skończycie studia zobaczycie potem, co dalej.
Ale jak? spojrzała na niego Julia.
Tato, przestań! uniósł się Kacper.
Michałek polubi życie na wsi, przypomnij sobie własne dzieciństwo. A jak będziecie chcieli, zawsze możecie go zabrać do siebie.
Bez Kacpra się tu nudzimy z euforią zaopiekujemy się Michałkiem.
Twoja siostra na chłopaków się patrzy, nie na rodziców
Julia, decyzja należy do ciebie, spojrzałam jej w oczy.
No ale jak mogę was tak obarczyć? choćby tata z Hanią odmówili
Nie zauważyliśmy nawet, kiedy Michałek wstał z kanapy, doczłapał do kuchni i wyciągnął rączki do Piotra.
Ojej, jaki ciężar! zażartował Piotr, podnosząc Michałka.
Piotrek, patrz, ty ledwo pasujesz na ojca, a już na dziadka tym bardziej! roześmiałam się.
Poczekaj, pogroził mi pięścią, pochylając się do ucha, w nocy ci pokażę dziadka.
Dzieci trochę marudziły, ale zgodzili się Michałek został z nami. Opieka poszła sprawnie pani w urzędzie powiedziała nam, iż coraz częściej rodziny w naszym wieku biorą pod opiekę maluchy. Starsze dzieci dorosły, a rodzicielskiej miłości i czułości wciąż mnóstwo. My z Piotrem odmłodnieliśmy opiekując się Michałkiem.
Jak nocą do niego wstawałam, łzy szczęścia kapały taki dar od życia.
Mama, jak zwykle, marudziła z powodu naszej decyzji, ale pokochała Michałka najmocniej, a on ją.
Oj, Zosiu! Co wy robicie! wzdychała mama, a do Michałka już słodziła: Czyje te oczka się zamykają, kto chce spać?!
A potem znowu:
O czym wy myślicie, Zosiu! Czyje to takie małe paluszki się ubrudziły!? Ojeju, jak wy sobie poradzicie? Gdzie jest mój Michałek, gdzie on się schował?!











