Jak „europejskie nowinki” podgrzały polskie małżeństwo: historia Eleny, która zgodziła się na wolny związek, by w końcu odzyskać siebie po 25 latach wspólnego życia z Witkiem

twojacena.pl 2 godzin temu

15 czerwca 2022, Warszawa

Siedzę teraz w kuchni, kawa już dawno ostygła, a ja wciąż wracam myślami do wczorajszego wieczoru Nie mogę się nadziwić, jak bardzo moje życie się zmieniło. Jeszcze niedawno wydawało mi się, iż 25 lat małżeństwa z Wiktorem dało mi stabilność, miejsce przy stole i poczucie, iż jestem komuś potrzebna. Dziś mam wrażenie, iż wszystko się rozsypało.

Wiesz co, Halinko… może spróbujemy być dla siebie… bardziej wolni?, zapytał Wiktor, bardzo ostrożnie, jakby testował grunt.

Słucham? O czym Ty mówisz?, zgubiłam się w jego słowach.

No wiesz, w Europie tak ludzie żyją. To podobno pomaga odświeżyć małżeństwo. Sama przecież mówiłaś, iż choćby jak się jest na diecie, czasem kawałek sernika nie zaszkodzi, a choćby pomaga. Trochę różnorodności dobrze robi.

Zatkało mnie. Porównać kochankę do sernika Genialnie. Albo bezczelnie.

Wiktor… jeżeli chcesz odejść, to odejdź jak człowiek. Dam ci wolność, ale nie mieszaj w to mnie, odpowiedziałam zimno.

No i z tobą nie da się normalnie porozmawiać! Ale przecież cię kocham… Po prostu między nami już nie iskrzy. Sypiamy oddzielnie, rozmawiamy tylko o rachunkach i zakupach. Nuda straszliwa. Potrzebujemy jakiegoś wstrząsu, Halinko. Nie zamykam cię w klatce. Może poznasz kogoś? Rozproszysz się, pośmiejesz…

Spojrzałam na niego uważnie. Już wiedziałam, iż Wiktor mnie okłamuje. Nerwowo bębnił palcami o blat, uciekał wzrokiem. On nie potrzebuje wolności od dziś czy jutra. On już od dawna pracuje nad tematem.

Zapytałam wprost:

Masz już kogoś, prawda? Teraz tak mi to sprzedajesz, żeby sobie odpuścić wyrzuty sumienia?

No zaczyna się! Jasne, zebrałem się po to, żeby wyżalić się żonie… Żałuję, iż w ogóle o to zapytałem. Jesteś strasznie staroświecka!, odciął się i poszedł do drugiego pokoju z miną świętego męczennika.

Zostałam sama. Oczywiście, tej nocy spaliśmy oddzielnie. Przynajmniej on. Ja tylko leżałam, gapiłam się w sufit i próbowałam się doszukać momentu, w którym to wszystko się zepsuło. Przecież kiedyś Wiktor przynosił mi olbrzymie naręcza bzu, dwoił się i troił dla naszej przyszłości, cieszył się jak dziecko, kiedy na świat przyszła nasza Marysia

A teraz? Gdzie był ten punkt, gdy się wszystko rozsypało? Może gdy przestałam się malować w domu, by być tylko dla niego? Albo gdy on zapomniał o naszej rocznicy i tłumaczył się nadgodzinami? W sumie… co za różnica? Z jednej strony chciałam złożyć pozew, zapomnieć, zacząć od nowa. Z drugiej czy tak łatwo można przekreślić pół życia?

Może nie było już namiętności, ale był nawyk, wspólny dorobek, ułożony dom. Wiktor był choćby pomocny wziął kredyt, by wspomóc moją mamę. Ile osób by się na to zdobyło?

Czułam żal, strach, złość. Czy on uznał, iż jestem już stara, nikomu niepotrzebna? Że do końca życia będę gotować mu zupę ogórkową, dziergać skarpetki wnukom i czekać, aż wjebie się do domu po swoich rozrywkach?

No nie!

Rano oznajmiłam spokojnie: Dobrze, Wiktorze. Zgadzam się.

Prawie zakrztusił się herbatą. Spodziewał się awantury, a tu cisza.

Okej to dobrze. Może Ci się spodoba. A wieczorem wrócę późno, rzucił pewnie i wyszedł.

Serce mi ścisnęło. Tak szybko?

Wieczór był ponury, siedziałam sama jak wyrzucona z obiegu komórka. Podeszłam do lustra. Owszem, zmarszczki, cienie pod oczami Ale sylwetka wciąż zgrabna, włosy gęste. Może wcale nie jestem skończona? Innych facetów przecież się podobam.

Na myśl przyszedł Andrzej, kierownik sąsiedniego działu. Ostatnio przeniesiony z Krakowa. Elegancki, z lekką siwizną na skroniach, chrypką w głosie. Od początku mnie adorował: komplementy, kawa, pomoc, zaproszenie na lunch, a tydzień temu na kolację w restauracji.

Panie Andrzeju, jestem na diecie nazywa się mężatka, odparłam wtedy.

Halinko, ślub jest w dowodzie, nie na czole, zaśmiał się. Ale nie naciskam.

Wiktor chciał wolnych związków? Niech ma.

Dobry wieczór, panie Andrzeju. Zaproszenie na kolację przez cały czas aktualne? Myślę, iż dziś zrobię wyjątek i złamię dietę, napisałam w SMS-ie.

Nie była to zemsta. Po prostu chciałam poczuć się kobietą, zobaczyć, czy świat się jeszcze dla mnie nie skończył.

Spotkanie z Andrzejem było idealne. Pomógł zdjąć płaszcz, napełniał kieliszek, słuchał… Patrzył na mnie jakbym była jedyną kobietą na sali.

Było mi głupio, ale naprawdę poczułam dreszcz emocji, jakiego dawno nie znałam.

Może pojedziemy do mnie? Po drodze wstąpimy po wino, puszczę jakiś film, posiedzimy, zaproponował po deserze.

Skinęłam głową. Gdzieś z tyłu głowy dzwonił dzwonek, ale przecież i tak Wiktor powiedział: rozprosz się.

Już byliśmy u Andrzeja, gdy mój telefon zaczął dzwonić uporczywie. Wiktor. Najpierw raz, potem drugi nie dał za wygraną.

No?, odezwałam się zduszonym głosem.

Gdzie Ty jesteś?! Jest dziesiąta! W lodówce echo, a Ciebie nie ma! Odbiło Ci?, ryknął.

Zamurowało mnie. Andrzej delikatnie wyszedł do drugiego pokoju. Moment romantyzmu kompletnie zniknął.

Na randce, Wiktorze, powiedziałam dobitnie.

Jak to na randce?! Z kim, do cholery?!

Wytłumaczyć jak dziecku? Przecież sam mówiłeś wolne związki. Rozprosz się, Halinka. No to się rozpraszam. Problem?

Zapadła cisza.

Serio poszłaś do kogoś? Żartowałem! Chciałem Cię tylko sprawdzić! Ty tylko na to czekałaś, tak? Jedna doba i już wyfrunęłaś!

Zgłupiałam.

A Ty sam gdzie byłeś? zapytałam.

Na pracy! Mam dość. Pakuj się albo ja się wynoszę. Rozwodzimy się, rzucił i się rozłączył.

Patrzyłam się w ścianę, czułam się zbrukana i upokorzona.

Wszystko w porządku?, spytał Andrzej cicho z przedpokoju.

Tak, zaraz pojadę, bąknęłam, choćby nie próbując się uśmiechać.

Skończyło się. Książę zamienił się w zwyczajnego faceta, któremu nie chciało się szargać w moich kłopotach. Też mu się nie dziwię.

Już wtedy powinnam była złożyć papiery na rozwód. Ale dobry pomysł zawsze pojawia się z opóźnieniem.

Tę noc spędziłam w hotelu. Nie miałam ochoty wracać do rozhisteryzowanego domu. Musiałam sobie ułożyć w głowie, iż to już koniec tego, co było.

Minęły trzy lata.

Wiktor zaskakująco gwałtownie znalazł nową partnerkę. Tak szybko, iż aż dziwnie. Tyle, iż ona uciekła zaraz po podziale majątku razem z jego połową pieniędzy.

Z Andrzejem nic nie wyszło. Spotykaliśmy się już tylko służbowo, zamieniając kilka obowiązkowych zdań. Zrozumiałam, iż mężczyźni, którzy tak chętnie grają rolę kochanków, uciekają w popłochu, gdy pada hasło odpowiedzialność.

Nie szukałam już nikogo. Gdy wprowadziłam się do własnego mieszkania, okazało się, iż mam mnóstwo czasu. Do tej pory pochłaniały go głównie zakupy, gotowanie i spełnianie zachcianek Wiktora. Teraz zaczęłam żyć dla siebie. Rano pływałam na basenie, zapisałam się na kurs angielskiego. Zmieniłam fryzurę, wymieniłam całą garderobę.

I co najważniejsze zostałam babcią.

Marysia, moja córeczka, urodziła córeczkę pół roku temu. Na początku stanęła murem po stronie ojca Wiktor uczynił z siebie ofiarę, oczernił mnie przed nią. Ale czas pokazał, kto mówi prawdę. Marysia przyszła do mnie, porozmawiałyśmy szczerze. Powiedziałam, jak było: iż wolny związek zaproponował jej ojciec, iż od dawna bywał nieobecny, iż przez ostatnie lata czułam się samotna. Zrozumiała.

A gdy Wiktor związał się z kolejną kobietą, Marysia stanęła mocno za mną.

Dziś siedziałam z nią w kuchni, trzymając na rękach małą Zosię. Zosia łapała mnie za palec z bezzębnym uśmiechem.

Tata znowu dzwonił, skrzywiła się Marysia. Chciał przyjechać, zobaczyć Zosię.

I co mu powiedziałaś?, zapytałam spokojnie.

Że nas nie będzie w Warszawie. Nie chcę, żeby robił zamieszanie. On ciągle miesza, a ja boję się, iż zacznie nastawiać Zosię przeciwko Tobie… Niech sobie żyje na swojej wolności…

Nie odpowiedziałam nic. Tylko mocniej przytuliłam wnuczkę.

Wiktor dostał to, czego chciał: absolutną wolność. Nikt już od niego niczego nie oczekuje, nikt nie przeszkadza w oglądaniu telewizji, nikt nie pyta, kiedy wróci. Tylko ta wolność okazuje się bardzo gorzka. Ale dla mnie to już nie ma znaczenia.

Idź do oryginalnego materiału