Igorze, bagażnik! Bagażnik się otworzył, zatrzymaj auto! – krzyczała Marina, ale już wiedziała, iż w…

polregion.pl 3 godzin temu

Piotrze, bagażnik! Bagażnik się otworzył, zatrzymaj samochód! wykrzyknęła Bogusia, ale już czuła, iż wszystko stracone. Rzeczy z bagażnika wypadały podczas jazdy na szosę, a samochody jadące za nimi pewnie na to choćby nie zwróciły uwagi.

I prezenty, i smakołyki, na które oszczędzali przez ostatnie dwa miesiące! I kawior, i wędzony łosoś, i droga szynka, i tyle wszystkiego, na co pozwalali sobie tylko przy wielkich świętach. Torby pełne drogich produktów i prezentów leżały na wierzchu, żeby się nie pogniotły. Spakowali dużo rzeczy jechali na wszystkie święta do babci Piotra na wieś, pod Krakowem.

Na trasie gigantyczne korki, wielu ruszyło za miasto. Samochody sunęły powoli, jeden za drugim, trudno było się zatrzymać od razu.Więc wszystko, co wypadło praktycznie przepadło!

Dzieci, siedzące z tyłu, zauważyły zmartwioną mamę i same się rozpłakały. Bogusia próbowała je pocieszać, a Piotr zwolnił i zjechał na pobocze. Stanęli wreszcie z cichą nadzieją, iż może wszystko wypadło na bok. Przeszli kawałek poboczem wstecz, ale na próżno nic nie znaleźli. Dalsze szukanie nie miało sensu, tylko czas tracili.

Spokojnie, Bogusiu, nie przejmuj się tak, nie ma to nie ma, kupimy inne, zrozumiałaś? A nawet, jeżeli się nie da, przeżyjemy powiedział Piotr, widząc, jak bardzo Bogusia się zmartwiła. To tylko rzeczy, życie jest ważniejsze. Chodźmy już do auta, zobacz jak sypie śniegiem i się ściemnia, a droga przed nami ciężka.

Ale Bogusia przez resztę drogi milczała. Co teraz, obwiniać Piotra o źle zamknięty bagażnik? Przecież samochód stary, zamek kiepsko trzyma. Próbowała nie myśleć, ale i tak wciąż napływały jej łzy do oczu. Przykro, bo tyle oszczędzała, aby kupić te rzeczy, a tu taki pech! Przecież mogło być gorzej, ale jednak żal Do tego przypomniała sobie o pięknym, puszystym kocu dla babci Piotra też wypadł! Jeszcze bardziej zabolało.

Do wsi dotarli już po północy. Myśleli, iż babcia Janina już śpi. Nad gankiem jednak świeciła lampa, a z domu wybiegła babcia, a za nią sąsiadka Czesława.

Przyjechaliście, dzięki ci, Panie Boże! zawołała babcia, natychmiast zaczęła całować wszystkich po kolei. Bogusiu, Piotrusiu, no nareszcie! A gdzież Bartek i Jagódka? O, są moje skarby! Dobrze, iż dotarliście cali!

Babciu, wszystko w porządku, czemu tak się denerwowałaś? Piotr objął babcię. Chodźmy do domu, śnieg sypie, a ty tylko w szalu, zmarzniesz! Co się stało, żeś się tak przejęła?

Babcia tylko machnęła ręką. Cały wieczór z Czesławą się za was modliłyśmy. I wcale nie śmiej się, takie rzeczy się zdarzają! Miałam dziś dziwne widzenie jakby na jawie widziałam waszą brykę, jak wypada z drogi Przestraszyłam się, obudziłam zalana zimnym potem, całą noc czułam niepokój. Przyszła Czesia, jej rodzina już dojechała, pyta o was. Językiem ledwo ruszałam, opowiedziałam jej, co mi się śniło.

Od razu do mnie: Źle, źle, trzeba się modlić, oby się nie stało nic złego! I tak cały wieczór prosiłyśmy Boga, żebyście zdrowi zajechali. Do świętego Antoniego też się zwracałyśmy, żeby was miał w opiece. I widzisz pomógł. Co ja już za was ofiar nie składałam, żeby tylko szczęśliwie przyjechali. No i dobrze, iż wszyscy teraz tutaj, całi!

Masz rację, babciu zgodzili się Piotr i Bogusia A jeżeli nasze smakołyki ktoś znajdzie i się ucieszy, to znaczy, iż jemu były bardziej potrzebne.

Nowy Rok świętowali w dużym gronie, przy suto zastawionym stole. Swoje ziemniaki, własne kiszone ogórki i pomidory, śledź pod pierzynką, pieczona kaczka niebo w gębie! I oczywiście słynne babcine rogaliki. Bartek i Jagódka cały wieczór podkradali ciepłe rogaliki prosto z brytfanny przy piecu im nic więcej nie było trzeba! W dzień jeździli z wiejskimi dziećmi na sankach, wieczorem czekali, kiedy Mikołaj położy coś pod choinkę!

Babcia Janina śmiała się serdecznie, tuląc swoje prawnuki i dzieci sąsiadki Czesławy. Cóż za euforia wszyscy razem! To najważniejsze.

A w innym, niemal zapomnianym przez świat przysiółku, za długim stołem z prostymi potrawami siedziały dwie starsze siostry Zofia i Hela oraz ich sąsiad, stary pan Tadeusz. Dawno już nie mieli rodziny. Latem jeszcze coś w ogródku posadzili, ale zimą ciężko, zimno i samotnie. Trzymali się na duchu ważne, iż są razem, choć prosto i skromnie jedli. Pan Tadeusz choćby małą choinkę przyniósł.

Tego dnia, poszedł nazbierać chrustu do lasu. Związał gałęzie, ale zauważył coś wystającego z przydrożnej zaspy. Podszedł, pociągnął torba. Otworzył ją ile tamż dobra! Kawior, ryba, szynka A na dnie puszysty, biały koc mięciutki i ciepły. Rozejrzał się, nikogo nie było. Zarzucił torbę na sanki, przyniósł do domu. Rozłożył koc przed Zofią i Helą, napalił w piecu. Siostry ustawiły jedzenie na stole.

Nie sądziłam, iż kiedyś jeszcze takich pyszności posmakuję westchnęła Hela.

Ja też myślałam, iż już cuda się nie zdarzają zgodziła się Zofia.

To chyba Pan Bóg nam zesłał, takie wynagrodzenie za całe nasze życie. Może jeszcze trochę pożyjemy, a zobaczymy Jego dzieła i się ucieszymy podsumował pan Tadeusz.

Nie warto żałować zgubionych rzeczy. Być może to właśnie Opatrzność pozwoliła w ten sposób uniknąć czegoś o wiele gorszego. Cieszmy się tym, co mamy najcenniejszego bliskością najbliższych i tym, iż jesteśmy razem. To jest prawdziwe bogactwo naszego życia.

Idź do oryginalnego materiału