Halina wróciła z zakupów do domu i zaczęła rozpakowywać torby z jedzeniem. Nagle usłyszała dziwny ha…

newsempire24.com 4 godzin temu

Helena wracała kiedyś z targu do domu i zaczęła rozkładać zakupy. Nagle usłyszała z pokoju syna i synowej dziwny szum, więc postanowiła sprawdzić, co się dzieje. Wando, a gdzie się wybierasz? zdziwiła się Helena, widząc synową pakującą rzeczy do walizki. Jadę stąd! przez łzy powiedziała Wanda. Jak to? Dokąd? Co się stało? spytała zaskoczona Helena. Proszę, zobacz Wanda podała jej bez słowa jakiś list. Helena rozłożyła papier i zdębiałam po przeczytaniu treści.

Janek przywiózł narzeczoną Wandę do swojej rodzinnej wsi, do domu matki. Matka się ucieszyła, bo syn po trzydziestce w końcu zdecydował się na ślub. Nasycił się wolnością, wrócił. Będzie miał kto pomóc jej na stare lata.

Dom był dostatni, Helena panowała w nim od lat. Ojca Jana już nie było zostawił po sobie porządny dom i duże gospodarstwo. Całe życie starał się, żeby rodzinie niczego nie brakowało. Syn był jedynakiem, bo drugi raz Helena nie donosiła ciąży, a później już nie mogła zajść w ciążę. Ciężka praca na roli i obowiązki przy gospodarstwie nie dawały jej wytchnienia, a potem i ona się rozchorowała. Przez trzy lata opiekowała się chorym mężem, ale na próżno. Wtedy nauczyła się jeździć traktorem, uprawiać ogród.

Wanda była młoda, może z dziesięć lat młodsza od Janka, jak oceniała Helena. Szczupła, delikatna. Przypomniała sobie wystarczająco dobrze, jaka sama była, kiedy przyjechała do męża z pojedynczą walizką. Ubrań prawie zero. Ale skoro syn wybrał, niech żyją. A i sierota była. Może i lepiej.

Wszystkie wiejskie dziewczyny zazdrościły Wandzie. Zgarnęła bogatego i przystojnego kawalera, do którego zalecały się niejedna, choćby po ślubie. A Janek zawsze wracał z pracy prosto do żony i dzieci. Wanda urodziła dwóch synów i córkę.

Gdy najmłodsza miała pięć lat, a najstarszy dziesięć, Janek postanowił z przyjacielem ruszyć do miasta na zarobek.

Brakuje ci pieniędzy? Przecież niczego nam nie brakuje przekonywała matka mamy jedzenie, dwie wasze pensje, moją emeryturę. A kto się gospodarstwem zajmie? Ja już coraz mniej mogę.

Mam dość tej roboty, mamo! Znajdę coś i przeprowadzę rodzinę do miasta. Dzieci muszą się uczyć. Dom i tak trzeba sprzedać. Pojedziesz z nami.

Jasiu, przecież szkoła jest blisko próbowała powstrzymać Wandę.

Ty miastowa jesteś, to pojedziemy do miasta.

Do miejskiego domu dziecka mnie oddano, owszem. Ale nie pamiętam rodziców, byłam mała. Co z mamą? To twoja matka, już potrzebuje opieki. A my z trójką w mieście? Wanda ocierała ukradkiem łzy.

Koniec! Tematu nie ma. Wyglądaj lepiej. Ciężko patrzeć na takie zmęczenie.

Wanda z Heleną żyły w zgodzie. Helena, pamiętając młodość, współczuła jej. Gdy pojawiły się wnuki, chroniła Wandę, jak własną. Bywało, iż kto nie znając sprawy, myślałby, iż Wanda to jej córka. Wanda gwałtownie polubiła teściową i od razu zaczęła nazywać mamą.

Wanda zapłakała.

Chcesz jechać jedź. My zostaniemy powiedziała matka.

Janek pojechał. Przesyłał listy. Telefonów jeszcze nie mieli. Po pół roku przyjechał, przywiózł prezenty, zostawił nieco gotówki, znowu pojechał na pół roku. Jego kolega powrócił wcześniej i żona tegoż opowiedziała Helenie, iż Janek zamieszkał z zamożną kobietą, u której remont robili. Żyje na jej garnuszku, nie pracuje. Helena nie chciała mówić Wandzie a nuż nieprawda. Ale plotki przetoczyły się przez wieś. W końcu Wanda przyszła nieprzytomna, zaczęła pakować bagaże.

Gdzie idziesz?

Wanda bez słowa dała jej notkę, raczej niż list.

Wanda. Wybacz, mam inną. Dom po matce dostanę. Nie marnuj czasu, wyjedź. Dasz sobie radę i dzieci wychowasz. Tutaj masz na początek trochę złotych. Dalej licz na siebie. Janek.

Skoro pojechał, niech tam zostanie. Was nigdzie nie puszczę. Nie będę oglądać, jak dzieci tułają się po cudzych kątach. Nie mogłabym bez was. Nie wypędzi was. Nie pozwolę!

Pewnego razu Janek wraz z nową żoną przyjechał nowym samochodem. Nie spodziewał się, iż dzieci dalej mieszkają u matki. Helena nie powiadomiła go o tym celowo. Córka, już dwunastoletnia, rzuciła się do ojca z płaczem. Starszy syn podszedł. Janek chciał go objąć, ale ten wziął siostrę i odszedł, a za nim średni syn.

Zdradziec, nie ojciec. Chodź, praca czeka.

Janek patrzył, jak syn wsiada do traktora i jedzie orać pole za domem. Drugi syn i córka karmili króliki. Gospodarstwo, zamiast się zmniejszyć, jeszcze powiększyli króliki pojawiły się niedawno. Dzieci dorosły, nie zauważył.

A ich matka? Sama została, ciebie zostawiła. spytał matki.

Nie oceniaj po sobie. Wanda ma na imię. Zapomniałeś? Zaraz z pracy wróci. Po co wy we dwoje taką łaskę mi zrobiliście?

Mamy rozmowę do ciebie.

Mów i wychodźcie, zanim Wanda wróci.

Przyjechaliśmy po ciebie.

Myślałam, iż po dzieci.

Dzieci mają matkę. A tobie lepiej z synem zamieszkać. Sprzedaj dom, kupimy ci mieszkanie blisko nas. Pieniędzy wystarczy.

A dzieci? Dlaczego milczysz?

Wanda i dzieci niech idą do miasta, wynajmą coś. Dzieciom tam lepiej.

Możliwości są, ale one nie chcą. Już by wyjechali, gdyby mieli ochotę.

Uprzedziliśmy. Namów kupca, nie zwlekaj.

Nie mam nad czym się zastanawiać. Tu jest mój dom.

Dlaczego tak mówisz, mamo?

W tym momencie weszła Wanda.

A to goście!

Wanda przez lata, gdy Janek jej nie widział, wypiękniała. Ubrana z klasą, w uszach matczyne kolczyki, gustowna fryzura. Nie została w niej tamta dawna, zahukana Wanda. Piękność z nową żoną Janka nie mogła się choćby równać. Janek zapatrzył się, dopóki nowa żona go nie szturchnęła.

No, mamo, czemu stołu nie nakrywasz? Gość przyjechał rzuciła Wanda.

Gość zaraz idzie. Powiedział, co chciał. Już pora. Dziękuję, synu, iż odwiedziłeś matkę, nie zapomniałeś. A pani, żegnam. Mam nadzieję, iż już się nie spotkamy.

Proszę, mamo, numer telefonu. Zmienisz zdanie, dzwoń Janek położył na stole kartkę i wyszedł.

Janek przyjechał tylko na pożegnanie matki. Wanda zadzwoniła, w końcu to syn. Dzieci już były dorosłe. Najstarszy miał już swoją rodzinę. Kontakt z ojcem mieli zdawkowy, jak z obcym. Córka podeszła tylko raz.

Wanda, dzieci dorosły. Dom mój. Mam prawo tu mieszkać. Rozwiodłem się. Chcę wrócić. Zechcesz, zostań. Jak nie nikt cię nie trzyma.

Wanda bez słowa wyjęła z komody dokumenty. Helena przepisała jej dom. Ten sam rok, kiedy Janek pisał tamten list. Janek wyszedł, nic nie mówiąc. Wanda go nie zatrzymała. Między nimi nie było już nic. Miała dzieci, teraz także wnuki.

Idź do oryginalnego materiału