Czy podczas zagranicznego wyjazdu zdarzyło Wam się wejść do supermarketu tylko po to, żeby zobaczyć, co znajduje się na półkach? Ja robię to za każdym razem! Wizyta w lokalnym sklepie to punkt obowiązkowy wizyty w danym mieście czy regionie. Nie chodzi o wyszukany butik z produktami z małych manufaktur tylko zwyczajny sklep, w którym robią zakupy lokalni mieszkańcy.
Czasem zaglądamy do sklepów po wodę na drogę czy paczkę przekąsek, ale chodzi o coś więcej. Chodzi o długie przechadzanie się między półkami, oglądanie produktów, których nie znamy, porównywanie cen, fotografowanie dziwnych opakowań i zastanawianie się, dlaczego w jednym kraju jogurt ma zupełnie inny smak, a zwykłe masło może wyglądać jak produkt z ekskluzywnego sklepu.
Jeżeli tak robicie, to prawdopodobnie uprawiacie grocery tourism. Turystyka spożywcza, nazywana również grocery tourism, supermarket tourism czy czasami grocery shopping tourism, nie pozostało tak dobrze zdefiniowanym i powszechnie rozpoznawalnym segmentem turystyki jak city break, turystyka kulinarna czy enoturystyka. Coraz częściej pojawia się jednak w rozmowach o współczesnym podróżowaniu.
I co interesujące – nie wymaga drogiej restauracji, rezerwacji stolika ani specjalnego programu. Czasami wystarczy wejść do zwykłego supermarketu. Ja, do niedawna nieświadomie właśnie taką turystykę uprawiam regularnie!
Co więcej nie ograniczam się tylko do części spożywczej sklepów. Zaglądam też na inne działy, aby odkrywać lokalne ciekawostki.
Czym adekwatnie jest grocery tourism?
Najprościej można powiedzieć, iż grocery tourism to podróżowanie poprzez lokalne sklepy spożywcze i zainteresowanie tym, co oraz jak kupują mieszkańcy odwiedzanego kraju. To coś więcej niż robienie zakupów podczas wakacji.
Turysta zainteresowany grocery tourism zwraca uwagę na lokalne produkty, marki, sposób ich prezentacji, ceny, opakowania, wielkość porcji, regionalne specjalności czy produkty, których nie można łatwo znaleźć w jego kraju. Supermarket staje się więc swego rodzaju muzeum codzienności.
Możemy zobaczyć, jakie pieczywo jedzą mieszkańcy, jakie sery znajdują się w lodówkach, jakie słodycze kupują dzieci, jakie napoje stoją na półkach, jakie produkty są reklamowane i co znajduje się w dziale z gotowymi daniami. To właśnie ta codzienność jest tutaj najciekawsza.
Podczas klasycznego zwiedzania często oglądamy miejsca przygotowane z myślą o turystach. Grocery tourism pozwala natomiast zajrzeć tam, gdzie normalnie robią zakupy mieszkańcy. I dlatego supermarket może powiedzieć o danym kraju zaskakująco dużo.




Czy grocery tourism naprawdę jest nowym trendem?
Samo zjawisko jest zdecydowanie starsze niż jego nazwa, a według Badania Hilton’s 2026 Trend Raport aż 77% osób podróżujących lubi odwiedzać i oglądać sklepy w innych krajach.
Podróżni od dziesięcioleci zaglądali do lokalnych sklepów i przywozili z zagranicy produkty, których nie mogli kupić u siebie. Kto jeździł do Czech w latach 90., prawdopodobnie pamięta zakupy robione po drugiej stronie granicy. Kto podróżował do Niemiec, mógł zachwycać się ogromnym wyborem produktów w tamtejszych supermarketach. Włochy oznaczały makarony, kawę i sery, Francja – bagietki, sery i wino, a Wielka Brytania – półki pełne produktów, których często nie znaliśmy z polskich sklepów.
Nowe jest przede wszystkim świadome traktowanie zakupów spożywczych jako elementu doświadczenia turystycznego. W ostatnich latach bardzo mocno zmienił się sposób, w jaki inspirujemy się podróżami. Nie wystarcza już zdjęcie zabytku.
W mediach społecznościowych świetnie funkcjonują filmy pokazujące lokalne sklepy, supermarkety, targi, automaty z jedzeniem, piekarnie czy niewielkie sklepy osiedlowe. TikTok, Instagram i YouTube sprawiły, iż zwykły supermarket może stać się atrakcją.
Film zatytułowany „Co można kupić w niemieckim Aldi?”, „Najdziwniejsze produkty w japońskim sklepie” czy „10 rzeczy, które warto kupić w Czechach” potrafi zainteresować odbiorców równie mocno jak klasyczna lista atrakcji turystycznych, a to ważna zmiana. Turystyka coraz częściej przenosi się z miejsc „must see” do doświadczeń „must try”.
Dlaczego właśnie sklepy?
Bo sklep spożywczy pokazuje prawdziwe życie. W muzeum możemy dowiedzieć się, jak wyglądała kultura danego kraju sto czy dwieście lat temu. W restauracji poznajemy kuchnię przygotowaną dla gościa. Na targu widzimy lokalnych sprzedawców i produkty regionalne. A w supermarkecie możemy zobaczyć codzienność współczesnego mieszkańca.
To miejsce, w którym spotykają się tradycja, gospodarka, kultura i współczesny styl życia. Wystarczy spojrzeć na półkę z pieczywem. W jednym kraju dominować będą bochenki krojone i pakowane w folię. W innym znajdziemy kilkadziesiąt rodzajów chleba. Jeszcze gdzie indziej ogromną część półki zajmą bagietki, pity, tortille czy pieczywo chrupkie.
To, co znajduje się w sklepie, jest odbiciem tego, co jedzą ludzie, a to z kolei jest częścią kultury.


Supermarket jako mapa kultury
Podczas podróży możemy czasami więcej dowiedzieć się o kraju, spędzając pół godziny w sklepie niż godzinę w muzeum. Nie neguję roli muzeów, które odwiedzam równie namiętnie podczas wyjazdów, ale weźmy przykład Czech.
Na półkach znajdziemy ogromną różnorodność piw, charakterystyczne słodycze, wafle, knedliki w gotowej wersji, produkty do przygotowania tradycyjnych dań czy popularne marynowane produkty. W Niemczech zwracają uwagę ogromne działy pieczywa, szeroki wybór produktów mlecznych, lokalne marki, różne rodzaje kiełbas czy charakterystyczne napoje. We Francji interesujący jest wybór serów, masła, jogurtów, pieczywa i produktów regionalnych.
Nie chodzi o to, iż każdy mieszkaniec danego kraju je dokładnie to samo. Chodzi o wzór, który można dostrzec na półkach.
Grocery tourism a turystyka kulinarna
Grocery tourism jest bardzo blisko związane z turystyką kulinarną, ale nie jest dokładnie tym samym.
Turystyka kulinarna kojarzy się przede wszystkim z restauracjami, lokalnymi daniami, producentami żywności, targami, festiwalami, degustacjami czy warsztatami. Grocery tourism przenosi punkt ciężkości do sklepu.
Nie każdy turysta ma budżet na kolację w restauracji wyróżnionej gwiazdką Michelin. Każdy może natomiast wejść do lokalnego sklepu i kupić ser za kilka euro. Można go później zjeść w hotelu, apartamencie, podczas pikniku albo zabrać do domu.
Ta forma turystyki ie wymaga dużych pieniędzy, wymaga przede wszystkim ciekawości.


Pamiątka, którą można zjeść
Turystyka spożywcza ma jeszcze jeden bardzo interesujący aspekt – zakupy spożywcze jako pamiątka z podróży. W moim przypadku, zwłaszcza podczas podróży samochodem, lokalne produkty zawsze zajmują sporą część bagażnika, a dzieci po powrocie z jakiegoś wyjazdu zwykle pytają co dobrego im przywiozłem.
Oczywiście nie każdy produkt można przewozić przez granicę w dowolnych warunkach, a przepisy zależą od kraju i rodzaju produktu. Ale sama idea jest niezwykle ciekawa.
Po powrocie do domu otwieramy paczkę ciastek kupionych za granicą i nagle przypominamy sobie konkretną podróż. To trochę jak fotografia, tylko można ją zjeść.
Dlaczego ten trend rośnie?
Jednym z powodów jest rosnące zainteresowanie autentycznością. Współczesny turysta coraz częściej chce zobaczyć nie tylko najważniejsze zabytki, ale również jak żyją mieszkańcy danego miejsca, a lokalny supermarket jest pod tym względem niezwykle autentyczny.
Drugim powodem moim zdaniem są Social Media. Kolorowe półki, dziwne produkty, nietypowe smaki i ogromne opakowania są wręcz stworzone do krótkich materiałów wideo.
Trzecim powodem jest rozwój podróży rodzinnych. Dla dzieci supermarket za granicą może być naprawdę fascynujący. Nie trzeba choćby znać historii kraju. Wystarczy znaleźć największą czekoladę, najdziwniejszy napój albo chipsy o smaku, którego nie ma w Polsce i wspomnienia zostają w głowie.
Co grocery tourism oznacza dla destynacji?
Dla miast i regionów ten trend może być bardzo interesującą szansą. Przede wszystkim pozwala rozszerzyć definicję atrakcji turystycznej. Nie każda destynacja ma zamek, katedrę czy muzeum światowej klasy. zwykle każda ma jednak własne produkty, lokalne marki czy typowe przekąski. To ogromny potencjał.
Destynacja może zacząć mówić o swoich produktach nie tylko w kontekście gastronomii, ale również turystyki. Wyobraźmy sobie:
„10 produktów, które musisz kupić w Kielcach”, „Co przywieźć z Czech? 20 produktów z lokalnych supermarketów” czy „Smaki Alzacji, które znajdziesz w każdym sklepie”.
To bardzo prosta forma content marketingu. A jednocześnie może kierować turystę do lokalnych producentów.
Lokalny produkt oprócz kolejnej atrakcji
Dla destynacji grocery tourism jest interesujący również dlatego, iż może wspierać lokalne marki i producentów. o ile turysta dowie się, iż w regionie powstaje konkretny ser, piwo, czekolada czy wino, może później poszukać producenta. Mi regularnie się zdarzało odwiedzać miejsca dlatego, iż znałem produkt, który w nim powstaje (np. Syrop z Liege).
Supermarket jest więc pierwszym kontaktem. Potem może pojawić się wizyta w gospodarstwie, winnicy, browarze, manufakturze albo zakładzie produkcyjnym, a to tworzy nam cały łańcuch doświadczeń.
Grocery tourism a zrównoważona turystyka
Ten trend ma również interesujący wymiar związany ze zrównoważonym podróżowaniem. o ile kupujemy lokalne produkty od lokalnych producentów, część pieniędzy pozostaje w odwiedzanym regionie. Oczywiście nie każdy produkt z lokalnego supermarketu jest lokalny. Globalne sieci handlowe sprzedają produkty pochodzące z całego świata.
Dlatego właśnie najbardziej wartościowa jest umiejętność rozpoznawania lokalnych marek i regionalnych produktów. Turysta może dzięki temu świadomie wybierać. Zamiast kupić międzynarodową markę dostępną również w Polsce, może spróbować czegoś, czego wcześniej nie znał.
Czy grocery tourism może być atrakcją samą w sobie?
Tak i niektóre miejsca już dawno to zrozumiały. W różnych częściach świata istnieją sklepy, hale targowe, domy towarowe czy specjalistyczne markety, które stały się atrakcjami turystycznymi. Są miejsca słynące z ogromnego wyboru produktów, inne z wyjątkowej architektury, jeszcze inne z regionalnego asortymentu.
W Europie Środkowej ogromną popularnością cieszą się natomiast zakupy produktów, które dla mieszkańców są codziennością, a dla zagranicznego turysty są czymś nowym. Granica między zakupami a turystyką zaczyna się więc zacierać.
A może robimy to wszyscy?
Prawdopodobnie tak. o ile podczas wyjazdu do Czech kupujemy kilka czekolad, jedziemy do niemieckiego marketu po lokalne piwo, we Francji szukamy konkretnego sera, a we Włoszech wracamy do samochodu z pięcioma paczkami makaronu – już uczestniczymy w tym zjawisku.
Po prostu wcześniej nie nazywaliśmy tego grocery tourism i być może właśnie to jest najciekawsze. Nie mamy tutaj do czynienia z zupełnie nową aktywnością. Nowa jest świadomość, iż zwykłe zakupy mogą być częścią podróży.
Czy warto zainteresować się grocery tourism?
Moim zdaniem zdecydowanie. Zwłaszcza o ile podróżowanie traktujemy jako sposób poznawania miejsca, a nie tylko odhaczania kolejnych atrakcji. Następnym razem podczas wyjazdu warto więc wejść do lokalnego supermarketu. Nie po to, żeby znaleźć produkt, który znamy z Polski (chociaż znalezienie polskiego produktu na drugi końcu świata też jest przyjemne).
Poszukajmy czegoś, czego nie znamy. Popatrzmy, jakie produkty stoją na wysokości oczu. Zobaczmy, co jest promowane i przede wszystkim – zastanówmy się, co ten sklep mówi o kraju, w którym właśnie jesteśmy. Bo czasami właśnie tam znajduje się odpowiedź na pytanie, jak naprawdę wygląda codzienne życie.






![To jeszcze droga?! Offroad na Madagaskarze - Tour de Madagascar - E25 [ENG SUB]](https://i1.ytimg.com/vi/qL0JQCp1qOM/maxresdefault.jpg)


