Gorzkie szczęście – Dlaczego ta dziewczyna Ci nie odpowiada? Przecież to dobra, skromna, porządna, z…

twojacena.pl 1 tydzień temu

DZIENNIK: SŁODKO-GORZKIE SZCZĘŚCIE

Co ci nie pasuje w tej dziewczynie? Dobra jest. Skromna, zadbana, uczy się, kocha cię powiedziała mama, Zofia Majewska, patrząc na mnie z wyrzutem.

Mamo, pozwól mi to ogarnąć samemu odpowiedziałem, zamykając temat.

Mama wyszła z pokoju, a ja wyraźnie słyszałem jej ciężkie westchnienie. Pewnie myślała: On sobie poradzi Tyle już kobiet przeleciało przed oczami Jeszcze trochę i czterdziestka stuknie, a on wciąż marudzi i wybrzydza Za chwilę żadna porządna nie będzie chciała.

Synku, chodź na obiad zawołała mnie z kuchni.

Nie trzeba mi było powtarzać. Siadłem do stołu i z apetytem zacząłem jeść jej barszcz. Była jak zwykle świetna.

Dzięki, mamo. Jak zawsze, pysznie.

Lepiej byś to kiedyś powiedział żonie, a nie mi dodała z przekąsem.

Mamo odpowiedziałem, popijając kompot i już wstając od stołu.

Zaczekaj. Przypomniało mi się coś. Kiedyś byłam u wróżki. Od progu powiedziała: Twój syn będzie miał gorzkie szczęście.

Zaśmiałem się głośno.

Mamo, nie przejmuj się takimi rzeczami.

W moim życiu faktycznie przewinęło się kilka różnych kobiet mniej albo bardziej ważnych.

Anita była bystra, oczytana, choćby zaskakująco dojrzała jak na swój wiek. Sypała mądrymi radami, choć była ode mnie dziewięć lat młodsza. Na początku mi to imponowało, ale z czasem zacząłem traktować ją jak starszą koleżankę. Przestało mnie to kręcić. Ostatecznie się rozstaliśmy.

Barbara miała ośmioletniego syna. Nie potrafiłem nawiązać z nim żadnej nić porozumienia, mimo iż Barbrę darzyłem uczuciem. Była piękna, choć miała trudny charakter, twarda babka. Co chwila sobie coś wytykaliśmy mi albo jej wręczałem jej jakieś prezenty, próbując zasypać dziury po sprzeczkach. Kłótnie bywały błahe, ale męczące. Brakowało nam chyba stabilizacji, spokoju.

Weronika ideał. Taka, której każdemu facetowi można pozazdrościć. Naprawdę miałem zamiar się jej oświadczyć. Była rozsądna, czysta, bardzo poukładana. Z nią trzeba było rozmawiać jak w białych rękawiczkach. Zamieszkałem choćby w jej mieszkaniu, gotowy na wspólne dzieci choćby dwoje. Jednak kiedyś wróciłem z delegacji, a ona w łóżku z byłym kolegą z klasy. Banał, ale bolało.

Wróciłem do mamy. Znudziły mi się już te romantyczne przepychanki.

Zostanę samotnikiem. To wcale nie taki zły wybór, najtrwalsza rodzina to ta jednoosobowa rzuciłem z ironią.

Mama tylko wzdychała:

A może jednak kiedyś znajdziesz szczęście, synku

A jednak znalazło mnie. Zupełnie niespodziewanie.

Pojechałem znów w delegację, tym razem do Gdańska. Zająłem dolne miejsce w wagonie sypialnym. W przedziale pojawiła się kobieta:

Przepraszam, czy moglibyśmy się zamienić? Odda mi pan swoje dolne miejsce? Proszę bardzo.

Nie ma sprawy odpowiedziałem.

Przyjrzałem się jej uważnie. Nic szczególnego, ale serce mocno mi zabiło. Może to ta jedyna?

Wskoczyłem na górną koi, przysnąłem trochę.

Jak dobrze, iż pan się obudził. Proszę, zapraszam do stołu, poczęstuj się pan zagadnęła nieznajoma.

Zszedłem, zaczęliśmy rozmawiać.

Łucja przedstawiła się.

Darek, bardzo miło odpowiedziałem.

Cały wieczór spędziliśmy na rozmowach. Było mi z Łucją tak swobodnie, jakbym znał ją od zawsze. Ani przez chwilę nie próbowałem jej czymkolwiek imponować. Wymieniliśmy się numerami na wszelki wypadek.

Minęły dwa tygodnie, a ja poczułem potrzebę usłyszeć jej głos. I tak się zaczęło

Spotkania, pocałunki, zapewnienia

Sam nie wiem, jak mogłem żyć tyle lat bez tej kobiety. Czterdziestka na karku! Wszystkie poprzednie związki kończyłem bez żalu, a tu Nie ma granic, nie ma hamulców.

Chciałem zostać częścią świata Łucji, zatracić się w tym uczuciu całkowicie.

Oplotła mnie miłością, troską, zrozumieniem. Po trzech miesiącach poprosiłem ją o rękę, ofiarowując siebie całego.

Darku, jestem od ciebie o siedem lat starsza. Mam troje dzieci. Mieszkamy wszyscy w akademiku wyznała szczerze.

I jesteś wdową. Łucja, wiem o wszystkim. Znam twoje dzieci. Zamieszkacie ze mną. Koniec dyskusji. Kocham cię i kocham każdy centymetr twojego ciała. Jesteś ostatnią i przypadkową kobietą mojego życia powiedziałem i pocałowałem ją w usta.

Dobrze, Darku, spróbujmy zamrugała nerwowo.

Nie spróbujmy, tylko będziemy razem. Na zawsze, Łucja. Słyszysz? Na zawsze ująłem jej dłoń.

Gdy mama dowiedziała się o naszych planach, tylko westchnęła:

Nareszcie się doczekałeś Ta twoja Łucja, choćby nie rzucająca się w oczy

Dziewięć miesięcy później na świat przyszła jasna jak słońce dziewczynka.

Byłem taki szczęśliwy, a jednocześnie zmartwiony o Łucję. Czy da radę? Dziecko słońce, to przecież ogromne wyzwanie.

Dziś nasza córka ma osiem lat. Cała rodzina ją uwielbia. Ja zaś traktuję Łucję jak największy skarb.

Szczęście trochę gorzkie, ale prawdziwe.

Idź do oryginalnego materiału