Gorzkie szczęście – Dlaczego ta dziewczyna ci nie odpowiada? Dobra przecież, skromna, porządna, uczy…

polregion.pl 2 dni temu

– A co ci się w tej dziewczynie nie podoba, synku? Przecież to porządna dziewczyna. Skromna, schludna, dobrze się uczy. I chyba cię kocha spojrzała na Marka z wyrzutem pani Helena.
– Mamo, ogarnę to sam… Marek uciął temat, dając jasno do zrozumienia, iż nie chce o tym mówić.
Helena poszła do drugiego pokoju.
Sam się ogarnia… Ilu już miał tych dziewczyn… Prawie czterdziestka na karku, a żadna mu nie pasuje. Ciągle mu coś nie odpowiada… myślała, wzdychając ciężko.
– Synku, chodź na obiad! zawołała z kuchni.
Marek od razu się pojawił, z apetytem zaczął wcinać maminy barszcz.
– Dzięki, mamuś, jak zawsze super!
– Lepiej, żebyś tak kiedyś mówił żonie, a nie tylko mnie… Helena dalej nie mogła się uspokoić.
– Mamo… Marek dopił kompot i już miał wychodzić.
– Poczekaj, synku. Wiesz, przypomniało mi się… Jak byłam kiedyś u wróżki, to ona, ledwo mnie zobaczyła, powiedziała: Twój syn będzie miał gorzkie szczęście.
– Oj mamo, nie wierz w takie rzeczy Marek roześmiał się, machając ręką.

…W życiu Marka przewijały się różne kobiety bliższe i dalsze sercu.
…Iwona była mądra, oczytana i dojrzała jak na swój wiek. Dawała Marka, starszemu od niej o dziewięć lat, całkiem sensowne rady. Na początku choćby mu to odpowiadało, ale potem zaczął traktować Iwonę jak koleżankę, taką trochę starszą druhnę. I wszystko jakoś wyblakło. Rozeszli się.
Dorota miała ośmioletniego synka, z którym Marek nie był w stanie złapać choćby minimalnego kontaktu. Chociaż, niby Dorotę kochał była ładna. Ale charakterek miała nie do okiełznania. Często, żeby się pogodzić po jakiejś kłótni (nie ważne, czyja to była wina), kupował jej prezenty. A te ich sprzeczki… Drobiazgi, ale przez nie atmosfera była napięta.
W tych związkach chyba zabrakło mu spokoju, stabilności… Takiej zwykłej codziennej normalności.
Weronika była ideałem. Rzadko się takie trafiają…
Marek już naprawdę myślał o małżeństwie. Weronika wydawała się porządna, czysta, rozsądna. choćby zamieszkał u niej. Był gotowy mieć z nią dzieci. Co najmniej dwoje.
Ale…
Pewnego razu wrócił z delegacji i… zastał Weronikę w łóżku z byłym kolegą z klasy. Klasyka polskiego pecha.
Marek wrócił do mamy. Stwierdził, iż ma już dosyć tych wszystkich romansów.
Zostanę singlem. Też fajnie. Najtrwalsza rodzina jednoosobowa żartował do Heleny.
A ona tylko się wzruszała:
Myślisz, synku, iż nie znajdziesz już swojej przeznaczonej…?

I w końcu los się odezwał. Kompletnie niespodziewanie.
Marek pojechał w kolejną delegację. Wsiadł do pociągu i zajął dolne miejsce w przedziale. Po chwili do przedziału weszła kobieta:
Przepraszam pana, a może byśmy się zamienili? Odda mi pan swoje dolne miejsce? Proszę bardzo…
Nie ma problemu odpowiedział Marek.
Rzucił kobiecie uważne spojrzenie. Nic szczególnego, ot, zwyczajna. Ale coś go w sercu nagle zakłuło. Może właśnie to ta… przemknęło mu przez głowę.
Wskoczył na górę. Przysnął.
O, dobrze, iż pan się obudził! Zapraszam do stołu, poczęstuję czym mam uśmiechnęła się do niego nieznajoma.
Marek zszedł niżej. Zagadał.
Lidia przedstawiła się.
Marek. Bardzo mi miło, Lidio.
Gadali cały wieczór. Z tą Lidią jakoś wszystko przychodziło mu naturalnie, bez żadnych póz. choćby nie próbował oczarować jej na siłę. Jakby znał ją od lat. Wymienili się numerami na wszelki wypadek.
Minęło kilka tygodni i Marek zatęsknił, żeby usłyszeć jej głos.
No i się zaczęło…
Spotkania, pocałunki, wspólne plany…
Marek nie mógł się już nadziwić, jak dotąd żył bez tej kobiety. Czterdziestka na karku! Poprzednie kobiety odchodziły od niego jak woda po kaczce. A tu niczym bez dna…
Całym sobą już chciał skoczyć w życie z Lidią.
Ona otuliła go czułością, troską, zrozumieniem.
Trzy miesiące od poznania Marek oświadczył się Lidii.
Marek, jestem od ciebie starsza o siedem lat. Mam trójkę dzieci. Mieszkamy w akademiku Lidia nie chciała niczego ukrywać. Mówiła wprost.
I jestem wdową. Lidia, ja już o tym wszystkim wiem. Twoje dzieci widziałem. Zamieszkacie ze mną. Sprawa zamknięta.
Kocham cię, choćby twoje piegi. Jesteś moim przypadkiem ostatnim i najlepszym Marek pocałował ją prosto w usta.
Dobrze, Marek, spróbujmy Lidia zarumieniła się.
Nie próbujemy, Lidia. Po prostu będziemy razem, na zawsze. Słyszysz? Na zawsze Marek uśmiechnął się łapiąc ją za dłoń.
Helena, jak usłyszała o planach syna, tylko westchnęła pod nosem:
Wybrał sobie… Najmniej wyróżniającą się z wszystkich…
…Po dziewięciu miesiącach urodziło im się dziecko słoneczko. Dziewczynka.
Marek był wniebowzięty, ale i martwił się o Lidię. Bał się, żeby nie pękła pod ciężarem codzienności.
Dziecko słoneczko to ogrom trudności, ale i bezkresna miłość.
…Teraz córka Marka i Lidii ma osiem lat. Cała rodzina kocha ją nad życie.
A Marek swoją Lidię wręcz ubóstwia.
To szczęście gorzkie, ale jednak szczęście…

Idź do oryginalnego materiału