Chore ambicje
Beata nie ukrywa, iż unosiła się honorem. Chciała pokazać, iż jest taka samowystarczalna, iż bez eks też życie udźwignie. Rozwiodła się po dziesięciu latach małżeństwa, Córka miała wtedy 3 latka, syn 6. Mieszkali w rodzinnej miejscowości męża. Spakowała się i wyjechała do dużego miasta. Wynajęła kawalerkę, jest nauczycielką.
-To były chore ambicje. podpierałam sie nosem, żeby przetrwać. Lżej mi teraz, bo mamy mieszkanie komunalne – mówi. - Małe, ale nasze, czynsz do ogarnięcia. Jestem nauczycielką, nie mam kokosów, dorabiałam korepetycjami. Ale przy byciu samodzielną matką z dwójką dzieci to nie było łatwe.
Dzieci już podrosły, ale Beata też opadła z sił. Podupadła na zdrowiu. A były mąż przez cały czas się nie kwapi, żeby dawać regularnie pieniądze. Beata przełamała opory i jakiś wewnętrzny lęk, który ją powstrzymywał.
- Nie ukrywam, pomogła grupa wsparcia kobiet – mówi. - Sprawa jest aktualnie w sądzie i wiem, iż ją wygram. To też są w końcu jego dzieci. Tylko czy ja te alimenty w ogóle dostanę?
Bo ja dalej go kocham…
Mąż Ewy odszedł do innej, zostawił ją z dwójką dzieci. On ma też dwójkę z poprzedniego związku. Ewa wie, iż nie zawsze na nie płacił.
- To powinno dać mi do myślenia, ale nie dawało, jestem zaślepiona miłością do niego – mówi. - Od dwóch lat sama utrzymuję dzieci, bo on ma wiecznie inne potrzeby. Nieźle zarabiam, daję jakoś radę, ale mnie to przygnębia.
Przyjaciółki namawiają na sprawę w sądzie. Ewa jednak choćby nie ma rozwodu. Wie, iż mogłaby wystąpić o alimenty, ale nie chce.
- Bo ja myślę, iż to byłby wtedy koniec – mówi. - A ja nie ukrywam, iż liczę, iż mąż do mnie wróci. Bo przez cały czas go kocham.
Kiedy pytam, jaki to ma związek z obowiązkiem łożenia przez ojca na dzieci, przez chwilę nic nie odpowiada. Tak, wie, iż to głupota, iż źle robi, iż nie powinna mu pobłażać.
- Tak naprawdę to nie był kandydat na ojca i ja to wiedziałam – mówi smutno. - Ale się zakochałam i co na to poradzę?
Głodowała, żeby dzieci miały co jeść
Katarzyna od lat sama wychowuje dwójkę dzieci. Alimentów nie udało jej się nigdy od eks ściągnąć. Pracował na czarno, ukrywał dochody. Jednak jego znajomi i rodzina nie mieli mu tego za złe. Kilka lat temu opowiadała mi, jak żyje samotna matka bez wsparcia.
- Zapisuję sobie wydatki - bo sama jestem w szoku, ile to wszystko kosztuje! - i złapałam się na tym, iż sobie nie kupuję nic. Teraz stworzyłam dodatkową rubrykę w moich zestawieniach: „coś dla siebie” - bo łatwo się o sobie zapomina w nadmiarze obowiązków. Na początku byłam w naprawdę słabej sytuacji finansowej. Miewałam chwile, iż dosłownie bywałam głodna. Oni jedli, a ja patrzyłam z nadzieją, iż czegoś nie dokończą, żeby zostało dla mnie. Pamiętam, jak rozwadniałam resztkę ze słoiczka dzieci i to była moja zupa – mówiła. - Wiem, iż są organizacje pomocowe i pewnie każdy znajomy kupiłby mi chleb, gdybym o to poprosiła. Ale człowiek w takim permanentnym zmęczeniu nie myśli logicznie. Musiał minąć też czas, iż nauczyłam się prosić o pomoc. To trudne dla kogoś, kto zawsze był niezależny. Nie mam nowych ubrań, zawsze - pół żartem pół serio - mówię, iż dobrze, iż się mieszczę w te sprzed ciąży. Za bardzo mi to nie przeszkadza, bo jestem osobą zero waste, noszę coś aż się rozpadnie.
Do tego dochodzi straszny społeczny hejt na samotne matki, „po co rozkładała nogi”, „pewnie myślała, iż łobuz kocha najbardziej” (mój eks „za moich czasów” pracował w bibliotece uniwersyteckiej, rzeczywiście bardzo gangsterskie zajęcie), itp. Nigdy nie słyszałam, żeby jakiś dłużnik alimentacyjny był hejtowany za to, iż ma dzieci albo pytany, po co „robił” dzieci jeżeli go nie stać. Co więcej, wielu z nich ma kolejne dzieci w nowych związkach. I zwykle dla dłużników to kolejny argument, żeby na „byłe” dzieci nie łożyć.
Jej dzieci alimentów nie doczekały, pomimo sądowych batalii. Jej były mąż nagle zmarł. Nie mają po nim choćby renty.
93,6 proc. dłużników alimentacyjnych to mężczyźni
Z najnowszego raportu Sukcesu Pisanego Szminką wynika jasno, iż to mężczyźni unikają odpowiedzialność za dzieci, przerzucając ją wyłącznie na barki kobiet.
- Mówiąc o współczesnym ojcostwie, nie możemy pomijać kwestii odpowiedzialności finansowej za dzieci. Według danych Krajowego Rejestru Długów z 2025 roku zadłużenie alimentacyjne w Polsce osiągnęło rekordowy poziom 16,4 mld zł. W rejestrach figuruje ponad 292 tys. dłużników alimentacyjnych, z czego ponad 273 tys. stanowią mężczyźni. Oznacza to, iż 93,6 proc. dłużników alimentacyjnych to mężczyźni, na których przypada około 15,7 mld zł zaległości. Skala problemu jest na tyle duża, iż państwo od lat prowadzi system wsparcia dzieci, które nie otrzymują należnych alimentów. Świadczenia z Funduszu Alimentacyjnego są wypłacane wtedy, gdy egzekucja alimentów okazuje się bezskuteczna, a od 2024 roku ich maksymalna wysokość została podwojona do 1000 zł miesięcznie.
Warto przyjrzeć się rozwiązaniom funkcjonującym w Niemczech. Gdy rodzic nie wywiązuje się z obowiązku alimentacyjnego, państwo poprzez zaliczkę (Unterhaltsvorschuss) zapewnia dziecku należne świadczenie, a następnie samo dochodzi zwrotu środków od zobowiązanego rodzica. Dzięki temu dziecko otrzymuje wsparcie finansowe, a ciężar egzekwowania należności nie spoczywa wyłącznie na drugim rodzicu.
Alimenty nie są świadczeniem na rzecz byłej partnerki czy byłego partnera, a świadczeniem na rzecz dziecka. Dlatego dyskusja o ograniczeniu odpowiedzialności alimentacyjnej jest w rzeczywistości dyskusją o ograniczeniu odpowiedzialności za własne dzieci. Polska potrzebuje skutecznych rozwiązań prawnych i administracyjnych, ale potrzebuje również zmiany społecznej. Powinniśmy jasno komunikować, iż uchylanie się od obowiązków wobec własnych dzieci nie zasługuje na społeczne przyzwolenie. Tak jak nie akceptujemy innych zachowań godzących w dobro najsłabszych, tak samo powinniśmy jednoznacznie oceniać niealimentację. Bo współczesne ojcostwo to nie tylko prawo do obecności. To również gotowość do ponoszenia odpowiedzialności. W domu, w pracy i wobec własnych dzieci. A jedno bez drugiego po prostu nie istnieje – komentuje Olga Kozierowska, twórczyni konkursu Sukces Pisany Szminką, kampanii We Did It In Poland oraz inicjatorka Klubu DEI Champions, który wraz z firmami działającymi na rynku polskim wspiera budowanie środowiska pracy opartego na równych szansach, różnorodności i włączaniu.









