Gdy traktory zakończyły pracę na polu i rolnicy szykowali się już do powrotu do domu, przy wyjeździe…

newskey24.com 1 dzień temu

Dzień powoli chylił się ku zachodowi, a prace na polu dobiegały końca. Traktory, jeden po drugim, mruczały cicho, opuszczając szerokie łany, przesiąknięte przez cały dzień zapachem siana i oleju napędowego. Chłopaki, zmęczeni ale zadowoleni z dobrze wykonanej roboty, żartowali przez krótkofalówki i już wyobrażali sobie, jak to będzie posiedzieć na przydomowym ganku z herbatą albo co bardziej prawdopodobne z kieliszkiem wódki.

Słońce przesuwało się nisko nad horyzontem, skąpiąc łąki w ciepłym, złotym świetle. Jako ostatni pole opuszczał ciągnik dziadka Stanisława starego gospodarza o twarzy pooranej zmarszczkami, jak spękane po suszy pole. Zatrzymał się jeszcze na chwilę, żeby rzucić ostatnie kontrolne spojrzenie ot, dla pewności, czy nic nie zostało przypadkiem na ziemi.

To wtedy go zauważył.

Tuż przy skraju pola, obok omszałego kamienia, gdzie dawniej pasły się krowy, siedziało coś drobnego tak malutkiego, iż przez moment dziadek Stanisław pomyślał, czy czasem mu się nie przywidziało. Przysunął się bliżej i poczuł ucisk w sercu: to była cielęcina, sama jak palec, z przerażonymi, wielkimi oczami, ledwo trzymająca się na nogach. Najwyraźniej matka gdzieś odeszła lub zginęła, a ono zostało zapomniane na środku pól.

Traktorzyści, już przygotowani do powrotu, też je dostrzegli. Najpierw panowała cisza, wszyscy byli zaskoczeni. W końcu odezwał się najmłodszy z chłopaków, piegowaty Wojtek:
No, nie możemy go tu zostawić. Trzeba mu pomóc

Dziadek Stanisław wysiadł z traktora i podszedł do cielęcia, ostrożnie wyciągając rękę. Maluch chciał odskoczyć, ale po chwili, jakby przeczuwając dobre intencje, podszedł bliżej. Futro miało mokre od rosy, a nóżki trzęsły mu się z zimna.

No, maluszku powiedział dziadek Stanisław pochylając się chodź, zawieziemy cię do domu.

Chłopaki pomogli wnieść cielę na przyczepę. W drodze do gospodarstwa zwierzątko położyło się spokojnie, jakby zrozumiało, iż teraz już nic mu nie grozi. Na wsi gwałtownie zebrała się ekipa ciekawskich jedna sąsiadka przyniosła ciepły koc, druga wiadro mleka.

Dziadek Stanisław zawyrokował:
Nazwiemy ją Jagódka. Niech nam codziennie rano przypomina o szczęściu.

Tak oto cielę znalazło ciepło i troskę mieszkańców, a traktorzyści, chociaż zmęczeni, poczuli w sercach niezwykłą radość: czasem maleńki cud czeka tuż za rogiem, trzeba tylko umieć go zauważyć. Jagódka wyrosła na silną jałówkę, a dziadek Stanisław mawiał:
Bywa, iż ratunek przychodzi niespodziewanie, gdy najmniej się go spodziewasz

A pole już zawsze będzie dla mnie miejscem, gdzie małe serce znalazło swój bezpieczny dom.

Idź do oryginalnego materiału