Dziennik, 3 czerwca 2024
Minęło już dwadzieścia lat, odkąd zamieszkałam z moją córką, Patrycją, i jej mężem, Andrzejem. Mam coraz większe poczucie, iż brakuje mi już sił na tę codzienność.
Skończyłam właśnie 65 lat i jestem babcią siedmiorga wnucząt. Wiele osób uznałoby to za powód do dumy, a choćby pewnie zazdrościło mi licznej rodziny. Ja też mogłabym tak myśleć, gdyby nie fakt, iż to ja codziennie ich pilnuję, gotuję dla nich i słucham nieustannego gwaru w domu. Patrycja jakby nie zauważała, iż dzieci jej przybyło, ani ile rzeczy na mnie spoczywa.
Pamiętam, jak przyszła na świat szósta wnuczka wtedy usiadłam z Patrycją przy kuchennym stole i poważnie z nią porozmawiałam. Nigdy nie przypuszczałam, iż jeszcze będę wyjaśniać 35-letniej córce, czym jest antykoncepcja A kiedy zapowiedzieli, iż spodziewają się siódmego dziecka, dosłownie zakręciło mi się w głowie. W naszym domu jest tylko pięć pokoi, a mieszka już dziewięć osób.
Patrycja ma szczęście, iż ja i mój świętej pamięci mąż całe życie ciężko pracowaliśmy, by postawić większy dom na podkarpackiej wsi i kupić kawałek ziemi. Teraz Andrzej uprawia te grunty, nazywając siebie rolnikiem. Patrycja pomaga mu na polu, a ja spędzam dnie w kuchni muszę wyżywić prawdziwą klasę szkolną. Dzieci rosną, są coraz bardziej wymagające, a żadne nie zje zupy z wczoraj wszystko musi być świeże.
Myślałam, iż gdy pojawi się szósta wnuczka, córka w końcu mnie zrozumie i pozwoli choć trochę odpocząć. Przez chwilę miałam taką nadzieję ale znowu wszystko wróciło do starego rytmu: noszenie najmłodszych, ciągła zmiana pieluch, wieczny bałagan.
Cały czas trzymam kontakt z moim bratem, Bogdanem, który mieszka w Przemyślu. Jego córka wyjechała do Wielkiej Brytanii, więc on od lat żyje samotnie.
Kilka tygodni temu zadzwonił do mnie z prośbą o przyjazd źle się poczuł, a wiadomo, zdrowie nie wybiera. Martwiłam się o niego, ale nie będę ukrywać, iż poczułam ulgę, iż zostawię choć na chwilę dom pełen hałasu. Kiedy byłam u Bogdana, przypomniało mi się, jak bardzo kochałam czytać książki, słuchać muzyki, choćby układać pasjanse czy oglądać stare polskie filmy. W końcu poczułam, iż mam swoje lata i mogę się nimi cieszyć, zamiast czekać, aż moje wnuki dorosną i wreszcie przestaną biegać po mieszkaniu.
Teraz Bogdan czuje się lepiej, a ja stoję przed dylematem czy wracać do domu, czy jednak zawalczyć o kawałek swojego życia? Patrycja dzwoni i płacze, iż sobie nie radzi, iż potrzebuje mnie jak tlenu.
Nie wiem, co powinnam zrobić. Czy moje prawo do spokojnej starości w końcu się liczy? Czy powinnam poświęcić siebie jeszcze bardziej? Myślę o tym bez przerwyPatrzę na swoje dłonie spracowane, ale jeszcze silne i po raz pierwszy od wielu lat myślę o tym, czego naprawdę chcę dla siebie. Siadam przy oknie u Bogdana, piję powoli herbatę i wsłuchuję się w ciszę. Nagle czuję, iż ta cisza nie jest pustką, ale szansą. Na oddech. Na nowy początek.
Wybieram numer Patrycji. Na dźwięk jej płaczu ściska mi się serce, ale pierwszy raz nie ulegam od razu jej błaganiom. Mówię spokojnie, iż kocham ją i kocham dzieci, ale muszę zadbać o siebie. Proszę, by znaleźli inną pomoc, może zatrudnili opiekunkę. Obiecuję, iż wpadnę czasem z ciastem i dobrym słowem, ale już nie będę każdej godziny oddawać innym.
Odkładam słuchawkę i odczuwam w sobie niewiarygodną lekkość. Ze starej szuflady Bogdana wyciągam talię kart i rozkładam pasjansa. Przez okno widzę, jak kot przeciąga się leniwie na słońcu, a ja po tylu latach uśmiecham się sama do siebie.
To moja kolej na spokój. Może starość nie musi być ofiarą, ale może być spełnieniem.
I właśnie to wybieram.









