Kiedy tata odszedł, mój brat uznał, iż to ja powinnam wszystko załatwiać i nie zadawać pytań. Po pogrzebie położył mi klucze od mieszkania taty na stole. Mama siedziała na kanapie w ciszy. Trzymałam w rękach teczkę z dokumentami i zastanawiałam się, kiedy tak adekwatnie zostałam osobą, która musi wszystko decydować.
Tata odszedł nagle nie było czasu w rozmowy, ustalenia czy dzielenie się obowiązkami. Brat mieszka w tym samym mieście, w Warszawie, ale zawsze mówił, iż ma wymagającą pracę. Sama pracuję w biurze rachunkowym i też mam terminy, ale jakby nikt nie brał tego pod uwagę.
Już po trzech dniach mój brat stwierdził, iż jestem lepiej zorganizowana, bardziej spokojna i dokumenty to moja działka. Więc zaczęłam chodzić po urzędach, nosiłam kopie, oryginały, zaświadczenia. Stałam w kolejkach z numerkami w ręku.
Brat dzwonił tylko, żeby zapytać, czy wszystko idzie dobrze. Rzadko ze mną chodził. Mama płakała wieczorem, gdy układałam rzeczy taty w jego szafie; składałam koszule, jedna po drugiej, wkładałam do kartonów.
Brat mówił, iż nie może wejść do pokoju taty, iż to za ciężkie dla niego. Ja też wieczorem siadałam w ciemności, ale kolejnego dnia znów się zbierałam i załatwiałam co trzeba.
Pojawił się temat mieszkania taty. Brat uznał, iż najlepiej je sprzedać żeby nie ciążyło nikomu. Zapytałam, gdzie mama miałaby się wtedy podziać. Brat powiedział, iż może się przeprowadzić do mnie, bo mam większe mieszkanie.
Mama milczała, patrząc w podłogę. W tym momencie poczułam, iż brat już wszystko postanowił, bez pytania kogokolwiek.
Gdy siedliśmy przy stole, żeby omówić szczegóły, brat mówił o cenach, o pośrednikach, o terminach. Ja próbowałam mówić o tym, jak mama budzi się nocami i szuka taty.
Brat wzdychnął i rzucił: Musimy być praktyczni.
To słowo wciąż wybrzmiewa mi w głowie. Jestem praktyczna, płacę rachunki na czas, planuję budżet. Ale nie mogłam pogodzić się z tym, iż mama jest po prostu kolejnym punktem w rozliczeniach.
Kilka dni później brat przyniósł umowę z pośrednikiem. Położył ją na kuchennym stole, wręczył mi długopis i zapytał, czy podpiszę. Spytałam, czy rozmawiał z mamą. Odparł, iż mama nie ma siły na takie sprawy.
Spojrzałam na mamę ściskała brzeg obrusu. Odsunęłam umowę w stronę brata. Powiedziałam, iż nie podpiszę, dopóki mama nie powie, czego chce. Brat się wkurzył. Stwierdził, iż zawsze wszystko komplikuję.
Nie podniosłam głosu, po prostu powtórzyłam, iż to jest dom taty i mamy.
Od tamtej pory brat przestał dzwonić codziennie. Kontaktuje się tylko krótkimi SMS-ami o rachunkach i terminach.
Mama została u mnie na jakiś czas. Rano robię jej kawę i zostawiam filiżankę na stole obok niej. Mama długo patrzy przez okno.
Mieszkanie taty nie zostało jeszcze sprzedane. Płacę rachunki za prąd i wodę, żeby niczego nie odłączyli.
Czasem zastanawiam się, czy brat widzi we mnie siostrę czy kogoś, kto ma wziąć cały ciężar na siebie. Nie chcę się z nim kłócić. Nie chcę też zawieść mamy.
Stoję gdzieś pomiędzy nimi, z teczką dokumentów i poczuciem, iż jeżeli zamilknę, wszystko zostanie rozstrzygnięte beze mnie.
Czy dobrze robię, iż wstrzymuję sprzedaż, mimo iż to rodzi napięcie między mną a bratem?










