Kiedy ostatni raz rozmawiała pani ze swoim synem? zapytałam sąsiadkę, a w tym momencie moje serce pękło na pół.
Minęło już ponad sześć lat, odkąd go widziałam powiedziała cicho pani Zofia, ocierając łzę z policzka. Gdy wyprowadził się do swojej żony, na początku czasem jeszcze dzwonił, ale z czasem kontakt całkiem się urwał. Raz kupiłam mu tort na urodziny, pojechałam w odwiedziny tutaj spuściła wzrok i jej głos załamał się pod ciężarem wspomnień.
Co się wtedy stało? zapytałam delikatnie.
Otworzyła mi synowa i powiedziała, żebym nie wchodziła, bo nie jestem mile widziana. Mój syn nie powiedział ani słowa, tylko patrzył na mnie takim wzrokiem, jakbym zrobiła mu jakąś krzywdę. Odwrócił się i więcej go nie zobaczyłam.
Nie zadzwonił już do pani? nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę.
Zadzwoniłam raz, gdy podjęłam decyzję, żeby sprzedać trzy-pokojowe mieszkanie i przenieść się do kawalerki. Dałam mu wtedy trochę pieniędzy. Przyjechał, podpisał dokumenty, zabrał złotówki i potem już nigdy więcej się nie odezwał.
Jest pani bardzo samotna czy już pogodziła się pani z tą myślą? odezwałam się ostrożnie.
Radzę sobie. Kiedy byłam młoda, zostałam sama z synem, bo mój mąż zostawił mnie dla innej kobiety. Wychowałam syna własnymi rękami, pełna miłości i troski. Kiedy dorósł, powiedział, iż chce wynająć własne mieszkanie. Początkowo się cieszyłam, bo miałam nadzieję, iż robi pierwszy krok w dorosłość Ale chodziło o jego dziewczynę. To ona naciskała, żeby mieli wszystko na swoim i by nikt się do nich nie wtrącał. A potem zaszła w ciążę.
Mówi Pani o tym tak spokojnie Nie boli Pani, iż syn zostawił Panią na starość? nie mogłam ukryć zdziwienia.
Już się z tym pogodziłam. Lubię mieszkać w nowym bloku. Mam emeryturę, wystarcza mi na wszystko. Codziennie rano wstawiam czajnik, siadam z herbatą na balkonie i patrzę na budzący się Kraków. Gdy byłam młodsza, marzyłam tylko o tym, żeby się wyspać, bo harowałam na zmiany. Śniłam, iż na starość będę miała obok siebie bliskich ludzi, ale może los chciał inaczej może byłam przeznaczona do samotności.
A może powinna pani wziąć jakieś zwierzę? We dwójkę zawsze raźniej.
Kochanie, choćby koty czasem zostawiają swoich opiekunów, a psa nie wezmę, bo nie wiem, czy jutro rano się jeszcze obudzę. Nie chcę brać pod opiekę nikogo, komu nie mogłabym zapewnić bezpieczeństwa. Już raz popełniłam duży błąd
Pani Zofia próbowała utrzymać głowę wysoko, ale po chwili nie wytrzymała łzy pociekły po pomarszczonej twarzy i wzruszenie zawisło w powietrzu jak cień wiosennego zmierzchu.








