Krakowskie Stowarzyszenie Obrony Zwierząt (KSOZ) skierowało do prezydenta Krakowa petycję z postulatem uruchomienia pilotażowego programu dorożek elektrycznych. Organizacja jasno deklaruje, iż widzi w nim pierwszy etap do całkowitego zastąpienia dorożek konnych pojazdami elektrycznymi. W tle jest pytanie, które w Krakowie wraca jak bumerang: czy likwidować coś, co ma długą tradycję, czy raczej – jeżeli miasto chce tę tradycję utrzymać – radykalnie wzmocnić standardy i kontrolę dobrostanu zwierząt.
Petycja: pilotaż elektryków i argumenty KSOZ
W petycji KSOZ akcentuje przede wszystkim warunki pracy koni w centrum miasta: upały, hałas, tłok i ruch uliczny. Stowarzyszenie wskazuje też na ryzyko wypadków oraz dramatyczne zdarzenia z udziałem zwierząt, w tym śmiertelne. W ocenie autorów dokumentu, dorożki elektryczne – łatwiejsze do kontroli i potencjalnie bezpieczniejsze w zatłoczonych miejscach – mogłyby ograniczyć liczbę incydentów i odciążyć konie.
KSOZ przypomina przy tym, iż temat elektrycznych dorożek już wcześniej pojawiał się w debacie publicznej, a dziś ma być odpowiedzią na narastający spór o to, czy wykorzystywanie koni do wożenia turystów przystaje do standardów nowoczesnego miasta.
Skąd się wzięły krakowskie dorożki: od transportu do atrakcji
Dorożki są dziś jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli ścisłego centrum, ale historycznie pełniły rolę zwyczajnego środka transportu. Za symboliczny początek regularnych kursów przyjmuje się 3 marca 1855 r., kiedy na Rynku pojawiły się jednokonne dorożki zwane fiakrami. Z czasem praktyczna usługa stała się przede wszystkim produktem turystycznym – wraz z oczekiwaniami dotyczącymi wyglądu, standardu obsługi i zasad funkcjonowania.
XIX wiek: miasto regulowało nie tylko ceny, ale i zachowanie woźniców
Rozwój dorożkarstwa gwałtownie wymusił porządkowanie zasad. Rada Miasta w XIX wieku wprowadzała przepisy dotyczące organizacji ruchu i zachowania woźniców, m.in. z myślą o bezpieczeństwie i porządku w przestrzeni publicznej.
W dawnych regulacjach i przywoływanych opracowaniach znajdują się bardzo konkretne przykłady tego, co rozumiano jako „porządek”:
- na postojach zakazywano pojenia i karmienia koni podczas oczekiwania na klientów,
- stosowano rozwiązania mające ograniczać bałagan i rozsypywanie paszy.
To istotne, bo pokazuje, iż „opieka” nad końmi w XIX wieku była w przepisach ujmowana przede wszystkim przez pryzmat funkcjonalności i ładu miejskiego, a nie w kategoriach dobrostanu, jak rozumiemy go dziś.
A co z końmi? „Zdrowe i spokojne”, ale logika była inna niż dziś
Czy w XIX-wiecznych zasadach jest coś wprost o koniach? Tak – choć zwykle w kontekście zdatności do pracy i bezpieczeństwa. W przywoływanych materiałach pojawiają się wymagania, by konie były „zdrowe” i „spokojne”, czyli takie, które nie stwarzają zagrożenia w ruchu. W praktyce to standard „usługi publicznej”: koń miał być sprawny, przewidywalny i nie stanowić ryzyka dla pasażerów oraz przechodniów.
Bardziej „opiekuńczy” wymiar – rozumiany jako systemowe utrzymanie, leczenie i zabezpieczenie potrzeb zwierząt – widać wyraźniej w opisach dotyczących koni wykorzystywanych w miejskiej komunikacji (np. tramwajach konnych), gdzie w dokumentach odnotowywano koszty paszy, kucia czy lekarstw jako stały element funkcjonowania systemu.
Dziś: turystyczny symbol pod reżimem zasad i kontroli
Współczesne dorożki działają na podstawie miejskich zasad. Funkcjonowanie postoju i praca zaprzęgów są uregulowane, a w okresach upałów wprowadzane są ograniczenia powiązane z temperaturą np. postój na Małym Rynku został oceniony jako najmniej korzystny pod względem warunków (m.in. termicznych), dlatego w 2016 r. go zlikwidowano.
Likwidować czy reformować? Pytanie, które wraca co sezon
Petycja KSOZ dołącza do długiej historii sporów o dorożki – tym razem z propozycją rozwiązania „pośredniego”: pilotaż elektryków, który pozwoliłby sprawdzić efekty bez natychmiastowego wywracania systemu do góry nogami. Dla jednych to rozsądny test nowoczesnego modelu usług turystycznych. Dla innych – początek końca tradycji obecnej w mieście od XIX wieku.
W praktyce spór sprowadza się do wyboru między dwiema ścieżkami:
- wygaszanie dorożek konnych i przejście na elektryczne odpowiedniki,
- albo utrzymanie dorożek, ale z realnie ostrzejszą kontrolą, standardami i egzekwowaniem zasad – tak, by „tradycja” nie była alibi dla problemów, które co sezon wracają w rozmowach mieszkańców.
To, czy Kraków potraktuje postulat KSOZ jako test i otworzy pilotaż, pokażą najbliższe miesiące. Jedno jest pewne: dorożki – od fiakrów z XIX wieku po współczesny symbol Rynku – znów stały się tematem o wiele większym niż turystyczna przejażdżka.
(KK)


