NIBY NIC SIĘ NIE STAŁO
A komu ty jesteś teraz potrzebna, stara jędzo? Tylko wszystkim przeszkadzasz. Łazisz tu, cuchniesz. Gdyby to ode mnie zależało, już dawno bym cię Ale muszę znosić. Nienawidzę cię!
Nieomal zakrztusiłem się herbatą. Dopiero co rozmawiałem z babcią, panią Zofią Malewską, przez wideorozmowę. Babcia przeszła na chwilę do przedpokoju.
Poczekaj, kochanie, zaraz wrócę powiedziała, z trudem podnosząc się z fotela i wyszła z pokoju.
Telefon został na stole, kamera dalej była włączona, mikrofon też. Ja tymczasem przerzuciłem się na komputer. I wtedy… to się stało. Usłyszałem głos z przedpokoju.
Myślałem, iż mi się przesłyszało. Pewnie sam bym siebie tak przekonywał, gdybym nie spojrzał na telefon. Po odgłosie drzwi ktoś wszedł do pokoju. W kadrze pojawiły się najpierw obce ręce, potem bok, aż w końcu twarz.
Aneta. Żona mojego brata. No tak, głos też był jej.
Zbliżyła się do łóżka babci, podniosła poduszkę, potem zadarła materac i poobmacywała ręką pod spodem.
Siedzi tu, herbatki popija… Lepiej, żeby już zdechła, serio. Co się z tym cackać. I tak z ciebie żadnego pożytku, tylko powietrze marnejesz i metry zajmujesz… mamrotała pod nosem.
Odrętwiałem. Przez kilka sekund zapomniałem, jak się oddycha.
Chwilę później Aneta wyszła, choćby nie zorientowała się, iż cały czas była na wizji. Kilka minut, a wróciła babcia. Uśmiechnęła się, ale tym razem uśmiech nie sięgnął jej oczu.
No i jestem. A właśnie, nie pytałam jak tam w pracy, wszystko w porządku? zagadnęła, jakby nic się nie stało.
Kiwałem głową, jeszcze nie mogąc pozbierać myśli. Wszystko w środku wrzało, by natychmiast wykurzyć tę bezczelną babę z mieszkania.
Zofia Malewska zawsze wydawała się niezłomna. Głosu nigdy nie podnosiła. Miała w sobie tę szkolną stanowczość, wyćwiczoną przez lata pracy z dzieciakami i ich rodzicami.
Czterdzieści lat uczyła polskiego. Dzieci ją kochały, bo choćby klasykę potrafiła zrobić ciekawą.
Gdy dziadek zmarł, nie poddała się, choć jej idealna postawa zamieniła się w lekkie przygarbienie. Rzadziej wychodziła na spacer, częściej chorowała. Uśmiech był już o wiele rzadszy. Ale mimo to nie traciła codziennej energii. Wierzyła, iż każdy wiek jest piękny, i starała się cieszyć życiem, choćby teraz.
Babcię zawsze kochałem za to poczucie bezpieczeństwa. Przy niej żaden problem nie był straszny wszystko potrafiła ogarnąć. Kiedyś oddała działkę wnukowi, by opłacić jego studia, a mnie ostatnie oszczędności, które przeznaczyłem na kredyt hipoteczny.
Żona mojego brata, Pawełka, po ślubie zaczęła narzekać na drogi wynajem. Babcia sama zaproponowała pokój w swoim mieszkaniu trzy pokoje, miejsca dla wszystkich, a przy okazji zawsze ktoś miałby na nią oko, gdyby coś się stało a nuż ciśnienie skoczy czy cukier za wysoki?
I tak samotnie mi tu nudno, a młodym zawsze pomoc się przyda zapewniała pogodnie.
Paweł miał pilnować babci, ja z kolei pomagałem jej z zakupami, lekami i rachunkami. Pracowałem, więc mogłem pozwolić sobie na wsparcie, zresztą nie mogłem patrzeć na babcię, która sama o nic nie prosiła. Czasem wręczałem jej gotówkę, czasem przelewałem złotówki na kartę, a czasami sam dowoziłem jedzenie. Kupowałem ryby, mięso, nabiał, owoce. Wszystko, by jadła porządnie.
To twoje zdrowie, babciu. Zwłaszcza przy twojej cukrzycy przypominałem.
Babcia dziękowała, a potem spuszczała wzrok jakby jej głupio było obciążać kogoś sobą.
Aneta, żona Pawła, od początku wydawała mi się nieco śliska. Słodkie gadki, przesadna uprzejmość, a w oczach chłód. Ocenywała wszystkich, zero ciepła czy szacunku. Nie wtrącałem się jednak ich sprawa. Pytałem tylko babcię, czy wszystko w porządku.
Wszystko dobrze, synku zapewniała Zofia. Aneta gotuje, trzyma porządek w domu. Jeszcze młoda, ale cóż, praktyka przyjdzie z czasem.
Dopiero teraz widzę, iż to były kłamstwa. Przy ludziach Aneta była potulna, a gdy nikt nie patrzył
Babciu, słyszałem wszystko Co to miało być przed chwilą?
Babcia przez chwilę zastygła, jakby nie dosłyszała, potem spuściła wzrok.
To nic, Mateuszku westchnęła ciężko Aneta jest zmęczona. Teraz mają gorszy czas, Paweł w delegacji, więc jej puszczają nerwy.
Patrzyłem na babcię uważniej niż kiedykolwiek. Dostrzegałem każdą nową zmarszczkę, widząc, iż ze spojrzenia Zofii znikła dawna energia. Został upór, pojawiło się też coś nowego. Strach.
“Nerwy jej puszczają?” Babciu, słyszałaś co ona mówiła? To nie są nerwy. To…
Mateuszku przerwała mi babcia. Nie martw się. Da się przeżyć. No co, wybuchnęła. Młoda jest, ognista. A ja i tak jestem już stara. Dużo mi nie trzeba.
Babciu, nie rób ze mnie głupka! nie wytrzymałem. Albo wszystko mi wyjaśniasz, albo wsiadam w samochód i zaraz u ciebie jestem. Wybieraj.
Na chwilę zamilkła, potem spuściła ramiona i poprawiła okulary. Iluzja pękła. Patrzyła na mnie już nie ta uśmiechnięta, silna kobieta, a zahukana staruszka.
Nie chciałam mówić, synku. Masz własne sprawy, po co ci taki zamęt Myślałam, iż samo się ułoży
Historia z Anetą okazała się znacznie dłuższa i brudniejsza, niż sądziłem.
Młodzi wprowadzili się do Zofii z wielkimi walizkami i planami, by w pół roku odłożyć na wkład własny do mieszkania. Babcia początkowo się cieszyła dom ożył, słychać było kroki od rana, ktoś coś pichcił w kuchni. Były rozmowy i śmiech, choć czasem wymuszony. Aneta na początku się starała: piekła ciasta, serwowała babci herbatę, choćby dwa razy zabrała ją do przychodni.
Ale kiedy Paweł wyjechał na delegację, wszystko się zmieniło.
Najpierw zaczęła być poddenerwowana opowiadała Zofia. Myślałam, iż to przez Pawła. Potem zaczęła zabierać jedzenie. Mówiła, iż i tak dostaję dużo od ciebie, a ona potrzebuje, bo jest młoda, dziecko chce mieć. A mi co? Dużo nie trzeba, choćby schudnąć dobrze.
Wyszło na jaw, iż Aneta pożyczyła od babci pieniądze te, które dawałem jej na leki. Za to kupiła sobie osobną lodówkę, zostawiła ją w swoim pokoju i założyła kłódkę. Wszystko, co najlepsze, co jej dowoziłem, trafiało tam.
Pieniędzy oczywiście nie oddała. Z czasem zaczęła szukać babcinych schowków i podbierać jej ukryte oszczędności.
Telewizor też zabrała, mówiła, iż psuje oczy babcia przetarła oczy z łez. Internet wyłącza, a ja no dzwonią do mnie przecież, chcę czytać wiadomości, przepisy sprawdzać Czasem czuję się, jak w więzieniu.
I Pawłowi nic nie mówiłaś? spytałem.
Babcia pokręciła głową.
Groziła, iż jak komukolwiek powiem, to oskarży mnie, iż przez moje nerwy straciła dziecko. Nie wiem nawet, czy była w ciąży. Ale powiedziała, iż każdy jej będzie współczuć, a mnie nienawidzić.
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Chciałem krzyczeć, przeklinać tę babę. Zamiast tego powiedziałem:
Babciu, nikt nie ma prawa tak cię traktować. Nikt. Nieważne, czy młody, czy stary, swój czy obcy.
Babcia rozpłakała się. Uspokajałem ją delikatnie, choć w środku wrzała już burza. Wiedziałem, iż nie zostawię tego tak.
Po pół godzinie byliśmy już w samochodzie razem z żoną i jechaliśmy do Zofii. Po drodze jej wszystko objaśniłem. Ciężko jej było uwierzyć, ale nie miała powodów, by mi nie ufać.
Babcia otwarła drzwi od razu, nerwowo ściskając w dłoniach chusteczkę i unosząc wzrok do sufitu.
A czemu tak bez zapowiedzi? Chociaż herbatę bym zaparzyła
Przyjechaliśmy nie na herbatę, babciu odpowiedziałem spokojnie. Czas na sprawiedliwość. Gdzie jest Aneta?
Wyszła gdzieś. Mnie się nie tłumaczy Ale wejdźcie, skoro już jesteście.
Zofia cofnęła się, by nas wpuścić. Od razu poszedłem do kuchni. Lodówka praktycznie pusta: dwa kartony przeterminowanego mleka, jajka, słoik spleśniałych ogórków. W zamrażarce tylko lód.
Spojrzałem na żonę, kiwnęła przytakująco. Działaliśmy sprawnie. Pokój Anety, jak się spodziewałem, był zamknięty kłódką. Zamek byle jaki, żona z łatwością go otworzyła śrubokrętem.
W środku lodówka a w niej dokładnie te jogurty, które kilka dni wcześniej kupowałem dla babci. Ser, domowa kiełbasa, choćby pomidory i świeże ogórki.
Aż się zagotowałem, ale starałem się trzymać nerwy na wodzy. Ustawiliśmy się z żoną w pokoju babci i czekaliśmy.
Aneta zjawiła się po pół godzinie.
Kto ruszał moją drzwi?! wrzasnęła, już zaciskając pięści.
Wtedy z pokoju babci wyszła moja żona.
Ja.
Aneta nagle zamilkła, jej oczy zaczęły biegać na boki. Po chwili próbowała wrócić do swojego zwyczajowego tonu:
Kim ty w ogóle jesteś, żeby mi się do pokoju wtrącać?!
Podszedłem do niej i spojrzałem w dół była wyraźnie niższa.
Jestem wnukiem właścicielki tego mieszkania. A ty kim? przyjrzałem się jej. Masz dziesięć minut na spakowanie się. Inaczej twoje graty wylecą za okno. Zrozumiano?
Powiem Pawłowi!
Mów, komu chcesz! Pawła nie ma. Gdy trzeba będzie sama cię za drzwi wyniosę.
Aneta prychnęła, ale gwałtownie poleciała do pokoju i zaczęła wrzucać rzeczy do torby. Po drodze jeszcze klęła, próbowała mnie ubliżyć, ale patrzyłem na nią już tylko chłodno.
Babcia stała w przedpokoju, ocierając oczy.
Mateuszku, po co robić taki skandal Ludzie usłyszą
Wtedy dopiero podszedłem do niej i przytuliłem.
To nie skandal, babciu. My po prostu wyrzucamy śmieci.
Zostaliśmy u Zofii na noc, a następnego dnia wypełniliśmy jej lodówkę zakupami, a apteczkę lekami. Kiedy nas żegnała, płakała mam nadzieję, iż bardziej z ulgi niż ze strachu przed samotnością. Surowo zabroniłem jej wpuszczać Anetę z powrotem nawet, jeżeli bardzo będzie się prosić.
Tego samego dnia zadzwonił Paweł. Krzyczał tak, iż telefon aż skwierczał.
Zwariowałeś?! Aneta płacze! Gdzie ona ma teraz mieszkać?! Myślisz, iż wszystko ci wolno, bo masz pieniądze?!
Po prostu się rozłączyłem. Po paru godzinach wysłałem mu wiadomość głosową:
Może najpierw sprawdzisz, co się naprawdę działo. Twoja Anetka głodziła babcię, dręczyła ją. Przypominam, iż babcia kiedyś oddała ci ostatnią złotówkę. jeżeli sprowadzisz tę mendę znowu pod jej dach wyrzucę was oboje do rynsztoka.
Nie odpisał. I dobrze.
Aneta, jak się okazało, zatrzymała się u jakiejś koleżanki. W mediach społecznościowych wypisywała o toksycznej rodzinie i fałszywych ludziach. Paweł lajkował. Więcej o nich nie słyszałem.
U babci zapanował spokój, choć było cicho. Po kilku tygodniach poprosiła, by pokazać jej, jak włączyć seriale na telefonie. Na początek obejrzała Lalkę, potem ruszyła z komediami. Czasem oglądaliśmy razem.
Oj, dawno się tak nie śmiałam powiedziała kiedyś babcia aż mnie policzki bolą. Już odwykłam.
Tylko się uśmiechnąłem. Dziś miałem w sobie ten spokój, iż zrobiłem co trzeba. Kiedyś babcia broniła mnie, teraz ja broniłem jej. I wiem, iż tak trzeba nie wolno nikogo zostawić na pastwę innych. Szczególnie tych, którzy kochają nas najbardziej.











