Egzamin
Mam już tego serdecznie dosyć! Wystarczy! jeżeli nie przestaniesz mi zawracać głowy, to w ogóle niczego nie zdam! Po prostu nie pójdę na egzamin! Zostanę w domu! No i co wtedy zrobisz?! wrzasnęłam, rzucając plecak w kąt przedpokoju i zrywając z głowy czapkę.
Mama nic mi nie odpowiedziała. Tylko pokręciła głową i zniknęła w kuchni.
Zsunęłam kurtkę i z rozpędu chciałam już cisnąć ją obok plecaka, ale w ostatniej chwili się rozmyśliłam. Otworzyłam szafę, starannie powiesiłam kurtkę na wieszaku i westchnęłam głęboko.
No i znowu! Kłótnia! Jak zwykle o nic
Dlaczego mama zawsze musi się wtrącać, ciągle z pytaniami i radami? Jakbym była jakimś dzieciakiem! Albo kompletnie nierozgarnięta
Przecież doskonale pamiętam, iż dziś mam lekcję z nową korepetytorką! Nie musi mi tego przypominać co pół godziny!
Wyolbrzymiam, wiem Mama nie zrzędziła przez cały dzień. Po prostu zapytała, czy nie zapomniałam, iż to już moja trzecia w tym roku nauczycielka od polskiego i literatury. Ale mnie tak drażni, iż ona ciągle próbuje mnie kontrolować, iż złość wybucha we mnie odruchowo, choćby kiedy nie ma po temu powodu.
Umyłam ręce, wpatrzyłam się w swoje odbicie w lustrze nad umywalką.
No po prostu piękność! Pryszcze, zadarty nos po tacie i te matczyne, rude kudły Ile to razy prosiłam, żeby pozwoliła mi je przefarbować! Ale nie, oczywiście! Stale powtarza, iż uroda to rzecz nabyta i jeszcze jej podziękuję.
Jasne, już biegnę Wszyscy wyglądają normalnie, a ja jedna jak strach na wróble! Przecież kto teraz robi sobie warkocze? Te śmieszne warkocze!
Uśmiechnęłam się, przypominając sobie, jak mama prawie płakała, gdy podcięłam te przeklęte warkocze dziecięcymi tępymi nożyczkami. Zacięłam się wtedy, ściskając zęby, szarpiąc grube pasma, a w głowie już słyszałam jej zdumione:
Jagódko, dlaczego?!
Bo tak! Bo mam dosyć wszystkich! To moje życie i moje zasady! I będę robić to, co chcę!
Wszyscy mówią, iż trzeba być posłuszną. Po co? Po co mi ich staroświeckie teorie o życiu?! Mam własne! Takie, o jakich im się nie śniło! Jak mogą rozumieć, czym żyję, skoro w ich czasach nie było choćby internetu?! Jak oni w ogóle żyli? Niepojęte! I przecież nie wytłumaczysz, iż dziś wszystko działa inaczej! Nikomu niepotrzebna ta głupia nauka i siedzenie godzinami nad książkami! Teraz wystarczy kilka kliknięć i wszystko masz pod ręką! Mama powtarza, iż to nie wystarczy, iż żaden internet nie nauczy być człowiekiem, ale skąd ona może to wiedzieć? Lepiej by pooglądała sobie jakieś szkolenia z rozmowy z nastolatkami
Zerwałam strupka z kolejnego krateru na policzku i aż się wzdrygnęłam. Dobrze, iż mama nie widzi Ile by było krzyku! I tak już przegania mnie po lekarzach, strasząc, iż zostaną mi blizny, ale mi to zupełnie zwisa Przecież ludzie mają cenić mnie za wnętrze, a nie wygląd! Jak mam to mamie wytłumaczyć?
Rodzicielka Słówko mi się wymyśliło Urodziła mnie i myśli, iż teraz ma nade mną prawo własności! A tak nie jest! Nie jestem jej rzeczą! I nie wolno tak się ze mną obchodzić!
Mrugnęłam do swojego odbicia.
No i co, mamusiu? Masz za swoje! Nie trzeba było mnie ganiać po korepetytorach! I nie trzeba było wytykać drogi na prawo. Przecież wiem dużo więcej o prawie, niż rodzice. Gdyby oni choć trochę się znali, to rozwód wyglądałby zupełnie inaczej
Mama nie ma ani dumy, ani ambicji! Mało tego, iż tata odszedł do młodszej, to jeszcze pozwoliła na podział majątku, jak chciał Owszem, zapisali na mnie mieszkanie po babci, ale przecież to normalne! A dla mamy? Alimenty na dziecko? I tyle? A co z rekompensatą za lata zmarnowane? Doskonale wiem, jak rodzice mieszkali przez ostatnie pięć lat Widziałam, słyszałam, rozumiałam
Ta cicha nienawiść, z jaką mama stawiała talerze na stole I obojętność w suchym dziękuję od ojca za obiad Kanapa w mikroskopijnym gabinecie, w którym nie było choćby miejsca na szafę, więc tata i tak codziennie rano zjawiał się w sypialni po swoje rzeczy Budzik, który mama nastawiała, żeby go tam nie zastać I to ulgowe westchnienie obojga, gdy wreszcie skończyło się moje czternaste urodziny i sama im powiedziałam, żeby już się rozchodzili i nie szarpali się dłużej
Nie rozumiem tych dorosłych! Te ich teksty: żyjemy dla ciebie!, jesteś sensem naszego życia!
Bzdura na resorach! Każdy żyje dla siebie! I inni go nie obchodzą! Mam mnóstwo przykładów na to, iż choćby pod przykrywką troski o dziecko, rodzic tylko zabezpiecza własne interesy. Ja dla nich jestem tylko kartą przetargową, żeby im było wygodniej.
Weźmy choćby mieszkanie, w którym teraz z mamą mieszkamy. Ten sam blok, ale inne wejście, mniejsze lokum. Było trzypokojowe, jest dwupokojowe. Ładne, nowe meble, ale mama wynegocjowała tę zmianę za poczucie winy taty wobec mnie. Dziecko musi mieć dobre warunki! Odchodzisz to chociaż córce zapewnij wszystko, co trzeba! Tata spełnił jej żądania. Teoretycznie mam więcej miejsca niż kiedyś, ale nie dlatego, iż ktoś naprawdę o mnie dbał, tylko po to, żeby podzielić majątek i już się nie kłócić. Zostałam takim amortyzatorem
Sięgnęłam po maść z półki, którą zapisał mi dermatolog. To jeszcze nie dowód, iż mama ma rację! Po prostu działa. Skutecznie wysusza i leczy Dziś to mi się przyda.
Bo wieczór Bo dach
Dach pojawił się w mojej codzienności niedawno. Kilka miesięcy temu, kiedy Kacper ten najpopularniejszy chłopak w szkole, któremu nie wiedziałam jak się w ogóle odezwać wysłał mi wiadomość: Przejdziemy się?.
Myślałam, iż to żart. W klasie wszyscy wiedzieli o mojej słabości do Kacpra. Śmiali się, ale przyjaźnie. Lubiłam ich ratowałam w kryzysie, pożyczałam ściągi, zgłaszałam się za klasę.
Jagodzińska, ciebie pytałam ostatnio! Po co ta ręka w górze?!
Pani Galino, to taki interesujący temat! No powiedzcie, czy car Mikołaj pierwszy był tyranem? Można mówić, iż miał reżim totalitarny?
Groźnej historyczki bała się cała szkoła, ale brała mój haczyk i wtedy cała klasa odetchnęła dziś nie będzie odpowiedzi.
Gdy pokazałam wiadomość Kacpra mojej przyjaciółce-wrogowi Paulinie, ta prychnęła:
I co? Panikujesz
To na pewno od niego?
Jagoda, przestań! Podejdź i zapytaj! Co udajesz damulkę? W jakim my wieku żyjemy? Dziewczyny teraz same zapraszają chłopaków na randki, a ty nie masz odwagi zapytać, czy to on ci napisał!
Nic nie odpowiedziałam. Nie da się przecież wyjaśnić tego zamieszania w środku, gdy literki przestają tańczyć i słowo przejdziemy nagle nabiera sensu.
Przyszłam, oczywiście. I od tego momentu zaczęło się coś nowego.
Dach starego bloku, okupowany przez młodzież, nie był najbezpieczniejszym miejscem świata. Wiedziałam, ale kiedy Kacper brał mnie za rękę i szeptał: Uważaj! Patrz pod nogi!, choćby oddech mi się urywał. Szłam za nim, licząc w myślach schodki.
I słyszałam triumfujący głosik w środku: Piętnaście, szesnaście Dalej! Trzydzieści dwa Czego się boisz? On tu jest
Na dachu Kacper objął mnie pierwszy raz. Ot tak, jakby mnie przedstawiał światu: To moja dziewczyna!. Nikt nie zaprotestował, choć zauważyłam zazdrosne spojrzenia dziewczyn. Kacper znał je od podstawówki, a wybrał mnie.
Tam mnie też pierwszy raz pocałował.
Tego wieczora zostaliśmy tam sami, bo reszta poszła do kina. Chciałam iść, ale Kacper ścisnął mi palce i szepnął, iż kiedyś pójdziemy razem, tylko we dwoje, ale nie dziś. Zostałam. Wiedziałam ten wieczór będzie wyjątkowy.
I był. Do dziś czasem zamykam oczy i słyszę jego głos:
Jagoda, podobasz mi się Bardzo Nie umiem pięknie mówić, ale chcę, żebyś wiedziała, iż nie spotkałem lepszej dziewczyny Mogę?
I jego ciepłe usta takie delikatne, takie dziwnie łagodne
Znów zamknęłam oczy, łapiąc resztki szczęścia, ale wtedy mama zapukała cicho do drzwi:
Jagoda, spóźnisz się Obiad już na stole
Złość zalała mnie po całości. Ile można?!
Jak burza wpadłam do kuchni. Moja mina musiała być równie wroga, jak ta memiczna babka z internetu, która syczy na kogoś zza ekranu.
Czego ode mnie chcesz?! Wszystko pamiętam! Przestań mnie dręczyć! Ojca już wykończyłaś?! Odszedł od ciebie?! Teraz za mną się bierzesz? Ja też wyprowadzę się do taty! Usłyszałaś?! jeżeli nie przestaniesz
Nie zdążyłam dokończyć, bo mama spojrzała dziwnie i z rozmachem spłatała mi policzek.
Idź! Jak wieczorem wrócisz, pamiętaj, iż jutro masz próbny z polskiego. Musisz się wyspać
Zgłupiałam. Mama nigdy mnie nie uderzyła. Nigdy. I choćby nie było mi specjalnie przykro. Sama się prosiłam. Ale zaskoczył mnie fakt, iż w końcu przestała we wszystkim ustępować.
Poddać się bez walki? W życiu! Plecak, kurtka, słuchawki Oczywiście miałam ochotę trzasnąć drzwiami aż cały blok by zadrżał, ale powstrzymałam się. Niech nie myśli, iż jestem histeryczką.
Wypadłam na klatkę schodową i zerknęłam na zegarek. Ok, godzina w tą i z powrotem, godzina u korepetytorki. Z Kacprem mogę się spotkać przed szóstą. Dobrze. Posiedzimy na dachu, a mama niech się trochę pomartwi i ochłonie. Niech się uczy. Tata już choćby nie odbiera od razu, więc będę miała czas pogadać z Kacprem. Może coś mi doradzi? U Kacpra w domu rodzice naprawdę mają olej w głowie nie wtrącają się, karta z limitem, markowe ciuchy, zero kontroli. Matka wiecznie zajęta, ojciec twierdzi, iż szesnaście to najwyższy czas na dorosłość. Pozwala Kacprowi pracować dorywczo i samodzielnie przygotowywać się do egzaminów. Mądra postawa! Szkoda, iż nie moja mama
Tata zadzwonił, gdy dochodziłam już do bloku korepetytorki.
Co się tam znowu dzieje? Mama mówi, iż chcesz do mnie się przeprowadzić?
Tata! Nie wtrącaj się! Po co mi wasze sprawy? Twoja Kasia lada dzień rodzi, a ja co mam robić? Niańczyć wam dziecko? Mam własne życie!
Rozumiem. Nie kłóć się z matką. Bo ci kranik przykręcę. Słyszysz?
Za to cię uwielbiam, tatusiu, za stanowczość. Usłyszałam.
No i świetnie! I przestań dawać matce w kość. Nie zasłużyła.
Odstawił słuchawkę, a ja się zafukałam.
Zawsze tak: sami ze sobą walka, ale przy moich sprawach jedność, jakby wciąż byli razem. Niezrozumiałe to wszystko
Nowa korepetytorka nie przypadła mi do gustu. Prychnęła na moje dywagacje o frazeologizmach i podrzuciła grubą książkę, każąc przeczytać zaznaczone rozdziały na następne spotkanie. Najpierw się oburzyłam, ale po kilku jej przykładach uznałam, iż jednak warto.
Głupią być nie chciałam. Kacper jest bystry Muszę mu dorównać. Tyle się naoglądałam filmików o związkach i jedno wszędzie powtarzają: Dziewczyna powinna być mądra i mieć własne życie!. Z samodzielnością na razie kiepsko, ale rozum? Da się zdobyć. Tu akurat mama, niestety, ma rację można się nauczyć.
Mama rzuciła studia, gdy mnie urodziła. Najpierw urlop dziekański, potem praca i decyzja, iż dziecko jest ważniejsze niż dyplom. Wiecznie chorowałam, a babć już nie było. Przedszkole porzuciłam po pół roku chodziłam tydzień, a potem miesiąc w domu, bo znów byłam chora. Nie znosiłam tam kaszy, niegrzecznych dzieci i braku maminych ramion. Tata zawsze powtarzał:
Ty jej nie puszczasz. Myśli, iż zawsze musisz być obok. Potem może być jej trudno.
W drugiej klasie mama dogadała się z sąsiadką i ta odbierała mnie ze świetlicy, a mama wróciła na zaoczne i do pracy.
I dobrze zrobiła. Gdyby nie to, żylibyśmy dziś z dnia na dzień Ma już choćby własną firmę, co prawda malutką dekoruje sale weselne. Uwielbiam oglądać, jak pracuje: taka jest wtedy pewna siebie i twarda, zupełnie inna niż w domu szefowa w pełnej krasie. Czasem wręcz podziwiałam, patrząc, jak zarządza pracownikami. Chciałabym mieć jej siłę.
Mimo to jednak matczyna kontrola potrafi zmęczyć! Teraz zgadzam się już z tatą. Mama nauczyła się pukać do mojego pokoju i nie wtrąca się zbytnio, ale i tak kontroluje wszystko, co robię nie groźbami, jak tata, tylko tym swoim cichym:
Jagódko, jak tam sprawy? Co masz dziś w planie? Głodna?
Tak mnie to wyprowadza z równowagi, iż aż mam ochotę wyć i krzyczeć, aby w końcu zrozumiała:
Zostaw mnie! Jestem dorosła!
Czasem choćby krzyczę, tupię i wściekam się, iż ona to traktuje jak dziecięce humory.
Biegłam z zajęć na umówione miejsce z Kacprem, marząc tylko o tym, by wpaść w jego ramiona i zapomnieć na chwilę o rodzicach, egzaminach i całej reszcie. Życie ucieka, a oni tylko o swoim!
Pod szkołą nie znalazłam Kacpra. Poczekałam chwilę, zadzwoniłam bez odpowiedzi. To dziwne. Nigdy tak się nie spóźniał. Zrobiło mi się nieswojo.
Sama poszłam na dach. Szłam po schodach ze ściśniętym żołądkiem. Nigdy się nie bałam, gdy szłam z Kacprem, trzymając jego dłoń, a teraz każdy stopień wydawał się stromy i obcy.
Na dachu poryw zimnego, wczesnowiosennego wiatru i cisza.
Nikogo nie było
Już chciałam wracać, grzebałam przy kurtce szukając telefonu ściemniało się. Nagle coś poruszyło się przy krawędzi zamarłam. Krzyk zamarł mi w gardle, gdy poznałam znajomą sylwetkę.
Kacper
Siedział na samym brzegu, z nogami zwisającymi w dół, przygarbiony. Choć znaliśmy się niedługo, od razu poczułam, iż cierpi potwornie. Stało się coś tak poważnego, iż nie poznawałam go. Chłopak, który zarażał wszystkich energią, był teraz zupełnie inny.
Strach o to, iż stanie się coś strasznego, dał mi siły. Położyłam plecak pod nogi i weszłam ostrożnie na dach, nie wołając go po imieniu.
Hej
Usiadłam obok na murku, który oddzielał nas od przepaści. Nogi trzymałam na dachu, nie patrząc w dół od zawsze bałam się wysokości, nie wiem, jak przeszłam samej przez ten lęk.
Hej Kacper choćby nie spojrzał. Sama odszukałam jego dłoń i ścisnęłam lodowate palce.
Zmarzłeś
Hę? w końcu ocenił moją obecność. Jego wzrok był pusty, obcy. Przestraszył mnie taki jak nigdy.
Może wtedy pierwszy raz zrozumiałam, co czuje moja mama, kiedy się kłócimy. To był ten sam pierwotny, rozdzierający strach, iż nie da się już do ukochanej osoby dotrzeć
Chłód Kacpra, bezwładna dłoń bałam się puścić choć na chwilę.
Co się stało?
Zabrzmiałam jak mama choćby ton podobny. W tej miękkiej prośbie słychać było wszystko: Powiedz mi! Co cię boli?! Otwórz się! Przecież nie chcę źle!
I zadziałało.
Źle odburknął, ale lekko uścisnął moją dłoń. Mi źle, Jagoda
Coś się stało.
Nie pytałam. Tak, stwierdziłam fakt. Też zadziałało.
Tak.
Mogę wiedzieć co? Wiem, nie aż tak blisko się znamy Ale może powiesz?
Podniósł w końcu głowę i spojrzał na mnie tak dziwnie, iż aż się cofnęłam.
Myślisz, iż jesteśmy dalecy?
Nie. Źle powiedziałam. Uważam cię za bardzo bliskiego, ale nie wiem, czy ty mnie
Jagoda, przestań Ja poza tobą nie mam nikogo.
Serce mi stanęło i zaraz zaczęło walić jak oszalałe. Jeszcze chwila i chyba Kacper usłyszy ten bęben triumfalny rytm istnienia.
Jak to nikogo? A rodzice? palnęłam i w jednej sekundzie wróciłam na ziemię.
Kacper zadrżał, zaczął kręcić głową. Przeraziłam się.
Ostrożnie!
Tak! Trzymaj mnie! Albo lepiej odepchnij! Tak, jak oni to zrobili!
Kto?!
Ci, których nazywałem rodzicami! Oni nie są mi nikim! Jagoda, rozumiesz?! Nikim! Mama dziś oddała mi papiery, tłumacząc, skąd się wzięłam w ich domu. Jagoda, jestem adoptowany! Rozumiesz?! Adoptowany! Nie ich własny! Zawsze się domyślałem, ale teraz już wiem. Przez tyle lat żyłem nie swoim życiem, siedząc na czyimś miejscu! Na cudzym!
Krzyczał, a ja jeszcze mocniej zacisnęłam jego dłoń. Bałam się go puścić byle tylko nie zrobił głupoty.
Wiedziałam prawie na pewno, iż o tym myślał. Przed innymi grał chojraka, ale przy mnie zdejmował maskę. Widziałam, jak w chwili szczerości staje się kimś łagodnym i czułym. I było mi coraz bardziej wstyd za własny bunt i złość na rodziców.
O co ja naprawdę walczę? Chyba choćby nie potrafiłabym wytłumaczyć A on? Musi unieść coś, z czym ja miałam przecież łatwiej: mimo wszystko czułam wsparcie, miałam dom, mamę.
Kacper, ja się boję! sama nie wiem, kiedy się rozpłakałam, przez co Kacper chyba się opamiętał.
Hej, co ty? wyciągnął do mnie rękę, przytuliłam się do niego, jak mogłam najmocniej.
Proszę, nie rób tego! choćby jeżeli oni Ja się nigdy ciebie nie wyrzeknę! Zrozum, dla mnie nie ma nikogo ważniejszego!
Nie jestem Kacper powiedział głucho i aż spojrzałam, przez łzy, na jego twarz. Miałem inne imię.
Jakie?
Aleksander. I inny nazwisko.
To nieważne! choćby gdybyś był papieżem Jesteś sobą! Ja cię znam! I nic mnie nie obchodzi, jak masz na imię! Słyszysz?!
Tak Ale nie wszyscy będą myśleć jak ty Jagoda, co mam robić? Gdzie iść?
Nie możesz wrócić? Wyrzucili cię?
Nie. Mama płakała, prosiła, abym został. Ale ojciec Uderzyłem go
Czemu?
Chciał mi zamknąć drzwi, żebym nie uciekł. Krzyczał, iż nic nie rozumiem
A ty? Naprawdę wszystko wiesz? Na pewno rozumiesz wszystko, Kacper?
Co masz na myśli? Co tu można nie rozumieć?! głos znów drgał, jak zbyt mocno naciągnięta struna.
Dlaczego powiedzieli ci akurat teraz?
Mój szept rozwiał wiatr. Kacper znów się skulił, analizując moje słowa.
Nie wiem w końcu wyszeptał. Od razu mi ulżyło.
Było w nim już nieco mniej rozpaczy, pojawiło się pytanie. Byłam pewna, iż póki nie znajdzie odpowiedzi, nie wróci do tamtej granicy.
Chcesz, żebym poszła z tobą?
Dokąd?
Do twoich rodziców. Pójdziemy razem i opowiedzą ci prawdę. jeżeli potem będziesz chciał, wrócimy tutaj. Nie będę przeszkadzać.
Wytrzymałam jego zdziwione spojrzenie. Mocniej ścisnęłam jego rękę i delikatnie odciągnęłam od krawędzi.
Chodź!
I posłuchał mnie. Przełożył nogi, wstał. Przytuliłam go, prowadząc po dachu, dalej od krawędzi, do schodów.
Jestem tchórzem
Nieprawda! prychnęłam. Też bym zwariowała, gdybym się dowiedziała, iż Każdy by zwariował! Słyszysz?
Potknęłam się, złapał mnie, nie dając upaść.
Uważaj!
Kto to mówi, co? chwyciłam go za rękę i zapaliłam latarkę. Idziemy! Dużo mamy do zrobienia!
Ten wieczór zostanie z nami na zawsze.
Rozmowa z rodzicami Kacpra bolesna, trudna.
Pojednanie, gdy Kacper dowiedział się, iż jego biologiczny ojciec zaraz wyjdzie z więzienia i grozi, iż wyjawi całą prawdę.
I łzy tej mamy, która wychowała go jak swojego. Wzięła odpowiedzialność za malutkiego synka zmarłej tragicznie przyjaciółki.
Moja mama Ta mama
Tak, Kacprze, to twój ojciec Zrobił to
Teraz chce się ze mną spotkać?
Tak. Ale nie musisz się z nim widzieć. To twoja decyzja.
Opowiadali, tłumaczyli. Zrozumiałam, iż na dach już nie wrócimy, ani dziś, ani nigdy więcej. Wszystko się zmieniło, coś pękło, zrobiło miejsce dla nowego.
Gdy wróciłam do domu tuż przed północą, otworzyłam drzwi własnymi kluczami, zostawiłam kurtkę na wieszaku i na palcach podeszłam do kuchni. Mama czekała, stojąc przy oknie. Przytuliłam się do niej, wtulając nos w jej pachnące znajomo włosy. Usłyszałam to najważniejsze słowo, które daje nową nadzieję, odsiewając wszystko zbędne:
Przepraszam
A ona, zawsze gotowa być przy mnie:
Ja też Głodna?
Nie, mamo. Dziękuję Wiesz co chyba zaliczyłam dziś najważniejszy egzamin.
Jak to? Przecież egzaminy dopiero za jakiś czas!
Myślę, iż ten był najważniejszy Kiedyś ci opowiem.
Czemu nie teraz?
Bo jutro mam próbny i muszę się wyspaćUśmiechnęłam się, patrząc na jej zmęczoną twarz. Była taka bliska, tak bardzo moja jedyna i niepowtarzalna. Cicho powiedziałam:
Bo, wiesz czasem trzeba chwilę pomilczeć, żeby poukładać sobie wszystko po swojemu. I żeby docenić, iż choćby jeżeli świat wywraca się do góry nogami, to w domu zawsze ktoś czeka.
Mama tylko kiwnęła głową i objęła mnie mocno. Stałyśmy tak długą chwilę, nigdzie się nie spiesząc. I pomyślałam, iż chyba jednak każda z nas zdaje swoje egzaminy wcale nie takie ze szkoły.
A potem, kiedy już szłam do swojego pokoju, poczułam w powietrzu coś zupełnie nowego jakby deszcz odmył resztki starych żali, a wiatr przyniósł poczucie, iż jestem na swoim miejscu. Wreszcie. I choćby jeżeli znowu coś się zawali, to już wiem: dam radę. Zawsze jest ktoś, kto powie mi: Jestem tutaj. I wszystko będzie dobrze.
Może o to właśnie chodzi w dorastaniu? Nie o wygrywanie wojen, ale o nauczenie się, jak zostać i jak wracać.
Egzaminy przychodzą i odchodzą. Ale te najważniejsze zdajemy sami sobie.











