Dziś kolejna blizna, dawniej potężna linia kolejowa

nieustanne-wedrowanie.pl 13 godzin temu

Tegoroczna zima wyjątkowo dała mi w kość. Chociaż jestem fanką każdej z pór roku i przede wszystkim biorę z nich to, co inspirujące i urocze, z mijającego sezonu zapamiętam przede wszystkim szalejące choroby i pesymistyczny ziąb. Tym większą euforia i motywację poczułam, gdy temperatura wreszcie wzrosła, a prognoza pogody pokazała, iż mogę liczyć na weekend bez opadów atmosferycznych. Udało się! Niedzielny spacer szlakiem fragmentu dawnej linii kolejowej nr 301 był dokładnie tym, czego potrzebowałam, żeby w pełni odżyć po zimie. Co istotne, roślinność jeszcze nie zasłaniała terenu, dzięki czemu łatwo było odczytać przebieg dawnego torowiska. Była to kolejna z moich wędrówek po śladach kolei piaskowej i ogromnie się cieszę, iż w tym temacie mogę zawsze liczyć na wskazówki od byłych pracowników kolei i pasjonatów, oraz iż również inni zapaleńcy podejmują podobne spacery.

Linia kolejowa nr 301, której zarządcą w czasach współczesnych była Kopania Piasku Kotlarnia – Linie Kolejowe, jest jednym z wyrazistych śladów przemysłu, który kiedyś napełniał nasz region życiem. Istotnym jest, aby nie mylić jej z linią 301 zarządzaną przez PKP Polskie Linie Kolejowe. Realizowano tutaj przewozy materiałów podsadzkowych, głównie piasku – zaliczamy ją zatem do sieci kolei piaskowej. W całkiem niedalekiej jeszcze przeszłości kolej piaskowa stanowiła jeden z najważniejszych górnośląsko-zagłębiowskich przemysłowych szlaków transportowych. Jej głównym zadaniem był transport piasku podsadzkowego z piaskowni do kopalń węgla kamiennego, by wypełniać puste wyrobiska po eksploatacji surowca, co było najważniejsze dla bezpieczeństwa i organizacji ruchu w kopalniach. Z uwagi na stopniowe zanikanie przemysłu wydobywczego, niegdyś misterna i prężnie działająca sieć, w obrębie której wdrażano kiedyś wiele nowatorskich rozwiązań inżynieryjnych, dziś nie jest już choćby cieniem samej siebie. Ten stan rzeczy dobitnie pokazują zresztą zdjęcia ilustrujące niniejszy tekst.

Upadły, zapomniany pupil PRL-u

Rozkwit kolei piaskowej na terenach dzisiejszej Polski przypada wprawdzie na okres PRL, jednak pamiętajmy, iż jej początki sięgają początku XX wieku, kiedy to powstawały odcinki łączące różne piaskownie z zakładami przemysłowymi i szybami kopalń. Już po II wojnie światowej, w 1951 roku, wszystkie te fragmenty połączono organizacyjnie w Przedsiębiorstwo Materiałów Podsadzkowych Przemysłu Węglowego (PMP-PW), które było niezależne od PKP i dysponowało własnym taborem oraz infrastrukturą. W najlepszych latach dziennie uruchamiano ponad 200 pociągów piaskowych, a sieć kolei piaskowych liczyła setki kilometrów torów i bocznic. To był ogromny i niezwykle ambitny projekt władz Polski Ludowej.

Linia nr 301 w swojej klasycznej formie łączyła Kopalnię Piasku „Kotlarnia”, dziś mieszczącej się w województwie opolskim, z przemysłowymi zakładami i szybami kopalń w konurbacji górnośląskiej, m.in. z terenem Zabrza i KWK Makoszowy. Jej długość sięgała około 52 km, a trasa na wielu odcinkach była choćby dwutorowa i zelektryfikowana, co nie było w przypadku linii kolei piaskowej oczywistym rozwiązaniem i świadczyło o ogromie przewozów, jakie się tu odbywały. Przez lata linia ta służyła jako magistrala do przewozu piasku z Kotlarni do miejsc, które go potrzebowały. W przeszłości zakładów przemysłowych było w naszym regionie tyle, iż dziś młodszym mieszkańcom bywa ciężko to pojąć – jako anegdotę wtrącę, iż w ramach precyzowania wydarzeń zaprezentowanych w serialu „Ołowiane dzieci” wielu rozmówców nie potrafiło zrozumieć, iż pierwotnie w Szopienicach działało wiele hut przetwarzających różnorakie surowce, a nie tylko jedna huta ołowiu.

Wiadukt nad ul. Bytomską w Zabrzu był jedynym, po którym dało się bezpiecznie przejść. Ale proszę Was, abyście tego nie robili

Wszystko płynie… a prąd niesie zniszczenia

Zmiany strukturalne w gospodarce, likwidacja kopalń i spadek przewozów piasku sprawiły, iż linia stopniowo traciła na znaczeniu. Po roku 2020 transporty piaskowe przestały kursować na większości trasy, a odcinek Biskupice–Makoszowy został rozebrany, co oznaczało koniec fizycznego istnienia tej części magistrali. Na przestrzeni ostatnich lat prowadzone były prace demontażowe, a fragmenty torów znikały etapami. W wielu miejscach pozostały jedynie nasypy, wykopy, fragmenty betonowych przyczółków, a czasami choćby resztki szyn, które w marcu, jeszcze przed wiosennym rozwojem roślinności, są dość czytelne w terenie. Spacerując wzdłuż dawnego śladu torowiska, łatwo dostrzec subtelne łuki, przebiegi terenu i linie, które niegdyś gościły ciężkie składy piaskowe.

Nie idźcie tym wiaduktem nad DK88. Warto cofnąć się kawałek i przejść czynnym wiaduktem

Miłośnicy kolejnictwa i lokalnej historii podejmowali heroiczne wręcz wysiłki, by zachować przynajmniej fragmenty tej unikalnej infrastruktury. Apelowano m.in. o wpisanie odcinków linii do rejestru zabytków i o docenienie potencjału turystycznego trasy, która przebiega przez lasy, obok licznych jezior czy zabytków techniki industrialnej. Jednak proces likwidacji torów postępował bezlitośnie, a wiele odcinków, które jeszcze kilka lat temu tętniły ruchem kolei piaskowej, dziś pozostaje tylko w krajobrazie jako rzeźba terenu czy niewielkie relikty infrastruktury. Spacer tego typu to więc nie tylko rekreacja, ale też czytanie historii zapisanej w ziemi i swoisty dialog między przeszłością a teraźniejszością. To oddanie czci historii, która nie jest zapisana w podręcznikach podróżniczych, ale w terenie, w zapomnianych reliktach przemysłu, w nasypach i wykopach, które czekają na tych, którzy chcą je odnaleźć.

Na YouTube znajdziecie nagrania z czasów, gdy linia działała. Dziś zostały wspomnienia…

…których całe mnóstwo znajdziecie na kanale YouTube QbaKa!
Idź do oryginalnego materiału