Dziewięć czerwonych róż… Teściowa przyjechała na kilka godzin, a zięć zrozumiał: nie wytrzyma. Rzu…

newsempire24.com 11 godzin temu

Dziewięć czerwonych róż…

Teściowa wpadła na kilka godzin, a zięć zrozumiał, iż nie da rady wytrzymać. Oświadczył, iż wychodzi do sauny. Spakował się i wyszedł.

Ale czekała go kolejna nieprzyjemność: sauna zamknięta przez remont. Humor totalnie mu opadł.

Do domu nie wracać! Włóczył się więc po zamglonych ulicach Krakowa niczym lunatyk we śnie, unikając sklepów, bo przecież to nie przystoi prawdziwemu mężczyźnie. Smętnie usiadł na ławce pod rzeźbą jakiegoś świętego.

Nagle dostrzegł parę starszych ludzi. Oboje pod sześćdziesiątkę. Ubrani elegancko, spacerują powoli, blisko siebie, jakby poza nimi nie było świata. Ona trzyma go pod ramię, rozmawiają cicho o czymś nieuchwytnym.

Patrzył i myślał: Mają, o czym rozmawiać. A my? Z Weroniką piętnaście lat razem wszystko już przegadane. Milczymy najczęściej.

Właśnie para zatrzymała się, a mężczyzna delikatnie poprawił na żonie szalik w krakowskie wzory. I poszli dalej.

Ziomek na ławce westchnął: Popatrz, oni potrafili zatrzymać miłość. Nam to umknęło, Weronika dawno mnie nie zauważa, ja jej też.

Jego własna żona drobna, zasuszona kobietka z gatunku wiecznie zmęczonych Polek, które już nie mają sił dbać o siebie zadowala się byle czym. Pracuje w szwalni, dwójka dzieci, więc zawsze coś do zrobienia.

Krząta się bez wytchnienia, nie usiądzie spokojnie wieczne obowiązki. W spranym podomce, włosy w nieładzie, śmiga po mieszkaniu z mopem albo szmatą w rękach.

Uśmiech dawno przestał gościć na jej twarzy, oczy skupione, wyraz niezmienny, nieobecny. Do fryzjera zagląda rzadko, dopiero gdy naprawdę nie sposób wyjść na ulicę.

Siedział, zatopiony w tym wszystkim: Tak się kiedyś kochaliśmy. Gdzie to się rozmyło?

Spróbował przywołać tamto uczucie i oto nagle wróciła lekka czułość. Przeszła przez serce, zostawiła ciepły ślad. Aż żal się żony zrobiło, zachciało się coś dobrego zrobić.

Nie mógł usiedzieć, musiał działać tu i teraz. Sam nie wiedział, dokąd idzie nogi prowadziły same.

Nie mógł się długo zastanawiać: prawie wszedł na kwiaciarnię pod wielkim czerwonym parasolem. Kwiaty? pomyślał. Przecież ona mnie nie zrozumie, nazwie głupcem, iż wydał tyle złotych. Przecież dla Marysi trzeba kupić adidasów na WF.

Z wahaniem odszedł, a słodkie ciepło czułości pulsowało pod żebrami.

Wzruszył ramionami: A co tam!

Wszedł. Sprzedawczyni z jaskrawym makijażem przywitała go spojrzeniem pełnym zaciekawienia. Ostatni raz kupował kwiaty piętnaście lat temu.

Może różę… jedną?

Coś w nim szeptało nieśmiało: Nie wygłupiaj się, jedna róża nic nie znaczy.

Znów wzruszył ramionami: Niech będzie… dziewięć! Zdziwił się własnej brawurze zupełnie jakby śnił jakiś dziwaczny sen.

Słowa już się wydarły: nie można ich cofnąć.

Wyszedł, a wydawało mu się, iż przechodnie patrzą na niego z dezaprobatą, jakby niósł bukiet dla duchów i zdradzał sekrety snu.

Zadzwonił, czy teściowa już wyszła. Wbiegając po schodach, serce mu biło mocniej, bo odczuwał całą dziwność sytuacji. Weronika pogoni mnie z tymi kwiatami, jak śpiącego z maminą poduszką. jeżeli zacznie krzyczeć, od razu zgnieciemy róż i wrzucę je do kosza.

Żona odstawiła na stół mąkę, ręce jeszcze czyste od drożdżowego ciasta. Podszedł blisko, a ona wcale się nie spodziewała, co się stanie. Stał, milczał, oddychał ciężko od podniecenia. Odwróciła się zobaczyła kwiaty, zastygła.

Weroniko, dla ciebie powiedział. Tak mi się zachciało. Nie będziesz zła?

Przez chwilę nie brała, patrzyła jak na widmo senne.

Dla ciebie, Weroniko, naprawdę.

W końcu chwyciła, przytuliła do twarzy, lekko się uśmiechnęła. I już nie było szwalni, zmęczenia, trosk ani tych wspólnych piętnastu lat.

Prawie wyszeptała: Dziękuję…

Wazon stał na środku stołu, a dziewięć czerwonych róż rozświetliło kuchnię jak dziwaczny, nierealny księżyc ze snu.

Kobieta dotknęła delikatnie kwiatów, potem spojrzała w lustro, poprawiła włosy.

Rysy złagodniały, troska zamieniła się w zamyślenie. Mąż objął ją za talię i stali tak, zanurzeni w czułej ciszy absurdalnego snu.

Na chwilę zatrzymała się kobieta, tylko na jedno, jedyne mrugnięcie.

Idź do oryginalnego materiału