Zwariowałaś? Przecież mówiłam Zosi z mięsnika, iż przyjdziesz! Specjalnie się umówiłam, żeby odłożyła ci najlepszy kawałek!
Justyna zamarła w przedpokoju, trzymając siatkę z zakupami. Teściowa, pani Maria, stanęła w drzwiach kuchni, skrzyżowała ramiona i spojrzała takim wzrokiem, jakby synowa właśnie okradła Żabkę, nie kupiła wołowiny.
Pani Mario, nie zdążyłam do sklepu na ryneczek Justyna próbowała mówić spokojnie. Po pracy musiałam odebrać pani sukienkę z pralni, potem jeszcze zajść do apteki
A zadzwonić? Uprzedzić? Zosia czekała na ciebie do zamknięcia! Przez godzinę płakała mi później w słuchawkę, iż ją zawiodłam!
Justyna położyła torbę na stole. Coś ścisnęło ją nieprzyjemnie w środku.
Mięso jest świeże, naprawdę dobre wyjęła tackę, pokazując teściowej. Zobaczcie, polska wołowina, marmurkowa, schłodzona…
Maria choćby nie spojrzała. Podeszła do stołu i z niesmakiem odsunęła siatkę palcami.
Sklepowe świństwo, pełne chemii. Paweł tego nie zje, ma przecież słaby żołądek.
Paweł sam kupił takie w zeszłym tygodniu wyrwało się Justynie.
Błąd. Teściowa aż poczerwieniała.
No właśnie! Mąż lata po zakupy, bo żona nie wiadomo czym się zajmuje! Trzy lata, Justyna. Trzy lata w naszej rodzinie, a efektów nie widać. Gotować nie umiesz, w domu pomóc nie można się doczekać, na dzieci się nie spieszy
Pani Mario, to już przesada.
Przesada? Maria prychnęła. Ja mojej teściowej nogi całowałam, choćby się nie odważyłam odpowiedzieć jej słowem. A ty? Wszystko robisz po swojemu, polecenia ignorujesz…
Teściowa ruszyła do przedpokoju, zerwała z wieszaka torebkę. Każdy jej ruch działał Justynie na nerwy.
Pawłowi mówię już od dawna: rozwiedź się, póki czas. Znajdziesz sobie normalną dziewczynę. Taką, co będzie dbała i szanowała męża, a nie
Machnęła ręką, nie kończąc. Wsunęła nogi w pantofle, choćby nie zadając sobie trudu, by poprawić zapietki.
Justyna stała w drzwiach kuchni, zaciskając palce na framudze.
Do widzenia, Pani Mario.
Teściowa nie odpowiedziała. Drzwi się zamknęły, a w mieszkaniu zrobiło się cicho.
Justyna powoli zsunęła się po ścianie, usiadła na zimnej podłodze w kuchni. Wołowina samotnie leżała na stole, aż nie chciało się na nią patrzeć. Ani na nią, ani na idealnie wysprzątaną kuchnię, ani na zdjęcia ze ślubu, gdzie Maria uśmiechała się tak sztucznie, jakby miała kamyk w bucie.
Trzy lata. Trzy lata starań. Uczyła się przepisów, które Paweł lubił od dziecka. Przetrwała niedzielne obiady u teściowej, gdzie każdy ziemniak wzbudzał komentarz: Paweł zawsze lubił kostki, nie talarki!. Uśmiechała się, kiwała głową, przepraszała za rzeczy, których choćby nie zawiniła.
A i tak nieudana. Lepiej by rozwiodła się z nim.
Oparła głowę o ścianę. Sufit wymagał odmalowania. Trzeba wspomnieć Pawłowi.
Tylko czy to jeszcze ma znaczenie?
Przez dwa tygodnie Justyna żyła jak partyzant na obcym terytorium. Na telefony Marii odpowiadał Paweł, niedzielne obiady odpadały z powodu ważnych spraw, a przypadkowe spotkanie kończyło się szybkim dzień dobry i ucieczką.
A potem zadzwonił notariusz.
Dziadek Justyny, którego znała może z pięciu spotkań w życiu, zmarł. Okazało się, iż zostawił jej działkę czterdzieści kilometrów za Warszawą. Mały kawałek ziemi na ogródkach działkowych Jutrzenka.
Trzeba chociaż zobaczyć, co tam jest Paweł obracał w dłoni klucze z breloczkiem w kształcie obgryzionej truskawki. Może w sobotę się przejedziemy?
Justyna kiwnęła głową. Sobota jak sobota.
Ale nie przewidziała jednego.
Pawciu, jadę z wami! Maria pojawiła się w drzwiach o wpół do ósmej, w kaloszach i z wiklinowym koszykiem. Podobno są tam świetne miejsca na grzyby, mówiła Zosia.
Justyna bez słowa zaczęła szykować termos. Nadciągał cudowny (w cudzysłowie!) dzień.
A działka była dokładnie taka, jak się Justyna wyobrażała.
Domek przekrzywiony, działka zarośnięta, płot trzymający się na dobre słowo i dwóch zardzewiałych gwoździach. W środku pachniało wilgocią i starymi gazetami.
Paweł Justyna szepnęła, ciągnąc go za rękaw. Sprzedajmy to. Nie będziemy tu siedzieć w weekendy, plewić grządki To nie dla nas.
Paweł otworzył usta, ale nie zdążył odpowiedzieć.
Jak to sprzedać?! Maria wyrastała za ich plecami jak spod ziemi. Oszaleliście? Przecież to ziemia! Swój kawałek! Ja bym za coś takiego
Przycisnęła dłonie do serca, a w oczach zabłysła jej łza.
Oddajcie mi klucze. Wy tu nie zawitacie, a ja wszystko uporządkuję, kwiaty posadzę, domek naprawię. Za rok jeszcze podziękujecie!
Justyna spojrzała na nią podejrzliwie. Stoi po kostki w starych liściach i promienieje.
Pani Mario, tutaj roboty na
Justyna Paweł ścisnął lekko jej ramię. Niech mama się tym zajmie. To jej sprawi przyjemność. Po co się czepiać?
Czepiać się nie zamierzała. Było dziwnie. Ale kłócić się nie miała ochoty.
Bez słowa podała Marii klucze od bramki z obdrapaną truskawką.
…Dwa miesiące minęły jak we śnie. Dziwnym, surrealistycznym, gdzie Maria dzwoniła tylko w sprawie działki, nie wpadała nagle bez zapowiedzi i co niewiarygodne nie wspomniała ani razu o mięsie z mięsnika, braku wnuków czy złej krojeniu ziemniaków. W słuchawce słychać było pogodny, rozradowany głos; Paweł, mam tyle pracy, iż nie mam czasu spać! Zadzwonię później!
Justyna nic już nie rozumiała. Podstęp? Cisza przed burzą? Może Maria poważnie zachorowała, ale ukrywa?
Paweł zagadnęła wieczorem. Z twoją mamą naprawdę wszystko okej?
Oczywiście Paweł wzruszył ramionami. Siedzi na działce, roboty ma tyle, iż nie śpi. Rozkwita tam.
W piątek zadzwoniła sama Maria.
Wpadajcie jutro na działkę! Zrobię grilla, pochwalę się ogrodem. Tyle zdążyłam zrobić! Musicie przyjechać, zobaczycie na własne oczy!
Paweł, nie mam ochoty Justyna kręciła głową, gdy mąż przekazał zaproszenie. Dwa miesiące spokoju i znowu
Mama się namęczyła. Obrazi się.
Ona ciągle się obraża.
Proszę patrzył na nią tak błagalnie, iż nie miała serca odmówić.
No to sobota
A w sobotę Justyna nie poznała własnej teściowej.
Maria stała przy furtce w lnianej sukience, z opaloną twarzą, rumieńcem i prawdziwym uśmiechem na ustach. Żadnych sztucznych grymasów, tylko promienna, szczera twarz aż wyglądała młodziej o dekadę.
Nareszcie! Maria rozłożyła ramiona, a Justyna odruchowo weszła w objęcia.
Maria pachniała ziemią, koperkiem i miodem.
Na działce nie poznałbyś miejsca. Grządki wyrysowane równiutko jak od linijki, świeży płot, który już nie groził zawaleniem. Krzaki porzeczki obsypane młodymi liśćmi, pod oknami domku kwitły aksamitki.
Chodźcie, pokażę wszystko! Maria wciągnęła ich za sobą, nie dając dojść do słowa. Tu truskawki, super odmiana, sąsiadka dała sadzonki. W czerwcu pierwsze owoce. Tutaj pomidory, tam ogórki. Na jesieni zrobię przetwory wszystko rozdám wam, dla siebie tylko kilka słoików zostawię.
Justyna zerknęła na Pawła wyglądał, jakby go ktoś uderzył z zaskoczenia.
Mamo, wszystko sama?
A kto by to zrobił? Maria roześmiała się młodzieńczo. Mam ręce, głowę jeszcze pracuje. Jak coś, sąsiadki pomogą. Tacy tu ludzie życzliwi, nie to, co w mieście.
W środku domek też inny: nowe zasłony, pachnące okna, haftowany obrus na stole. Zamiast wilgoci, pachniało ciastem i ziołami.
Proszę Maria postawiła na stole słoik mleka i pakunek w pergaminie. Od pani Zosi z sąsiedztwa, jej własna koza. Mięso też swoje, byczka hoduje. Zabierzcie, mam jeszcze twaróg i śmietanę.
Justyna patrzyła na mięso, nie słysząc już żadnych uwag o nieodwiedzonym ryneczku.
Pani Mario podoba się tu pani?
Teściowa usiadła na taborecie, w jej oczach pojawiło się coś łagodnego, wyjątkowego.
Justynko pierwszy raz tak do niej powiedziała zawsze o tym marzyłam. Swój dom, kawałek ziemi, ręce w ziemi, głowa wolna. W mieście się dusiłam, nie wiedziałam choćby czemu. A tutaj
Wskazała dłonią na ogród, przez okno.
Tutaj po prostu żyję.
Wracali w ciszy. Paweł prowadził auto, z tyłu pobrzękiwały słoiki z mlekiem i twarożkiem.
Hej przerwał ciszę Paweł może to dobry moment na dzieci? Będziemy mieli gdzie je wysyłać na lato
Justyna parsknęła śmiechem, ale się uśmiechnęła.
Wiesz, tej działki chciałam się pozbyć. Już pierwszego dnia. Po co nam ten rozwalający się domek.
Pamiętam.
Ale ona Justyna szukała słowa. Działka wszystko zmieniła. Pomiędzy mną a twoją mamą. Przez dwa miesiące zrobiła coś, co przez trzy lata mi nie wyszło.
Paweł zatrzymał się na światłach, spojrzał jej w oczy.
Mama była po prostu nieszczęśliwa. Teraz już nie jest.
Justyna kiwnęła głową. Za oknem zapaliły się światła miasta, a w ich mieszkaniu czekały zdjęcia ze ślubu i pierwszy raz od trzech lat wracało się tam naprawdę lekko.
Trzeba będzie częściej do niej zaglądać powiedziała cicho.
I sama się zdziwiła, iż mówi to szczerze. Naprawdę szczerze.















