Dwory i pałace nad granicznym Bugiem

celwpodrozy.pl 1 miesiąc temu

Nadbużańskie krajobrazy urzekają swoją sielskością. Dzika nieskażona natura, spokój, zupełnie inny rytm życia… to wszystko sprawia, iż można tu odpocząć od zgiełku miasta i natłoku codziennych spraw. Oprócz bezpośredniego kontaktu z przyrodą nadbużańskie tereny kryją także interesujące zabytki. A to za ich sprawą przeniesiecie się w czasie. Mowa tu o dworach i pałacach nad granicznym Bugiem lub w jego okolicy. Jedne zadbane odrestaurowane, inne nieco zapomniane, popadające niestety w ruinę. jeżeli lubicie odkrywać takie miejsca, zapraszam Was do województwa lubelskiego na sam wschód naszej pięknej Polski. Dwór Kraszewskich w Romanowie Oto Romanów w województwie lubelskim i przepiękny dwór, w którym mieści się w tej chwili Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego w Romanowie. To jedno z moich weekendowych odkryć i od razu napiszę, iż cieszę się ogromnie, iż odkryłam tę perełkę. Obiekt został odrestaurowany i dofinansowany m.in. z Lubelskich Funduszy Europejskich. Gdzie leży Romanów? Około 30 km od Włodawy i jakieś 10 km od Bugu, a więc to już bez dwóch zdań tereny nadbużańskie. Dojazd prowadzi malowniczymi terenami, a sielskie obrazki towarzyszą przez całą drogę. Romanów to dawna posiadłość Sapiehów, wchodząca w skład tzw. klucza wisznickiego. Te tereny należały niegdyś do tej rodziny. W tym dworze mieszkał Józef Ignacy Kraszewski. Józef, a w zasadzie Józio Ignaś Kraszewski, spędził tu swoje dzieciństwo. Spędził je u dziadków ze strony matki. To oni wychowywali go do 15 roku życia. Kim był Józef Ignacy Kraszewski? Tak dla przypomnienia… to polski pisarz, publicysta, historyk, encyklopedysta i działacz społeczny. Żył i tworzył w XIX wieku. Uwaga! To autor z największą liczbą wydanych książek i wierszy w historii literatury polskiej, pod tym względem siódmy na świecie. Co takiego napisał? M.in. “Starą Baśń”, “Hrabinę Cosel” czy “Infantkę”. Pisarz ukochał sobie Romanów nad wyraz, co także bardzo często wybrzmiewa w jego twórczości. Za tym “rajem utraconym”, jak sam pisał o Romanowie, tęsknił całe życie… I wcale się nie dziwię, bo gdy tylko przybyłam na te tereny, wsiąkłam bez reszty. Historia dworu jest dość burzliwa. Kilkukrotnie imał się go ogień, pożary dokonywały sporych zniszczeń. Po wojnie upaństwowiono park i ruiny domu, wprowadziło się tu leśnictwo. Aż w końcu w postanowiono dwór wyremontować i stworzyć tu muzeum. W muzeum zobaczycie ogromną kolekcję, związaną z życiem i twórczością pisarza, a w tym pamiątki rodzinne, czyli to, co przekazała rodzina oraz to, co muzeum pozyskało we własnym zakresie. Na terenie posiadłości zachowywał się park z przełomu XVII i XVIII wieku oraz kaplica dworska w kształcie rotundy. Jej fundatorką była prababka Józefa Ignacego Kraszewskiego. W cokół zostały wmurowane epitafia rodzinne w porządku chronologicznym. Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego możecie zwiedzać codziennie oprócz poniedziałku w godzinach od 10:00 do 16:00. Wstęp kosztuje 10 zł. Neogotycki pałac w Jabłoniu Gdzie leży miejscowość o tak wdzięcznej nazwie? Oczywiście w województwie lubelskim, niedaleko Parczewa. Znajduje się tu Muzeum Augusta Zamoyskiego, najsłynniejszego i najwybitniejszego rzeźbiarza polskiego XX wieku. Obiekt także został dofinansowany z Lubelskich Funduszy Europejskich, a mieści się w zabytkowym czworaku folwarcznym. To nowa siedziba muzeum, której otwarcie miało miejsce w maju 2021 roku. Takich czworaków jest tu o wiele więcej, co tworzy bardzo interesujący obrazek. Bardzo zachęcam Was do odwiedzenia tego muzeum. Niesamowite opowieści inspirują do dalszego zgłębiania historii Jabłonia oraz życia słynnego artysty. Fantastyczna pani przewodniczka tak łatwo Was stąd nie wypuści, bowiem historii do opowiedzenia ma mnóstwo. Jabłoń związana jest z rodziną Zamoyskich od 1884 roku. To oni wybudowali tu neogotycki pałac w stylu angielskim. Zachował się on do dziś. Co prawda, w tej chwili jest w rękach prywatnych, jednakże przez bramę doskonale widać, jak piękny jest to zabytek. To najokazalszy i najpiękniejszy przykład neogotyku w Polsce. W 2021 roku został wystawiony na sprzedaż za bagatela niecałe 7 mln zł. Czy ktoś już go kupił? Trzeba ny sprawdzić. August “Gucio” Zamoyski urodził się własnie tu, w Jabłoniu w tymże pałacu i tu spędził swoje dzieciństwo. Historia jego życia mogłaby posłużyć za nie jeden scenariusz filmowy. Początki wsi Jabłoń w województwie lubelskim sięgają XVI wieku. Należała ona do rodzin Strzyżowskich, Łubieńskich a potem Zamoyskich. I to ci ostatni pozostawili po sobie przepiękny neogotycki pałac oraz kilkanaście czworaków folwarcznych. Wieś w ręce Zamoyskich przeszła w 1884 roku, kiedy to August Zamoyski z Różanki kupił tę posiadłość dla swojego syna Tomasza. Stary drewniany dwór Łubieńskich został rozebrany, a na jego miejscu postawiono tu przepiękny pałac w stylu angielskim. Projektem zajęli się architekci z Wiednia. To tu, w Jabłoniu, urodził się wybitny polski rzeźbiarz XX wieku, August “Gucio” Zamoyski. Był on synem Tomasza. Historia jego życia jest niezwykle ciekawa, pełna przygód i burzliwa. Przeżył dwie wojny, dostał się do niewoli podczas jednej z nich, bardzo dużo podróżował. Jego pierwsze małżeństwo było wielkim skandalem, w wyniku czego jego rodzina zerwała kontakt z rzeźbiarzem. August mieszkał w wielu miejscach na świecie, przez dłuższy czas choćby w Brazylii. Mieszkał także w Jabłoniu. Majątek przejął po śmierci ojca. Gospodarzył i tworzył. Jego modelkami były często pracownice sezonowe, przyjeżdżające z Białorusi, zwane wówczas bandoskami. Ulubioną modelką była zaś jego służąca Franka. August był świetnym narciarzem oraz rowerzystą. Wygrał choćby zakład, w ramach którego miał przejechać na rowerze z Paryża do Zakopanego. To była prawdziwa sensacja. Był wspaniałym artystą i wielkim ambasadorem wsi Jabłoń. Znajduje się tu także Muzeum Augusta Zamoyskiego, mieści się w zabytkowym czworaku folwarcznym. Zdecydowanie polecam zajrzeć do środka, by dowiedzieć się więcej o życiu słynnego rzeźbiarza. Pani, która oprowadza po muzeum to prawdziwa pasjonatka. Zespół pałacowy w Różance Dziś pozostały ruiny, kiedyś zaś był to piękny i bogaty zespół pałacowo-folwarczny hetmana Ludwika Konstantego Pocieja. Jadąc wzdłuż Bugu od Włodawy z pewnością dostrzeżemy zdobioną tabliczkę z napisem Różanka. Trzeba tu skręcić w prawo, a od razu dojedziemy do ceglanych pozostałości po dawnej posiadłości. Historia tego miejsca rozpoczęła się na początku XVIII wieku, kiedy to wspomniany już Ludwik Konstanty Pociej założył tu malowniczo położony zespół pałacowy. Jak do tego doszło, iż ów człowiek był w stanie wybudować tak duży pałac? To bardzo interesująca opowieść. Legenda mówi, iż był to podarunek od samego cara Rosji Piotra I Wielkiego. Ludwik na przełomie wieków XVII i XVIII bardzo aktywnie udzielał się politycznie, co doprowadziło do wyniesienia jego rodu do rangi magnackiej. Zatem w swych progach miał gościć także i samego cara. Ten zdziwił się mocno, iż tak zamożny pan mieszka w drewnianym dworku. Postanowił więc to zmienić i zaprosił swojego gospodarza do Petersburga aż na rok. W tym czasie w Różance powstał na najpiękniejszej nadbużańskiej skarpie wspaniały pałac nad samą rzeką. Czy to wszystko prawda? Kto wie. Jednak to, co podają źródła historyczne, wygląda nieco inaczej. Zespół pałacowy powstawał w kilkanaście lat. Główne prace wykonano w latach 1713-1716. Za pałacem stworzono murowane dwupoziomowe tarasy z bastionami, skąd roztaczał się niesamowity widok na Bug i podmokłe tereny. Podobno piwnice tworzyły tu swoisty labirynt lochów i korytarzy, prowadzących za Bug i do Włodawy. Dodatkową ozdobą był tu ogród francuski ze strzyżonymi szpalerami lip i grabów, a także sad oraz ogród włoski. Po śmierci Ludwika pałac przeszedł w ręce jego bratanka, który niestety nie miał ręki do interesów i pomnażania majątku, co w tym przypadku było bardzo znaczące. Pierwszy właściciel pozostawił po sobie ogromne długi do tego stopnia, iż choćby nie wystarczyło na jego pochówek. Posiadłość ostatecznie przeszła w ręce Zamoyskich i pozostała w ich majątku do 1945 roku. Po zniszczeniach podczas I wojny światowej pałac nie został niestety odbudowany. Część rozebrano, część wyposażenia znalazła się w pałacu w Adampolu. Co pozostało do czasów obecnych? Z zabudowań pałacowych zachowała się tylko XIX-wieczna kordegarda z mansardowym dachem. Strzegła ona niegdyś bramy wjazdowej. Dodatkowo stoi tu jeszcze druga wartownia oraz zniszczony XIX-wieczny trójkondygnacyjny pawilon parkowy w kształcie wieży, gdzie mieściła się później pałacowa kotłownia. O dziwo, ocalała również zabytkowa oficyna kuchenna z samego pałacu. Poza tym, zachowały się piwnice, resztki tarasów, wieża ciśnień oraz fragmenty parku, dziś już zarośnięte. Nie tak dawno został tu odnowiony budynek starej gorzelni, w którym powstaje muzeum pamięci o pałacu i dawnych rodach w nim mieszkających. W Różance warto także zobaczyć neogotycki kościół parafialny, którego elewacja robi niesamowite wrażenie. Więcej o historii pałacu przeczytacie w Dzienniku Wschodnim. Dwór w Krzyczewie To klasycystyczna rezydencja wybudowana około 1830 roku w malowniczo położonej wsi Krzyczew nad granicznym Bugiem. Obiekt i teren pełen uroku, choć lata świetności mają już za sobą. Poprzedni właściciel niestety doprowadził zabytek do dramatycznego stanu. Nowi właściciele ogrodzili cały teren i planują stworzyć centrum wypoczynkowe. Jednak czy tak się stanie? O nowych właścicielach słyszałam już dwa lata temu, a do tej pory nic się nie zmieniło. Byłaby to ogromna strata, gdyby dwór w Krzyczewie popadł w totalną ruinę i zapomnienie. Jego budowę przypisuje się płk. Wojciechowi Bogusławskiemu, uczestnikowi wojen napoleońskich oraz Powstania Listopadowego. Był on jednym z właścicieli majątku. Według innej wersji dwór w Krzyczewie powstał jeszcze przed 1820 rokiem. Z powodu niewielkiej liczby zachowanych źródeł archiwalnych nie da się jednak ustalić dokładnej daty jego wzniesienia. Wszystko wskazuje również na to, iż pomysłodawcą i inicjatorem powstania tej rezydencji był Jerzy Dramiński. Budynek zaprojektowano na planie prostokąta. Był to parterowy, murowany i otynkowany dom, przykryty dachem dwuspadowym. Od frontu znajdowała się pięcioosiowa fasada, przed którą ustawiono portyk wsparty na czterech toskańskich kolumnach podtrzymujących trójkątny fronton. W jego obrębie umieszczono główne wejście do dworu, zamknięte półkoliście. Podobny, czterokolumnowy portyk znalazł się także od strony ogrodu, przy siedmioosiowej elewacji tylnej. Powierzchnie ścian między oknami urozmaicono prostokątnymi płycinami zwieńczonymi fryzem kostkowym. Narożniki budynku oraz fragment ogrodowej elewacji po obu stronach portyku ozdobiono boniowaniem (boniowanie elewacji to technika dekoracyjna, polegająca na tworzeniu poziomych lub pionowych żłobień – boni). W bezpośrednim sąsiedztwie dworu wzniesiono oficynę określaną jako „skarbczyk”, gdzie mieściła się kuchnia dworska. Był to parterowy, murowany budynek o planie podkowy, z ramionami o różnej długości, przykryty czterospadowym dachem. W pewnym oddaleniu od głównej siedziby powstały również czworaki przeznaczone dla służby folwarcznej. Obszar położony pomiędzy starorzeczem Bugu a drogą prowadzącą do wsi przeznaczono na park dworski urządzony w stylu krajobrazowym. Najbardziej charakterystycznym elementem Krzyczewa jest, a raczej była, kolekcja zegarów słonecznych. Poprzedni właściciel – Witold Forsyt-Rzeczycki, będący ekspertem gnomoniki, osobiście konstruował te urządzenia i umieszcza je w dworskim parku. Stworzył on w Krzyczewie unikatowy w skali kraju Nadbużański Ogród Czasu, w którym czas odmierza słońca, a nie elektronika. Podczas mojej pierwszej wizyty mogłam podziwiać jeden z nich, który zachował się w całkiem dobrym stanie. Niestety gdy byłam tam ostatnim razem, zegar był już zniszczony. Dlaczego ta kolekcja była tak wyjątkowa? Różnorodność typów: w ogrodzie znajdowało się ponad 10 różnych konstrukcji, w tym zegary poziome, pionowe, równikowe, a choćby rzadkie zegary sferyczne czy analemmatyczne (rodzaj zegara słonecznego, w którym godzinę wskazuje cień rzucany przez człowieka lub inny ruchomy gnomon, stojącego we właściwym miejscu tarczy, zależnym od aktualnej daty). Własnoręczne wykonanie: większość instrumentów została zaprojektowana i wykonana osobiście przez właściciela, który wylicza kąty nachylenia wskazówek (gnomonów) precyzyjnie dla współrzędnych geograficznych Krzyczewa. Symbolika i historia: każdy zegar miał swoją historię lub sentencję łacińską (tzw. motto gnomoniczne), np. klasyczne Horas non numero nisi serenas (“Liczę tylko godziny pogodne”). Zegary we wnętrzach: kolekcja nie kończyła się w ogrodzie – we dworze znajdował się bogaty zbiór zabytkowych zegarów mechanicznych, w tym rzadkie zegary szafowe i kominkowe. Dwór w Krzyczewie to XIX-wieczna siedziba ziemiańska związana z kilkoma rodzinami szlacheckimi Podlasia (z rodziną Mostowskich, Bogusławskich, Dramińskich, barona Brüninga oraz Kuczewskich). Po wojnie utracił funkcję rezydencji i był wykorzystywany przez państwo (WOP, szkoła). Dziś pozostaje prywatnym zabytkiem z zachowanymi elementami dawnego założenia parkowo-dworskiego. Kompleks znajduje się na wysokim brzegu rzeki, skąd roztacza się widok na starorzecza Bugu. Tuż obok dworu znajduje się zabytkowy drewniany kościół św. Jerzego, dawna cerkiew unicka z 1683 roku. To jedna z najpiękniejszych drewnianych świątyń w regionie. Była naprawdę malowniczo położona, wśród drzew nad samiutkim Bugiem. Dziś drzew już brak, znajdujący się tu Rezerwat Przyrody zwany „Szwajcarią Podlaską” przestał w zasadzie istnieć. A wszystko to przez wycinkę w związku z zabezpieczeniem granicy. W pobliżu dworu znajduje się dawny cmentarz właścicieli majątku oraz nagrobek Wandy Kuczewskiej (1907). Na przykościelnym cmentarzu zaś znajduje się zabytkowy nagrobek Marianny z Kobylińskich Bogusławskiej z 1832 roku. Cały zespół dworski jest wpisany do rejestru zabytków od 1967 roku. Zespół pałacowo-parkowy Radziwiłłów w Białej Podlaskiej w tej chwili funkcjonuje tu Muzeum Południowego Podlasia. Mieści się ono na terenie przepięknego zespołu pałacowo-parkowego Radziwiłłów z XVII-XVIII wieku. W muzeum poznacie historię tych ziem oraz samej Białej Podlaskiej. Zobaczycie...

Idź do oryginalnego materiału