Kuba, to ty posprzątałeś na podwórku? zapytała Renata, delikatnie klepiąc syna po ramieniu.
Chłopak podskoczył, ściągnął słuchawki. Potwory na ekranie komputera dalej tłukły się nawzajem, ale Kuba już ich nie oglądał.
Co, mamo?
Pytam, dawno ze szkoły wróciłeś?
Przed chwilą.
A kto porządek zrobił na podwórku?
Skąd mam wiedzieć? Może Julka?
Renata uśmiechnęła się. Jej trzyletnia córka była wprawdzie bardzo zaradna jak na swój wiek, ale do takich wyczynów jeszcze sporo jej brakowało.
Zabawne!
To pewnie duszek domowy!
No tak! Oczywiście! Zamiast gadać, idź po babcię, zabierz Juleczkę do domu, bo się zasiedziała. Ja w tym czasie zrobię kolację. Jesteś głodny?
Zdecydowanie! Zjedliśmy z chłopakami drożdżówki w stołówce, ale to było po drugim lekcji. Mamo, kiedy u nas w końcu będzie pierwsza zmiana?
Nie wiem, synku. Nic na razie nie słychać. Za dużo dzieciaków w szkole.
No tak. Ale przynajmniej można się wyspać rano Kuba, jak zwykle, szukał pozytywów w każdej sytuacji.
Renata pocałowała syna w czubek głowy, pacnęła go niezgrabnie za ucho, kiedy próbował uniknąć serdeczności, po czym poszła do kuchni.
Nastolatki
Trzynaście lat. Już uważa się za dorosłego, a przecież… za każdym razem wstrzymuje oddech, kiedy Renata dotyka jego gęstych, ciemnych jak u taty włosów.
Dzieci miała bardzo różne. Kuba ciemnowłosy, niebieskooki, wysoki, wykapany tata Tomek, zarówno z wyglądu, jak i z charakteru. Lecz, co najważniejsze, już powoli przebijała się w nim ta sama upartość, odpowiedzialność i dobroć. Może nie on sprzątał podwórze, ale naczynia w zlewie na pewno zmył. I podłoga w kuchni dalej błyszczała od świeżej wody. Gdzie drugiego takiego pomocnika znaleźć? Chyba iż Julka podrośnie.
Juleczka była cudem Renaty. Dziesięć lat wyczekiwania i maleńka nadzieja problemy po pierwszym porodzie prawie pozbawiły Renatę możliwości posiadania drugiego dziecka. A jednak, ta kruszynka przyszła na świat wbrew wszystkiemu. Jasna jak stokrotka, z lekkimi, płowymi lokami, o oczach równie niebieskich co Kuba. Wdała się w matkę Renatę. Potulna jak kotek. Przytula się do mamy albo do brata, i tylko stoi.
Julka, co tam?
I od razu w pokoju robiło się jasno od uśmiechu dziecka. Tylko jej córka potrafiła tak się uśmiechać Renata wiedziała to na pewno. Już nikt tak nie potrafi…
Ten uśmiech cieszył Renatę i zarazem ranił najmocniej. To był uśmiech ojca, Tomka. Jego już nie było…
Renata chciała wyć z bólu, ale nie mogła. Dzieci były obok.
Mąż pracował jako strażak. Gasił pożary, ratował ludzi. Wtedy też ratował całą rodzinę. Ojca, matkę i troje dzieci. Wrócił po babcię. Została z uporem, ratując zwierzęta, a potem już było za późno. Ognista pułapka się zatrzasnęła.
Renata dowiedziała się jako pierwsza. Serce ścisnęło, przeczucie złego i natychmiast wyrwała z rąk płaczącą Juleczkę, krzycząc do teściowej, która była u niej kilka dni pomóc przy noworodku:
Mamo, weź ją na chwilę! Muszę zadzwonić!
A potem pędziła samochodem do sąsiedniej miejscowości, gdzie znajdował się posterunek Straży Pożarnej, nie czując nawet, iż z piersi cieknie mleko, a ręce trzęsą się jak galareta.
Jak wtedy się trzymała? Jak nie zwariowała? Dzieci jej pomogły. Kuba nie odstępował jej na krok.
Kuba, chodź, położę cię spać! teściowa Renaty, Maria, ledwie stała na nogach, ale Renaty nie zostawiła. Zmuszała ją, by jadła i piła, przynosiła Juleczkę do karmienia.
Ja zostanę przy mamie! Kuba kręcił głową i przytulał dłoń Renaty do policzka. Babciu, czemu mama ma takie zimne ręce?
Renata pamiętała to tylko jak przez mgłę. Tak samo jak pakowanie rzeczy w pośpiechu, wrzucanie zabawek i dziecięcych ubrań do toreb.
Nie mogę tu już dłużej zostać Cały czas mi się wydaje, iż Tomek zaraz huknie drzwiami i zawoła jak zawsze: Jestem w domu!…
Masz rację, Reniu! Nie trzeba. Jedziemy do mnie. Pomieszkacie, a potem coś się wymyśli.
Nie I do was nie chcę… Przepraszam. Tam też wszystko o nim przypomina. Za bardzo boli Pojadę do domu babci.
Ależ Reniu! Przecież tam od lat nikt nie mieszkał! Dasz radę tam z dziećmi?!
Nic nie szkodzi. Posprząta się i będzie dobrze. I będziecie blisko. Bez was nie dam rady.
Przecież nie zostawię was Jesteście moją rodziną
Nie płaczmy już, mamo. Znowu się popłaczemy, a tyle jeszcze trzeba zrobić. Popilnuj Julki. Ja dokończę pakować. I Kubę by trzeba nakarmić. Ledwo je ostatnio. Tylko ze mną siada do stołu, a ja nie mam w ogóle apetytu.
Nie wolno! ostrym tonem odezwała się Maria. Jesteś matką! jeżeli ty będziesz w porządku, dzieci też. jeżeli się zatracisz co zostanie z nich? Ja już nie dam rady sama wychować, zdrowie i lata nie pozwolą. Dbaj o siebie!
Renata ucałowała ręce teściowej i wróciła do pakowania. Chciała uciekać! Jak najdalej! Tego szczęścia, które miała w tym mieszkaniu już nie odzyska, a chodzić po tych ścianach, w których ono wciąż było nie sposób…
Dom babci przywitał ją chłodno, wręcz obco. To jej wina. Odeszła w nowe życie, zapomniała o nim, nie doglądała.
Przeszła po pokojach, pogładziła ściany dłonią, starła kurz z komody wciąż nakrytej haftowaną serwetą, otworzyła szeroko okna i wpuściła chłodne, jesienne powietrze.
Mamo, zabierz dzieci do siebie. Przyjdę później nakarmić Julkę.
Poradzisz sobie sama?
Oczywiście…
Nie została długo sama. Po pół godzinie w sieni trzasnęły drzwi i na progu pojawiła się Basia przyjaciółka i koleżanka z klasy Renaty.
Mogłaś choć zadzwonić, iż wpadniesz. Za dumna jesteś, co? Gdzie ścierki?
Basia zawsze była zaradna. Bezczelna gaduła, co potrafiła śmiać się całymi godzinami, ale kiedy szło o swoich była nie do zdarcia.
Renata otarła pianę z rąk i niezdarnie objęła przyjaciółkę.
Cześć…
Cześć! A dzieci?
U mamy.
Jasne! No to do roboty! Chyba nie planujesz dziś u niej nocować?
Chciałam tutaj.
No to na co czekamy?
Basia wyslizgnęła się z uścisku i rozejrzała za miską z wodą.
Basia! Renata złapała powietrze, patrząc na przyjaciółkę.
No co? Aha, właśnie, tak… Tak wyszło.
Kiedy?
W lutym. Czemu taka zszokowana? W ciąży jestem, a nie chora.
Od kogo?
A udajesz, iż nie wiesz! Basia sięgnęła po mokrą szmatę i przetarła parapet. Fuj! Ale syf!
Krzysiek? Przecież on…
Wyjechał, tak. Zostanę samotną matką. Reniu, opowiem ci potem, dobra? Wszystko powiem, ale nie teraz.
Wróci?
Krzyś? Nie. Wolność ważniejsza. To jego wybór. Ale ja będę miała dziecko, Reniu… Synka… albo córeczkę
Jeszcze nie wiesz?
Jeszcze nie. Ale nie ma znaczenia. To przecież moje dziecko, Renata. Wyobrażasz sobie? Moje!
Renata wiedziała, co te słowa znaczą dla Basi. Z pierwszym mężem rozeszła się rzekomo przez to, iż nie może mieć dzieci. Teściowa z rodziną narobili jej wstydu, wspierali zięcia. Basia długo się tym gryzła, płakała, tłumaczyła. Potem wzięła rozwód.
Po co żyć z kimś, kto nie potrafi stanąć w twojej obronie, lepiej żadnego nie mieć.
Po rozwodzie Olek ożenił się gwałtownie i okazało się, iż problem był nie w Basi. Nowa żona nie płakała, kazała się leczyć i w końcu miała syna i córkę.
Basia autentycznie się cieszyła z ich dzieci. Dawno przestała mieć żal do Olka i choćby była mu wdzięczna bo inaczej nie byłoby jej obecnego szczęścia, które teraz rosło pod sercem. Choć Krzysiek odszedł niemal od razu jak się dowiedział, to już jej nie bolało. Nie była już tą nieśmiałą dziewczyną.
Sprzątanie zajęło im cały wieczór, ale warto było dom jakby odżył, zatrzepotał okiennicami, przemamrotał coś zaspanym głosem i w końcu ożył.
Basia usiadła przy stole, patrząc jak Renata parzy herbatę.
Jak ten czas leci
Jeszcze chwilę temu wpadały tu, żeby złapać świeży placek i pędzić nad rzekę, podczas gdy babcia Renaty wołała:
O, urwisy! A po ludzku nie można zjeść?!
Nawet nie zwalniały kroku, tylko wołały:
Za godzinę!
Ta godzina rozciągała się aż do wieczora. Potem, widząc babcię Renaty w ogródku przy schyłku dnia, łapały motyki i pomagały. Sama nie dałaby rady dom i gospodarstwo, a do tego praca w mleczarni.
Babcia miała wiele na głowie. Wychowywała wnuczkę po śmierci córki, której ojciec wyrwał się do miasta i zostawił Renatę pod jej opieką. Jak urodził mu się kolejny dziecko, babcia zabrała Renatę do miasta, ale gwałtownie wróciły na wieś. Trzyletnia Renia nie rozumiała dlaczego babcia milczy, płacze po kryjomu i tuli ją do głowy…
Babcia odeszła, gdy Renata właśnie kończyła szkołę i zaczynała spotykać się z Tomkiem. Nie zauważyła nawet, jak źle babcia się poczuła. Zorientowała się dopiero, gdy w nocy usłyszała jej stłumione jęki.
Babciu, co się dzieje?
Zostały im tylko trzy miesiące. Zbyt mało, by powiedzieć sobie wszystko, ale na szczęście babcia zdążyła załatwić coś, za co Renata była jej najbardziej wdzięczna. Wezwała do siebie matkę Tomka Marię i przez godzinę rozmawiały na osobności. Co powiedziała jej wtedy, tego Renata się nie dowiedziała, ale od tej pory miała matkę. Matką zaczęła Marię nazywać jeszcze przed ślubem.
Mogę? Renata zapytała niepewnie i odetchnęła z ulgą, widząc, jak Maria kiwa głową.
Nie lubiła zwierzać się nikomu, poza babcią, ale teraz pojawiła się druga osoba, która patrzyła na nią tak samo ciepło.
Nigdy nie pokłóciła się z Marią nie widziała powodu. Nigdy nie spotkało ją od niej nic oprócz pomocy i troski. jeżeli dawała rady, robiła to spokojnie i zawsze z miłością. Co się kłócić? Tyle osób, które stają się bliscy nie przez więzy krwi, ale przez ducha? Niewielu. Renata wiedziała to najlepiej.
O tym, iż rodzina nie zawsze zasługuje na to miano, Renata przekonała się przy pierwszej próbie. Po śmierci babci nagle zjawili się ojciec z macochą i jej matką.
Dobrze zbudowany dom. Można by go sprzedać z zyskiem rzuciła głośna kobieta, zupełnie obca Renacie, obchodząc podwórze.
Zapuszczone! Trzeba było posprzątać! Kupcy lubią, jak jest czysto.
Jacy kupcy? Renata ocknęła się i zaczęła się trząść.
Tydzień po pogrzebie babci była jak nieprzytomna. Coś tam jadła, kiedy Maria ją pilnowała, coś tam robiła po domu, ale często rzucała wiadro czy zmiotkę i słuchała czy to tylko zły sen i babcia zaraz wyjdzie z kuchni i mruknie:
Nabiegałaś się? To chodź, pomóż mi wyparzyć słoiki. Trzeba na zimę się przygotować!
Jacy kupcy? teściowa ojca wzruszyła ramionami. Cienki pasek jej sukienki zsunął się, odsłaniając białą, niespaloną przez słońce skórę. Renacie zrobiło się słabo. Ci, co kupią dom!
Nie odpowiedziała jej nic. Pobiegła za szopę, tłumiąc płacz, a kiedy wróciła, w podwórku była już Maria.
Proszę natychmiast się stąd zabrać!
A kim pani jest? Na jakiej podstawie rozkazuje?
Dom należy do Renaty. Jest akt darowizny.
Jaki akt?
Normalny. Jest też testament i lokata oszczędnościowa. Wszystko w porządku. Sama pilnowałam spraw papierkowych. Tu już nie macie co robić! Ładnie sobie wykombinowali osieroconą okraść!
Burza, która miała wybuchnąć, ominęła Renatę. Maria wzięła ją za rękę i już po chwili kładła na swoim łóżku, zdejmując brudną koszulkę.
Nie płacz! Nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić. O to prosiła mnie twoja babcia. Masz, zakładaj mój szlafrok. Leż, a ja zrobię ci herbatkę. Śpij, a potem pogadamy.
Ojca zobaczyła dopiero na własnym ślubie.
Zaproszenia mu nie wysłała. Przyszedł sam.
Młodzież się bawiła, ktoś nabijał Tomka na to, żeby zawinął dużą lalkę w pieluszki. Renata aż płakała ze śmiechu widząc, jak jej mąż próbuje to zrobić. Nagle ktoś szarpnął ją za ramię.
Cześć, córko…
Renata tak się zmieszała, iż nie wiedziała co powiedzieć. Ojciec wsunął jej do ręki jakieś klucze i ścisnął jej palce.
Przepraszam! Dokumenty są u Marii. Wszystko ci wyjaśni. Szczęścia życzę!
Nie zdążyła nic odpowiedzieć. Ojciec wyszedł z sali weselnej.
Mieszkanie, które jej podarował, było małe, ale przytulne dwa pokoje, duża kuchnia. Renata nie wiedziała, po co przenosić się tu z domu babci.
Tylko tu będzie wam wygodniej. Miasto choć niewielkie, daje więcej możliwości. Musisz się uczyć, Reniu przekonywała Maria, zadowolona, siadając w kuchni.
To ona znalazła sposób, by porozmawiać z ojcem Renaty i przekonać go, co to znaczy dorosła córka. Nie wychował jej, nie troszczył się, ale chociaż tak pomógł. Z tyłu głowy Renata wiedziała, iż to była mądra decyzja.
Musisz. Ale kiedy? uśmiechnęła się.
Naprawdę?
Tak. Teraz jeszcze wcześnie, choćby Tomek nie wie.
Pomogę ci. Ucz się. Jesteś mądra, głowy nie możesz marnować.
Renata skończyła studia w filii uniwersytetu. Było ciężko, ale Maria pomagała w opiece nad Kubą, wspierała zakupami.
Przyszło trochę oddechu, gdy Renata dostała pracę, a Kuba poszedł do przedszkola.
Jedziemy nad morze! śmiał się Tomek, zatykał uszy, patrząc jak dziewczyny piszczą z radości.
To był ich pierwszy i jedyny wspólny wyjazd nad Bałtyk. Renata z Tomkiem szaleli w wodzie, oglądali się na brzegu, gdzie Kuba bawił się w piasku z babcią. Wieczorem spacerowali po molo aż gwiazdy zasłoniły niebo.
Pewnego wieczoru Tomek został, by popilnować syna na karuzeli, a Renata z Marią szły powoli po molo, rozmawiając o drobiazgach. Gdzieś przy końcu kłóciła się jakaś para. Krzyczeli, popychali się, potem wrócili na ląd wciąż się kłócąc.
Maria westchnęła patrząc za nimi.
Po co im to? Nie rozumieją, iż zabierają sobie życie i tak się pogodzą, a dzień czy dwa im przepadną
A jeżeli się nie pogodzą? zapytała zamyślona Renata.
Pogodzą się. Kłótnie są tam, gdzie komuś zależy. Widziałaś, jak biegła za nim i płakała? Złoszczą się, ale wybaczą. Na tym polega życie. Ale tego wieczoru już nie odzyskają. Ani może jutrzejszego dnia. Dobrze, jeżeli noc ich pogodzi. jeżeli nie Ty z Tomkiem jeszcze mało razem, ale gdy minie czas, pomyśl, czy chcesz tracić życie na kłótnie. Czasu jest mało, Renatko Tak mało
Teraz Renata była wdzięczna Marii za tamten wieczór. W ten sposób wiedziała czasu z Tomkiem nie straciła.
Renata zdjęła czajnik z kuchenki i prawie go upuściła. W kuchennym oknie zamajaczył jakiś cień, krzyknęła przestraszona. To nie był Kuba. W półmroku ktoś skradał się po podwórzu.
Pierwsza myśl: zamknąć się, schować i wezwać pomoc. Ale zaraz się otrząsnęła. Dzieci zaraz wrócą! I Maria. Przecież sama ich nie puści. A na podwórku obcy!
Drewniana rączka czajnika parzyła, Renata przerzuciła spojrzenie z parującego dziobka na okno i z determinacją ruszyła do drzwi.
Nie zapaliła światła na podwórku zapomniała po powrocie.
Kto tam?!
Drzwi do szopy zaskrzypiały, Renata się skuliła ze strachu.
Czego chcesz? Będę krzyczeć!
Ciemna postać zbliżyła się do ganku. Renata odsunęła się.
Nie krzycz, Renata. To ja, Bartek.
Renacie ulżyło tak, iż opuściła czajnik, który oparzył jej nogę przez cienką sukienkę. Postawiła go na stole w sieni, cicho klnąc.
Po co się skradasz po moim podwórku, Bartek? Czemu nie przyszedłeś od razu do domu?
Krępy, niezbyt wysoki mężczyzna spuścił nagle wzrok, zupełnie jak Kuba. On też tak robił, gdy przeskrobał coś w szkole.
Ja… Nie gniewaj się… Drzwi do szopy były krzywo. Chciałem je naprawić. Jutro jadę na pasiekę, nie wiem, kiedy wrócę. Chciałem się wyrobić.
Renata poskładała w głowie całą historię i ład na podwórku, stary płot naprawiony, nowe kładki przy komórce.
To ty jesteś moim duszkiem domowym! uśmiechnęła się.
Kto?
Duszek! Mieszka tu i pomaga. Tylko mleka z miski nie pije. Kuba twierdzi, iż kota trzeba by mieć bo duszkowi samotno. Samotno?
Wystarczyło światła z kuchni, by zobaczyć, jak Bartek się czerwieni.
Przepraszam. Powinienem był powiedzieć…
Dziękuję bardzo! Ale… dlaczego Bartek?
Nie odpowiedział. Wymamrotał coś, przeskoczył płot i choćby nie zwrócił uwagi na Marię czekającą przy furtce z dziećmi.
Czyli się objawił! Maria się zaśmiała, podała Renacie słoik z mlekiem. Włóż do lodówki.
To znaczy? Mamo, wiedziałaś?!
A co myślisz? Cała wieś już wie! Bartek się w tobie kochał jeszcze jak byłaś z Tomkiem. Nie widziałaś, jak na ciebie patrzył?
Nie…
Naprawdę? Maria była zaskoczona. Na pewno nie udajesz?
Po co mam udawać? Naprawdę nie wiedziałam
Idziemy pogadać! Maria popchnęła do przodu Juleczkę. Ale najpierw dzieci spać. Czeka nas długa rozmowa…
Gadały prawie do rana. Renata co chwila dolewała wrzątku do herbaty Marii, sama słuchała z otwartymi ustami.
Przyszedł do mnie rok temu. Prosić o twoją rękę. Twierdzi, iż tylko ja ci jestem matką, więc do mnie należy zapukać. Spryciarz! Wiedział, jak mnie podejść
I się zgodziłaś?!
czemu nie? Renata, jesteś młoda. Masz jeszcze całe życie przed sobą! Dzieci dorosną, wyfruną, a ty zostaniesz ze mną starym grzybem. Co to za życie? Żyj! Ja wiem, jak Tomka kochałaś! I nie przerywaj! Może tylko raz się kogoś tak kocha, to prawda. Ale są szczęściarze, którzy po stracie są w stanie otworzyć serce na nową miłość. Trzeba przyjąć to z wdzięcznością. To los daje ci kolejną szansę na szczęście. Może nie pokochasz Bartka jak Tomka, ale jeżeli ci z nim będzie dobrze i spokojnie będę szczęśliwa! Zresztą Kuba rośnie potrzebuje męskiej ręki. My go kochamy, ale to mało. Bartek już jest mu przyjacielem. Wiedziałaś, iż uczy go jeździć samochodem?
Nie…
Nie powiedział, widocznie boi się z tobą rozmawiać.
Dlaczego?
Może myśli, iż uznasz, iż zdradza pamięć ojca…
Głupota!
Pogadaj z synem. Spokojnie mu wytłumacz. Ciągnie go do Bartka, ale boi się źle zrozumieć. Julka mała, kilka pamięta z taty, a Kuba… trudniej. Jemu tak, ale i tobie
Ja? Renata poczerwieniała i spuściła wzrok.
No właśnie! Maria uśmiechnęła się i wystawiła kubek. Dolej wrzątku, bo chce mi się pić!
Renata i Bartek pobiorą się rok później. A potem na świecie pojawi się kolejny syn Renaty.
Patrz, mamo, jaki rozczochrany! po wyjściu ze szpitala Renata zdejmie synkowi czapeczkę i pogładzi jasny jak u Julki kosmyk.
Prawdziwy chochlik! Maria zręcznie przewinie maleńkiego i weźmie na ręce. Witaj, nowy wnuku! Mów mi babciu Marysiu.
Mamo…
A ja już na przyszłość! Ty karm, a ja idę do kuchni. Co ci przygotować?
Duży rudy kot, prezent od Bartka dla Kuby, zajrzy do pokoju, podskoczy do okna i wskoczy na parapet. Potem przystanie i spojrzy na śpiącą Renatę i malutki, owinięty kocyk obok niej. Cisza przysiądzie przy kocie, obejmie go i też popatrzy. Oto szczęście… Tak kruche i delikatne… Trzeba je strzec bardzo, bardzo pilnie.
Gdzieś zaszura łyżeczka w kubku, zabrzmi śmiech Julki, a cisza zsunie się z parapetu, na pożegnanie łaskocząc kota w ucho. Ten otarł się z niezadowoleniem i zamruczał, szykując się na powitanie nowego członka rodziny.
Dalej już idź! Tu bez ciebie opiekunów nie brakuje!











