Dusza już nie boli i nie płacze
Po tragicznej śmierci męża Renata postanowiła wyjechać z miasta, w którym wszędzie przypominało jej o Zbigniewie. Wzięliśmy się za pięć lat małżeństwa, a potem wypadek przerwał życie ukochanego. Renata myślała, iż nigdy nie odzyska równowagi, zostając sama z synem Sławkiem.
Dziewczyny, zamierzam rzucić wszystko i przenieść się do wioski mówiła dwóm przyjaciółkom, które przyszedł do niej w gości. Dom rodzinny jest pusty, rodzice też już odeszli. Nie mogę chodzić po tych ulicach, nie mogę przebywać w mieszkaniu. Zbigniew jakby ciągle był obok, czasem choćby z kąta widzę jakąś cień, ale kiedy spojrzę, nikogo nie ma. Co to ma znaczyć?
Renatko, nie wiem, czy dasz radę żyć na wsi. Przecież tu dorastałaś, a tu wszystko jest Ci znane wątpiła jedna z nich.
Na wsi też jest szkoła, będę uczyć zdecydowanie odparła Renata.
To będziemy do Ciebie przyjeżdżać w gości dodała druga przyjaciółka, a obie rozbawiły się serdecznie.
Renata wraz z synem Sławkiem zamieszkała w małym domku na skraju wioski, tuż przy lesie, już od pięciu lat. Pracowała w miejscowej szkole, przyjęła się i mieszkańcy szacowali ją, w końcu była jedną z nich.
Zima tego roku była mroźna, a druga połowa grudnia śnieżna i wietrzna. Zbliżał się Nowy Rok, zostało już tylko siedem dni, gdy w późny wieczór wdarła się burza, wiatr trząsł dom, a w środku było ciepło i przytulnie. Renata i Sławek uwielbiali takie chwile, kiedy na zewnątrz hula sztorm, a oni siedzą przy stole i piją gorącą herbacię z ziołami.
Mamo, chyba ktoś puka do drzwi odezwał się Sławek.
Pewnie wiatr odpowiedziała, ale po chwili usłyszała ciche stukanie, wyszła na hall i zapytała: Kto tam?
Otwórzcie, proszę usłyszała słaby, przytłumiony głos.
Nie było strachu, ale nie mogła pojąć, kto w taką pogodę mógłby przyjść pod ich dom na skraju wsi. W dobrej pogodzie rzadko ktoś wchodził, dom był trochę na uboczu, przy lesie. Otworzywszy drzwi, zobaczyła mężczyznę w śniegu, który dosłownie podpadł na nią i powoli się wyślizgnął. Zawołała syna.
Zimny, co? przetoczyła się myśl, no dobra, niech się nie zmarznie.
W dwójkę z Sławkiem wciągnęli go do domu, gdzie rozłożył się na podłodze, ledwo powstrzymując jęki. Renata i syn nachylili się nad nim po ubraniu widać było, iż był myśliwym, ale nie miał przy sobie strzelby.
Zrobiło jej się niepewnie, nie była lekarzem, a w taką burzę nie liczyła się pomoc pogotowia. Po kilku minutach mężczyzna przewrócił się na plecy i otworzył oczy. Prawa noga była porwana, a na niej krwawiło.
Kim jesteście, co się stało? spytała cicho Renata.
Przepraszam odpowiedział, a oni gwałtownie zdjęli z niego płaszcz. Spojrzał na nich błagalnymi niebieskimi oczami, a ona poczuła dreszcz niepewności, czy uda jej się mu pomóc.
Renata zbadała ranę szczęśliwie nie było złamania, tylko głęboka rana, z której leciała krew. Mogła ją opatrzyć, co trochę odciążyło ją sercem. Usiadła Sławek przy kominku, przyłożył się do ściany, sam zobaczył swoją nogę i lekko się uśmiechnął.
Prokop, to moje imię, przepraszam iż wdarłem się nieproszonego gościa do domu?
Renata, a to mój syn Sławek.
Ja sam lekarz, widzę, iż rana nie jest aż tak straszna, po prostu straciłem trochę siły i sporo krwi.
Renata westchnęła z ulgą przynajmniej miał własne zdolności. Po kilku minutach opatrzył rany i opatrzył bandaż, Prokop uśmiechnął się i usiadł przy stole, pijąc gorącą herbatę z melisą i malinowym dżemem.
Przy herbacie zaczęli się lepiej poznawać. Prokop opowiedział o sobie.
Mam czterdzieści trzy lata, długo byłem lekarzem wojskowym, pracowałem za granicą. To była ciężka praca, rzadko byłem w domu, mieszkałem choćby w warunkach polowych, ale kochałem to, co robiłem. Moja żona nie wytrzymała takiego ciągłego wędrowania, odeszła do miasta, gdzie mieszkali jej rodzice. Tam wzięła ślub i żyje spokojnie. Nie obwiniam jej nie każda kobieta znosi takie trudności.
A co z miłością? zapytała niepewnie Renata.
Nie każda kobieta potrafi znosić takie wyzwania. Kiedy żeniłem się w młodości, obiecałem jej rzeczy, których nie mogłem spełnić. Dlatego nie trzymam urazy rozumiem ją.
Rozmawiali długo, już po północy, Prokop w końcu zapytał:
Czy jesteście zamężni?
Nie, mój mąż tragicznie zmarł, wyjechałam pięć lat temu, nie mogłam tu żyć. Tu jest dom moich rodziców, tu odnalazłam spokój. Martwiłam się, iż Sławek nie polubi wsi, bo znał miasto, ale radzi sobie świetnie, ma przyjaciół i jest już tutaj jak u siebie odpowiedziała Renata, a Sławek już zasnął.
Czy miasto kusi?
Nie, tu jest cisza, przyzwyczajam się do spokoju, uczę w szkole języka polskiego i literatury. A wy pracujecie w szpitalu?
Nie odparł Prokop z uśmiechem. Po czterdziestce odszedłem z wojska, dostałem emeryturę. Mama zachorowała, wróciłem na wieś, opiekowałem się nią, potem zostałem leśniczym, trochę pracowałem, ale mama zmarła. Wróciłem do miasta, otworzyłem aptekę. Działa dobrze, planuję otworzyć jeszcze jedną. Ostatnio mnie dręczą złe przeczucia, pewnie po śmierci mamy, może coś innego. Po prostu dusza boli.
To normalne dodała Renata. Strata bliskiej zostawia ślad w sercu.
Moi znajomi radzą mi iść do psychiatry, a ja się z nich śmieję. Zdecydowałem się przyjechać na wieś, polować, po lesie, bo to mnie uspokaja. Byłem leśniczym, zgubiłem samochód, natknąłem się na stado dzików, jeden mnie zahaczył, tak to się stało z nogą wskazał na opatrzoną kończynę. Dobrze, iż miałem strzelbę, strzeliłem, choć nie wiem, czy trafiłem. Przynajmniej stado nie wróciło, a ja dotarłem do waszego domu, a broń zostawiłem przy wiatrołapie.
Dobrze, już późno, przygotowałam Ci łóżko przy piecu, dobranoc powiedziała Renata.
Rano Prokop miał wysoką gorączkę, rana nie zagoiła się sama. Nie mógł dokończyć wędrówki. Burza już ucichła, a Renata z Sławkiem znaleźli w lesie samochód, prawie zakopany w śniegu, niedaleko domu.
Muszę leczyć się sam rzekł Prokop. Mam w aucie apteczkę, przywiozę leki.
Dziadku Prokopie, pomożemy wykopać auto, daj kluczyki, przyniesiemy apteczkę zaoferował Sławek.
Apteczkę rzeczywiście dostarczył, nieuszkodzona. Kilka dni Prokop leczył się, grał wieczorami w szachy ze Sławkiem, a gdy poczuł się lepiej, szykował się do wyjazdu do miasta. Do Sylwestra zostały trzy dni.
Renata nie zadawała pytań, rozumiała, iż musi wrócić, słyszała, jak rozmawia przez telefon, i kojarzyła wyjazd z tymi rozmowami.
Przed wyjazdem Renata spytała:
Jak tam dusza?
Prokop pakował rzeczy do torby, spojrzał Renacie w oczy i odpowiedział:
Teraz płacze wyszedł z domu, usiadł w swoim samochodzie i odjechał.
Po jego odejściu w domu zapanowała cisza, Renata poczuła, iż czegoś jej brakuje. Nie karmiła się niepotrzebnymi nadziejami, po prostu przyznała, iż Prokop był wspaniałym mężczyzną, przy nim czuła się bezpiecznie, ale nie spodziewała się niczego więcej.
Burze wciąż hulały, ale już nie tak mocno, wiatr co jakiś czas podmuchnął, a śnieg przelatywał leniwie.
Wszystko będzie dobrze myślała Renata. Dobrze, iż Prokop zatrzymał się tylko na chwilę, bo łatwiej byłoby go zapomnieć.
Prokop nigdy nie zadzwonił, choć obiecał, iż jak dotrze do miasta, zadzwoni.
Ma swoje sprawy w mieście, a tu miał małą przygodę podsumowała Renata, nie czekając na telefon.
Nadszedł Sylwester, 31 grudnia rano Renata wsiadła w starą Fiatę, pojechała do pobliskiego marketu, kupiła jedzenie i słodycze na cały tydzień, na noworoczną kolację. Choć było ich tylko dwoje, tradycja musiała się utrzymać, choinkę już ubrały.
Wieczorem znów wpadła zamieć, a Renata cieszyła się, iż zdążyła zrobić zakupy przed burzą. Sławek pomagał nakrywać stół, zapaliła lampki na choince.
Mamo, ktoś puka zapytał syn.
To pewnie wiatr, chyba ci się wyobraża odrzekła, ale nasłuchała się jeszcze raz. Rzeczywiście, słyszę stukanie.
Przy drzwiach stał lśniący Prokop z torbami w rękach.
Proszę wtrącił się, nie czekając na odpowiedź, wszedł do holu, a potem do domu.
Sławek z ekscytacji zakrzyknął:
Hurra, wujku Prokopie!
Sławek, poczekaj, weź torby powiedział, a potem odwrócił się do Renaty.
Podszedł niepewnie do niej i pocałował w usta. Serce mu biło, jakby był małym chłopcem.
Sławek, Renata, może trochę pośpieszam, ale zdałem sobie sprawę, iż nie mogę żyć bez was wyjął z kieszeni małe pudełko z pierścionkiem Renatko, wyjdziesz za mnie za mąż?
Jeździsz do miasta po to? zapytała, uśmiechnęła się i skinęła głową.
Sławek patrzył na mamę z nadzieją, ona przystąpiła do niego i skinęła.
Zgadza się, ale nie mogę wyjechać stąd.
Nie musisz. Zostaję tutaj, podoba mi się ta wieś, a leśniczy chyba się przyda, zaśmiał się. Do miasta i tak będę jeździł, żeby zarządzać biznesem. Renata położyła rękę na jego ramieniu.
Czas mijał. Sławkowi już dziesięć lat, a on sam studiuje. Renata i Prokop mieszkają w dużym domu na wsi. Jego dusza już nie boli i nie płacze, wokół niego panuje tylko miłość i radość.












