Nocując w parkach narodowych, gdzie nie brakuje zwierząt, zwykle największy lęk wzbudzają mięsożercy. Mowa o lwach, tygrysach, gepardach i innych. Powodem do niepokoju są też aligatory, nosorożce, węże i hieny. Nieco spokojniej podchodzi się do kopytnych oraz słoni. Tymczasem te ostatnie potrafią być wyjątkowo niebezpieczne i lepiej mieć się na baczności. Niestety spotkanie z nimi może skończyć się śmiercią.
REKLAMA
Zobacz wideo Atrakcja i tortury. Słonie cierpią dla turystów
Słoń zaatakował turystę. Mężczyzna nie przeżył
W poniedziałek w Parku Narodowym Khao Yai w Tajlandii doszło do tragedii. 69-letni turysta został zabity przez słonia. Jak informuje portal bangkokpost.com, wedle relacji świadków mężczyzna wstał przed wschodem słońca, by poćwiczyć, kiedy napotkał pasącego się poza granicami lasu słonia. Zwierzę, znane jako Phlai Oiwan, rzuciło się na niego, złapało trąbą, powaliło na ziemię, po czym zdeptało. Turysta nie miał żadnych szans i zginął na miejscu. Znajdował się zaledwie 20 metrów od swojego namiotu.
Do zdarzenia doszło ok. 5.30 rano przy kempingu Kho Yor 4. 69-latek nie był jedynym obozowiczem w okolicy, jednak gdy doszło do ataku, inni turyści zdecydowali się zostać w namiotach. Obawiali się o swoje bezpieczeństwo. Lokalna policja wraz ze strażnikami parku pojawili się na miejscu tragedii błyskawicznie i odgonili niebezpieczne zwierzę, by nie zagroziło innym.
Niebezpieczny symbol Tajlandii. 90 zgonów w kilka lat
To nie pierwszy raz, kiedy Phlai Oiwan zaatakował człowieka. Jak zaznacza portal bangkokpost.com, wcześniej miał doprowadzić do śmierci dwóch innych osób. Według informacji, do których dotarł dailymail.co.uk, od 2018 roku w wyniku spotkania z dzikim słoniem na wschodzie kraju doszło do 90 śmiertelnych wypadków. Tajlandia od lat stara się odbudować populację zwierząt, jednak równocześnie ich naturalne siedliska stale się zmniejszają, co prowadzi do coraz częstszych spotkań z ludźmi.
Przy okazji warto wspomnieć, iż słonie są jednym z symboli Tajlandii, do tego nierzadko wykorzystuje się je do celów turystycznych, np. wożenia odwiedzających. Z tego powodu bywają tresowane i krzywdzone od małego. Wszystko po to, aby wymusić na nich posłuszeństwo. Jak przypomina serwis national-geographic.pl, proces ten nazywa się "phhajaan", czyli "łamanie ducha". Dlatego, zanim zdecydujesz się skorzystać z podobnej atrakcji, warto poważnie się zastanowić, czy chwila uciechy oraz ładne zdjęcie na Instagram są warte ogromnego cierpienia tych majestatycznych zwierząt. Więcej na ten temat pisaliśmy tutaj. Był_ś w Tajlandii? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.




