Dostała mi się nieładna

newskey24.com 11 godzin temu

Błysk Głośny huk Ciemność Ciemność
Nareszcie ciemność zaczęła się rozpraszać, jakby rozdzierano zasłonę ze snu. Usłyszał głos dochodzący jakby z otchłani:
Weroniko Kowalska, to ratownik, coś tam wybuchło.
Przez falę bólu poczuł na szyi muśnięcie dłoni, jakby dotyk ducha. Z wysiłkiem uniósł powieki. Przed oczami unosił się wisiorek w kształcie prostokąta z wygrawerowanymi symbolami zodiaku, wirując w powietrzu… Twarz kobiety w białym kitlu unoszącym się jak chmura
Na salę operacyjną! zabrzmiał głos tuż przy uchu, rozbrzmiewając echem.
Rodzice powrócili z pracy. Matka od razu pobiegła do kuchni, zerknąwszy do pokoju, gdzie syn zmagał się z lekcjami. Ojciec, wchodząc do środka, od razu zauważył, iż humor u syna jest kiepski.
Tomek, co się dzieje? pogłaskał go po głowie.
Nic, – mruknął czwartoklasista.
No, dawaj, mów!
Niedługo Dzień Kobiet. Nauczycielka zatrzymała nas dziś i kazała przygotować podarunki dla dziewcząt.
No i gdzie problem? uśmiechnął się ojciec.
Mamy tylu samo chłopców i dziewcząt. I rozdzieliła, kto komu ofiaruje, – syn westchnął ciężko. Mnie przypadła brzydka, Weronika Nowak.
Wszystkie dziewczynki pragną dostać prezent na Dzień Kobiet, również brzydkie, – ojciec próbował mówić z synem jak z dorosłym. A jak to rozdzielała? Według alfabetu?
Nie, według znaków zodiaku.
To jak? ojciec nie zdołał się powstrzymać i znów się uśmiechnął.
Według zgodności. Weronika to Panna, a Pannom najbardziej odpowiada Byk. A ja właśnie Byk.
To dobrze, jeżeli pasujecie! Dorośniesz, może jeszcze się w niej zakochasz.
Ojciec nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem. Do pokoju natychmiast wbiegła matka:
Co się tu dzieje?
Aniu, idź do kuchni, – twarz ojca stała się poważna. Mamy z synem poważną rozmowę.
Gdy matka wyszła, Tomek smutnym głosem zapytał:
Tato, i co mi teraz robić?
Przygotować prezent!
Jaki?
Jutro w pracy zrobię prezent dla twojej wybranki.
Tato, jaki możesz zrobić prezent? Przecież pracujesz w fabryce.
Tak! Ale pracuję w galwanizacji. A tam produkowane są wszystkie rodzaje powłok na metalach.
Tato, nie zrozumiałem.
Jutro sam zobaczysz!
***
Następnego dnia ojciec przyniósł wisiorek na łańcuszku w kształcie prostokąta, który wydawał się złoty. Na jednej stronie wygrawerowano dwa znaki zodiaku, Byk i Panna, a na drugiej drobno, ale ładnie napisano:
Mojej koleżance z klasy Weronice na Dzień Kobiet! Tomasz.
Och, jak ten wisiorek pięknie się prezentował! A kiedy matka zapakowała go w celofanowy woreczek, zaczął wyglądać zupełnie oszałamiająco.
***
I oto siódmy marca. Nauczycielka nie zamierzała prowadzić lekcji. Najpierw uczniowie wręczyli jej podarunek. Długo dziękowała. Potem oznajmiła, by chłopcy obdarowali dziewczynki.
Co tu się zaczęło! Wszyscy chłopcy rzucili się do swoich wybranek, poruszając się jakby w powolnym wirze. Tomek również podszedł do Weroniki Nowak i wyrecytował, jak uczył tata:
Weroniko, gratuluję ci z okazji święta Dnia Kobiet! Być może kiedyś los połączy Byka i Pannę.
Po wypowiedzeniu wyuczonej frazy Tomek skierował się na swoje miejsce i oczywiście nie zauważył, jak zabiło serce tej brzydkiej, jego zdaniem, dziewczynki.
Wkrótce rodzice Weroniki przenieśli się do innej dzielnicy, i sama Weronika od piątej klasy zaczęła chodzić do innej szkoły.
***
Tomek otworzył oczy. Biały sufit szpitalnej sali. Spróbował poruszyć rękami i nogami. Poruszała się tylko lewa ręka.
Gdzie jestem? zwrócił się nie wiadomo do kogo.
Usłyszał jakiś stukot i do jego łóżka podszedł pacjent na kulach, uważnie mu się przyjrzał i zapytał:
Ocknąłeś się? Jesteś w oddziale chirurgii urazowej.
Mam ręce i nogi całe? zapytał Tomek cichym głosem.
Chyba wszystko na miejscu, – przekazał tamten radosną wiadomość. Tylko zabandażowany jesteś od głowy do stóp.
To dobrze, jeżeli wszystko całe.
Wtedy podeszła pielęgniarka i troskliwie zapytała:
– Jak się czujesz?
– Co się ze mną stało! odpowiedział pytaniem na pytanie Tomek.
– Twemu życiu nic nie zagraża. Ręce i nogi będą działać. Tylko blizn zostanie sporo, – podała włączony telefon. Twoja mama prosiła, żeby zadzwonić, gdy się obudzisz.
– Synku, – rozległ się przez łzy głos matki.
– Mamo, wszystko w porządku, – starał się mówić jak najweselej. Powiedzieli, iż zostaną tylko małe blizny. niedługo wypiszą.
– Nie pozwolili mi zostać z tobą w nocy. Synku, zaraz przyjdę.
– Mamo, nie przejmuj się za bardzo!
Położył telefon obok siebie, spróbował uśmiechnąć się do pielęgniarki:
– Dziękuję!
– No, niedługo cię nie wypiszą, – uśmiechnęła się w odpowiedzi pielęgniarka. Trzy tygodnie poleżysz. To na pewno!
– Co się u was stało? zapytał sąsiad z sali, gdy pielęgniarka wyszła.
– Ja ratownik. Na fabryce butle z tlenem zaczęły wybuchać, – zaczął sobie przypominać Tomek. Wezwali nas. Przybyliśmy przed strażakami. Pomieszczenie ogromne, w środku troje poszkodowanych. Wbiegliśmy tam, butle rozrzucone, miejscami ogień. Zaczęliśmy wynosić poszkodowanych Ja wyszedłem ostatni Gdy już byłem przy drzwiach, kolejna butla wybuchła Dalej nie pamiętam.
– Tak, dostało ci się.
– Wiśniewski Tomasz, – rozległ się głos pielęgniarki. Do ciebie kolega z pracy.
– Cześć, Tomek! Jak leci?
– Ręce, nogi całe! optymistycznie odpowiedział poszkodowany. Ale przywitać się mogę na razie tylko lewą ręką!
– Daj spokój!
– Co tam dalej się stało?
– My już wychodziliśmy, gdy wybuchło. Natychmiast rzucili się z powrotem, wyciągnęli cię cały we krwi lekarze już byli obok
– Dziękuję!
– Tomek, o czym ty mówisz?! nagle na twarzy przyjaciela pojawił się uśmiech. – Chyba chcą nas przedstawić do odznaczeń.
– Do tego czasu mnie wypiszą.
– Dobra, idę. U was teraz będzie obchód. Pielęgniarka kazała nie za długo.
Nie zdążył przyjaciel odejść, gdy wszedł lekarz, mężczyzna koło czterdziestki:
– No, jak się miewasz, bohaterze? podszedł do jego łóżka.
– Normalnie.
– Skoro już rozmawiasz, znaczy będziesz żył. Dawaj, obejrzę cię!
– Czy mnie zszywaliście? zapytał Tomek.
– Nie, Weronika Nowak. Ona pojutrze przyjdzie w ciągu dnia.
***
Minęły dwa dni. Tomek już próbował wstawać. Prawda, ból w nogach był jeszcze mocny, prawa ręka rozcięta. A ran po całym ciele nie mniej niż dziesięć. Dwie na twarzy, gdy wybuchło, uderzył w drzwi, dobrze iż prawą rękę zdążył wystawić do przodu. Spojrzał w lustro. Twarz wciąż opuchnięta.
Dziś obchód ma przeprowadzać lekarz, który przedwczoraj przez pięć godzin zszywał go na sali operacyjnej. Tomek choćby trochę się zdenerwował.
I oto weszła. Młoda, szczupła, w okularach co prawda, ale one jej wcale nie szpeciły, a biały kitel zupełnie do niej pasował. Tomek w swoje dwadzieścia siedem lat był już żonaty. Ale po pół roku się rozeszli charakterami nie pasowali, jak napisano we wniosku, a w rzeczywistości byłej żonie nie podobała się pensja ratownika.
– Dzień dobry! powiedziała lekarka i podeszła do jego łóżka.
– Dzień dobry! To pani mnie zszywała?
– Ja, – uśmiechnęła się. Coś nie tak?
– Dajcie, obejrzę panią!
I ona pochyliła się nad nim Przed oczami wisiorek ze znakami zodiaku, zwisający z jej szyi jak wspomnienie z dzieciństwa:
– Weronika Nowak!!! wykrzyknął.
Ona uważnie spojrzała na jego opuchniętą twarz.
– Przepraszam! powiedziała, wciąż nie poznając.
– Ja jestem Bykiem, – i wskazał na wisiorek.
– Tomek Wiśniewski? jej wargi zadrżały. Ty mnie jeszcze pamiętasz?
– No co ty, Weroniko? widząc łzy w oczach kobiety, opuścił dłoń na jej rękę.
– Przepraszam! wyjęła chusteczkę i otarła oczy. Nigdy nie myślałam, iż spotkamy się w taki sposób.
Więcej tego dnia Weronika do jego sali nie wchodziła. Ale Tomek już pojął, iż ma grafik, taki jak on: dzień, noc i dwa wolne.
Nie chciał wyglądać przed nią bezradnie. Cały następny dzień próbował chodzić po sali, opierając się na łóżkach, parę razy, trzymając się ściany, wyszedł na korytarz.
Wieczór. Lekarz z dziennej zmiany wyszedł. Przyszła nowa zmiana dało się to wyczuć po rozmowach na korytarzu. Teraz obchód
I nagle krzyki, pośpieszne kroki na korytarzu. Tak bywa, gdy przywożą następnego poszkodowanego.
Już dziesiąta. Weszła pielęgniarka, wyłączyła światło w sali. Ale nie mógł spać. Już po północy na korytarzu usłyszał czyjeś kroki, oto ucichły, i w tej ciszy Tomek raczej poczuł, niż usłyszał, iż ktoś płacze na korytarzu. Wstał i ostrożnie wyszedł na korytarz.
Za dyżurnym stołem siedziała i, opuściwszy głowę na ręce, płakała jego dawna koleżanka z klasy. Podszedł i położył zdrową rękę na jej ramieniu:
– Co się stało, Weroniko!
Ona wstała i wtuliła się w jego ramię:
– Operowałam kobietę, która wpadła pod samochód, – łkając zaczęła opowiadać. Zrobiłam wszystko, co możliwe i niemożliwe Teraz jest na intensywnej terapii, ale nie przeżyje. Ma dwoje dzieci mąż jest z nią w sali
– Uspokój się, Weroniko!
– Trzy lata już pracuję jako chirurg i wciąż nie mogę się przyzwyczaić, iż ludzie umierają.
– Uspokój się, uspokój się! Takie już są nasze z tobą zawody. Przez pięć lat też widziałem tyle śmierci, ale przecież my uratowaliśmy niemało żyć, – Tomek ciężko westchnął. – Dlatego żona ode mnie odeszła. Mówi, iż przychodzę do domu nie swój i mało zarabiam. A u mnie zawsze wychodzi pięć tysięcy żyć można.
– U mnie to samo, – spojrzała mu w twarz. Chłopcy patrzą na mnie jak na wariatkę. Do tej pory nie byłam mężatką, mieszkam z rodzicami jak nastolatka.
– Daj spokój, nam z tobą dopiero dwadzieścia siedem całe życie przed nami.
– Nie, Tomek, nam już po dwadzieścia siedem.
– Weroniko Nowak, jej puls znika, – krzyknęła wybiegająca pielęgniarka.
– Przepraszam! i Weronika pobiegła na intensywną.
Nie mógł zasnąć tej nocy. Rano przyszła pielęgniarka, jak zwykle zrobiła mu zastrzyk.
– Kobieta, której dziś w nocy operowali, żyje? zapytał niespodziewanie choćby dla siebie.
– Żyje, ale stan jest bardzo ciężki.
***
Minęły trzy tygodnie. Rany na ciele Tomka się zagoiły. Z Weroniką widzieli się podczas jej zmian, ponadto on coraz silniej i silniej był do niej przyciągany. Ale oddział chirurgii urazowej nie jest miejscem, gdzie można rozmawiać o czymś bardzo osobistym.
I oto podczas jednego z porannych obchodów lekarz-mężczyzna oznajmił:
– Dziś was wypisuję, – uśmiechnął się i dodał. W sensie, ze szpitala. Od razu pójdziesz do waszej przychodni, a tam już zdecydują, ile jeszcze będziesz na zwolnieniu lekarskim.
– Można się zbierać!
– Tak, tak! Nie spiesz się specjalnie. Zaraz przygotują ci wypis.
Gdy lekarz wyszedł, Tomek się ogolił. Patrząc w lustro, zadowalająco zauważył, iż dwie pozostałe blizny wcale nie szpecą twarzy, raczej dodają męskości. Na pozostałe blizny nie warto zwracać uwagi.
Zbierał się, wyszedł na korytarz. Naprzeciwko, trzymając się ściany, szła pacjentka.
Ona jednak się wykaraskała! – przemknęła radosna myśl.
Wyszła pielęgniarka, podała wypis:
– Do widzenia, Tomek! Więcej do nas nie wpadaj!
***
Miał swoje jednopokojowe mieszkanie, ale pojechał do rodziców. Przecież mama tak go czekała i martwiła się. choćby wzięła urlop.
– Synku! rzuciła się do niego w objęcia matka.
– Już, mamo! Jak widzisz, jestem żywy i zdrowy.
– Chodź, przygotowałam ci coś do jedzenia. Jaki chudy się zrobiłeś.
– Oj, jak ja za domowym jedzeniem tęskniłem!
– Dopóki się nie wyzdrowiejesz i nie ożenisz, będziesz mieszkał w rodzinnym domu. Twój pokój do tej pory stoi pusty, – i krzyknęła jakby do dziecka. Idź, umyj ręce!
***
Do wieczora Tomek poszedł do fryzjera. Wszedł do swojego mieszkania. Zabrał trochę ubrań. Matka od razu zaczęła je porządkować.
Wieczorem przyszedł ojciec z pracy. Usiedli, jak to dawniej bywało, wszyscy razem i rozmawiali aż do samej nocy.
Położył się spać w swoim pokoju, gdzie minęło dzieciństwo i młodość, ale nie zasnął od razu:
Jutro trzeba pójść do przychodni. Potem do pracy. A wieczorem
Z tą myślą o następnym wieczorze zasnął daleko po północy.
***
Następnego dnia Tomek z rana poszedł do przychodni. Do obiadu chodził po gabinetach. Po obiedzie poszedł do pracy, akurat była jego zmiana.
– Ty, dokąd? zainteresował się ojciec.
– Tato, pamiętasz dawno temu, gdy uczyłem się jeszcze w czwartej klasie. Zrobiłeś mi wisiorek na prezent dla koleżanki?
– Brzydkiej Weroniki Nowak? Pamiętam.
– Pamiętasz, powiedziałeś jeszcze: Dorośniesz, może jeszcze się w niej zakochasz.
– I to pamiętam.
– Tato, Weronika teraz jest chirurgiem. To ona robiła mi operację. I ona do tej pory nosi na szyi ten wisiorek.
– No to tak!
– Tato, twoje słowa się spełniły. Idę do niej!
***
Dwadzieścia siedem lat to nie tak wiele na początek życia z ukochaną osobą.Błysk Głośny huk Ciemność Ciemność
Nareszcie ciemność zaczęła się rozpraszać, jakby rozdzierano zasłonę ze snu. Usłyszał głos dochodzący jakby z otchłani:
Weroniko Kowalska, to ratownik, coś tam wybuchło.
Przez falę bólu poczuł na szyi muśnięcie dłoni, jakby dotyk ducha. Z wysiłkiem uniósł powieki. Przed oczami unosił się wisiorek w kształcie prostokąta z wygrawerowanymi symbolami zodiaku, wirując w powietrzu… Twarz kobiety w białym kitlu unoszącym się jak chmura
Na salę operacyjną! zabrzmiał głos tuż przy uchu, rozbrzmiewając echem.
Rodzice powrócili z pracy. Matka od razu pobiegła do kuchni, zerknąwszy do pokoju, gdzie syn zmagał się z lekcjami. Ojciec, wchodząc do środka, od razu zauważył, iż humor u syna jest kiepski.
Tomek, co się dzieje? pogłaskał go po głowie.
Nic, – mruknął czwartoklasista.
No, dawaj, mów!
Niedługo Dzień Kobiet. Nauczycielka zatrzymała nas dziś i kazała przygotować podarunki dla dziewcząt.
No i gdzie problem? uśmiechnął się ojciec.
Mamy tylu samo chłopców i dziewcząt. I rozdzieliła, kto komu ofiaruje, – syn westchnął ciężko. Mnie przypadła brzydka, Weronika Nowak.
Wszystkie dziewczynki pragną dostać prezent na Dzień Kobiet, również brzydkie, – ojciec próbował mówić z synem jak z dorosłym. A jak to rozdzielała? Według alfabetu?
Nie, według znaków zodiaku.
To jak? ojciec nie zdołał się powstrzymać i znów się uśmiechnął.
Według zgodności. Weronika to Panna, a Pannom najbardziej odpowiada Byk. A ja właśnie Byk.
To dobrze, jeżeli pasujecie! Dorośniesz, może jeszcze się w niej zakochasz.
Ojciec nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem. Do pokoju natychmiast wbiegła matka:
Co się tu dzieje?
Aniu, idź do kuchni, – twarz ojca stała się poważna. Mamy z synem poważną rozmowę.
Gdy matka wyszła, Tomek smutnym głosem zapytał:
Tato, i co mi teraz robić?
Przygotować prezent!
Jaki?
Jutro w pracy zrobię prezent dla twojej wybranki.
Tato, jaki możesz zrobić prezent? Przecież pracujesz w fabryce.
Tak! Ale pracuję w galwanizacji. A tam produkowane są wszystkie rodzaje powłok na metalach.
Tato, nie zrozumiałem.
Jutro sam zobaczysz!
***
Następnego dnia ojciec przyniósł wisiorek na łańcuszku w kształcie prostokąta, który wydawał się złoty. Na jednej stronie wygrawerowano dwa znaki zodiaku, Byk i Panna, a na drugiej drobno, ale ładnie napisano:
Mojej koleżance z klasy Weronice na Dzień Kobiet! Tomasz.
Och, jak ten wisiorek pięknie się prezentował! A kiedy matka zapakowała go w celofanowy woreczek, zaczął wyglądać zupełnie oszałamiająco.
***
I oto siódmy marca. Nauczycielka nie zamierzała prowadzić lekcji. Najpierw uczniowie wręczyli jej podarunek. Długo dziękowała. Potem oznajmiła, by chłopcy obdarowali dziewczynki.
Co tu się zaczęło! Wszyscy chłopcy rzucili się do swoich wybranek, poruszając się jakby w powolnym wirze. Tomek również podszedł do Weroniki Nowak i wyrecytował, jak uczył tata:
Weroniko, gratuluję ci z okazji święta Dnia Kobiet! Być może kiedyś los połączy Byka i Pannę.
Po wypowiedzeniu wyuczonej frazy Tomek skierował się na swoje miejsce i oczywiście nie zauważył, jak zabiło serce tej brzydkiej, jego zdaniem, dziewczynki.
Wkrótce rodzice Weroniki przenieśli się do innej dzielnicy, i sama Weronika od piątej klasy zaczęła chodzić do innej szkoły.
***
Tomek otworzył oczy. Biały sufit szpitalnej sali. Spróbował poruszyć rękami i nogami. Poruszała się tylko lewa ręka.
Gdzie jestem? zwrócił się nie wiadomo do kogo.
Usłyszał jakiś stukot i do jego łóżka podszedł pacjent na kulach, uważnie mu się przyjrzał i zapytał:
Ocknąłeś się? Jesteś w oddziale chirurgii urazowej.
Mam ręce i nogi całe? zapytał Tomek cichym głosem.
Chyba wszystko na miejscu, – przekazał tamten radosną wiadomość. Tylko zabandażowany jesteś od głowy do stóp.
To dobrze, jeżeli wszystko całe.
Wtedy podeszła pielęgniarka i troskliwie zapytała:
– Jak się czujesz?
– Co się ze mną stało! odpowiedział pytaniem na pytanie Tomek.
– Twemu życiu nic nie zagraża. Ręce i nogi będą działać. Tylko blizn zostanie sporo, – podała włączony telefon. Twoja mama prosiła, żeby zadzwonić, gdy się obudzisz.
– Synku, – rozległ się przez łzy głos matki.
– Mamo, wszystko w porządku, – starał się mówić jak najweselej. Powiedzieli, iż zostaną tylko małe blizny. niedługo wypiszą.
– Nie pozwolili mi zostać z tobą w nocy. Synku, zaraz przyjdę.
– Mamo, nie przejmuj się za bardzo!
Położył telefon obok siebie, spróbował uśmiechnąć się do pielęgniarki:
– Dziękuję!
– No, niedługo cię nie wypiszą, – uśmiechnęła się w odpowiedzi pielęgniarka. Trzy tygodnie poleżysz. To na pewno!
– Co się u was stało? zapytał sąsiad z sali, gdy pielęgniarka wyszła.
– Ja ratownik. Na fabryce butle z tlenem zaczęły wybuchać, – zaczął sobie przypominać Tomek. Wezwali nas. Przybyliśmy przed strażakami. Pomieszczenie ogromne, w środku troje poszkodowanych. Wbiegliśmy tam, butle rozrzucone, miejscami ogień. Zaczęliśmy wynosić poszkodowanych Ja wyszedłem ostatni Gdy już byłem przy drzwiach, kolejna butla wybuchła Dalej nie pamiętam.
– Tak, dostało ci się.
– Wiśniewski Tomasz, – rozległ się głos pielęgniarki. Do ciebie kolega z pracy.
– Cześć, Tomek! Jak leci?
– Ręce, nogi całe! optymistycznie odpowiedział poszkodowany. Ale przywitać się mogę na razie tylko lewą ręką!
– Daj spokój!
– Co tam dalej się stało?
– My już wychodziliśmy, gdy wybuchło. Natychmiast rzucili się z powrotem, wyciągnęli cię cały we krwi lekarze już byli obok
– Dziękuję!
– Tomek, o czym ty mówisz?! nagle na twarzy przyjaciela pojawił się uśmiech. – Chyba chcą nas przedstawić do odznaczeń.
– Do tego czasu mnie wypiszą.
– Dobra, idę. U was teraz będzie obchód. Pielęgniarka kazała nie za długo.
Nie zdążył przyjaciel odejść, gdy wszedł lekarz, mężczyzna koło czterdziestki:
– No, jak się miewasz, bohaterze? podszedł do jego łóżka.
– Normalnie.
– Skoro już rozmawiasz, znaczy będziesz żył. Dawaj, obejrzę cię!
– Czy mnie zszywaliście? zapytał Tomek.
– Nie, Weronika Nowak. Ona pojutrze przyjdzie w ciągu dnia.
***
Minęły dwa dni. Tomek już próbował wstawać. Prawda, ból w nogach był jeszcze mocny, prawa ręka rozcięta. A ran po całym ciele nie mniej niż dziesięć. Dwie na twarzy, gdy wybuchło, uderzył w drzwi, dobrze iż prawą rękę zdążył wystawić do przodu. Spojrzał w lustro. Twarz wciąż opuchnięta.
Dziś obchód ma przeprowadzać lekarz, który przedwczoraj przez pięć godzin zszywał go na sali operacyjnej. Tomek choćby trochę się zdenerwował.
I oto weszła. Młoda, szczupła, w okularach co prawda, ale one jej wcale nie szpeciły, a biały kitel zupełnie do niej pasował. Tomek w swoje dwadzieścia siedem lat był już żonaty. Ale po pół roku się rozeszli charakterami nie pasowali, jak napisano we wniosku, a w rzeczywistości byłej żonie nie podobała się pensja ratownika.
– Dzień dobry! powiedziała lekarka i podeszła do jego łóżka.
– Dzień dobry! To pani mnie zszywała?
– Ja, – uśmiechnęła się. Coś nie tak?
– Dajcie, obejrzę panią!
I ona pochyliła się nad nim Przed oczami wisiorek ze znakami zodiaku, zwisający z jej szyi jak wspomnienie z dzieciństwa:
– Weronika Nowak!!! wykrzyknął.
Ona uważnie spojrzała na jego opuchniętą twarz.
– Przepraszam! powiedziała, wciąż nie poznając.
– Ja jestem Bykiem, – i wskazał na wisiorek.
– Tomek Wiśniewski? jej wargi zadrżały. Ty mnie jeszcze pamiętasz?
– No co ty, Weroniko? widząc łzy w oczach kobiety, opuścił dłoń na jej rękę.
– Przepraszam! wyjęła chusteczkę i otarła oczy. Nigdy nie myślałam, iż spotkamy się w taki sposób.
Więcej tego dnia Weronika do jego sali nie wchodziła. Ale Tomek już pojął, iż ma grafik, taki jak on: dzień, noc i dwa wolne.
Nie chciał wyglądać przed nią bezradnie. Cały następny dzień próbował chodzić po sali, opierając się na łóżkach, parę razy, trzymając się ściany, wyszedł na korytarz.
Wieczór. Lekarz z dziennej zmiany wyszedł. Przyszła nowa zmiana dało się to wyczuć po rozmowach na korytarzu. Teraz obchód
I nagle krzyki, pośpieszne kroki na korytarzu. Tak bywa, gdy przywożą następnego poszkodowanego.
Już dziesiąta. Weszła pielęgniarka, wyłączyła światło w sali. Ale nie mógł spać. Już po północy na korytarzu usłyszał czyjeś kroki, oto ucichły, i w tej ciszy Tomek raczej poczuł, niż usłyszał, iż ktoś płacze na korytarzu. Wstał i ostrożnie wyszedł na korytarz.
Za dyżurnym stołem siedziała i, opuściwszy głowę na ręce, płakała jego dawna koleżanka z klasy. Podszedł i położył zdrową rękę na jej ramieniu:
– Co się stało, Weroniko!
Ona wstała i wtuliła się w jego ramię:
– Operowałam kobietę, która wpadła pod samochód, – łkając zaczęła opowiadać. Zrobiłam wszystko, co możliwe i niemożliwe Teraz jest na intensywnej terapii, ale nie przeżyje. Ma dwoje dzieci mąż jest z nią w sali
– Uspokój się, Weroniko!
– Trzy lata już pracuję jako chirurg i wciąż nie mogę się przyzwyczaić, iż ludzie umierają.
– Uspokój się, uspokój się! Takie już są nasze z tobą zawody. Przez pięć lat też widziałem tyle śmierci, ale przecież my uratowaliśmy niemało żyć, – Tomek ciężko westchnął. – Dlatego żona ode mnie odeszła. Mówi, iż przychodzę do domu nie swój i mało zarabiam. A u mnie zawsze wychodzi pięć tysięcy żyć można.
– U mnie to samo, – spojrzała mu w twarz. Chłopcy patrzą na mnie jak na wariatkę. Do tej pory nie byłam mężatką, mieszkam z rodzicami jak nastolatka.
– Daj spokój, nam z tobą dopiero dwadzieścia siedem całe życie przed nami.
– Nie, Tomek, nam już po dwadzieścia siedem.
– Weroniko Nowak, jej puls znika, – krzyknęła wybiegająca pielęgniarka.
– Przepraszam! i Weronika pobiegła na intensywną.
Nie mógł zasnąć tej nocy. Rano przyszła pielęgniarka, jak zwykle zrobiła mu zastrzyk.
– Kobieta, której dziś w nocy operowali, żyje? zapytał niespodziewanie choćby dla siebie.
– Żyje, ale stan jest bardzo ciężki.
***
Minęły trzy tygodnie. Rany na ciele Tomka się zagoiły. Z Weroniką widzieli się podczas jej zmian, ponadto on coraz silniej i silniej był do niej przyciągany. Ale oddział chirurgii urazowej nie jest miejscem, gdzie można rozmawiać o czymś bardzo osobistym.
I oto podczas jednego z porannych obchodów lekarz-mężczyzna oznajmił:
– Dziś was wypisuję, – uśmiechnął się i dodał. W sensie, ze szpitala. Od razu pójdziesz do waszej przychodni, a tam już zdecydują, ile jeszcze będziesz na zwolnieniu lekarskim.
– Można się zbierać!
– Tak, tak! Nie spiesz się specjalnie. Zaraz przygotują ci wypis.
Gdy lekarz wyszedł, Tomek się ogolił. Patrząc w lustro, zadowalająco zauważył, iż dwie pozostałe blizny wcale nie szpecą twarzy, raczej dodają męskości. Na pozostałe blizny nie warto zwracać uwagi.
Zbierał się, wyszedł na korytarz. Naprzeciwko, trzymając się ściany, szła pacjentka.
Ona jednak się wykaraskała! – przemknęła radosna myśl.
Wyszła pielęgniarka, podała wypis:
– Do widzenia, Tomek! Więcej do nas nie wpadaj!
***
Miał swoje jednopokojowe mieszkanie, ale pojechał do rodziców. Przecież mama tak go czekała i martwiła się. choćby wzięła urlop.
– Synku! rzuciła się do niego w objęcia matka.
– Już, mamo! Jak widzisz, jestem żywy i zdrowy.
– Chodź, przygotowałam ci coś do jedzenia. Jaki chudy się zrobiłeś.
– Oj, jak ja za domowym jedzeniem tęskniłem!
– Dopóki się nie wyzdrowiejesz i nie ożenisz, będziesz mieszkał w rodzinnym domu. Twój pokój do tej pory stoi pusty, – i krzyknęła jakby do dziecka. Idź, umyj ręce!
***
Do wieczora Tomek poszedł do fryzjera. Wszedł do swojego mieszkania. Zabrał trochę ubrań. Matka od razu zaczęła je porządkować.
Wieczorem przyszedł ojciec z pracy. Usiedli, jak to dawniej bywało, wszyscy razem i rozmawiali aż do samej nocy.
Położył się spać w swoim pokoju, gdzie minęło dzieciństwo i młodość, ale nie zasnął od razu:
Jutro trzeba pójść do przychodni. Potem do pracy. A wieczorem
Z tą myślą o następnym wieczorze zasnął daleko po północy.
***
Następnego dnia Tomek z rana poszedł do przychodni. Do obiadu chodził po gabinetach. Po obiedzie poszedł do pracy, akurat była jego zmiana.
– Ty, dokąd? zainteresował się ojciec.
– Tato, pamiętasz dawno temu, gdy uczyłem się jeszcze w czwartej klasie. Zrobiłeś mi wisiorek na prezent dla koleżanki?
– Brzydkiej Weroniki Nowak? Pamiętam.
– Pamiętasz, powiedziałeś jeszcze: Dorośniesz, może jeszcze się w niej zakochasz.
– I to pamiętam.
– Tato, Weronika teraz jest chirurgiem. To ona robiła mi operację. I ona do tej pory nosi na szyi ten wisiorek.
– No to tak!
– Tato, twoje słowa się spełniły. Idę do niej!
***
Dwadzieścia siedem lat to nie tak wiele na początek życia z ukochaną osobą.

Idź do oryginalnego materiału