Doprowadziłam do rozwodu syna, a teraz żałuję… – Opowieść sąsiadki Ludmiły o synowej, wnuczce i niespodziewanym zwrocie losu w polskiej rodzinie

newskey24.com 2 godzin temu

– Wczoraj synowa znowu przyprowadziła mi wnuczkę na weekend narzekała mi sąsiadka Jadwiga, gdy spotkałyśmy się na klatce schodowej. Nakarmić tego dziecka porządnie nie mogę! Mama mówiła, iż księżniczki za dużo nie jedzą! mówi, zje dwie łyżki i koniec! Cała już blada, jakby świeciła z głodu!

Jadwiga nie polubiła Patrycji, żony swojego syna Tomasza, od pierwszego wejrzenia. Powód był prosty Patrycja była od Tomasza aż o siedem lat starsza. A on przecież jeszcze taki młody ledwo co maturę zdał.

– Przecież on żadnej dziewczyny przed nią nie znał! denerwowała się Jadwiga. Nic dziwnego, iż się zauroczył. Skusiła go swoim doświadczeniem, i tyle!

Patrycja była kobieta piękna, energiczna i zadbana. Dbająca o linię, z gustem się ubierała, goniła za karierą. Nie dziwiłam się, iż Tomasz tak się nią zachwycił wiadomo, mężczyźni często patrzą oczami. A na nią było co popatrzeć.

Patrycja zdrowo się odżywiała i tego samego uczyła swoją córkę: umiarkowanie, bez przejadania się, dbałość o sylwetkę i zdrowie.

Zaledwie po kilku miesiącach znajomości Patrycja zaszła w ciążę. Być może na złość przyszłej teściowej, która robiła wszystko żeby ich rozdzielić, a może po prostu przez przypadek. Mniejsza z tym Tomasz był zdecydowany chciał się żenić, choć miał dopiero osiemnaście lat, a Patrycja dwadzieścia pięć.

Po maturze Tomasz poszedł do technikum. Łączył naukę z pracą razem z młodą żoną przeprowadzili się na swoje. Najpierw wynajmowali mieszkanie, potem kupili mały pokoik w akademiku.

Młodzi byli szczęśliwi, ale teściowa nie dawała za wygraną; zawsze znalazła powód do pretensji wobec synowej a to źle ugotowała, a to mężowi koszuli nie wyprasowała, a to dziecka nieodpowiednio ubrała. Według Jadwigi Patrycja nie miała żadnych zalet, same wady. Stale ją krytykowała, swojemu synowi dokuczała…

W końcu Patrycja niemal w ogóle przestała utrzymywać kontakt z teściową. Sama odprowadzała córkę do przedszkola, na gimnastykę i na szachy. Pędziła prosto z pracy do przedszkola, potem na zajęcia dodatkowe. Musiała też znaleźć czas na siłownię, na manicure, do fryzjera… W domu bywała coraz rzadziej.

Tomasz wracał do pustego domu córka na zajęciach, żona albo z nią, albo zajęta swoimi sprawami.

Pewnego wieczoru zapukała do niego sąsiadka z akademika, Ewa wdowa, lat 38, wychowująca dwoje nastoletnich dzieci. W kuchni wspólnej w akademiku przeciekał kran poprosiła Tomasza o pomoc, zanim zaleją sąsiadów z dołu.

Tomasz był złotą rączką, więc gwałtownie zakręcił wodę i naprawił problem. W tym czasie Ewa gotowała kolację makaron z kotletem. W podziękowaniu poczęstowała nim także Tomasza on chętnie przyjął propozycję, bo Patrycja coraz rzadziej gotowała w domu, po prostu nie miała na to czasu.

Od tej pory Ewa coraz częściej zapraszała Tomasza na kolację podczas nieobecności żony i córki spędzali wspólnie wieczory w szkolnej kuchni rozmawiali, lepili pierogi, piekli ciasto. Pewnego wieczoru między nimi zaiskrzyło… Sami nie wiedzieli, kiedy stali się sobie tak bliscy, iż nie wyobrażali sobie już życia bez tych ciepłych spotkań.

Akademik żył jednak swoim życiem tam wszystko widać i słychać. Ktoś z życzliwych sąsiadów poszedł do Patrycji z informacją, iż jej mąż odwiedza sąsiadkę nie tylko na kawę…

Wywiązała się kłótnia na cały akademik. Patrycja, kobieta dumna, wyrzuciła Tomasza z domu, wystawiając jego rzeczy na korytarz.

Nie miał dokąd pójść było już późno. Więc trafił do Ewy, która go przyjęła z otwartymi ramionami.

Córka Patrycji i Tomasza miała wtedy sześć lat. Tomasz miał dwadzieścia pięć, Patrycja trzydzieści dwa, Ewa trzydzieści dziewięć.

Kiedy Jadwiga dowiedziała się, iż jej syn rozstał się z żoną, poczuła triumf udało się! Jednak gdy usłyszała, iż Tomasz zamieszkał z kobietą z dwójką dzieci, starszą od siebie o czternaście lat zamilkła…

Było to dla mnie zaskoczenie. Przez tyle lat dręczyła Patrycję za różnicę wieku, a teraz cisza i pełna akceptacja. Może dotarło do niej, jak bardzo błędnie postępowała?

Ten rozwód wydarzył się piętnaście lat temu. Od tego czasu Tomasz żyje z Ewą. Nie mają wspólnych dzieci, ale zgodę, spokój i wzajemny szacunek. Choć ona ma dziś 54 lata, a on 40, Jadwiga bez pretensji przyjmuje ich razem u siebie w domu jest ciepło, spokojnie, harmonijnie. Zauważam, iż Tomasz jest naprawdę szczęśliwy.

Moje przemyślenie? Różnica wieku przestaje mieć znaczenie, gdy jest miłość, zrozumienie i wsparcie. Czasami lepiej zasmakować prostych, domowych wartości, niż ślepo trzymać się uprzedzeń i opinii innych. Szczęście każdemu pisane jest inaczej dojrzałość to umieć to zaakceptować.

Idź do oryginalnego materiału