— Dom zbudowaliście w idealnym momencie! Czekamy na naszego pierwszego potomka, przeprowadzimy się d…

polregion.pl 4 godzin temu

Dom zbudowaliście w sam raz! Czekamy na pierwsze dziecko, zamieszkamy u was na świeżym powietrzu powiedziała siostra męża, ale ja ją odłożyłam na miejsce.

Gdy po raz pierwszy stanęliśmy przed tym domem, poczułam, iż to przeznaczenie. Czerwony, dwupiętrowy dom z cegły, wielkie pokoje, wysokie sufity i okna, które otwierały się jak ramiona na ogród. Trzeba było jedynie trochę odświeżyć wnętrza, a po sprzedaży naszej kawalerki w centrum Warszawy zostawiło nam się kilka tysięcy złotych na remont.

Elżbieto, wyobrażasz sobie, jaka będzie nasza przyszłość? zachwycał się Maksym, obejmując mnie przy progu nowego domu. Świeże powietrze, cisza, miejsce dla przyszłych dzieci

Skinęłam głową, wpatrując się w przestronny salon z kominkiem, który zdawał się mruczeć własnym snem. To właśnie to, o czym marzyliśmy brak sąsiadów za ścianą, brak krzyków i stukotu pod sufitem. Nasz własny, zamknięty świat.

Dwa kolejne miesiące przeszły jak jeden długi sen. Zanurzyliśmy się w remont. Maksym okazał się nieoczekiwanie zręcznym rzemieślnikiem sam tapetował, malował ściany, wymienił oświetlenie. Ja zajmowałam się wystrojem, wybierając meble, zasłony, tworząc przytulny kącik. Lato przemieniło dom w niepoznawalny pałac.

Czas na nowe przyjęcie! oznajmił Maksym, podziwiając efekty naszych trudów.

Zaprośmy przyjaciół i rodziny. Goście zachwyceni, a nasza najbliższa przyjaciółka Zofia nie mogła przestać jęczeć zachwytu, przeglądając każdy zakamarek.

Elżbieto, to prawdziwy zamczysko! wykrzyknęła. Jak wam się udało!

Matka Maksymu, Grażyna Piotrowska, również była pod wrażeniem. Obwędzała każdy pokój, po czym z dumą ogłosiła:

Brawo, dzieci! To dopiero dom, nie te szklane pudełka w mieście.

Ojciec Maksymu, Stanisław, rzadko przemawiający, wygłosił długą mowę o tym, jak ważne jest mieć własny dach nad głową. Moi rodzice również podzielili się radością.

Wieczór upłynął przy grillowaniu kiełbasek w ogrodzie, winie i śmiechu. Czułam się naprawdę szczęśliwa w końcu mieliśmy to, czego tak długo szukaliśmy.

Tydzień po wprowadzeniu się Grażyna zadzwoniła, głos miał nieco nerwowy, podekscytowany.

Elżbieto, opowiedziałam Jadwidze o waszym domu. Ona już nie może się doczekać, przyjedzie zobaczyć.

Jadwiga siostra Maksymu, młodsza o pięć lat, mieszka w Gdańsku z mężem Wiktorem. Rzadko kontaktujemy się, głównie przy świętach. Nie jesteśmy bliskie, ale nie ma między nami spięć.

Oczywiście, niech przyjedzie, odpowiedziałam. Z przyjemnością pokażemy dom.

Jadwiga przyjechała po dwóch dniach, nie sama, ale z Wiktorem i z ogromnym brzuchem. Była w ciąży!

Niespodzianka! krzyknęła radośnie, wysiadając z auta. Zaraz zostaniecie wujkiem i ciocią!

Maksym z uśmiechem przyjął nowinę, ale ja poczułam niepokój, zwłaszcza kiedy zobaczyłam stos walizek, jakby zamierzali zostać na dłużej. Wiktor, cichy, ale miły facet, pracował w handlu, zarabiał przyzwoicie. Jadwiga była jego przeciwieństwem głośna, emocjonalna, lubiąca być w centrum uwagi.

Ojej, jaki piękny dom! zachwycała się, wchodząc do salonu. A my w dwupokojówce walczymy, sąsiad z góry co wieczór wiertarką hałasuje!

Pokazałam im każdy pokój, podzieliłam obiad. Jadwiga ciągle trącała się za brzuchem, jęczała z powodu mdłości. Wiktor jedząc, od czasu do czasu podsuwał żonie jedzenie.

Elżbieto, gdzie będziemy spać? zapytała po posiłku.

W hotelu? Może wrócicie do domu?

Jadwiga roześmiała się:

Nie ma mowy! Nie przyjechaliśmy na jeden dzień. dom zbudowaliście w sam raz! Czekamy na pierworodka, zamieszkamy u was na świeżym powietrzu.

Czułam, jak w brzuchu coś się kurczy. Zamieszkać? Na stałe? Nie pokazałam zdziwienia, postanowiłam najpierw porozmawiać z Maksymem.

Dobrze powiedziałam spokojnie. Możecie zatrzymać się w pokoju gościnnym.

Pokój gościnny na piętrze był mały, ale przytulny. Położyłam czyste prześcieradła, ręczniki. Jadwiga narzekała na twardy materac, niewygodną poduszkę, przeciąg z okna.

Pierwszy dzień minął względnie spokojnie, ale już następnego poranka zrozumiałam, iż czeka nas prawdziwe wyzwanie.

Jadwiga wstała o siódmej, włączając telewizor na pełną moc. Po pół godziny wzięła prysznic, zużywając całą ciepłą wodę, po czym zszedła do kuchni, gotując śniadanie, przytłaczając wszystkie garnki i patelnie.

Przepraszam, Elżbieto powiedziała, wchodząc do kuchni. Jestem na diecie ciążowej, potrzebuję specjalnych posiłków.

Kuchnia przypominała pole bitwy: zlewozmywak zatopiony w brudnych naczyniach, płyta poplamiona rozbryzgami, podłoga pełna okruchów i kropli oleju. Jadwiga przy stole pożerała jajecznicę z boczkiem, przeglądając magazyn.

Jadwiga, nie zapomniałaś umyć naczyń? zapytałam ostrożnie.

Ojej, przepraszam, mdłości mnie dręczą odparła. Później posprzątam.

Naczynia jednak pozostały brudne, więc musiałam sama je zmywać. Wiktor spędzał cały dzień w salonie przy laptopie, nie sprzątał, nie zmywał choćby filiżanki po kawie. Jadwiga leżała na kanapie, rozrzucała po domu swoje rzeczy.

Wieczorem dom wyglądał, jakby tydzień w nim spędzili studenci. Maksym wrócił zmęczony, nie zwracając najpierw uwagi na bałagan.

Jak leci? zapytał, całując mnie w policzek.

Dobrze odpowiedziałam, starając się brzmieć spokojnie.

Po kolacji odprowadziłam go do sypialni i wyznałam obawy.

Maksym, wydaje mi się, iż zamierzają tu mieszkać przez całą ciążę, a może i dłużej. To jeszcze pięć miesięcy!

Elżbieto, spokojnie uspokajał mnie mąż. Oni tylko odpoczywają, niedługo wyjadą.

Ale nie wyjeżdżali. Tydzień minął, potem kolejny. Jadwiga czuła się jak u siebie w domu, zapraszała przyjaciółki.

Elżbieto, nie masz nic przeciwko, jeżeli Małgosia i Ola zjawiają się na noc? pytała, już wybierając numer. Chcą zobaczyć nasz dom!

Dom stał się ich królestwem. Przyjaciółki przyjechały w sobotę hałaśliwe, wesołe dziewczyny lat dwudziestu pięciu, krzyczały z zachwytu, robiły zdjęcia przy kominku, organizowały spontaniczną sesję zdjęciową w ogrodzie.

Dziewczyny, zróbmy toast! zawołała Jadwiga. Mam szampana!

Stół w salonie zalały się jedzeniem i muzyką. Starałam się zasugerować, iż mamy inne plany, ale nikt nie słuchał. Impreza trwała do późnych godzin, a po niej pozostał górowiory brudnych naczyń i plamy wina na białym obrusie.

Jadwiga, może następnym razem powiesz gościom, iż nie możesz przyjąć? powiedziałam rano.

Nie ma sprawy, Elżbieto odrzuciła. Nie codziennie się bawimy. Ciężarne nie mogą być smutne.

Mijał miesiąc od ich przyjazdu. Jadwiga osiedliła się, przestawiała meble w salonie, korzystała z moich kosmetyków i perfum, nie pytając. Najgorsze było to, iż ciągle musiałam sprzątać po niej. Zostawiała brudne talerze wszędzie, nie myła wanny po kąpieli, rozrzucała rzeczy po domu. Wiktor nie odstawał palił na balkonie, zostawiając niedopałki w donicach, oglądał mecze do późna, nie dbając o ciszę.

Maksym dostrzegał mój gniew, ale wolał nie poruszać tematu.

Wytrzymaj jeszcze trochę, Elżbieto mówił. Jest w ciąży, ma ciężko.

A czy to dla mnie jest łatwe? wybuchłam. Cały dzień sprzątam po dorosłych! To nasz dom, a nie schronisko!

Kropelką, która przelała czarę, było moje ślubne suknia. Jadwiga znalazła ją w szafie i postanowiła przymierzyć.

Elżbieto, jak mi leży? zapytała, wychodząc z mojego sukni, które pękało od rosnącego brzucha.

Ściągnij to natychmiast! krzyknęłam. To moja suknia ślubna!

Suknia została zniszczona, szwy rozdarły się, pojawiła się plama od podkładu. To była suknia, w której wyszłam za mąż, miałam przekazać ją przyszłej córce.

Zamknęłam się w sypialni i płakałam całą noc. Maksym próbował mnie pocieszyć, ale łzy nie chciały przestać. To nie była tylko suknia to wspomnienie, cząstka mojego życia, którą Jadwiga zniszczyła.

Następnego dnia podjęłam decyzję. Dość już tolerowania. Nadszedł czas postawić granice.

Rano, gdy Jadwiga zeszła na śniadanie, byłam gotowa.

Jadwiga, musimy porozmawiać rzekłam stanowczo.

O czym? zapytała, rozsmarowując masło na chlebie.

O tym, iż mieszkacie tu już miesiąc. Nie jestem służącą, by sprzątać po was. O tym, iż zniszczyłaś moją suknię ślubną.

Jadwiga westchnęła:

Elżbieto, to chyba przesada. Kupię nową, ta była już trochę zużyta.

Nową? poczułam, jak płomień w sercu rozbłyskuje. To była moja suknia ślubna! Jedyna, niepowtarzalna!

No i co? wzruszyła ramionami Jadwiga. i tak jej nie założysz.

Stojąc przed nią, powiedziałam spokojnie i wyraźnie:

Nie będę już tolerować waszego wygłodzenia domu. To nie hotel. jeżeli chcecie tu mieszkać, zachowujcie się jak goście, albo płaccie za najem, media i jedzenie.

Co? wykrzyknęła. Proponujesz, żebym płaciła za mieszkanie w domu mojego brata?

Proponuję, żebyście zachowali się jak dorośli, odpowiedzialni ludzie wyjaśniłam. Maksym jest moim mężem, a ten dom należy do nas obojga. Nie pozwolę, by ktoś go zburzył.

W tym momencie wszedł Maksym, wyczuwając napięcie.

Co się dzieje? zapytał.

Twoja żona wyrzuca mnie z domu! zapłakana Jadwiga rzuciła się do niego. Żąda płacenia za pobyt!

Maksym spojrzał na mnie zdezorientowany.

Elżbieto, co to oznacza?

To znaczy, iż nie zamierzam już dłużej znosić brudu i bezczelności. Miesiąc sprzątałam po dorosłych, którzy zachowują się jak świnie w moim domu.

To dom mojego brata! krzyknęła Jadwiga.

Nie, odparłam. To nasz dom, który kupiliśmy razem, remontowaliśmy razem, urządzaliśmy razem. I nie pozwolę nikomu go zniszczyć.

Maksym próbował załagodzić sytuację:

Dziewczyny, nie kłóćmy się. Jadwiga, może naprawdę pomożesz w sprzątaniu

Maksym, czy naprawdę stMaksym w końcu zrozumiał, iż jedyną drogą do spokoju jest pozwolić Jadwidze wrócić do Gdańska i zamknąć drzwi na zawsze.

Idź do oryginalnego materiału