— Dom, który zbudowaliście, jest jak na zamówienie! Czekamy na nasze pierwsze dziecko, zamieszkamy u…

polregion.pl 2 dni temu

Dom zbudowaliście w samą porę! Czekamy na pierwsze dziecko, zamieszkamy u was na świeżym powietrzu powiedziała siostra mojego brata, ale ja nie mogłam tego po prostu przyjąć.

Kiedy po raz pierwszy zobaczyliśmy ten dom, od razu poczuliśmy, iż to przeznaczenie. Dwu piętrowy, ceglane murowanie z przestronnymi pokojami, wysokimi sufitami i dużymi oknami, z których rozciągał się widok na ogród. Potrzebował nieco odświeżenia, ale po sprzedaży naszego mieszkania w centrum Krakowa zostawiło nam się trochę złotówek na remont.

Aniu, wyobrażasz sobie, jaka będzie nasza przyszłość? z entuzjazmem mówiłem, obejmując ją przy wejściu do nowego domu. Czyste powietrze, spokój, miejsce na dzieci w przyszłości

Uśmiechnęła się, przyglądając się przytulnemu salonowi z kominkiem. To właśnie to, o czym marzyliśmy brak sąsiadów za ścianą, brak krzyków i stukotu nad głową. Nasz własny świat.

Dwa kolejne miesiące minęły jak jeden dzień. Zanurzyliśmy się w remont z głową pod wodą. Okazało się, iż mam talent do tych spraw sam wieszałem tapety, malowałem ściany, instalowałem nowe lampy. Ania zajmowała się projektem, wyborem mebli, zasłon i tworzeniem przytulnej atmosfery. Do końca lata dom przemienił się nie do poznania.

Czas na wernisaż nowego domu! ogłosiłem, podziwiając efekt naszej pracy.

Zaprosiliśmy przyjaciół i rodziców. Goście byli zachwyceni. Nasza najlepsza koleżanka Grażyna nie przestawała zachwycać się każdym zakątkiem.

Aniu, to prawdziwy pałac! wykrzyknęła. Jak wam udało się takiego szczęścia dopiąć!

Matka mojej żony, Halina Kowalska, również była pod wrażeniem. Przechodziła po każdym pokoju, a na koniec z dumą rzekła:

Brawo, dzieciaki! To dopiero dom, a nie te nowoczesne kartony w mieście.

Ojciec Anii, Józef, rzadko wypowiadał się słowami, ale tym razem wygłosił całą mowę o tym, jak ważne jest mieć własny dom, własną ziemię pod nogami. Moi rodzice również cieszyli się z nas. Wieczór upłynął wspaniale grillowaliśmy w ogrodzie, piliśmy wino, śmialiśmy się. Czułem się naprawdę szczęśliwy. W końcu mieliśmy to, czego tak długo szukaliśmy.

Tydzień po wernisażu Halina zadzwoniła. Jej głos był niespokojny, podniecony.

Aniu, kochana, opowiadałam Bogumiłe o waszym domu. Jest zachwycona! Mówi, iż koniecznie przyjedzie się przyjrzeć.

Bogumiła siostra mojego brata, pięć lat młodsza, mieszka w Poznaniu z mężem Wiktorem. Rzadko się kontaktujemy, głównie w święta. Nie jesteśmy sobie bliscy, ale i tak nie ma między nami problemów.

Oczywiście, niech przyjedzie, odpowiedziałam. Chętnie pokażemy nasz dom.

Bogumiła przyjechała po dwa dni, ale nie sama z mężem i z ogromnym brzuchem, bo okazało się, iż jest w ciąży.

Niespodzianka! wykrzyknęła, wysiadając z samochodu. Zaraz zostaniecie wujkiem i ciocią!

Wiktor, cichy, ale sympatyczny facet, pracuje w handlu i zarabia przyzwoicie. Bogumiła jest zupełnym przeciwieństwem hałaśliwa, emocjonalna, lubi być w centrum uwagi.

Ojej, jaki macie piękny dom! zachwyciła się, wchodząc do salonu. Tak duży! My w naszej dwupokojówce ciągle się krzyczą sąsiedzi z góry, ciągle wiertarki!

Pokażyłem im każdy pokój, podać kolację. Bogumiła ciągle trącała się w brzuch, jęczała, narzekała na nudności. Wiktor jadł w milczeniu, od czasu do czasu podając żonie dodatkowy talerz.

Aniu, a gdzie się położymy? zapytała po skończonym posiłku.

No co, w hotelu chyba? Albo wrócicie do domu?

Bogumiła roześmiała się:

Nie, nie! Nie przyjechaliśmy na jedną noc. Dom zbudowaliście idealnie! Czekamy na pierworodnego, zamieszkamy u was na wsi.

W sercu zrobiło się mi ciężko. Zamieszkać? Na dłużej? Nie dałam się jednak poznać, postanowiłam najpierw porozmawiać z Maćkiem.

Dobrze, powiedziałam spokojnie. Możecie się zatrzymać w pokoju gościnnym.

Pokój gościnny znajdował się na piętrze, niewielki, ale przytulny. Położyłam świeżą pościel, dałam ręczniki. Bogumiła ciągle narzekała, iż materac twardy, poduszka niewygodna, z okna wiało.

Pierwszy dzień minął względnie spokojnie, ale już kolejnego poranka zrozumiałam, iż czeka nas prawdziwe wyzwanie. Bogumiła wstała o siódmej, od razu włączyła telewizor na pełną głośność, potem pół godziny brała prysznic, zużywając całą gorącą wodę. Potem ruszyła na kuchnię i zaczęła przygotowywać śniadanie, używając wszystkich garnków i patelni.

Przepraszam, Aniu, powiedziała, gdy weszłam do kuchni. Jestem na diecie ciążowej, potrzebuję specjalnego jedzenia.

Kuchnia wyglądała jak po bitwie: zlewozmywak pełen brudnego naczyń, płyta pokryta plamami, podłoga w okruszkach i kroplach oleju. Bogumiła siedziała przy stole, pożerała jajecznicę z boczkiem i przeglądała magazyn.

Bogumiła, nie zapomniałaś umyć naczyń? zapytałam ostrożnie.

Ojej, przepraszam, nudności mnie pokonały odrzekła, machając ręką. Później sprzątnę.

Naczynia jednak pozostały brudne, więc musiałam je myć sama. Wiktor cały dzień siedział w salonie przy laptopie, nie podniósł choćby filiżanki po kawie. Bogumiła też nie chciała się zbytnio ruszać leżała na kanapie, przemierzała dom, zostawiając po sobie rzeczy.

Wieczorem dom wyglądał, jakby mieszkały w nim studenci. Maksym wrócił zmęczony z pracy i nie zauważył jeszcze bałaganu.

Co słychać? zapytał, całując mnie w policzek.

W porządku, odpowiedziałam z rezerwą.

Po kolacji odprowadziłem go do sypialni i wyznałem obawy.

Maksymie, wygląda na to, iż zamierzają tu zostać na całą ciążę, może choćby dłużej. To jeszcze pięć miesięcy!

Kochanie, nie martw się uspokajał mnie mąż. Oni tylko chwilowo się odstawią. Zaraz wyjadą.

Ale nie wyjeżdżali. Minął tydzień, potem kolejny. Bogumiła czuła się jak w domu, a choćby zaczęła przywoływać przyjaciółki, które mieszkały w pobliżu.

Aniu, nie masz nic przeciwko, jak Małgosia i Zofia wpadną? pytała, już wybierając numer. Chcą zobaczyć nasz dom!

Jej przyjaciółki przyjechały w sobotę hałaśliwe, radosne dziewczyny w wieku około dwudziestu pięciu lat. Krzyczały z zachwytu, fotografowały kominek, robiły sesję zdjęciową w ogrodzie.

Dziewczyny, zróbmy toast! zachęciła Bogumiła. Mam szampana!

Rozłożyły stół w salonie, puściły muzykę. Próbowałam zasugerować, iż mamy jeszcze obowiązki, ale nikt nie słuchał. Impreza trwała do późnej nocy, a po gościach pozostał stos brudnego naczynia i plamy wina na białej serwetce.

Bogumiło, może następnym razem uprzedzaj, kiedy zapraszasz gości? powiedziałam rano.

Daj spokój, Aniu, nie codziennie się bawimy. Ciąża nie pozwala mi być smutną odparła, wzruszając ramieniem.

Mijał kolejny miesiąc od ich przyjazdu. Bogumiła w pełni zadomowiła się. Przestawiała meble w salonie, używała moich kosmetyków i perfum bez pytania. Najgorsze było to, iż musiałam ciągle sprzątać po niej. Zostawiała brudne talerze, nie myła wanny po kąpieli, rozrzucała rzeczy po całym domu. Wiktor nie pozostawał w tyle palił na balkonie, zostawiając niedopałki w doniczkach, oglądał mecze do późnej nocy, nie dbając o ciszę.

Maksym widział mój gniew, ale wolał nie wchodzić w konflikt.

Aniu, wytrzyj to jeszcze trochę, błagał. Ona jest w ciąży, ciężko jej.

A mi łatwo? wybuchłam. Cały dzień sprzątam po dorosłych ludziach! To nasz dom, nie hotel!

Ostateczną kroplą było moje suknię ślubną, którą znalazła w szafie i postanowiła przymierzyć.

Aniu, jak mi leży? zapytała, wychodząc z pokoju w mojej sukni, której szwy trzaskały od jej brzucha.

Zdejmij to natychmiast! krzyknęłam. To moja suknia ślubna!

Ojej, nie krzycz, odrzekła, uśmiechając się. Chciałam zobaczyć, jak będę wyglądać w bieli po porodzie.

Suknia została zniszczona szwy się rozdarły, pojawiła się plama podkładu. To była suknia, w której wychodziłam za mąż, miała trafić do mojej przyszłej córki.

Zamknęłam się w sypialni i płakałam całą noc. Maksym próbował mnie pocieszyć, ale nie mogłem powstrzymać łez. To nie była tylko sukienka, to była część mojego życia, którą ona zrujnowała.

Następnego dnia podjęłam decyzję. Dość już było tolerować. Nadszedł czas, by postawić sprawy na swoje miejsce.

Rano, gdy Bogumiła zszedła na śniadanie, czekała już na rozmowę.

Bogumiło, musimy porozmawiać rzekłam stanowczo.

O czym? zapytała, smarując masło na kanapkę.

O tym, iż mieszkacie tu już miesiąc. Nie jestem służącą, by sprzątać po was. O tym, iż zniszczyłaś moją suknię ślubną.

Bogumiła westchnęła:

Aniu, przereagowałaś. To tylko sukienka, kupisz nową. Poza tym, była źle uszyta, szwy i tak się rozpadły.

Nowa? poczułam, jak we mnie wrze. To była moja jedyna, niepowtarzalna suknia!

I co z tego? wzruszyła ramionami Bogumiła. i tak jej już nie nosisz.

To mój dom, nie hotel. Nie będę dłużej znosić waszego najazdu i brudu.

Najazd? spytała zdenerwowana.

Rozrzucacie rzeczy, nie myjecie naczyń, niszczycie moje rzeczy. Wy zachowujecie się jakby to był wasz dom, zapominając, iż to nasz wspólny dom z Maćkiem.

Jak śmiesz! podniosła głos Bogumiła. Jestem w ciąży! Potrzebuję wsparcia rodziny!

Wsparcie to jedno, najazd to drugie odparłam. jeżeli chcecie tu zostać, płaccie za nocleg, media i jedzenie.

Co?! wykrzyknęła. Proponujesz, żebym płaciła za pobyt w domu mojego brata?!

Proponuję, byście zachowali się jak dorośli, odpowiedzialni ludzie powiedziałam. Maćkowy dom należy do nas dwojga. Nie pozwolę go przemienić w przejściowy dwór.

Wtedy do kuchni wszedł Maksym i od razu poczuł napięcie.

Co się dzieje? zapytał.

Twoja żona chce mnie wywiesić z domu! rozpaczliwie krzyknęła Bogumiła. Żąda, żebym płaciła za pobyt!

Maksym spojrzał na mnie zaskoczony.

Aniu, co to ma znaczyć?

To znaczy, iż nie zamierzam dłużej znosić waszej niechlujności. Miesiąc sprzątałam po dorosłych, którzy zachowują się jak świnie w moim domu.

To jest dom mojego brata! wykrzyknęła Bogumiła.

Nie, to nasMaksym w końcu podjął decyzję, iż rodzinna harmonia i własny dom mają pierwszeństwo, i poprosił Bogumiłę oraz Wiktora, by opuścili dom, zostawiając za sobą jedynie wspomnienia i obietnicę lepszych granic w przyszłości.

Idź do oryginalnego materiału