Doczekać złotych godów – opowieść o Ludmile i Iwanie: 25 lat wspólnego życia, dorosły syn w wielkim mieście, miłość, zdrada i wybory serca na polskiej wsi

newskey24.com 44 minut temu

Dojrzeć do złotego jubileuszu

Czasy te wspominam z sentymentem, choć minęło już tyle lat. Józefa i Stanisław przeżyli razem ćwierć wieku. Ona dobiła pięćdziesiątki, a mąż miał dwa lata więcej. Wiedli całkiem zwyczajne życie w podkarpackiej wsi. Dom, gospodarstwo, praca, a ich syn, Mateusz, dorosły już chłop, mieszkał w Krakowie, skończył technikum i zatrudnił się w hucie.

Pewnego razu, na długi weekend, przyjechał do rodziców z piękną towarzyszką.

Poznajcie, kochani rodzice, to jest Jagódka, planujemy się pobrać, tylko jeszcze musimy złożyć papiery w urzędzie stanu cywilnego.

Dzień dobry powiedziała z lekką nieśmiałością Jagoda, a policzki jej zapłonęły.

Witaj, Jagódko, siadaj, nie krępuj się, u nas wszystko po domowemu rozbrzmiała wesoło przyszła teściowa, nakrywając do stołu.

Rodzicom Jagoda bardzo się spodobała pożyczyli im wszystkiego najlepszego i wrócili do miasta. Potem Mateusz dzwonił do mamy, iż latem będzie wesele. Józefa ucieszyła się z tej wieści, podzieliła się z mężem i on się ucieszył.

Wszystko układało się dobrze, ale Józefę coraz bardziej zastanawiało jej własne serce. Kto by się spodziewał, iż dobiegnąwszy pięćdziesiątki, zakocha się w sąsiedzie i to w najlepszym przyjacielu męża, Michale.

Sąsiad Michał czasem wpadał do nich na kielicha koniaku. Żona Michała Maryna, prowadziła pociągi na dłuższych trasach, czasami nie bywało jej w domu całymi tygodniami. Maryna choćby nie podejrzewała, iż jej mąż może „zaglądać przez cudzy płot”.

Ich córka Wiola mieszkała w Rzeszowie, czasem przywoziła ojcu jedzenie, gdy matki długo nie było. Maryna rozmawiała z mężem i córką przez telefon, potem wracała, spędzała tydzień w domu i znów jechała w trasę.

Michał, pokażę ci, jaki wypasiony wkrętarkę kupiłem na rynku w mieście. Od dawna mi się marzyła, sprzęt pierwsza klasa zarwał się od stołu Stanisław i ruszył do składziku.

I wtedy Michał, wykorzystując chwilę nieuwagi, otoczył silnym ramieniem talię Józefy, przyciągnął ją do siebie i łapczywie muskał jej szyję. Ciarki przeszły po całym jej ciele. Usłyszała skrzypienie drzwi od ganku i odskoczyła od sąsiada, zaczęła wycierać stół ściereczką, spuszczając wzrok, by nie spojrzeć na męża. Jej oczy iskrzyły, choć dobrze wiedziała, iż to widać.

Stanisław nie dostrzegł rozpalonego oblicza żony ani lekkiego zakłopotania przyjaciela. Podał sąsiadowi karton.

No, to rzeczywiście niezły sprzęt, przydatny bardzo Chyba trzeba to opić powiedział, nalewając koniak do kieliszka. Józka, z nami się napijesz?

Nie, panowie, chyba się zmęczyłam dzisiaj, pójdę odpocząć rzuciła i poszła do pokoju, spojrzała w lustro. Ty to jednak bezwstydnico, Józka, jakbyś miała osiemnaście lat, spojrzenie ci błyszczy uśmiechnęła się do siebie zalotnie.

Po pięćdziesiątce Józefa nieco się zaokrągliła, miała pełny biust i okrągłą twarz, ale rysy sympatyczne, a oczy wyjątkowo piękne. Trochę się zestarzała, ale wciąż była urodziwa.

Ona wiedziała, jak się umalować, założyć gustowną sukienkę, obcasy była wtedy niemal najpiękniejszą kobietą we wsi. Michał podobał jej się od dawna wysoki, męski, z gorącym spojrzeniem. Ostatnio dowiedziała się, iż skrycie ją kochał od lat.

Michał miał pięćdziesiąt cztery lata, od dawna żonaty z Maryną, z sąsiadami żyli zgodnie. Kiedyś, idąc do sklepu, usłyszała zawołanie Michała.

Józka, wpadnij, pokaż jak się robi pierogi, bo żona znowu wyjechała, a ja zgłodniałem.

Ojej, Misiu, ja akurat do sklepu się śpieszę rzuciła, odwracając się niepewnie, narzekając w myślach, iż nie podmalowana i z rozczochraną głową.

Ale zanim się zorientowała, już była u niego na podwórku, weszła po schodkach, a on zamknął za nią drzwi, przytulił mocno. I wszystko potoczyło się, jakby bez ich woli całowali się z niepokojącą namiętnością.

Do sklepu jeszcze zdążysz szeptał Michał, całując ją raz po raz. Z pierogami to ja sobie nie poradzę, bez Maryny jestem jak bez ręki.

Gotuj dziesięć minut, wystarczy odparła Józefa. To pierwszy raz sam je robisz?

Wiele rzeczy robię pierwszy raz od jakiegoś czasu, odkąd jestem sam uśmiechnął się, prowadząc ją do salonu.

Może pomogę ci ugotować?

Nie, mamy pilniejsze sprawy przytulił ją jeszcze silniej niż dzień wcześniej w jej kuchni.

Zsunął z niej płaszcz i schował twarz w jej piersiach.

Misiu, przecież ja mam męża.

Też jestem żonaty ale bardzo mi się podobasz, a widzę, iż i ty mnie nie omijasz wzrokiem. Twój Staś chyba nie mówi ci już miłych słów, dawno nie widziałem, żebyście byli szczęśliwi.

Józefa się nie sprzeciwiała wiedziała, iż mąż już dawno nie podziwia jej urody, nie prawi komplementów. Czyż nie zasłużyła na trochę czułości? Dalej było już tylko gorąco i prawdziwa zdrada pierwsza w jej życiu. Leżała na miejscu Maryny i choćby nie miała wyrzutów sumienia, przekonywała samą siebie, iż wszystko jest, jak trzeba.

Jakaś ty piękna, Józka, z tobą bym na stałe związał życie mówił Michał. Maryna najczęściej przez telefon się odzywa, jak wyjedzie w trasy, to czekam tylko, aż wróci. A tu pod bokiem, proszę, taka kobieta. Wcale bym się nie zdziwił, jak i moja Maryna kogoś sobie znalazła w końcu tyle jej nie ma w domu, może konduktor, a może maszynista.

Namiętność Michała zawróciła jej w głowie, ale przypomniała sobie, iż miała iść do sklepu, gwałtownie się ubrała, stała już w sieni, kiedy usłyszała głos jego córki Wioli.

Och, ciociu Józko, dzień dobry Józefa spłonęła rumieńcem, ale gwałtownie odzyskała panowanie.

Cześć, Wiolu, tylko pokazałam twojemu ojcu, jak pierogi się gotuje bo bez Maryny to już wszystko mu z rąk leci.

Tata, przecież ci już tłumaczyłam weszła Wiola do kuchni i zaczęła wykładać na stół jedzenie. Wiem, iż bez mamy jesteś głodny, więc ci przywiozłam produkty.

Dobra, uciekam już rzuciła Józefa Wiola wszystko ci opowie.

Jej żyły pulsowały, policzki płonęły zakochała się w sąsiedzie, który zawsze wydawał się jej interesujący, choć był „nie jej”. Teraz najprzystojniejszy chłop w okolicy należał do niej.

Chodziła do niego coraz częściej. choćby nie zauważyła, kiedy po wsi zaczęły krążyć plotki.

Coś długo zawsze siedzisz w tym sklepie złośliwie zauważył kiedyś Stanisław, a ona nie domyśliła się podtekstu. Co tam u Michała robiłaś?

Ach, bez Maryny nie daje sobie rady, pytał o pierogi, to pokazałam a akurat Wiola wpadła, słyszałam, iż zamążpójście planuje.

Michał już otwarcie mówił jej:

Jak nas przyłapią, powiemy, iż prawdziwa miłość. Maryna niech jedzie do swojego kochanka, a Staś nie dokończył, tylko pocałował Józefę.

Mój Boże, Misiu, co my robimy? Ja za chwilę będę miała pięćdziesiątkę, a zaczynam się zakochiwać, jak nastolatka.

Miłość nie zna wieku odpowiedział Michał i objął ją mocno.

Resztki wstydu pierzchły, Józefa była przekonana, iż zasłużyła na to uczucie.

Spotykali się już drugi tydzień, raz choćby Stanisław prawie nakrył żonę u sąsiada musiała się schować w jego stodole, gdy on i Michał rozmawiali na podwórku.

Tego samego wieczoru Stanisław upomniał żonę:

Wszystko wiem Heniek mi powiedział, widział, jak idziesz do Michała. Za trzy dni mamy rocznicę zaprosiłem gości, wszystko opłacone a ty

Staśku, przebacz mi powiedziała z opuszczonymi oczami. Sama nie wiem, co się ze mną stało Przecież wam, facetom, też się zdarza diabeł kusi może i u nas

A mąż zaklął pod nosem.

Możesz mnie nazywać, jak chcesz, ale naprawdę nie wiem, co we mnie wstąpiło, przepraszam, Staś.

Dokończymy jubileusz, wszyscy będą myśleć, iż wszystko dobrze, potem się rozstaniemy. Synowi sama powiesz. Zaraz wesele, a tu jego matka taka, co z kwiatka na kwiatek.

W dzień jubileuszu wszyscy zebrali się w wiejskiej świetlicy. Józefa siedziała obok Stanisława, piękna, w nowej sukni, z mocnym makijażem, korale na szyi, spoglądała na Michała, który przyszedł sam Maryna miała wrócić lada dzień z wyjazdu.

Nie przejmowała się spojrzeniami myślała: nikt nie wie, iż to prawdziwa miłość między mną a Michałem. Stoły uginały się od jedzenia i trunków, gości było wielu, niektórzy patrzyli na Józefę drwiąco plotki huczały po całej wsi. Wiedziała o tym.

Niech sobie patrzą nie zrażała się przecież nie wiedzą, ile w tym naszym uczuciu jest prawdy Co oni wiedzą o miłości

Były życzenia i toasty, Michał też się wzniósł:

Życzę jubilatom kolejnych dekad w zdrowiu, spotkajmy się tu razem jeszcze za dwadzieścia pięć lat stuknął kieliszkiem wódki, wszyscy bili brawo i pili za zdrowie gospodarzy.

Po jubileuszu Stanisław podjął istotną decyzję trzeba było przerwać tę farsę, nie mógł dłużej patrzeć na żonę, która spotyka się z jego przyjacielem. Unikał też Michała.

Porozmawiamy wieczorem postanowił, zajmując się robotą w gospodarstwie.

Józefa, idąc do sklepu, wstąpiła do Michała po wsparcie.

Weszła na podwórko, Michał wyszedł z szopy, pokazał jej gestem, żeby nie podchodziła za blisko.

Maryna wróciła powiedział cicho.

I jeszcze nic jej nie powiedziałeś?

A co miałem jej powiedzieć?

Jak to co? Że jesteśmy razem

Cicho bądź z niepokojem spojrzał na drzwi. Józka, przecież jesteśmy dorośli, wystarczy już zabawy. Marynę kocham i kiedy wróciła, rzuciła mi się w ramiona Od razu wiedziałem, iż nie ma nikogo poza mną. Mnie też tylko ona kocha uśmiechnął się nieśmiało.

A ja? Staś wie o nas, cała wieś huczy. Dla ciebie się tyle stroiłam.

Powinnaś się stroić dla Stasia. Jesteś cudowna, ale nie moja. Ja mam Marynę gotuje pysznie, dba o dom, no i zawiesił głos.

Józefa już nie chciała nic więcej słuchać, odwróciła się i wyszła. Wieczorem stanęli z mężem do poważnej rozmowy.

Zdecydowałem, Józefa, rozwodzimy się. Przynosisz mi wstyd.

Rozpłakała się ciężko było. Przecież Stanisław przez lata był jej bliski, chociaż namiętność wygasła, to ona znała każdy jego nawyk, całą codzienność

Przepraszam cię, Staś. Wtedy dobrze mnie nazwałeś byłam głupia jak koza, wybacz. Już rozumiem, na czym polega życie. Obiecuję, iż między nami będzie jak dawniej. Szkoda syna, nie mogę spojrzeć mu w oczy. Przecież niedługo jego wesele. Zostańmy razem, poczekajmy na wnuki.

Józefa wiedziała, iż serce męża mięknie, i kocha ją, choć po swojemu i tego była pewna. Czas mijał, Stanisław wybaczył żonie. Żyli sobie spokojnie, doczekali się dwójki uroczych wnucząt, którzy ich odwiedzali, gdy syn z synową przyjeżdżał w gości.

Michał zaś dalej szukał przygód jak tylko Maryna znów wyjeżdżała, odwiedzał wdowę Terenię na drugim końcu wsi, albo jeszcze kogo innego. Do Stanisława nie przychodził nie byli już przyjaciółmi. A gdy czas przyszedł, Maryna przeszła na emeryturę zostali razem: często się kłócili, sąsiedzi wszystko słyszeli, ale to już ich sprawa. Bo jak mawialiśmy w naszej wiosce, co dom, to inna gładź.

Dziękuję tym, którzy wytrwali do końca tej opowieści. Niech życie każdemu przynosi szczęście i dobro!

Idź do oryginalnego materiału