Do następnego lata

twojacena.pl 18 godzin temu

Za oknem wczesne lato długi dzień, zielone liście przyklejają się do szyby, jakby celowo zasłaniały pokój przed nadmiarem światła. Okna w mieszkaniu są otwarte na oścież; w ciszy słychać ptaki i rzadkie głosy dzieci z podwórka. W tym mieszkaniu, gdzie każdy przedmiot dawno znalazł swoje miejsce, mieszkają dwie osoby czterdziestopięcioletnia Kinga i jej syn, siedemnastoletzy Jakub. Ten czerwiec wydaje się nieco inny: w powietrzu czuć nie tyle świeżość, ile napięcie, które nie znika choćby przy przeciągu.

Rankiem, gdy przyszły wyniki matury, Kinga zapamięta to na długo. Jakub siedział przy kuchennym stole, wpatrzony w telefon, jego ramiona były napięte. Milczał, a ona stała przy kuchence, nie wiedząc, co powiedzieć.
Mamo, nie wyszło w końcu wyrzucił z siebie. Głos miał spokojny, ale słychać w nim było zmęczenie. To zmęczenie w ostatnim roku stało się dla nich obojga codziennością. Po szkole Jakub prawie nie wychodził na dwór sam przygotowywał się do egzaminów, chodził na darmowe korepetycje w liceum. Ona starała się nie naciskać: przynosiła herbatę z miętą, czasem siadała obok po prostu, by być. Teraz wszystko zaczynało się od nowa.

Dla Kingy ta wiadomość była jak zimny prysznic. Wiedziała: poprawka możliwa jest tylko przez szkołę, znów trzeba będzie przejść przez wszystkie formalności. Na płatne kursy nie ma pieniędzy. Ojciec Jakuba od dawna mieszka osobno i nie angażuje się. Wieczorem jedli kolację w ciszy każdy myślał o swoim. Ona przewijała w głowie opcje: gdzie znaleźć taniego korepetytora, jak przekonać Jakuba, by spróbował jeszcze raz, czy starczy jej sił, by wspierać zarówno jego, jak i siebie.

Jakub przez te dni działał jak na autopilocie. W pokoju stos zeszytów obok laptopa. Znów przeglądał testy z matematyki i polskiego te same zadania, które robił wiosną. Czasem patrzył w okno tak długo, iż wydawało się, iż zaraz wyjdzie. Na pytania odpowiadał oszczędnie. Widziała: boli go powrót do tego samego materiału. Ale wyboru nie ma. Na studia bez matury się nie dostanie. Trzeba więc zaczynać od nowa.

Następnego wieczoru wspólnie ustalali plan. Kinga otworzyła laptopa i zaproponowała poszukanie korepetytorów.
Może spróbujemy kogoś nowego? zapytała ostrożnie.
Dam radę sam burknął Jakub.

Westchnęła. Wiedziała: wstydzi się prosić o pomoc. Ale już raz próbował sam i oto rezultat. W tej chwili miała ochotę po prostu go przytulić, ale się powstrzymała. Zamiast tego delikatnie skierowała rozmowę na harmonogram: ile godzin dziennie jest gotów poświęcić, czy trzeba zmienić podejście, co było najtrudniejsze wiosną. Stopniowo rozmowa stała się lżejsza oboje rozumieli: powrotu nie ma.

Po kilku dniach Kinga dzwoniła do znajomych i szukała kontaktów do nauczycieli. W klasowym czacie znalazła kobietę panią Beatę, która przygotowywała do matury z matematyki. Umówili się na próbną lekcję. Jakub słuchał półuchem; wciąż był nieufny. Ale gdy wieczorem matka przyniosła mu listę potencjalnych korepetytorów z polskiego i WOS-u, niechętnie zgodził się wspólnie przejrzeć profile.

Pierwsze tygodnie lata minęły w nowej rutynie. Rano śniadanie przy wspólnym stole: owsianka, herbata z cytryną lub miętą; czasem na talerzu lądowały wczesne jagody z targu. Potem korepetycje z matematyki: online lub u nich w domu w zależności od grafiku nauczyciela. Po obiedzie krótki odpoczynek i samodzielna praca nad testami. Wieczorem omawianie błędów lub telefony do korepetytorów z innych przedmiotów.

Z dnia na dzień rosło zmęczenie u obojga. Pod koniec drugiego tygodnia napięcie dawało się zauważyć choćby w drobiazgach: ktoś zapomniał kupić chleb lub wyłączyć żelazko, ktoś irytował się z byle powodu. Pewnego wieczoru przy kolacji Jakub cisnął widelec na talerz:
Po co mnie kontrolujesz? Jestem już dorosły!

Spróbowała wytłumaczyć: chce znać jego plan dnia, by pomóc go zorganizować. Ale on tylko milczał i patrzył w okno.

W połowie lata stało się jasne: stary sposób nie działa. Korepetytorzy byli różni jedni wymagali wkuwania, inni rzucali trudne zadania bez wyjaśnień; czasem po zajęciach syn wyglądał na całkowicie wykończonego. Widziała to i złościła się na siebie: może za bardzo naciskała? W domu wieczorami robiło się duszno; okna otwarte na oścież, ale ulgi nie przynosiły ani ciału, ani duszy.

Kilka razy próbowała rozmawiać o odpoczynku lub wspólnych spacerach by choć na chwilę zmienić scenerię. Ale częściej rozmowa schodziła na kłótnie: jemu wydawało się bezsensowne marnować czas na dworze, ona zaczynała wymieniać luki w wiedzy i plany zajęć na nadchodzący tydzień.

Pewnego wieczoru napięcie sięgnęło zenitu. Dzień był wyjątkowo ciężki: korepetytor dał Jakubowi trudny próbny test z matematyki rozszerzonej, wynik okazał się gorszy, niż się spodziewali. Wrócił do domu ponury i natychmiast zamknął się w pokoju. Później Kinga usłyszała ciche pukanie do drzwi i ostrożnie weszła.
Mogę? zapytała.
Co?
Pogadajmy

Milczał długo. W końcu powiedział:
Boję się, iż znów wszystko schrzanię.

Przysiadła na skraju łóżka.
Ja też się o ciebie boję Ale widzę, iż dajesz z siebie wszystko.

Spojrzał jej prosto w oczy:
A jeżeli znowu nie wyjdzie?
Wtedy wymyślimy coś razem

Rozmawiali prawie godzinę: o lęku przed byciem gorszym od innych, o tym, iż oboje są zmęczeni, o bezsilności wobec systemu egzaminów i wiecznej pogoni za punktami. Postanowili uczciwie przyznać przed sobą: oczekiwanie idealnego wyniku to głupota potrzebny jest realny plan, dostosowany do ich sił i możliwości.

Późnym wieczorem wspólnie ułożyli nowy harmonogram: zmniejszyli liczbę godzin w tygodniu, zostawili czas na odpoczynek i spacery przynajmniej dwa razy w tygodniu, umówili się, iż będą otwarcie mówić o trudnościach by nie kumulować frustracji aż do wybuchu.

W pokoju Jakuba okno było teraz częściej otwarte: wieczorny chłód powoli wypierał dzienną duchotę. Po tej trudnej rozmowie i

Idź do oryginalnego materiału