Styl tradwife bywa przedstawiany jako niewinny powrót do prostszego życia, domowego ciepła i tradycyjnego podziału ról. Najnowsze badanie sugeruje jednak, iż za sympatią części mężczyzn do tego modelu mogą stać nie tylko marzenia o stabilności, ale też wrogi seksizm, potrzeba kontroli i tęsknota za relacją opartą na nierówności.
Tradwife: styl życia czy internetowa fantazja?
Tradwife, czyli skrót od traditional wife, to internetowy trend promujący powrót do tradycyjnych ról płciowych. W mediach społecznościowych jego twarzą są kobiety, które pokazują codzienność skupioną wokół domu, gotowania, opieki nad dziećmi i życia podporządkowanego rodzinie. Wszystko to opakowane jest w estetykę nostalgii: sukienki retro, perfekcyjna kuchnia, domowy ład i wizja kobiecości rodem z wyobrażeń o amerykańskich latach 50. XX wieku.
Na pierwszy rzut oka może to wyglądać jak kolejna lifestyle’owa moda. Problem w tym, iż pod tą estetyką kryje się coś więcej niż tylko wybór określonego stylu życia. W centrum tego modelu znajduje się bowiem relacja, w której mężczyzna zarabia, decyduje i sprawuje kontrolę, a kobieta ma zajmować się domem i podporządkować partnerowi.
Co sprawdzili badacze?
Nowe badanie opublikowane na łamach Psychology of Women Quarterly sugeruje, iż młodzi mężczyźni, którym bliska jest internetowa subkultura tradwife, częściej prezentują wrogie i protekcjonalne postawy seksistowskie. Wyniki wskazują, iż atrakcyjność tego stylu życia nie wynika wyłącznie z upodobania do tradycyjnego podziału ról, ale może być mocno związana z potrzebą utrzymania klasycznych układów władzy w relacjach.
W badaniu wzięło udział 595 mężczyzn w wieku od 18 do 29 lat zamieszkałych w Stanach Zjednoczonych. Uczestnicy odpowiadali na pytania dotyczące znajomości ruchu tradwife, swojego stosunku do tego modelu oraz poziomu seksizmu wrogiego i życzliwego.
Najważniejszy wniosek: nie chodzi tylko o „tradycję”
Badacze zakładali, iż największe znaczenie będzie miał tak zwany paternalizm ochronny, czyli przekonanie, iż mężczyzna powinien opiekować się kobietą i ją utrzymywać. Wyniki pokazały jednak coś innego.
Najsilniejszym czynnikiem związanym z pozytywnym stosunkiem do ruchu tradwife okazał się seksizm wrogi. Oznacza to, iż większą sympatię do tego modelu częściej deklarowali mężczyźni, którzy prezentowali jawnie negatywne, niechętne lub resentymentalne postawy wobec kobiet.
To istotny sygnał, bo podważa popularną narrację, iż fascynacja tradwife wynika wyłącznie z tęsknoty za spokojem, stabilnością czy jasno podzielonymi obowiązkami. Wyniki sugerują, iż dla części mężczyzn atrakcyjny może być przede wszystkim układ oparty na nierównowadze sił.
Czułość, zależność i niechęć
Z badania wynika także, iż bardziej pozytywnie na ruch tradwife patrzyli mężczyźni przekonani, iż bez kobiety nie mogą czuć się naprawdę spełnieni. Chodziło o tych uczestników, którzy traktowali emocjonalną i fizyczną bliskość z kobietą jako coś niezbędnego do własnej pełni.
To zestawienie jest szczególnie interesujące. Z jednej strony pojawia się silna potrzeba kobiecej obecności i intymności, z drugiej zaś niechęć wobec kobiet oraz większa akceptacja dla relacji, w których to mężczyzna ma przewagę. Taki układ może stawiać kobiety w trudnej pozycji, zwłaszcza jeżeli oddają partnerowi kontrolę nad finansami, decyzjami i codziennym życiem.
Co mężczyźni pisali o tradwife?
Odpowiedzi otwarte pokazały kilka powtarzających się sposobów myślenia. Część uczestników uważała, iż taki model daje poczucie sensu i porządku, bo opiera się na jasno określonych rolach. Inni twierdzili, iż oddzielenie obowiązków upraszcza życie rodzinne: jedna osoba zarabia, druga zajmuje się domem i dzięki temu wszystko jest „na swoim miejscu”.
Pojawiały się też bardziej niepokojące głosy. Niektórzy badani wprost pisali, iż atrakcyjność tego stylu polega na tym, iż kobieta jest uległa, podporządkowana i łatwiejsza do kontrolowania.
Jeszcze inni odnosili się do samych tradwives z pogardą, opisując je jako osoby leniwe, które chcą uniknąć „prawdziwej pracy”. To pokazuje, iż idealizowanie tradycyjnej żony może iść w parze nie z szacunkiem, ale z lekceważeniem.
Algorytmy też mają tu coś do powiedzenia
Około 31 proc. uczestników znało wcześniej ruch tradwife, najczęściej właśnie z mediów społecznościowych. To nie jest bez znaczenia. Ten trend rozwija się przede wszystkim online i bardzo mocno korzysta z mechanizmów platform: estetyki, powtarzalności, wiralowości i algorytmicznego wzmacniania określonych treści.
Niektórzy badani sami zauważali, iż tradwife może być bardziej internetową fantazją niż realnym sposobem życia. Innymi słowy: to nie tylko model relacji, ale też produkt dobrze zaprojektowany pod social media.
O czym to badanie mówi szerzej?
To badanie nie dowodzi, iż każda osoba zainteresowana tradycyjnym podziałem ról kieruje się seksizmem. Pokazuje jednak wyraźnie, iż sympatia do ruchu tradwife wśród części mężczyzn może być związana z potrzebą dominacji, niechęcią wobec kobiet i akceptacją nierównych relacji.
I właśnie dlatego warto patrzeć na ten trend szerzej niż tylko przez filtr estetyki. Gdy internet sprzedaje podporządkowanie jako wybór, miękkość i kobiecą „naturę”, łatwo przeoczyć, iż w tle wciąż chodzi o władzę. A tam, gdzie jedna osoba ma decydować, a druga się dostosowywać, trudno mówić o partnerskiej relacji.
Co dalej?
Autorzy badania podkreślają, iż to dopiero początek. Próba obejmowała wyłącznie młodych mężczyzn, więc nie wiadomo jeszcze, jak wyglądałby ten obraz w innych grupach wiekowych. W kolejnych etapach badacze chcą też sprawdzić, jak ruch tradwife łączy się z manosferą, czyli internetowymi środowiskami promującymi antyfeministyczne wizje męskości.
Jedno jest już jednak jasne: tradwife to nie tylko trend o pieczeniu chleba, sukienkach w groszki i domu pachnącym szarlotką. To także opowieść o relacjach, władzy i tym, jak łatwo nierówność może zostać sprzedana jako romantyczny ideał.







