W mediach społecznościowych zawrzało. Diecezja Warszawsko-Praska przypomniała, iż nie będzie wydawała zgody na śluby kościelne w plenerze, jeżeli jedynym powodem są względy estetyczne. Wielu komentujących pyta: dlaczego Kościół tak bardzo upiera się przy murach świątyni?
Rozumiem emocje. Żyjemy w czasach, w których ślub stał się nie tylko wydarzeniem religijnym, ale również ogromnym przedsięwzięciem organizacyjnym. Pary młode inspirują się Instagramem, Pinterestem czy amerykańskimi filmami. Widzą ceremonie na plaży, w winnicach Toskanii, na klifach Santorini albo na Bali i chcą przeżyć podobny dzień.
Problem polega na tym, iż sakrament małżeństwa nie jest wydarzeniem estetycznym. Nie jest spektaklem ani produkcją filmową. Kościół patrzy na ten dzień zupełnie inaczej niż współczesna kultura.
Świątynia nie została wybrana przypadkowo. Jest miejscem sprawowania sakramentów, obecności Chrystusa i modlitwy całej wspólnoty wierzących. To właśnie tam, a nie w dowolnym miejscu wybranym ze względu na widok, dokonuje się zawarcie sakramentu.
Ale przecież dla wielu ludzi miejsce ma ogromne znaczenie. Czy Kościół naprawdę nie może zrobić wyjątku?
Może. I właśnie to warto podkreślić. Prawo kanoniczne nie mówi, iż ślub zawsze i bezwzględnie musi odbyć się w kościele parafialnym. Kan. 1118 Kodeksu Prawa Kanonicznego przewiduje możliwość zawarcia małżeństwa w innym odpowiednim miejscu za zgodą ordynariusza miejsca.
Tylko iż wyjątek nie może stać się regułą. o ile ktoś chce ślub w ogrodzie wyłącznie dlatego, iż zdjęcia będą ładniejsze albo sala weselna znajduje się obok, to trudno mówić o powodzie duszpasterskim. Diecezja warszawsko-praska wyraźnie przypomniała, iż względy estetyczne, sentymentalne czy organizacyjne nie uzasadniają odstępstwa od obowiązującej praktyki. To nie jest złośliwość Kościoła. To konsekwencja jego rozumienia sakramentu.
Wielu internautów odpowiada: "Przecież Bóg jest wszędzie."
Oczywiście, iż jest. Ale równie dobrze można powiedzieć: skoro Bóg jest wszędzie, to dlaczego Eucharystii nie sprawujemy codziennie na plaży albo w restauracji?
Kościół od dwóch tysięcy lat bardzo mocno podkreśla znaczenie miejsca sprawowania liturgii. Nie dlatego, iż Bóg jest ograniczony do budynku, ale dlatego, iż człowiek potrzebuje znaków. Kościół jest znakiem trwałości i jest miejscem modlitwy. Jest też przestrzenią oddzieloną od codzienności. Wchodząc do świątyni, każdy intuicyjnie rozumie, iż uczestniczy w czymś większym niż tylko rodzinna uroczystość.
Krytycy powiedzą jednak, iż Kościół przegrywa z nowoczesnością.
Nie jestem o tym przekonany, bo Kościół nie konkuruje z Instagramem. Nie konkuruje też z wedding plannersami czy z producentami filmów ślubnych. Ma zupełnie inną misję.Problem zaczyna się wtedy, gdy centrum wydarzenia staje się dekoracja, zachód słońca albo ujęcie z drona, a nie przysięga małżeńska składana wobec Boga. Coraz częściej obserwujemy sytuację, w której przygotowania do wesela realizowane są dwa lata, a przygotowanie do sakramentu ogranicza się do kilku spotkań w poradni rodzinnej.
To pokazuje zmianę akcentów. I widzimy brak równowagi. Przez to być może też jest potem tak wiele spraw o stwierdzenie nieważności małżeństwa. Młodzi nie budują fundamentów, a skupiają się na rzeczach w gruncie nie aż tak istotnych.
Mówi pan trochę przewrotnie, iż dzisiaj łatwiej wybrać kolor serwetek niż zastanowić się nad istotą małżeństwa.
Dokładnie tak. Jako adwokat kościelny zajmuję się procesami o stwierdzenie nieważności małżeństwa i bardzo często analizuję historie ludzi, którzy kilka lat wcześniej organizowali wymarzone wesele. Była perfekcyjna sala, były pokazy fajerwerków. Pierwszy taniec ćwiczony przez kilka miesięcy pod okiem znakomitego choreografa. Wszystko jak z filmu.
A później okazywało się, iż zabrakło rozmowy o odpowiedzialności, wierności, dzieciach, wspólnym życiu czy dojrzałości emocjonalnej. Kościół próbuje przypominać, iż ślub jest początkiem małżeństwa, a nie finałem organizacji wesela. To niby niewielka różnica, ale jednak kolosalna.
Niektórzy powiedzą jednak: skoro państwo pozwala na ślub cywilny w plenerze, dlaczego Kościół nie może zrobić tego samego?
To bardzo dobre pytanie. Warto jednak pamiętać, iż ślub cywilny i sakrament małżeństwa mają zupełnie inny charakter. Polskie przepisy pozwalają na zawarcie małżeństwa cywilnego poza Urzędem Stanu Cywilnego. Kierownik USC może przyjechać do wybranego miejsca, jeżeli zapewnia ono powagę uroczystości oraz bezpieczeństwo uczestników. W praktyce odbywa się to w ogrodach, pałacach, hotelach czy nad jeziorami. Wiąże się to także z dodatkową opłatą przewidzianą w przepisach. I to są najczęściej piękne uroczystości, bardzo wzruszające, świetnie wyglądające na zdjęciach. Jednak nie mają wymiaru religijnego, sakramentalnego.
Państwo traktuje ślub jako czynność urzędową, choć oczywiście ważną, uroczystą. Jednak Kościół traktuje małżeństwo jako sakrament i o tych różnicach trzeba pamiętać, bo to są dwie różne rzeczy.
Nie można oczekiwać, iż skoro państwo organizuje pewne procedury w określony sposób, to Kościół powinien automatycznie postępować identycznie.
Czyli można zrobić piękny ślub w plenerze... ale cywilny?
Tak, oczywiście. o ile komuś zależy przede wszystkim na miejscu ceremonii, polskie prawo daje takie możliwości. Natomiast jeżeli ktoś decyduje się na sakrament małżeństwa w Kościele katolickim, świadomie przyjmuje również zasady obowiązujące w tej wspólnocie. To trochę jak zapisanie się do klubu sportowego. Nikt nikogo nie zmusza, ale jeżeli decydujemy się uczestniczyć, akceptujemy określone reguły.
A co ze ślubami humanistycznymi? One również zyskują na popularności.
To pokazuje zmianę kulturową. Coraz więcej osób poszukuje ceremonii bardzo osobistych, dostosowanych do własnych oczekiwań, pewnie trzeba podejść do tego w jakimś stopniu ze zrozumieniem. Problem polega jednak na tym, iż ślub humanistyczny nie jest ani małżeństwem cywilnym, ani sakramentem, jest symboliczną ceremonią.
Kościół natomiast nie tworzy symbolicznych ceremonii. W Kościele celebrujemy sakrament. Podobnie państwo – tu mamy konkretne konsekwencje zawarcia małżeństwa. W przypadku ślubów humanistycznych tego nie ma.
Czy przepisy kiedyś mogą się zmienić?
Prawo, także prawo kanoniczne cały czas ewoluuje, zmienia się. Kościół wielokrotnie zmieniał przepisy proceduralne. Zmieniały się procesy o stwierdzenie nieważności małżeństwa, normy dotyczące prawa karnego, zmieniały się kwestie administracyjne. Natomiast trudno sobie wyobrazić odejście od podstawowej zasady, iż sakrament powinien być sprawowany przede wszystkim w miejscu do tego przeznaczonym. To nie jest przepis wynikający z wygody urzędników. To element teologii sakramentów.
Co powiedziałby pan narzeczonym, którzy marzą o ślubie na plaży?
Powiedziałbym, żeby najpierw przemyśleli tę kwestię, skupili się na swojej wierze. A jeżeli to nie udałoby się, niechby rozdzielili dwie rzeczy.
Można zorganizować przepiękną sesję zdjęciową na plaży i przyjęcie weselne obok. Można złożyć sobie prywatne podziękowania czy przeczytać listy. Ale sam sakrament pozostawić tam, gdzie od wieków jest jego miejsce. To naprawdę niczego nie odbiera, a wręcz przeciwnie. Nadaje temu dniu głębszy sens.
Wielu młodych ludzi uważa jednak, iż Kościół powinien bardziej dostosować się do współczesności.
Kościół zawsze słucha ludzi, ale słuchanie nie oznacza rezygnacji z własnej tożsamości.
Nie wszystkie oczekiwania społeczne mogą zostać spełnione. Gdybyśmy podporządkowali liturgię wyłącznie modzie, za kilka lat znowu trzeba byłoby ją zmieniać. Moda przemija, sakrament pozostaje.
Na koniec... jedno zdanie. Dlaczego ślub kościelny nie powinien odbywać się na plaży na Bali?
Bo sakrament małżeństwa nie jest pocztówką z wakacji. Nie chodzi o to, gdzie najładniej wygląda zachód słońca. Chodzi o to, gdzie najpełniej można spotkać Boga. I właśnie dlatego od wieków miejscem zawierania sakramentalnego małżeństwa pozostaje kościół.

Dr Michał Poczmański — prawnik, kanonista, adwokat kościelny i założyciel Kancelarii Kanonicznej. Autor publikacji naukowych, członek Stowarzyszenia Kanonistów Polskich, a także Krajowej Izby Adwokatów Kościelnych.




