Drogi Dzienniku,
Zbliża się Nowy Rok, a wciąż czuję dreszcz podekscytowania. To już mój czterdziesty trzeci Sylwester i za każdym razem wyczekuję tej magicznej nocy, pachnącej mandarynkami, jak mała dziewczynka.
Mieszkam sama w przytulnym mieszkaniu na Pradze, od pół roku po ślubie i wyprowadzce z rodzinnego domu. Z mężem wyjechaliśmy nad Bałtyk, do Mielna, gdzie jego rodzice prowadzą pensjonat, a nam powierzono do zarządzania ten sam biznes. Cieszę się, iż nasza córka, pięcioletnia Maja, ma taką bezpieczną przystań.
W Nowy Rok dzieją się rzeczy, których nie da się przeżywać w żaden inny dzień opowiadałam o tym mojej koleżance i przyjaciółce Grażynie.
Ojej, Zosiu, jaka jesteś romantyczna, już nie piętnaście lat, a wciąż masz głowę w chmurach, czekasz na coś niezwykłego śmiała się Grażyna.
No cóż, jak inaczej? Romantyzm się nie kończy odpowiedziałam, uśmiechając się pod nosem.
Jedenaście lat temu straciłam męża Romana w tragicznym wypadku samochodowym. Sama wychowałam Maję, nie licząc już na drugą szansę, bo czułam, iż już i tak jestem szczęśliwa. Z Romanem kochaliśmy się szczerze.
Zosiu, nie powinnaś żyć sama, jesteś piękna i dobra, zasługujesz na kogoś, kto cię uszczęśliwi powtarzała Grażyna.
Nie wiem, Grażyno, bo każdy mężczyzna przywodzi mi się na myśl jak Roman, a myślę, iż już nie ma takiego jak on przyznałam.
Do Sylwestra pozostało nieco ponad dwa miesiące, kiedy nagle spotkałam wysokiego, szczupłego blondyna o niebieskich oczach Jana Kowalskiego. Zderzyliśmy się przy kasie w małej kawiarni przy Gocławiu. Nie dosłownie, ale nasze dłonie lekko się zetknęły, a w sercu przeszła mnie fala, która przeszła od głowy aż po palce. Gdy spojrzał na mnie z taką delikatnością, poczułam, jak tonę w jego oczach.
Boże, kiedy ostatni raz tak się zdarzyło? pomyślałam i niejasno zniknęła.
Usiadłam przy stoliku z tacą i zobaczyłam, iż Jan podchodzi do mnie.
Czy mogę się dosiąść? uśmiechnął się.
Nie, odparłam, myśląc o jego czarującej minie
Jan, a panie? zapytał.
Zofia odpowiedziałam, czując, jak policzki ponownie się rumienią.
Jego spojrzenie sprawiało, iż czułam się jak w wirze, nie rozumiejąc, co się dzieje. Jan również był spięty, ale po chwili napięcie opadło. Rozmawialiśmy na różne tematy, jakbyśmy znali się od lat. Zauważyliśmy, iż mamy mnóstwo wspólnego, jakbyśmy płynęli na tej samej fali. Tak minęło półtora miesiąca.
Często jedliśmy razem obiad, a wieczorami spacerowaliśmy po Łazienkach. Grażyna nie rozpoznawała mnie. Nie uważałam się za piękną, ale wiedziałam, iż mam w sobie coś wyjątkowego urok i pewien czar. Mężczyźni i kobiety podchodziły do mnie łatwo. Inne kobiety zazdrościły moich długich, jasnych włosów, które opadały nieco poniżej barków. Krótkie fryzury nie były dla mnie, bo jeżeli Bóg dał mi tak piękne kosmyki, chciałam nosić je z dumą.
Moim atutem była przyjazna uśmiech i spojrzenie lekko złośliwe, które rozgrzewało serca. Nie czułam prawdziwych emocji od czasu, gdy poznałam Jana. W młodości po studiach poślubiłam Romana, pracowałam jako księgowa w dużym zakładzie przemysłowym w Katowicach, gdzie rodzice mnie zatrudnili i tam spotkałam przyszłego męża. Byliśmy szczęśliwi, dopóki nie doszło do tej strasznej tragedii.
Jan często zapraszał mnie na spacery, a ja chętnie się zgadzałam. Zimą uwielbiam śnieg; choć mrozy trzymają nas w domach, to nie powstrzymują nas przed spotkaniem po długim oczekiwaniu.
Grażynko mówiłam przy kawie w pracy jestem taka szczęśliwa. Jan jest właśnie tym mężczyzną, o którym marzyłam. Trudno uwierzyć, iż Bóg zlitował się nad mną i znowu podarował szczęście.
Widzisz, ja też chciałam, żeby ci się udało. Bo ja i mój Szymon jesteśmy szczęśliwi, a ja trochę zazdrościłam, iż nie rozkwitasz tak, jak powinnaś odpowiedziała przyjaciółka, nie mogąc ukryć podziwu.
Nagle Jan zniknął. Nie dzwonił, nie tłumaczył się. Byłam zdruzgotana, a Grażyna martwiła się o mnie.
Zosiu, nie przejmuj się tak bardzo. Zdarza się Kto wie, co mu się przydarzyło w tym szalonym życiu starała się uspokoić.
Grażyno, a telefon? Nie mogę go po prostu nie zadzwonić! Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Czekałam lata, a nagle… tak jak w piosence Lekko dotykając rękawów wszystko zniknęło. Gdy go zobaczyłam po raz pierwszy, od razu wiedziałam, iż to on. A teraz go nie ma szlochłam.
Łzy nie pomogą. Dzwoniłaś już do Jana? zasugerowała.
Dzwoniłam setki razy, zawsze nie odebrał. Czy naprawdę mógł mnie po prostu zostawić? Nie wiem, co myśleć, co robić
Musisz wierzyć i czekać. Twój Jan się odezwie, jestem pewna. Dwa dni minęły, dziś trzeci.
Boże, dwa dni to jeszcze nie koniec, a ja już się denerwuję. Przygotuj się na imprezę sylwestrową, bo jesteś naszą organizatorką. Jan się pojawi.
Minął tydzień, Jan dalej nie wrócił. Szukałam go z Grażyną, przeglądając sklepy w poszukiwaniu oryginalnych nagród na konkursy firmowego wieczoru. Wieczorami płakałam w poduszkę.
W sylwestrową noc koledzy w pracy bawili się na maksa, szampan leje się strumieniami, muzyka huczy, a my tańczymy, pełni nowych nadziei. Stoły uginały się pod przysmakami. Ja udawałam, iż też się świetnie bawę, ale w rzeczywistości patrzyłam w telefon, czekając na znak.
Po dziesiątej nie wróciłam do domu. Przed nami długie ferie zimowe, nie miałam pojęcia, czym je wypełnię. Maja dzwoniła i zapraszała, ale nie miałam ochoty wyruszać gdziekolwiek.
Maju, przyjedź na Nowy Rok mówiła mama, dzwoniąc co wieczór. Nie siedź sama, bo jak przywitasz sylwestra, tak go przeżyjesz…
Dobrze, mamo, przyjadę obiecałam.
31 grudnia, blisko siódmej, szykowałam się do wizyty u rodziców, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi.
Kto to może być? pomyślałam, otwierając.
Na progu stał nie kto inny, jak święty Mikołaj.
Witaj, kochana Zosiu odezwał się staruszkiem, a ja nieco przestraszona cofnęłam się, by zrobić mu miejsce. Przyniosłem ci prezent noworoczny wyciągnął małą czerwoną paczuszkę, otworzył ją i w środku lśniło złote pierścionek.
Co to? Od kogo? zapytałam niepewnie.
Czy wyjdziesz, piękna Zosiu, za młodzieńca Jana? rzekł Mikołaj, a zza drzwi wyłonił się Jan, uśmiechnięty, trzymając bukiet róż i pierścionek w dłoni.
Tak, tak! wykrzyknęłam, śmiejąc się ze szczęścia.
Przyjmij więc od Jana ten pierścionek w dniu zaręczyn, 31 grudnia, tuż przed Nowym Rokiem, w mojej obecności powiedział Mikołaj, zamykając drzwi za sobą.
Jan założył pierścionek na mój palec, podarował mi kwiaty i namiętnie pocałował.
Błogosławię was, dzieci moje rzekł poważnie Mikołaj. Moja misja zakończona, szczęśliwego Nowego Roku, odchodzę.
Przepraszam, kochanie, tęskniłem za tobą wyznał Jan.
Dlaczego zniknąłeś? Nie wiedziałam, co myśleć Dlaczego nie dzwoniłeś? zapytałam.
Byłem na delegacji w twoim zakładzie, miałem wyjazd na rok, nie rozmawialiśmy o tym. W noc, w której miałem wrócić, zadzwoniła moja mama odebrała wypadek, siostra zginęła, a matka trafiła na oddział intensywnej terapii. Nie mogłem zadzwonić, bo telefon został w samolocie. Wylądowałem pierwszym lotem, zostawiając cię bez wieści. Chciałem spotkać się z tobą w Sylwestrze, więc przyjechałem, gdy wszystko się uspokoiło.
Mój telefon wylądował w kieszeni siedzenia, a mama przeszła operacje podwójnie. W końcu wróciła do zdrowia, ale był to trudny czas.
Boże, Janek, myślałam, iż mnie zostawiłeś westchnęłam, przytulając się do niego.
Mama jest już w lepszej formie, a ja wróciłem do ciebie. Nie mogłem przegapić noworocznego momentu z tobą wyjaśnił.
Oboje byliśmy szczęśliwi, choć nie wiedziałam, co zrobić.
Miałam iść do rodziców, czekają na mnie sylwestrową noc, a w domu nic nie przygotowałam mówiłam nieco zagubiona.
Mam szampana podniósł torbę z winem, mandarynkami i cukierkami. Jedziemy razem do twoich rodziców, a ja poproszę ich o twoją rękę zaśmiał się Jan.
Ojciec otworzył drzwi i zobaczył mnie z nieznajomym mężczyzną.
Proszę, wejdźcie przywitał się uprzejmie, podając rękę Janowi.
Dobry wieczór, nazywam się Jan przedstawił się.
Weszliśmy do salonu, gdzie już stał pięknie przystrojony stół i migotała choinka.
Mamo, tato to Jan, mój narzeczony i przyszły mąż pokazałam pierścionek na palcu.
Rodzice byli w szoku.
Cieszę się, iż nasza córka jest szczęśliwa odezwała się mama. Nie wiedziałam, skąd wziął się Jan, bo nie mówiłaś nic…
To noworoczny prezent odparł Jan, śmiejąc się razem z nami.
Zosia opowiedziała, jak niecodziennie Jan zaproponował mi rękę przy pomocy Mikołaja.
Mamy szczęśliwego zięcia, pomysłowego i pełnego energii zaśmiał się tata, podnosząc kieliszek szampana. Za wasze szczęście w Nowym Roku!
Przy dźwięku stukających kieliszków i radosnych okrzykach przywitaliśmy Nowy Rok. Zrozumiałam, iż ten rok będzie dla nas piękny, bo jak się spotka się serca, to nie ma rzeczy niemożliwych.
Z utęsknieniem czekam na jutro, na nowe przygody i na to, co przyniesie nam przyszłość.
Zofia.












