Słuchaj, opowiem Ci historię, która wydarzyła się ostatnio u mojej koleżanki, Zofii. Przyjechała ona do domu wcześniej niż planowała, naładowana po uszy siatkami pełnymi przysmaków od rodziców z rodzinnych stron pod Lublinem. Miała taki pomysł, żeby zrobić niespodziankę swojemu mężowi Krzysiek o niczym nie wiedział. Zamiast jednak ciepłego powitania przy drzwiach, Zosia usłyszała, iż Krzysiek ma do niej sprawę… I to nie taką, jak się spodziewała.
No więc wyobraź sobie szósta już miesiąca, brzuch ją ciąży, plecy bolą, a tu próbuje wcisnąć do ręki torby, w których mama zapakowała domową szynkę, słoiki z ogórkami, jabłka i miód. Przystanek przed blokiem wyglądał jak pole bitwy Zosia ledwo doniosła te bagaże i musiała je odstawić, bo z bólu aż zapiszczała. Telefon do Krzyśka z nadzieją, iż wyjdzie jej naprzeciw.
Krzysiu, hej zaczęła cicho, jakby się bała przerwać coś ważnego.
Zosia? Co się stało?
Nic się nie stało, po prostu już wróciłam! Jestem pod blokiem, mogę liczyć na transport siatek? Sama nie dam rady, bo mama przegięła z ilością…
Z drugiego końca jakby konsternacja.
Ale ty już? Przecież umawialiśmy się, iż wracasz w piątek!
No właśnie! Chciałam Cię zaskoczyć wyjdź szybko, proszę, marzę o położeniu się!
Ale Krzysiek jakby w ogóle nie słuchał.
Zosiu, słuchaj, sprawa jest. W domu pustki, wczoraj wszystko wyjadłem. Skoczysz do Biedronki po schab na obiad? Ja dziś nie poszedłem do pracy, chciałem przygotować coś ekstra na Twój powrót. Bierzesz jeszcze świeżych ziemniaków, bo te w siatce z zeszłego tygodnia już nie do jedzenia
Ona aż zaniemówiła.
Krzysiek, halo! Jestem w ciąży, ciągnę dwie wielkie siaty! Ty nie możesz zejść ze schodów, choćby mi pomóc?
No nie mogę, bo… sprzątam właśnie. Jak wyjdę, to się wszystko zepsuje. Proszę, kup co trzeba i poproś kogoś z sąsiadów o pomoc dla nas się staram!
Zosia aż poczuła, jak łzy jej napływają do oczu. Zebrała siły, zgarnęła jeszcze jedną siatkę i kuśtykała do sklepu. Przed kasjerką w Biedronce czuła się jak ostatnia męczennica wszyscy zerkali ze współczuciem, bo mięso i ziemniaki ważyły chyba ze dwadzieścia kilo, a ona już nie miała czucia w dłoniach.
No i z siatkami doczołgała się pod blok. Krzysiek jeszcze zdążył zadzwonić:
Masz wszystko? Dobra, poczekaj na ławce przed wejściem, za dziesięć minut schodzę, bo jeszcze tu robię ostatnie poprawki!
Ty żartujesz, prawda? Krzysiu? Ja już nie mam siły!
Wytrzymaj, to będzie tego warte! Obiecuję!
Usiadła więc, prawie się przewróciła razem z tymi siatkami, i czekała. Dziesięć minut, potem dwadzieścia, w końcu ponad pół godziny. Gdy wyszedł, cały spocony i rozczochrany, w powykręcanej koszulce, był z siebie niesamowicie dumny.
O, siedzisz! No to chodź, już wszystko gotowe!
Krzysiek, czemu od ciebie tak mocno jedzie chlorowym płynem i odświeżaczem?
Zobaczysz! Chodź!
Wchodzą do mieszkania, a tam taki zapach, iż głowa boli. Wszystko się świeci podłogi, blaty, łazienka. Dywan wyprał, kurz zmeścił do śmietnika, choćby garnek wyszorował na błysk.
No i co? Podoba się? Chciałem, żeby było czysto na Twój powrót, żebyś miała spokój!
Ale Zosia nie wytrzymała i pękła:
Po to kazałeś mi łazić do sklepu, zamiast wyjść mi naprzeciw? Bo bałeś się, iż nie domyjesz łazienki?
A on zdziwiony, wręcz oburzony:
Zawsze mówisz, iż nic nie robię w domu, więc tym razem się sprężyłem! Przecież miałaś wrócić później. Chciałem, żeby było idealnie!
Zosia nie wytrzymała, popłakała się:
Krzysiek, ja chciałam tylko, żebyś mnie przytulił, a nie żebyś ścierał kurze do białych rękawiczek! Moje zdrowie, nasze dziecko, to jest najważniejsze!
Oni się pokłócili do tego stopnia, iż Zosia się natychmiast spakowała i wróciła do rodziców. Krzysiek wydzwaniał, rodzina próbowała namówić ją na powrót, ale ona już była zdecydowana nie chce faceta, dla którego czysta podłoga ważniejsza niż zdrowie żony i dziecka. Mówiła: po co mi mąż, który choćby w takiej sytuacji zostawia mnie z torbami i jeszcze każe mi mięso nosić?
No i tyle. Takie to polskie zamiast się przytulić i zrobić herbaty, to się gość zamyka z mopem w łazience, a na końcu jeszcze focha strzela, iż żona nie doceniła… Taka prawda, czasem trzeba nam po prostu czułości, nie czystych fug w łazience.



