Damski SUV z Japonii za 96 900 zł to może być hit tej jesieni. Polki mogą wybrać lakier pod kolor torebki, nie przekraczając 100 koła

wrc.net.pl 40 minut temu

Pod koniec września Nissan wystartował z nową ofertą wyprzedażową. Uwagę zwraca szczególnie cennik najtańszego w gamie Juke’a. Ten typowo damski SUV (ale spokojnie, nie ma w nim niczego niemęskiego) potrafi kosztować już poniżej 100 tys. zł. Co więcej, wyposażenie jest bardzo bogate, a dowolny lakier wybierzemy bez przekraczania budżetu.

Z tego artykułu dowiesz się:
Toggle
  • Damski SUV nie oszczędza choćby na multimediach
  • Czerwony jest najtańszy, ale inne kolory też mieszczą się w 100 tys. zł

Nissan Juke to oczywiście samochód dla każdej płci. Jednak jego odważny design i obłe kształty sprawiają, iż to jeden z najpopularniejszych modeli wśród płci pięknej. Tenże damski SUV, a wręcz crossover coupe, może być prawdziwym hitem jesieni w obliczu wprowadzonego pod koniec września cennika. Wynika z niego, iż podstawowy wariant kupimy już od 96 900 zł. Na tyle wyceniono warianty Acenta z 114-konnym silnikiem benzynowym i 7-stopniową skrzynią automatyczną.

Nissan Juke. // fot. materiały prasowe

To, co może szczególnie zainteresować panie to fakt, iż już w tym standardzie dostajemy wiele zautomatyzowanych rozwiązań. Nie trzeba pamiętać o włączaniu świateł czy wycieraczek, bo jedne i drugie mogą działać automatycznie. Podobnie jest ze światłami drogowymi. Jest też automatyczna klimatyzacja, a manewrowanie w mieście ułatwia kamera cofania. Juke ma ponadto elektryczny hamulec postojowy z funkcją Auto Hold, więc stojąc chociażby na światłach, nie trzeba cały czas trzymać nogi na hamulcu.

Damski SUV nie oszczędza choćby na multimediach

Standardowa Acenta ma też system multimedialny z naprawdę dużym, 12,3-calowym ekranem dotykowym. Co ważniejsze w codziennym użytkowaniu, telefon można połączyć bezprzewodowo zarówno przez Apple CarPlay, jak i Android Auto. Nie trzeba więc za każdym razem wyciągać przewodu, żeby korzystać na ekranie samochodu z ulubionych aplikacji czy map. Do tego dochodzą Bluetooth, radio cyfrowe DAB i sterowanie głosowe. Z przodu przewidziano zarówno USB typu A, jak i C, a także klasyczne gniazdo 12 V.

Jest też sporo systemów, które mogą przydać się szczególnie podczas codziennego poruszania się po zatłoczonym mieście. Juke sam potrafi awaryjnie hamować, wykrywając pieszych i rowerzystów, ostrzega o niezamierzonej zmianie pasa, rozpoznaje znaki drogowe i monitoruje uwagę kierowcy. Standardem są również tempomat z ogranicznikiem prędkości oraz system wspomagający ruszanie pod górę. Wersja Acenta jeździ na 17-calowych kołach, co w miejskim crossoverze może być wręcz zaletą względem efektowniejszych 19-calowych obręczy droższych odmian.

fot. materiały prasowe

Juke nie jest przy tym wielkim SUV-em. Ma 4,21 m długości, a średnica zawracania wynosi 10,57 m, więc powinien dobrze odnajdywać się w mieście. Jednocześnie benzynowy wariant oferuje 422-litrowy bagażnik. Po złożeniu kanapy przestrzeń może wzrosnąć choćby do 1305 l przy załadunku pod dach. To już wartości pozwalające myśleć o tym samochodzie nie tylko jako o modnym aucie do miasta, ale też całkiem praktycznym jedynym samochodzie w gospodarstwie domowym. Nissan Europe

Czerwony jest najtańszy, ale inne kolory też mieszczą się w 100 tys. zł

Najbardziej rzucający się w oczy czerwony Fuji Sunset nie wymaga żadnej dopłaty i właśnie tak skonfigurowanego Juke’a Nissan oferuje za 96 900 zł. Producent podaje jednak, iż samochód z pozostałymi lakierami można kupić od 99 900 zł. W cenniku znajdziemy m.in. czarny perłowy, niebieski, szary, ceramiczny oraz biały perłowy. Cennikowa dopłata do większości z nich wynosi 3000 zł, podczas gdy zwykły biały kosztuje 1500 zł. Tym samym choćby wybór koloru innego niż promocyjny czerwony pozwala utrzymać cenę samochodu poniżej psychologicznej granicy 100 tys. zł.

Nissan Juke. // fot. materiały prasowe

Kto może wydać więcej, ma do wyboru znacznie bogatsze odmiany. N-Connecta kosztuje promocyjnie od 104 400 zł z manualem lub 112 400 zł z automatem, a N-Style odpowiednio od 109 900 i 117 900 zł. W tej drugiej standardem są już m.in. 19-calowe obręcze, podgrzewana kierownica i przednia szyba oraz przyciemniane szyby z tyłu. Najbardziej wymagający mogą spojrzeć na PULSE, gdzie seryjnie pojawiają się m.in. kamery 360 stopni, monitorowanie martwego pola, przednie i tylne czujniki parkowania, nawigacja oraz dwukolorowe nadwozie. Benzynowy PULSE z automatem kosztuje jednak już 142 300 zł.

Alternatywą dla 114-konnego benzyniaka jest pełna hybryda o mocy systemowej 143 KM. Jest dostępna od wersji N-Connecta za promocyjne 127 600 zł, podczas gdy N-Style Hybrid kosztuje 133 100 zł, a PULSE Hybrid 157 500 zł. Hybryda jest oszczędniejsza – Nissan deklaruje 4,8–4,9 l/100 km w cyklu mieszanym WLTP wobec 6,1–6,2 l/100 km dla 114-konnego benzyniaka z 7-biegową DCT. Przy różnicy cenowej wynoszącej kilkadziesiąt tysięcy złotych najtańsza Acenta za 96 900 zł pozostaje jednak zdecydowanie najbardziej kuszącym punktem całej oferty.

Idź do oryginalnego materiału