Nowa metoda kradzieży pieniędzy z konta. Policja ostrzega przed sprytnym oszustwem

zycie.news 1 godzina temu
Zdjęcie: policja @pexels


Nie ograniczają się już do zwykłego telefonu od rzekomego pracownika banku. Wykorzystują rozmowy wideo, elementy policyjnego umundurowania, fałszywe dokumenty i kilku rozmówców odgrywających różne role. Wszystko ma przekonać właściciela konta, iż jego pieniądze naprawdę są zagrożone. Mieszkanka Lubina uwierzyła w przygotowaną historię i straciła blisko 13 tys. zł. Policja ostrzega: prawdziwy funkcjonariusz nigdy nie każe przelewać oszczędności na „konto techniczne”.

Zaczęło się od telefonu w sprawie pożyczki

Schemat nie rozpoczął się od prośby o pieniądze. To jeden z powodów, dla których okazał się tak przekonujący.

Do mieszkanki Lubina zadzwonił mężczyzna przedstawiający się jako pracownik firmy pożyczkowej. Twierdził, iż ktoś próbował złożyć w jej imieniu wniosek o pożyczkę. Kiedy kobieta zaprzeczyła, rozmówca zasugerował, iż jej dane osobowe mogły wyciec i zostać wykorzystane przez przestępców.

Tak rozpoczęła się wieloetapowa manipulacja.

Chwilę później z kobietą skontaktował się kolejny mężczyzna. Tym razem przedstawił się jako pracownik banku. Przekonywał, iż za wyciekiem danych może odpowiadać osoba zatrudniona w jednej z placówek, a sprawą zajmują się już policja i prokuratura.

Aby cała historia wyglądała jeszcze bardziej wiarygodnie, ofiara otrzymała wiadomość e-mail z rzekomą dokumentacją dotyczącą postępowania.

„Policjant” pojawił się na ekranie

Najbardziej charakterystycznym elementem oszustwa była rozmowa wideo.

Kobiecie przekazano numer do rzekomego policjanta prowadzącego sprawę. Po połączeniu przez komunikator zobaczyła mężczyznę ubranego w granatową koszulkę polo z napisem „Policja”.

Rozmówca przedstawił się jako funkcjonariusz i potwierdził wcześniejszą historię dotyczącą zagrożonych pieniędzy. Zapewniał, iż prowadzone działania mają służyć zabezpieczeniu oszczędności.

To istotny element całego mechanizmu. Ofiara nie miała już do czynienia wyłącznie z anonimowym głosem w słuchawce. Widziała człowieka wyglądającego jak policjant, wcześniej rozmawiała z rzekomym bankowcem i otrzymała dokumenty mające potwierdzać całą historię.

W rzeczywistości każdy z tych elementów był częścią oszustwa.

Kazali jej przekazywać kody BLIK

Kiedy oszuści zdobyli zaufanie kobiety, zaczęli wydawać kolejne polecenia.

Najpierw miała przenieść pieniądze pomiędzy własnymi rachunkami. Następnie przekazano jej informacje o rzekomym „koncie technicznym”, na którym oszczędności miały być bezpieczne.

Pod presją czasu kobieta podawała przestępcom kody BLIK.

Kontakt urwał się dopiero po wykonaniu operacji. Gdy później nie mogła już dodzwonić się pod żaden z numerów wykorzystywanych przez rozmówców, zrozumiała, iż została oszukana. Straciła blisko 13 tys. zł.

Mundur na kamerze niczego nie potwierdza

Dolnośląska policja zwraca uwagę, iż przestępcy coraz staranniej przygotowują swoje scenariusze.

Mogą posługiwać się fachowym słownictwem, przesyłać spreparowane pisma, korzystać z elementów stroju przypominających mundur i prowadzić rozmowy wideo. Wszystko po to, aby ofiara miała wrażenie, iż kontaktuje się z prawdziwą instytucją.

Dlatego sama możliwość zobaczenia rozmówcy nie powinna być traktowana jako potwierdzenie jego tożsamości.

Policja zaznacza również, iż funkcjonariusze nie prowadzą takich czynności przez komunikatory internetowe i nie potwierdzają prowadzonych spraw podczas rozmów wideo.

Usłyszysz o „koncie technicznym”? Przerwij rozmowę

To jeden z najważniejszych sygnałów ostrzegawczych.

Prawdziwy policjant nie poleci przelania oszczędności na „konto techniczne” ani „bezpieczne konto” w celu ochrony pieniędzy. Pracownik banku nie powinien także żądać kodów BLIK czy danych logowania do bankowości.

Podejrzane powinny być również próby wymuszenia pośpiechu.

Jeśli rozmówca twierdzi, iż pieniądze znikną za kilka minut, zabrania kontaktowania się z rodziną, nakazuje zachowanie tajemnicy lub prowadzi klienta krok po kroku przez kolejne operacje bankowe, policja zaleca natychmiastowe przerwanie połączenia.

Następnie należy samodzielnie znaleźć oficjalny numer banku i zadzwonić na niego. Nie warto korzystać z numeru przekazanego w SMS-ie lub przez osobę, która właśnie się z nami kontaktowała.

Kod BLIK to nie kod do „zabezpieczenia pieniędzy”

Sam BLIK nie jest źródłem problemu. Zagrożenie pojawia się wtedy, gdy użytkownik przekazuje kod osobie trzeciej i następnie zatwierdza operację, której sam nie zamierzał wykonywać.

Operator BLIKA przypomina, iż kod służy do zainicjowania transakcji. Po jej zaakceptowaniu w aplikacji bankowej z rachunku mogą zostać pobrane pieniądze. Kod jest jednorazowy i istotny przez dwie minuty, ale przekazanie go oszustowi może umożliwić mu rozpoczęcie operacji.

Dlatego przed każdym zatwierdzeniem należy sprawdzić ekran aplikacji.

Widoczna jest tam co najmniej kwota operacji, a często również informacja o odbiorcy, sklepie lub bankomacie. jeżeli dane nie zgadzają się z tym, co chcieliśmy zrobić, transakcji nie należy potwierdzać.

Jedna rzecz może przerwać cały scenariusz

Tego rodzaju oszustwa opierają się przede wszystkim na emocjach.

Najpierw ofiara słyszy, iż ktoś wykradł jej dane. Potem dowiaduje się o zagrożonych pieniądzach. Następnie pojawia się „bank”, „prokuratura” i „policjant”. Każdy kolejny element ma sprawić, iż historia wydaje się coraz bardziej prawdopodobna.

Najskuteczniejszą reakcją jest przerwanie tego ciągu.

Wystarczy się rozłączyć i samodzielnie skontaktować z bankiem. W przypadku podejrzenia przestępstwa można również zadzwonić pod numer alarmowy 112. Taką właśnie procedurę zaleca policja.

Najważniejsza zasada pozostaje więc prosta: nie przelewaj pieniędzy, nie podawaj kodu BLIK i nie wykonuj instrukcji tylko dlatego, iż ktoś na ekranie wygląda jak policjant lub pracownik banku. Kilka minut poświęconych na niezależne sprawdzenie historii może uchronić przed utratą całych oszczędności.

Idź do oryginalnego materiału